5razones.pl

Marzec 18, 2017 at 9:49 pm

Macierzyński urlop. Jak go wykorzystać na maksa i nawet wypocząć?

Macierzyński urlop. Jak go wykorzystać na maksa i nawet wypocząć?

Ktoś, kto ten okres (który w zależności od potrzeb, chęci i możliwości urlopowiczki może trwać od kilku do aż 52 tygodni) całodobowej posługi macierzyńskiej nazwał URLOPEM, szastał nie lada poczuciem humoru. Jak tu siedzimy, stoimy, leżymy, tańczymy, kręcimy się na ogonie, żeby zabawić rozhisteryzowaną dziatwę, czy co tam wyczyniacie w trakcie lektury mojego tekstu, to wiemy, że nijak się ta nazwa ma do codziennych zadań i wyzwań, jakie na nas spadają z chwilą pojawienia się na tym świecie naszych przerozkosznych pociech.

Co zatem robić, i jak robić, żeby ten czas, nie tylko próbować przetrwać, przeżyć (jakoś!), ale też przede wszystkim maksymalnie go wykorzystać dla siebie, swojego rozwoju, a także, uwaga… nie bójmy się tego słowa, WYPOCZYNKU!

Znajdź swoją wioskę

Gdy zostaje się mamą, ma się potrzebę spotkania z innymi mamami. Któż inny lepiej zrozumie bolączki związane z niewyspaniem, rozterki, bo a czemu tak mało przybiera lub co oznacza zielony kolor kupki? Któż inny nie podpowie, żeby właśnie teraz lecieć do Biedry lub Lidla, bo rzucili pieluchy w promocji lub książeczki dla dzieci? Komu, jak nie właśnie innej matce, powierzyć swoje troski? Może się tak zdarzyć, że nie uda Ci się zsynchronizować swojego rozmnażania z żadną bliską koleżanką. Nic straconego. To właśnie w trakcie swojego macierzyńskiego, a potem wychowawczego poznałam największą liczbę fantastycznych kobiet, mam, a z niektórymi nawet się zaprzyjaźniłam. Okazji do spotkania i poznania jest wiele. Klasyka to oczywiście park, plac zabaw, piaskownica (nic tak nie wspiera w budowaniu relacji, jak wspólna próba przetrwania w okopach piasku), ale w każdym większym mieście można wyszukać różne miejsca i „atrakcje” dla mam z dziećmi (patrz punkt niżej). Właściwie to nawet z domu nie trzeba się ruszać. Internety pełne są grup, forów dla mam, gdzie można porozmawiać, wymienić się doświadczeniami, a potem spotkać w realu.
Jako blogerka miałam i mam przyjemność poznawać inne blogerki-mamy. O Was najmilsze i najlepsze czytelniczki już nie wspomnę! Jesteście moją wioską.

Dlatego zachęcam: śmiało! Rusz się, i szukaj swojej wioski!

 

Wyjdź z domu

Po prostu wyjdź. Opuść cztery ściany, codzienne obowiązki. Podłoga, jak raz na czas się jej odkurzy, to nic się jej nie stanie, gary mogą poczekać do wieczora, a może do powrotu drugiej, ojcowskiej zmiany. Wyjdź, przejdź się, przewietrz głowę. Ja, jak tylko powietrze i stan zdrowia synków pozwala, to korzystam z absolutnie każdej okazji, żeby wyjść w plener, chociaż na spacer, albo na spotkanie na kawę, śniadanie z inną mamą (to plus macierzyńskiego, większość lokali gastronomicznych jest raczej w tygodniu pusta).

Poza spacerowaniem i robieniem masy w pchaniu wózka obciążonego dzidziusiem i zaopatrzeniem dla domu, można też znaleźć dla siebie fajne i rozwojowe aktywności: warsztaty i kursy (chustowania, masażu Shantala, rozszerzania diety dziecka), spotkania tylko dla mam (np. Kręgi Kobiet), konferencje (ja w zeszłym roku brałam udział w Konferencji Bliskości w Warszawie), klubiki z zajęciami dla dzieci (w Krakowie: Zielony Domek), seanse filmowe dla mam z dziećmi (w Krakowie – kino: Kika, Pod Baranami, Sfinks).

