Październik 9, 2016 at 8:32 pm

Koki po brzegi pełne czekolady

Koki po brzegi pełne czekolady

Wrzesień wrzucił nas zamaszyście na nowy rodzicielski zakręt zwany: przedszkole. Nadszedł bowiem moment, żeby naszego ukochanego, wychuchanego najstarszego syneczka Franeczka choć na kilka godzin dziennie oddać w ramiona przedszkolnej instytucji. Lord nasz najmilejszy wcale, a wcale nie oponował. Znak, że była w nim gotowość na podjęcie nowego wyzwania i ruszenie ku przygodzie. Adaptację przedszkolaka przeszedł wybornie. To nas rozstanie z nim przeczołgało, ja po kątach i w rękaw szlochałam, że jakże on tak beze mnie… Ojciec Smok krzepiąco po plecach mnie musiał klepać, że zuch chłopak da sobie radę.

Już pierwszego tygodnia nasz pierworodny syn powrócił do domu z nowym słowem: KOKI. Ze słowem KOKI budził się rano, a potem wieczorem zasypiał. Czasami przez sen rozmarzony o tych tajemniczych kokach wspominał.

Zachodziliśmy z Smokiem w głowę, czymże są owe koki? Raz nawet zapytaliśmy Franciszka, co to jest ta owa koka. To nas wyprowadził z błędu, że nie koka, tylko koki. Co nas tylko upewniło, że w liczbie mnogiej koki występują.

Wyjaśnienie zagadki przyszło od cioć z przedszkola, i okazało się, że koki to są po prostu ciastka, które jedna z dziewczynek co dzień na drugie śniadanie przynosi. Na które to koki, jak i też kabanosy innego kolegi, nasz syn uporczywie co rano poluje. A jak później wyznały nam ciocie przehandlowuje ciasta drożdżowe, które ja syneczkowi wieczorem piekłam, co by tak świeże, domem pachnące miał na drugie śniadanie.

To skoro on tak tych koków/kok (cholera! nie wiem jak to deklinować!?) pożądał, to postanowiłam uruchomić jakiś domowy wypiek. I tak przypomniałam sobie o pewnych ciasteczkach, po brzegi pełnych czekolady, rozkosznych, boskich, bardzo grzesznych. Miałam przyjemność je kiedyś degustować na wieczorze panieńskim mojej Słowiańskiej Sis. A przepis dostałam od jej koleżanki i z przyjemnością Wam go prezentuję. Są prędkie w wykonaniu, właściwie zanim zdąży się wam zachcieć czegoś pysznego, to one już są gotowe.

Koki po brzegi pełne czekolady

125 g miękkiego masła
80 g brązowego cukru (muscovado)*
1 jajko
2-3 łyżki masła orzechowego (opcjonalnie! Masło orzechowe jest ostatnio moja ulubioną fanaberią żywieniową)
aromat waniliowy (opcjonalnie! ja ostatnio pomijam go w ciachach, bo dodaję masło orzechowe)
185 g mąki (1¼ szklanki)
1 łyżeczka sody oczyszczonej
¼ łyżeczki proszku do pieczenia
2-3 łyżki ciemnego kakao
tabliczka posiekanej mlecznej czekolady**
tabliczka posiekanej białej czekolady**
tabliczka posiekanej gorzkiej czekolady**
pół łyżeczki płatków chilli lub różowego pieprzu (wersja dla odważnych)

Miękkie masło miksujemy z cukrem, masłem orzechowym (jeśli podobnie jak ja ulegniecie takim smakom)/ aromatem waniliowym (jeśli jednak nie zdecydujecie się na masło orzechowe) i jajkiem. Dodajemy suche składniki i miksujecie raz jeszcze. Teraz wystarczy dosypać czekolady i całość wymieszać. Z masy formujemy kulki orzecha włoskiego – tu mogą się przydać dziecięce rączki. Kulki układamy na blaszce i lekko spłaszczamy, albo spłaszczanie oddajemy dzieciom. Między kulkami próbujemy zachować 5 cm odstępy. Koki należy wypiekać w temperaturze 170ºC przez około 8 – 10 minut. Zanim zdejmiemy je z blaszki powinno się chwilę zaczekać (powodzenia! Nam się nigdy nie udało!), bo koki będą bardzo miękkie.

Polecam upiec od razu dwie blachy koków, żeby starczyło dla dziecka na to drugie śniadanie.
*w przepisie, którym podzieliła się ze mną koleżanka Malina, było 160g cukru, ale uznałam, że jak to maja być domowe koki dla mojego już z natury pobudzonego Franisława, to ja mu nie będę dodatkowych dopalaczy cukrowych do koków dorzucać

**próbujcie się w różnych kombinacjach czekoladowych, albo np. jednej tabliczki czekolady dorzućcie garść żurawiny, daktyli, orzechów

0 likes W kuchni utytłani # , , , , , , , ,
Podziel się: / / /
  • haha…dzieciaki to tworzą takie słowa, że można się bawić w detektywa 😉

    • no Fra regularnie nas zaskakuje jakimiś swoim słowotwórstwem, i czasami ciężko nam dociec, o co mu chodzi

  • Mały człowieczek

    Jezusie Najmilejszy, dostanę cukrzycy od samego czytania przepisu 😀 cudowne! Trzeba uzupełnić zapasy i piec! Myślisz, że razowa mąka też da radę?

