5razones.pl

Listopad 20, 2015 at 12:42 pm

Mężczyzno potrafisz, kobieto nie musisz, czyli partnerstwo na 100

Mężczyzno potrafisz, kobieto nie musisz, czyli partnerstwo na 100

Kiedy kilka miesięcy temu publikowałam post o Matkach Polkach Terminatorkach, maszynach bojowych i wielozadaniowych, jedna z moich koleżanek zostawiła słuszny komentarz: A ja staram się jednak, żeby mąż też czuł się potrzebny :P

I dzisiaj właśnie o tej potrzebie mężczyzn bycia i czucia się potrzebnym będzie mowa.

Moja babcia zwykła czule mnie strofować, że ze mnie jest dupa a nie pani domu, skoro w mojej kuchni to chłop przy garach stoi. Tak przyzwyczaiła się do myśli, iż na naszych kuchennych włościach rządzi Smok, że tylko z nim podejmowała dyskusję, o tym co dzisiaj było na obiad. Mnie przy tym totalnie ignorując, uznając chyba, że jeśli Smok gra w kuchni przysłowiowe pierwsze skrzypce, to ja robię w chórkach zmywając gary lub trąc chrzan.

Moja babcia zapytana także o to, kogo uważa za parę idealną wśród naszej najbliższej rodziny zwykła wskazywać na jednego ze swoich braci i bratową. Babciu, ale ty mylisz partnerstwo z niewolnictwem – protestowaliśmy z moim kuzynostwem. Przecież ciocia całe życie usługiwała wujkowi, była prawie jak jego służąca. I w tym właśnie, wg babci leżał sukces związku tej dla niej wybitnie idealnej pary. Bo to on był beneficjentem usług i działań domowych swojej żony, a ona mu pobożnie usługiwała.

My kobiety mamy problem. Z jednej strony chciałybyśmy, żeby oni nam pomagali w domowych obowiązkach, żeby nam partnerowali w tych prozaicznych codziennych czynnościach, żeby po równo (przecież w każdej sferze życia domagamy się parytetów) ciorali się w tych najmniej wdzięcznych działaniach i poligonach domowych. A jednak tak trudno nam oddać im pola. Bo przecież wiemy i potrafimy lepiej. Nawet jak pozwalamy im na samodzielność, to jest to samodzielność pod kontrolą. Wszak czapeczki i pałeczki House Komando nie możemy oddać. One należą do nas, i to my, i tylko mu wiemy, jak domem i przyległościami zarządzać.

Oczywiście wpuszczamy ich do kuchni, żeby tam coś podziałali dla dobra rodziny i jej żołądków, ale potem pod nosem, a potem oficjalnie na plotach u koleżanek podśmiechujmy się z ich niezaradności, ciapowatości, bo w otchłani szafek nie potrafili znaleźć właściwego garnka. Właściwego, czyli takiego, jakie same byśmy wybrały.

Rzecz jasna i oczywista, że i dzieci z nimi zostawimy, bo kiedyś same poza dom musimy wyjść tak całkiem same. Ale zanim opuścimy domową twierdzę, zostawimy im kompletną instrukcję obsługi dzieci, i trzody zwierzęcej, i całej zagrody, scenariusze na każdą możliwą okoliczność, zdarzenie losowe lub atmosferyczne, żeby wiedzieli jak się w tym naszym, no tylko naszym świecie odnaleźć.

Ma się rozumieć, że na zakupy ich puścimy. A jakże, że i z listą. I z mapą określającą dokładne współrzędne wszystkich wymaganych i oczekiwanych przez nas produktów. Nie ma co ryzykować, że nie wrócą z tym soczkiem, jogurcikiem, kaszką, masłem, na które mamy taka ochotę, a nie ma co liczyć, na to że będą czytać etykiety lub że sami podejmą właściwy (nasz!) wybór.

Ha! i nawet takie szczodre będziemy, że dopuścimy ich do domowej gimnastyki z mopem, odkurzaczem lub przy zlewie. Zezwolimy im na rozmach przy robocie, udając, że nie widzimy tych małych niedociągnięć, a potem same rzucimy się na podłogę froterując na kolanach smugi, które niezdarnie po sobie pozostawili, lub do garów szorując, pucując wszystko na błysk.

Czasami stosujemy inną taktykę, z Pana swego męża/partnera/konkubenta czyniąc bohatera domu, któremu należy się pochwała, splendor i pokłony, bo sam zechciał się schylić po własne, wcześniej porzucone skarpetki i zanieść je do kosza na pranie.