Takie wyjścia koniecznie na stałe wpisz sobie w kalendarz!

 

Wróć do swojego hobby

Nic tak odżywczo i energetycznie na mnie nie działa, jak moje flamenco. To nie tylko moja pasja: muzyka, taniec, ruch, emocje. To przede wszystkim okazja do opuszczenia domu bez dzieci. Spotkanie z innymi kobietami, nie tylko matkami. Bo czasami od matki w sobie i innych matek ma ochotę się uciec. Pobyć w innych doświadczeniach i emocjach. Podejrzewam, że każda z Was ma coś takiego, jakąś dyscyplinę, pasję, coś co Was kręci, daje wytchnienie, uspokaja, wycisza, a może wręcz przeciwnie podkręca, napędza, daje kopa.

Nie rezygnuj z siebie i swoich zainteresowań. Celebruj swoje pasje. Zarażaj nimi innych, także swoje dzieci.

 

Znajdź nowe hobby

Często ten czas siedzenia w domu z dzieckiem, obijanie się co dnia, o te same, stałe punkty programu jest impulsem do szukania nowych przestrzeni dla siebie. Nic tak nie działa twórczo, jak nuda i stagnacja.

Myślałaś kiedyś o nauce nowego języka obcego? Czemu właśnie nie teraz? Zawsze chciałaś spróbować jogi? To tak, jak ja. Niedawno znalazłam zajęcia, i raz w tygodniu jestem a to psem, a to świerszczem. Marzyłaś o tym, żeby spróbować szycia albo robienia na drutach? W internecie znajdziesz na pewno sporo tutoriali i gotowych wykrojów, które pomogą ci zacząć. A przecież w domu jest dla kogo szyć lub dziergać czapki i skarpety.

Dlatego zamień nudę na szalik, giętki kręgosłup lub język, którym swobodnie porozumiesz się w trakcie najbliższych wakacji.

 

Rusz w podróż życia

Kto powiedział, że z dziećmi nie można realizować swoich najbardziej śmiałych marzeń i planów podróżniczych? Kiedy, jak nie teraz spakować się i pojechać gdzieś nawet na miesiąc czy dwa? Moja koleżanka (ostatnio moja Pierwsza Wioskowa), którą poznałam właśnie w Domu Kultury na zajęciach dla dzieciaków, będąc jeszcze w ciąży z Tadeuszem, zaledwie kilka dni temu wróciła z podróży po Azji ze swoją 11miesięczną córeczką. Inni znajomi nie bali się ruszyć z dwójką swoich małych córeczek na podbój Tajlandii i Malezji. Jeszcze inna koleżanka ciora swoje bliźniaki po świecie poza szlakiem odkąd skończyły 6 miesięcy.

Dzieci są naprawdę wspaniałymi towarzyszami podróży. Zatem nie szukaj wymówek, tylko zacznij się pakować.

 

Rozwijaj się i podnoś swoje kwalifikacje

Nawet na macierzyńskim, zakopana pomiędzy pieluchy, nigdy niekończące się pranie, możesz zadbać o rozwój swoich zawodowych kompetencji, a może nawet odkryć całkiem nowe i się przekwalifikować. Zdziwiona? Ten pomysł podrzuciły mi moje koleżanki z pracy szczerze zatroskane o losy mojej kariery. Przekonały mnie, że siedząc w domu z dzieckiem mogę być na bieżąco ze swoją branżunią. Co i rusz podsyłają mi linki do różnych kursów on-line, wysyłają zaproszenia na webinary, warsztaty, zasypują moja skrzynkę różnymi raportami, ciekawymi artykułami. Wystarczy dostęp do Internetu, a wiedza już tam jest. Usypiasz dziecko, w trakcie drzemki malucha, na spacerze, gotując: czytaj, słuchaj, oglądaj.

To taki Uniwersytet Macierzyńskiego Urlopu.

