5razones.pl

Styczeń 12, 2016 at 9:32 pm

O dziewczynie z białą sukienką w walizce

O dziewczynie z białą sukienką w walizce

Gdybym spisała tę historię tylko na podstawie jej opowieści, a słyszałam ją wiele razy, to byłoby to niczym hollywoodzkie love story. I nie wiem, czy byście ją udźwignęli bez zapasu chusteczek, bo ja nieraz słuchając tej powiastki w rękaw szlochałam. Prawdziwa romantyczna miłość, on na drugim krańcu Polski, nie dostaje przepustki na ślub. Ona jedzie tam za nim. Pakuje się do pociągu z walizką, w której ma tylko białą skromną sukienkę. Jedzie sama, w tajemnicy przed rodziną. Ale rusza za nią jej mama, która podobno zostaje świadkiem na ślubie.

Miałam w planach raz jeszcze poprosić ją, żeby mi wszystko, z najskrytszymi szczegółami opowiedziała. Chciałam to spisać, uwiecznić, zapamiętać, żeby zostało na zawsze. Nie zdążyłam przeprowadzić tej ostatniej rozmowy.

O pomoc w odgrzebaniu, przypomnieniu i poskładaniu najważniejszych faktów poprosiłam rodzinę. Ich zeznania dodają tej historii lekką nutkę rozwagi, uzupełniają ją o niezapowiedziane przeciwności losu, ale i prędkie wybawienia. Jest dramaturgia, i komedia omyłek, i płaskostopie, i pospolita, choć według mnie na swój sposób bardzo romantyczna zupa ziemniaczana.

Zresztą posłuchajcie sami…:

Wiem, co następuje: jednostka w Gdańsku-Wrzeszczu – chyba lotnicza. Ślub w kościele tamże chyba 6.10.1952. Jak wielka to była tajemnica? Nie wiem, myślę że Ciocia Hania może coś pamiętać. – tak zeznawał mój wujek Dyzio (najmłodszy brat mojego taty), świadek ze słyszenia.

To nie była żadna tajemnica – tak wspomnieniami do tamtych zdarzeń wraca ciocia Hania, młodsza siostra mojej babci – Dziadek Kazek faktycznie stacjonował w jednostce wojskowej w Gdańsku-Wrzeszczu – lotnictwo. Miał nie iść do tego wojska, był odroczony ze względu na płaskostopie. Jednak został powołany i musiał się zgłosić do jednostki. Ślub miał się odbyć w kościele w Przegorzałach i tu wygłaszane były z ambony zapowiedzi przedślubne. Zbliżała się data ślubu, a dziadek nie dostał przepustki. Zapowiedzi traciły ważność. Trzeba było brać ślub, żeby nie wygłaszać zapowiedzi po raz drugi. Co tu robić? Prababcia Michalina poszła po poradę do księdza. On powiedział, że wypisze tak zwaną delegację i niech wezmą tam ślub. Babcia Jasia wzięła to zaświadczenie i pojechała pociągiem do Gdyni – sama. Do walizki zapakowała nie suknię, tylko kremową garsonkę (spódnica i żakiet). Sama ją sobie uszyła. Do tego miała kupioną haftowaną białą bluzkę z kokardą i kapelusz z woalką. Mama babci Jasi była smutna, że nie może jechać na ślub córki (płakała do sąsiadki – pani Mazurowej). Mazurowa pożyczyła jej pieniądze na podróż. Prababcia Michalina nie chciała jechać sama. Pojechał z nią szwagier – Władysław Gołda ze Zwierzyńca.

Z tego, co wiem babcia Michalina tam była (dziadek Janek już nie żył od 1946) – dodaje wuj Dyzio.

Dobrze się stało, że za babcią Jasią pojechała jej mama Michalina. – raz jeszcze potwierdza ciocia Hania – Okazało się, że ksiądz wypisując zaświadczenie zapomniał napisać najważniejszego zdania, że Janina jest ochrzczona. Michalina musiała złożyć przysięgę przed krzyżem, że chrzciła swoje dziecko. Gdyby tego nie zrobiła to najprawdopodobniej nie doszło by wtedy do ślubu. Świadkami byli prawdopodobnie najstarszy brat – Kazimierz ze swoją żona – Marią.

Babcia Jasia miała 20 lat, a dziadek Kazek 22. Gośćmi na ślubie byli najstarszy brat babci Kazimierz (wtedy już zawodowy żołnierz marynarz), jego żona Maria i ich chyba 2 letnia córka Grażynka – dorzuca pewniaki wujek Dyzio.

Od tego brata, marynarza młoda para dostała w prezencie ślubnym ster okrętu – snuje wspominki ciocia Hania – a wewnątrz zdjęcie młodej pary. Ślub się odbył w Gdyni w kościele. Potem poszli do Kazka do mieszkania. Tam był jakiś skromny poczęstunek. Po dwóch dniach przyjechali do Krakowa i tu nie było drugiego ślubu, ani wesela dla rodziny. Parę młodą powitano zupą ziemniaczaną. Po kilku dniach dziadek Kazek musiał wracać do jednostki. I potwierdzam, że babcia Janina miała wtedy 20 lat, a dziadek Kazimierz 22.

