Styczeń 12, 2015 at 6:03 pm

No, przejebanie jest!

No, przejebanie jest!

Nikt o tym głośno nie mówi, ani wprost nie pisze. Szukałam, węszyłam, sprawdzałam. Nic a nic. To jakiś spisek, zmowa milczenia. No żadna, ale to żadna (no dobrze prawie żadna) mama blogerka parentingowa oficjalnie się nie przyznała, że jest przejebanie.
No może, jakieś insynuacje, czasami się czyni, ale nigdy wprost. Coś w stylu: wstałam niewysapana, bo dzieciątko marudziło, płakało, i pół nocy je nosiłam, ale to nie szkodzi, przecież od tego jestem, nie szkodzi, że to już trzecia taka noc z rzędu, nie szkodzi, jestem matką, dzielnie będę znosić trudy, ale wszystko w jak najlepszym porządku, jestem taka spełniona. Albo: ojejku, znów nie udało się położyć spać, ale przecież tak kocham swoje dziecko, że razem sobie tu pobzikujemy do północy, przecież ileż nam takich wieczorów, nocy jeszcze wspólnych zostało? Dwie? Trzy? Później nie będę już mu potrzebna. A teraz razem sobie tu hasamy, nigdy nie byłam bardziej szczęśliwsza.
Gdzieś podskórnie czuje się, że ta spełniona i ta szczęśliwa jest na granicy. Że ledwo zipie, ale mimo wszystko zaparcie i uparcie jest jupijajej i za nic nie przyzna, za nic nie opowie, no nie zmusisz jej, nie wyżali się, że jest przejebanie.
Zamiast tego wraz ze znaczącą większością matek blogerek, jak w jednym chórze zamaszyście lukruje, pudruje, obsypuje cekinami i brokatem swoją macierzyńską dolę. Zdaje się bardziej frasować tym, którą kurtkę wybrać na sezon zimowy, koniecznie z modnym printem, i żeby pasowało do jej apaszki oraz butów starszej siostry, bo przecież całość musi stylowo wyglądać na bardzo spontanicznej sesji fotograficznej zrobionej w trakcie równie spontanicznego spaceru po okolicznym parku. Ten sam chór matek blogerek frapuje się też i po nocach wyszukuje przykładowe gadżety, prezenty na chrzciny, dni dziadka, babci. I zdaje się, że one wszystkie żyją w jakiejś sielance, bajkowej nibylandii, krzątają się po swoich pałacach i urządzają pokoiki dla małych książąt oraz słodkich wróżek. I wszystko jest tak milusie, puszyste jak kocyki z minky, w które całymi dniami, całą rodziną się opatulają, a dzieciaczki w tej bajce kupciolą bursztynami.
Macierzyństwo przedstawiane na tych niektórych blogach parentingowych (zaznaczam: niektórych), ma tyle wspólnego z rzeczywistością, co mleczko skondensowane z mlekiem wprost z wymion krowy: jest mocno przetworzone, podrasowane i z sporą ilością substancji słodzących. Ja rozumiem, że ktoś może sobie taką konwencję założył: sielanki, lukru i pasteli, że w kontekście szczerego wyznania „przejebanie jest” będzie ciężko sprzedać kolejny turbo potrzebny, must have produkt od partnera, sponsora. I może mu/jej w tej sielance lepiej, lżej, promienniej, mimo codziennej uciążliwej harówy, bo ta mimo pudrowania, pod tym pudrem, lukrem dzieje się niezaprzeczalnie. I ja nie twierdzę, że tam do nich na salony, na te ich komnaty nie zaglądam, że nie podglądam tej ich idylli i nie grzeję się z nimi pod puszystym minky. Ale na dłuższą metę mimo, że mnie ta bajka uśmiecha, to mnie nie przekonuje. Mnie bliżej do prawdy.
Dlatego tak bardzo sobie cenię historie wprost, wyznania takie od serca, jak te mojej własnej słowiańskiej siostry (Ale, wybacz, że cie tu cytuję, ale to dla dobra ludzkości):
Tam chce. Juz. A te potwory niech ktos sobie wezmie.