 

Odważ się i załóż własny biznes

Ha! Ileż to biznesów powstało w okopach kuchennych garów, za górami piętrzącego się prania, nocami, przy zapalonej lampce, żeby nie obudzić reszty domowników? To właśnie doświadczenie tego najbardziej pracowitego z urlopów jest dla wielu kobiet okresem do weryfikacji swojej dotychczasowej ścieżki kariery. Momentem zatrzymania, zawieszenia i zadania sobie pytania: co dalej? Czy mam gdzie wracać po macierzyńskim? Czy moja dotychczasowa praca dawała mi satysfakcję? Czy ta satysfakcja i ogrom obowiązków jest ważniejszy niż popołudnie z dziećmi po przedszkolu? Może pora spróbować czegoś swojego? Może jestem dobra w to szycie, druty, pisanie, fotografowanie, gotowanie, robienie paznokci, projektowanie plakatów, ciuchów, biżuterii?
Znam kobiety, które też stanęły przed tymi wątpliwościami, i ruszyły po swoje. Już niedługo Wam je przedstawię.

0 likes Ta Która Wie # , , , , , , , , , , ,
Podziel się: / / /
  • Sylwia Antkowicz

    Z jednej strony ciężko zrobić coś poza opieką nad dzieckiem. Bo przecież to nie urlop, a praca i to więcej niż na etacie. Poza tym u mnie minęło ładnych pare miesięcy zanim się zorganizowałam. A z drugiej strony opieka nad dzieckiem jest czasami monotonna, stąd dobrze mieć oazędla siebie – u mnie jest to pisanie bloga. Pozdrawiam

    • Mam tak samo, z dwójką dzieci czuję jakbym była w permanentnym szpagacie i nieustającym niedoczasie. Ale o dziwo, im więcej mam na głowie, tym więcej udaje mi się jeszcze wcisnąć. A ile tematów do blogowania! 😀

      • Jul

        Wciskać można dowolnie wiele, tylko jak się potem zdrowie sypie z przemęczenia, to już po całości. Been there, seen that. Jak masz wioskę wokół siebie, to możesz zrobić więcej. Jak nie masz, to robisz albo kosztem dzieci, albo kosztem zdrowia.

        • Paulina Tracz

          Julio, no właśnie u mnie wioski brak, sami z mężem ogarniamy siebie, dom, i dzieci. A wciśnięcie, choć jednej z wymienionych przeze mnie w tekście rzeczy, to jak najbardziej dla zdrowia… tyle że psychicznego.

  • Mnie dopiero powrót do pracy pozwolił rozwinąć skrzydła i wyjść z nieustającego niedoczasu. Przez czas urlopu byłam nieustannie zmęczona, fizycznie wykończona. To chyba w głównej mierze wina tarczycy, ale fakt, że zwyczajnie nie miałam siły na hobby, dokształty, ledwie dawałam radę wyjść na spacer. Teraz jest lepiej, bo i samopoczucie na plus, i w pracy męczę sobie umysł, a nie ręce i kręgosłup 😉

    • Paulina Tracz

      Właśnie byłam bardzo ciekawa, jak sobie wszystko poukładałaś po powrocie do pracy… Z tego co opisujesz, to „chęć do wyzwań” wróciła. A o co chodzi z tarczycą? Sama mam lekką niedoczynność tarczycy, i nawet już zaczęłam się zastanawiać, czy moje niechcenie/zmęczenie/wnerwienie/rozdrażnienie czy to też nie przez tarczycę.