Wiwatujemy i bijemy brawo, gdy rano pozmywa naczynia lub raczy opróżnić zmywarkę. Robimy falę, jak wróci z dzieckiem z przedszkola, i to dziecko będzie mieć na sobie swoją, a nie kogoś z grupy przedszkolnej czapkę na głowie. Podskakujemy z radości, jak powiesi lub poskłada pranie. Ekscytujemy się i w tej ekscytacji robimy zdjęcia wykonanym przez niego kanapkom, a potem zaraz publikujemy ku zazdrości innych na fb z obowiązkowym hashtagiem #najlepszekromeczki od #besthazbendever. Tak swoją drogą, czy któraś z Was spotkała się z takimi peanami na kobiecą cześć? Czy któryś z Panów kiedykolwiek chwalił się dobrami, jakie specjalnie dla niego wykonała jego kobieta? Czy też to takie oczywiste, że my im te dobra wytwarzamy, i po cóż się tą oczywistością chwalić? To tylko my uprawiamy taką propagandę szczęścia i zachwytu, jak zostajemy wyróżnione kubkiem kawy ze specjalnie dla nas spienionym mleczkiem lub zrobioną bułą na drugie śniadanie do pracy.

Wszystkie te drogi, czy to morderczo surowej Pani Domu lub rozentuzjazmowanej Czirliderki prowadzą do jeszcze większego ubezwłasnowolnienia panów na domowych włościach. A gdyby tak inaczej…

Po równo, po 50%, bez bicia braw lub piany.

Partnerstwo 100/100. Ukułam sobie to powiedzenie w analogii do tego, co mówią dzieci moje i mojego męża Hiszpana: że są stuprocentowymi Polakami i stuprocentowymi Hiszpanami jednocześnie. W małżeństwie każda z osób powinna być na sto procent. Bez rozliczania: „Bo ja dzisiaj sprzątałam, to ty dzisiaj musisz”. To model: wszystkie ręce na pokład, każdy jest tak samo zaangażowany. Hiszpanie nie mówią tak podniośle jak my: „budować rodzinę” tylko „hacer familia” – robić rodzinę. Posługuję się często tym terminem, bo myślę, że rodzinę właśnie się robi na co dzień: ja zrobię to, ty zrób tamto i tak dalej.

Doktor Marta de Zuniga, adiunkt w Instytucie Nauk Politycznych UW, w artykule: „Same kłamstwa o rodzinie”, Wysokie Obcasy Extra, nr 11/2015, str. 62-63.

Moja babcia zwykła też opowiadać anegdotę (bo puenta jak w życiu, musi należeć do mojej babci), w której w roli głównej występowała wyżej wymieniona, wybitnie idealna para. On jak opuszczał dom rodzinny, to umiał wszystko. Prać, sprzątać, gotować. To ona go rozpuściła i zepsuła. Potrafił, ale nie musiał, bo ona potrafiła lepiej.

No właśnie pozwolić. Robić to, co w ramach swoich kompetencji, umiejętności i nabytych wcześniej doświadczeń każde z nas potrafi robić.

Dom, życie to wspólna przestrzeń do wspólnego działania, gdzie panowie potrafią, a panie już tak bardzo nie muszą.

0 likes Ta Która Wie , U Eleganckich # , , , , , , , , ,
Podziel się: / / /
Szukaj na 5razones

6 hours ago

5razones

Zbliża się Dzień Matki.
Który to już raz będziecie świętować?
Bo ja piąty! 🎈🎈🎈🎈🎈
Ale dopiero w tym roku świętuje bez czerwonej pelerynki.

5razones.pl/mam-moce-i-peleryne-obalmy-mit-matki-superbohaterki/
... See MoreSee Less

View on Facebook

1 day ago

5razones

- Mamo, poproszę czapkę z batmanem.

- I jeszcze bluzę w roboty.

- No dobra, to jeszcze sprawdzę w lustrze jak wyglądam.

- Jest szałowo, mogę iść do przedszkola.

😍😋😎

Czy Wasze przedszkolaki też już odpowiadają za swoje stylówki? :D
... See MoreSee Less

View on Facebook

4 days ago

5razones

Wciąż jestem na fali Tadzinkowych okołourodzinowych wspominek. I przypominam sobie wszystkie moje przypadki ciążowe.
Część z nich nawet opisałam, a Smok narysował.

Też tak macie, w sensie, że wspominacie sobie swoje ciąże, i to zaokrąglanie się, przepoczwarzanie? Co Wam najbardziej ciążyło, a co Was najbardziej zaskoczyło?

<3
... See MoreSee Less

View on Facebook