Albo:
Start:6.05.
Maaammaaaaa! (X5000) jeeesc! Kaszke! Ueeeee! Ueeeee!
Nieeeeee! Nie w tej misceeeeeeewe! Ueeeeeee!
NIEEEEEEE! UEHUEEEEEE! Nie ta lyzeczka! Ueeeee!
Biala lyzeczka!!!
-Jest zmywarce, myje sie.
NIEEEEEEEE! BUEEEEEEEE!
Uueeeeeeeee! Zmywarka chodzi! Nieee!
-zmywarka ma chodzic.
NIEEEEEEEEEEE! UEEEEEEE! Do przedszkola nie chce!!!!!
-Ale nie idziesz.
Chwila ciszy.
Ueeeeeeeeee! Ja chce do przedszkolaaaaaa!!!! Buehuheaaaaaa!!!!
A na razie wstalo tylko to, ktore nie ma grypy zoladkowej.
Zen.

Albo też tak:
Włożyłam ją do łozeczka, i placze. A niech placze. Ja w tym czasie zrobie sobie kawy.

Jest też i tak, jak wczoraj w nocy u mnie. I tu niech będzie mój wkład w wyznanie: no przejebanie jest. Pierwsza w nocy, budzi się Fra. Żąda cyców. Cyce dostaje. Zasypia, wybudza się z płaczem po piętnastu minutach. Uruchamiamy plan B, znowu cyc. I przytulamy. Odkładamy na podunię. Znów ryk. No to wstajemy. Husiamy, chodzimy, bujamy. Wykorzystuję wszystkie swoje patenty: jest śpiewanie, nucenie, zawodzenie, i cisisisisisisi, jest rozkołysanie w rytmie por tangos oraz por bulerias. Wszystko powtarzam w sekwencjach randomalnych. Nic nie działa. Tak zlatują nam trzy godziny. Poligon nocny trwa, szeregowa matka (ja!) w końcu pęka, odkładam syna do łóżeczka i syczę pod nosem: a śpijże do cholery. Tak syczę, nie nucę, nie śpiewam. Syczę i wychodzę. Na ten czas doczłapuje ojciec Smok, więc i jemu wysykuję: teraz twoja zmiana. Zamykam się w łazience i próbuję oddychać licząc do dziesięciu, zgodnie z zaleceniami z artykułu, jaki kiedyś czytałam nt. utrzymania cierpliwości przez rodzica. Oddycham, oddycham, wdech wydech, przy piątce, mam wrażenie, że się przehiperwentylowałam. Zaczynam płakać, walić głową w ścianę, wymyślać sobie od najgorszych. Bo poległam. W prostej codziennej czynności, jak usypianie syna. A przecież on tylko nie mógł zasnąć, coś go obudziło, wybudziło i potrzebował mojej obecności, bliskości. I ja to wiem, i ja to sobie racjonalizuję, i ja sobie wymyślam: ty pipo głupia, ty pipo głupia, durna i niewdzięczna, masz pięknego, zdrowego syna, on tylko nie może spać, a tobie rura mięknie, no ty pipo z boczkiem.
Jest mi źle, jest mi tragicznie, jest mi przejebanie. Nie mam wątpliwości, że to nie ostatni raz, jak zawiodłam siebie i jego. Jestem pewna, że za tydzień, za miesiąc, być może już jutro zawiodę jego i siebie ponownie. Że to już tak będzie. Że teraz sen z powiek spędza mi nocne karmienie albo właśnie jakieś złe sny Fra, kolki, ząbkowanie czy pierwsze małe histerie. A za lat kilka będą to jakieś jego dziecięce sprawki, na które spokojnie, mimo ogromnych starań wdech-wydech, nie będę potrafiła zareagować.
Nie wiem, czy przyznanie się do winy, i akceptacje faktu, że stan przejebanie należy wpisać w cykl życia rodzicielskiego, czy też po prostu ludzkiego, jakoś mnie uspokaja. Ale tak ciut mi lepiej.