    • są pycha! więc nie trać czasu. Ja bym podjęła wyzwanie z mąką razową. W ogóle już zrobiłam eksperyment i do tej masy mokrej, czyli masło, cukier, masło orzechowe, jajko, dodałam miks płatków wszelakich i sezamu i żurawiny i też trochę czekolady i wyszły super ciasteczka owsiane 🙂

  • Jagoda

    Pau, w przepisie piszesz o aromacie ale nie wymienisz go wśród składników, co to za aromat?

    • Jagoda, faktycznie przy redakcji przepisu zapomniałam o aromacie. Aromat trzeba domiksować na początku do masła i jajka i cukru. Ja jak nie dysponuję aromatem, to daję po prostu cukier waniliowy. A jak i tego nie mam, to ciacha obywają bez tej waniliowej nutki 🙂

  • Agnieszka Koklicka

    super przepis, mniam!

  • Pewnie mojemu siedmiolatkowi by smakowały takie ciasteczka. Ja ostatnio jednak walczę ze słodyczami i staram się jednak mniej cukru dodawać 😉 Ile ciasteczek z tej porcji wychodzi?

  • nicponwkuchni

    Muszą być pyszne takie ciasteczka, nie dziwię się że się chłopak tak ich domagał 😉 Moja córka na razie na wszystko mówi muti, uti, a „puti”mówi na brata Piotrusia 😉

  • Ja Zwykła Matkaa

    Haha te tajemne szyfry naszych dzieci ;). Koki bardzo lubimy, Miłek musi mieć na drugie śniadanie. Muszę wypróbować Twój przepis :). Dziękuję Ci za wsparcie….. wiesz o czym mowa. Ściskam Cię mocno.

Szukaj na 5razones
O mnie
To ja Pau Elegancka Wszystko co chcecie o mnie wiedzieć, znajdziecie tu. W każdym poście. Przeczytacie w każdym zdaniu i pomiędzy zdaniami. Rozpoznacie na granicy kropki kończącej jedną myśl, a akapitem rozpoczynającym następną. Zdjęcia, rysunki, szkice to pocztówki z naszej codzienności. Łapcie!

Dorzucam małą opowieść do wielkiej dyskusji i wyznań #jateż #metoo.

O zabawie w potwora i lekcji NIE, jaką ostatnio dostał Franciszek: 5razones.pl/zabawa-w-potwora/

Czytajcie.
I proszę wróćcie tu z Waszymi refleksjami, przemyśleniami.
... See MoreSee Less

View on Facebook

Nie od dziś wiadomo, że komunikacja to sztuka... czasami rozpisana na trzy akty, i wiele scen. Bywa, że trzeba dozować napięcie, a potem zaskoczyć puentą. Czasami nie ma opcji, i brnie się w sztuczki i fortele. Albo stosuje technikę dobra wiadomość - zła wiadomość - i jako zwieńczenie dobra wiadomość, to oczywiste, któż nie lubi happy endów.

I kto jak kto, to ja na tych wszystkich komunikacyjnych trikach się znam. Na ten przykład kilka naszych rodzinnych scenek...

[jak przekazać mężowi wiadomość, że zdrowie i życie jego najmilejszej konsoli ps4 wisiało na włosku]
- A wiesz, że z naszego Tadzina to niezły wspinacz i komandos? Wyobraź sobie, że dziś po fotelu wspiął się na komodę... tą wiesz, na którym stoją konsole, i tak.... jeden pad zrzucił, drugi pad również zrzucił, a gdy chciał zrzucić i konsolę, to akurat udało mi się go przejąć i ściągnąć z wysokości. 🎮🕹🎮

[jak wytłumaczyć się z wielkiego pudła ciuchów, którą rano dostarczył kurier]
- Podziwiaj Ty swoją żonę, smartshopperkę, królową zakupów tylko musthave! Wszystko co tu widzisz, jest mi szalenie niezbędne, do tego kupione na wyprzedażach, no to prawie jak za darmo. A nawet dla Ciebie udało mi się coś kupić, a dokładnie to skarpetki w sushi. 🍣🍤🍥

[jak uzdatnić obiad dla męża]
- Zrobiłam petarda obiad! Burgery jaglano-buraczane, do tego zupa krem z białych warzyw. (tu zapada cisza... i ja mojego męża nie widzę, bo ja mu to domowe menu recytuję przez telefon, ale szóstym zmysłem wyczuwam, że jemu się jakos tak odbija na samo wyobrażanie obiadu bez padliny chociaż w roli przekąski, dlatego na prędkości improwizuję) ale Ty się nic nie martw, Twoja porcja będzie specjalnie aromatyzowana i uzdatniana długo dojrzewającym boczkiem wędzonym! 🥓🥓🥓
... See MoreSee Less

View on Facebook