  • Ja dopiero przy drugim dziecku zaczęłam odkrywać potencjał macierzyńskiego. Przy pierwszym byłam tak zaaferowana maluchem i tak niezorganizowana, że nie miałam czasu na nic.
    Z tym poszukiwaniem wioski trzeba być ostrożnym jednak, bo mamuśkowy świst jest pełen wszystkowiedzących, co zamiast pomóc, tylko się oburzą i skrutykują. Warto robić selekcję nowych koleżanek 😉
    A pojęcie „urlop macierzyński” na bank wymyślił facet 😉

    • no wręcz pewne. Ja się śmieję, że jakby faceci siedzieli na tym „urlopie” najpierw po porodzie mieliby tygodniowy pobyt w SPA, żeby zebrać siły, oczywiście refundowany przez NFZ, a potem gosposię do pomocy na co najmniej 5h 😀

  • Bardzo cenne pomysły! Z tym, że ja osobiście unikałam spotkań z innymi świeżo upieczonymi matkami będą na macierzyńskim – jakoś nigdy nie lubowałam się w wymianie kupkowych doświadczeń 😉

  • Świetny wpis, bardzo motywujacy . Zakładam jednak, że to wpis dla tych mam, które mają z kim zostawić dzieci żeby wyjść np na flamenco 😉

  • Konczę już macierzyński, ale na szczęście większość punktów mogę odhaczyć 😊 szczególnie samorozwój: od miesiąca bloguję 😄

  • Bardzo trafne wskazówki. Mimo, że jest się świadomym konieczności robienia czegos dla siebie, bardzo ciezko jest wyłączyć wpojoną przez lata matczyną i kobiecą powinność bycia nadworną kurą domową i matką Polką. Jak dobrze również byłoby wyłączyć nasz instynkt i w spokoju skorzystać z czasu dla siebie, bez zastanawiania sie czy malec nakarmiony, napojony, przewiniety, położony 😉

  • Pingback: Dajesz mi swoją perspektywę. Wspomnienie z pierwszego Wyjazdowego Spotkania Świadomych Blogerek - 5razones.pl()

Szukaj na 5razones
O mnie
To ja Pau Elegancka Wszystko co chcecie o mnie wiedzieć, znajdziecie tu. W każdym poście. Przeczytacie w każdym zdaniu i pomiędzy zdaniami. Rozpoznacie na granicy kropki kończącej jedną myśl, a akapitem rozpoczynającym następną. Zdjęcia, rysunki, szkice to pocztówki z naszej codzienności. Łapcie!

Fejsbuczek mi przypomniał, jak to 4 lata temu przy Franiu już bardzo, ale to bardzo nie starczało mi... niczego! Odzieży, sił i gibkości, żeby sobie buty samej założyć. 😅😄😃🤣😂

Mam tu jakieś ciężarne, którym również nie starcza?
... See MoreSee Less

View on Facebook

Zrobiliśmy dziś sobie spontaniczną wyprawę do gospodarstwa ekologicznego Dębnik 52
Niezapowiedzianie zaskoczyliśmy Gospodarzy, ale mimo tego każda kózka (no prawie każda) została nam przedstawiona z imienia. 🐐🐐🐐 Zwierzaki mogliśmy pogłaskać, nakarmić, tylko uważać trzeba, bo łakome kózki lubią skubnąć kieszenie szukając czegoś do schrupania.

Miejsce niezwykłe, zaledwie 25km od Krakowa, z własną stadniną🐎🐎🐎 koni rasy Haflinger i American Quarter Horse. Do tego te czarowne kozy, z których mleka Gospodarze robią wyborne jogurty i sery (my zaopatrzyliśmy się w twarożek i fetę w oleju z czosnkiem, czosnkiem niedźwiedzim, ziołami dębnickimi i chili).

Wrócimy, bo raz że blisko, dwa serdeczni Gospodarze i ich zwierzyniec, a trzy... to ja bardzo chcę zrealizować swoje marzenie o jeździe konnej.
... See MoreSee Less

View on Facebook

Tadziulkowe pierwsze bodziaki, rampersy, kaftaniki, koszulki oraz piżamki pocięte na kwadraciki, które potem najzdolniejsza Agnieszka z MaAteria patchworki pozszywała, pikowała i tak powstała patchworkowa narzuta dla Tadzinka (już jest w drodze do nas).
Franiu też taką ma. Najukochańsza kołderka, codziennie tuli Go do snu. 🌈🛌🌒

#patchwork #handemade #narzutapatchworkowa #maateria #pierwszeubranka #kołderka #magicofchildhood #TadeuszMajowy
... See MoreSee Less

View on Facebook