Dlatego jeśli kochana czytelniczko, drogi czytelniku jesteście ze mną i nie boicie się wyznać, że jest przejebanie, to na sam koniec zaśpiewajmy piosenkę:

Śpiewajmy wszyscy w ten radosny czas,
śpiewajmy razem ilu jest tu nas.
Choć bywa pięknie, wiemy że
czasem przejebanie jest.

PS. Parę mam-blogerek nie boi się podzielić prawdziwym mięsem macierzyństwa. Ale te, które Wam teraz przedstawiam, blogowały już, i blogowaniem snuły swoją macierzyńską dolę, kiedy się jeszcze nikomu nie śniło, że na tych historiach można zarabiać. I to jest właśnie moja bajka.

http://rozmawiamy.blox.pl/html

http://purplebossa.blog.onet.pl/

http://matkasingielka.pl/

 

0 likes Ta Która Wie , U Eleganckich # , , , , , , , , , , , , , ,
Podziel się: / / /
  • Asia Fil

    Dobre!

Szukaj na 5razones
O mnie
To ja Pau Elegancka Wszystko co chcecie o mnie wiedzieć, znajdziecie tu. W każdym poście. Przeczytacie w każdym zdaniu i pomiędzy zdaniami. Rozpoznacie na granicy kropki kończącej jedną myśl, a akapitem rozpoczynającym następną. Zdjęcia, rysunki, szkice to pocztówki z naszej codzienności. Łapcie!

Dorzucam małą opowieść do wielkiej dyskusji i wyznań #jateż #metoo.

O zabawie w potwora i lekcji NIE, jaką ostatnio dostał Franciszek: 5razones.pl/zabawa-w-potwora/

Czytajcie.
I proszę wróćcie tu z Waszymi refleksjami, przemyśleniami.
... See MoreSee Less

View on Facebook

Nie od dziś wiadomo, że komunikacja to sztuka... czasami rozpisana na trzy akty, i wiele scen. Bywa, że trzeba dozować napięcie, a potem zaskoczyć puentą. Czasami nie ma opcji, i brnie się w sztuczki i fortele. Albo stosuje technikę dobra wiadomość - zła wiadomość - i jako zwieńczenie dobra wiadomość, to oczywiste, któż nie lubi happy endów.

I kto jak kto, to ja na tych wszystkich komunikacyjnych trikach się znam. Na ten przykład kilka naszych rodzinnych scenek...

[jak przekazać mężowi wiadomość, że zdrowie i życie jego najmilejszej konsoli ps4 wisiało na włosku]
- A wiesz, że z naszego Tadzina to niezły wspinacz i komandos? Wyobraź sobie, że dziś po fotelu wspiął się na komodę... tą wiesz, na którym stoją konsole, i tak.... jeden pad zrzucił, drugi pad również zrzucił, a gdy chciał zrzucić i konsolę, to akurat udało mi się go przejąć i ściągnąć z wysokości. 🎮🕹🎮

[jak wytłumaczyć się z wielkiego pudła ciuchów, którą rano dostarczył kurier]
- Podziwiaj Ty swoją żonę, smartshopperkę, królową zakupów tylko musthave! Wszystko co tu widzisz, jest mi szalenie niezbędne, do tego kupione na wyprzedażach, no to prawie jak za darmo. A nawet dla Ciebie udało mi się coś kupić, a dokładnie to skarpetki w sushi. 🍣🍤🍥

[jak uzdatnić obiad dla męża]
- Zrobiłam petarda obiad! Burgery jaglano-buraczane, do tego zupa krem z białych warzyw. (tu zapada cisza... i ja mojego męża nie widzę, bo ja mu to domowe menu recytuję przez telefon, ale szóstym zmysłem wyczuwam, że jemu się jakos tak odbija na samo wyobrażanie obiadu bez padliny chociaż w roli przekąski, dlatego na prędkości improwizuję) ale Ty się nic nie martw, Twoja porcja będzie specjalnie aromatyzowana i uzdatniana długo dojrzewającym boczkiem wędzonym! 🥓🥓🥓
... See MoreSee Less

View on Facebook