Czy było to rozważne czy romantyczne? Nie wiem… – zastanawia się Dyzio.

No chyba to raczej było bardziej rozważne – żartuje moja kuzynka Sylwia, której zleciłam przepytanie swojej babci, a mojej cioci Hani. – Ta cała historia z Mazurową, i ten wyjazd, żeby nie przepadły zapowiedzi…

Składając te wspomnienia, jak klocek do klocka, odkrywając fakty, które do tej pory były mi nieznane, gdzieś po drodze padła mi koncepcja romantycznej i w tajemnicy miłości, którą uparcie i zawzięcie raczyła mnie babcia Jasia.

Ale rzeczywistość, ze swoimi wszystkimi wzlotami, i upadkami, i zakrętami, też jest piękna. I jakże romantyczna.

Wspominając tę historię, wciąż uparcie widzę ją, dziewczynę z białą sukienką w walizce.

W swoją ostatnią podróż też pewnie tak się spakowała.

 

ps. Za pomoc w uchwyceniu tego, co było, dziękuję wszystkim zeznającym: wujkowi Dyziowi i cioci Hani; cioci Dorotce, która notatki z opowieści czyniła; kuzynce Sylwii, która jak prawdziwy szpieg wszystko wraz z dokumentacją zdjęciową mi przekazała.

 

0 likes Ta Która Wie # , , , , , , , , , , , ,
Podziel się: / / /
  • Pingback: Furia jest kobietą - 5razones.pl()

  • Ja Zwykła Matkaa

    Uwielbiam Takie rodzinne historie, sama muszę parę spisać, uwiecznić dla potomności. Duże brawa dla Ciebie 🙂 kiedyś ktoś To przeczyta……..

  • Aleksandra Kujałowicz

    Jak to dobrze, że spisałaś tę historię! Dzieci będą ją kiedyś czytały, potem Twoje wnuki…

Szukaj na 5razones
O mnie
To ja Pau Elegancka Wszystko co chcecie o mnie wiedzieć, znajdziecie tu. W każdym poście. Przeczytacie w każdym zdaniu i pomiędzy zdaniami. Rozpoznacie na granicy kropki kończącej jedną myśl, a akapitem rozpoczynającym następną. Zdjęcia, rysunki, szkice to pocztówki z naszej codzienności. Łapcie!

Dorzucam małą opowieść do wielkiej dyskusji i wyznań #jateż #metoo.

O zabawie w potwora i lekcji NIE, jaką ostatnio dostał Franciszek: 5razones.pl/zabawa-w-potwora/

Czytajcie.
I proszę wróćcie tu z Waszymi refleksjami, przemyśleniami.
... See MoreSee Less

View on Facebook

Nie od dziś wiadomo, że komunikacja to sztuka... czasami rozpisana na trzy akty, i wiele scen. Bywa, że trzeba dozować napięcie, a potem zaskoczyć puentą. Czasami nie ma opcji, i brnie się w sztuczki i fortele. Albo stosuje technikę dobra wiadomość - zła wiadomość - i jako zwieńczenie dobra wiadomość, to oczywiste, któż nie lubi happy endów.

I kto jak kto, to ja na tych wszystkich komunikacyjnych trikach się znam. Na ten przykład kilka naszych rodzinnych scenek...

[jak przekazać mężowi wiadomość, że zdrowie i życie jego najmilejszej konsoli ps4 wisiało na włosku]
- A wiesz, że z naszego Tadzina to niezły wspinacz i komandos? Wyobraź sobie, że dziś po fotelu wspiął się na komodę... tą wiesz, na którym stoją konsole, i tak.... jeden pad zrzucił, drugi pad również zrzucił, a gdy chciał zrzucić i konsolę, to akurat udało mi się go przejąć i ściągnąć z wysokości. 🎮🕹🎮

[jak wytłumaczyć się z wielkiego pudła ciuchów, którą rano dostarczył kurier]
- Podziwiaj Ty swoją żonę, smartshopperkę, królową zakupów tylko musthave! Wszystko co tu widzisz, jest mi szalenie niezbędne, do tego kupione na wyprzedażach, no to prawie jak za darmo. A nawet dla Ciebie udało mi się coś kupić, a dokładnie to skarpetki w sushi. 🍣🍤🍥

[jak uzdatnić obiad dla męża]
- Zrobiłam petarda obiad! Burgery jaglano-buraczane, do tego zupa krem z białych warzyw. (tu zapada cisza... i ja mojego męża nie widzę, bo ja mu to domowe menu recytuję przez telefon, ale szóstym zmysłem wyczuwam, że jemu się jakos tak odbija na samo wyobrażanie obiadu bez padliny chociaż w roli przekąski, dlatego na prędkości improwizuję) ale Ty się nic nie martw, Twoja porcja będzie specjalnie aromatyzowana i uzdatniana długo dojrzewającym boczkiem wędzonym! 🥓🥓🥓
... See MoreSee Less

View on Facebook