Kwiecień 3, 2017 at 8:57 pm

Opowieść zamknięta w perełce

Opowieść zamknięta w perełce

Chodźcie, będzie opowieść. To będzie opowieść o mnie i o tym, jak niespodziewanie dzieje się życie.

Są rzeczy, które przychodzą do ciebie, choć ich nie planowałaś, przydarzają, choć nawet nie pomyślałaś o tym, że możesz ich potrzebować, trwają, choć wydawało Ci się, niemożliwym, że tak długo wytrwasz.

 

 

Tak było z moim (naszym! Bo ono jest moim i synków doświadczeniem) karmieniem piersią. Trzydzieści osiem miesięcy z Franciszkiem, a od prawie jedenastu miesięcy w tandemie z Tadziem. Ja nie wiem, ile już moje ciało podarowało. Ile tego mleka w litrach, może nawet hektolitrach? Ale patrzę na Franciszka i jest go sto cztery centymetry i 15 kilogramów dużego, choć wciąż małego człowieka, i ja wiem, że on cały jest ode mnie. Porywam w ramiona Tadeusza, i też wiem, że te nóżki, ten brzuszek, te policzki, to wszystko ze mnie.

 

 

Ja nie wiem, ile nocy i dni, i godzin, minut spędziłam z moim synami na karmieniu. Ale wstając każdego ranka, mając ich obok, czuję, że nie tylko oni ode mnie dostali. Dostaję i ja. To działa w obydwie strony (oksytocyno! Kocham cię!)

Nie policzę chwil załamania, że nie chcę, dziękuję, weźcie ich ode mnie, mam dość, chcę spać, chcę jeść, chcę wyjść, chcę mieć siebie, tylko dla siebie. Ciężko byłoby doliczyć się minut i godzin spędzonych na porannym kokoszeniu się, przytulaniu na drzemkę, zasypianiu i budzeniu się policzek w policzek.

Nie nazywam tego cudem, choć faktycznie blisko cudu natura to wymyśliła, że moje ciało, tak idealnie odpowiada na ich potrzeby. I nie chodzi tylko o pokarm, zaspokojenie głodu. Chodzi o bliskość, błogość, pocieszenie, spokój, sen, oddech, energię. Ja moim synkom, i oni mnie.

Nie nazywam tego cudem, bo to rzecz dla mnie najbardziej naturalna, codzienna, normalna, jak łapanie powietrza, bicie serca, trzymanie się za rękę, czy… kruszenie im do ucha, bo jak oni, jedzą, to i ja czasami też muszę.

 

 

Ta mleczna opowieść kiedyś się skończy. Chcę ją mieć zawsze przy sobie.
Dlatego jej małą kropelkę, Kasia z Milkies na moją prośbę zamknęła w perełce. A dokładnie w dwóch perełkach. Jedną noszę na szyi na delikatnym łańcuszku wykonanym z różowego złota, druga krąży po moim nadgarstku.

 

 

Kasia jest taką dobrą wróżką, która zamyka chwile w małych perełkach, konserwuje mleko, czas, i wspomnienia w tych mlecznych koralikach, a potem nawleka je na łańcuszki, bransoletki, ozdabia nimi kolczyki i pierścionki. W zaprojektowanej przez niej kolekcji biżuterii każda mama znajdzie coś dla siebie: są modele bardziej fantazyjne, z wisiorkiem z cyrkonią, lub minimalistyczne, jak ten, który ja wybrałam dla siebie, czyli: Over the moon.

 

 

Do wyboru są trzy szlachetne materiały: Srebro (Srebro 925 kryte dodatkową warstwą srebra), Złoto (Srebro 925 kryte 18-karatowym złotem), Różowe złoto (Srebro 925 kryte 18-karatowym różowym złotem) oraz trzy warianty kolorystyczne perełek: biały z perłowym połyskiem, kremowy ze złocistym połyskiem, mlecznobiały. Na specjalne życzenie Kasia-wróżka wykona perełkę z zatopionymi w niej włoskami dziecka, czy też grawer na zawieszce (mój łańcuszek zdobi zawieszka z wygrawerowanymi pierwszymi literami imion chłopców).

 

 

Wszystko to ręczna, bardzo żmudna i precyzyjna praca Zaklinaczki czasu i wspomnień!

Kasiu, dziękuję Ci za te zaklęcia! Dzięki nim nasza opowieść, będzie sobie trwać i trwać.

 

*******

 

Drogie Mamy, razem z Kasią, mamy dla Was wspaniałą konkursową niespodziankę! Zaglądnijcie na mój profil na FB po szczegóły: KLIK.

Do wygrania wyjątkowy zestaw: bon o wartości 200 zł na zakup sentymentalnej biżuterii Milkies oraz koszulka #breastfeedingarea od 5razones by Elegancki Smok.

 

*******

Zdjęcia autorstwa: Monika Nowakowska

 

 

0 likes Ta Która Wie # , , , , , , , , ,
Podziel się: / / /
  • Ten okres karmienia Córki jest jednym z moich najpiękniejszych wspomnień. Ta bliskość, czułość i zaufanie, które wtedy się rodzą są nie do zastąpienia, bezcenne. Szkoda, że ten czas tak szybko minął.

    • W ogóle ten czas jak dzieci są takie malutkie i od nas zależne tak szybko ucieka

  • Laura LR

    Bardzo interesujacy post zgadzam sie z toba super ze trafilam na twojego bloga 🙂

  • Pikne zdjecia 🙂 Pozdrawiam 🙂

  • Wow, podziwiam! Ja ryczałam strasznie kiedy przyszedł moment odstawienia. Miałam bardzo dużo problemów z karmieniem, skończyło się odciąganiem mleka przez 1,5 roku, ale i tak jestem dumna z tego okresu. Żałuję, że wtedy nie było takiej biżuterii, zapewne bym sobie taką sprawiła. To naprawdę cudowna pamiątka. Być może wkrótce uda mi się to zrobić, skoro drugi maluch w drodze.

  • Bardzo długo karmiłaś! U mnie to trwało zalewdiwe 3 m-ce i bardzo tego żałuję, jednak moje ciało nie chciało współpracować i zarówno ja jak i moja córka cierpiałyśmy z tego powodu!
    Biżuteria jest cudowna, delikatna i elegancka, tak jak lubię 😉

  • Agnieszka Stankiewicz

    wow 🙂

  • Ja karmiłam krótko, ale próbowałam przez 100 dni. A biżuteria piękna.

  • Strasznie to wyjątkowe, te perełki. Symbolika…wzruszyłaś mnie tym. Na maksa.

  • Cieszę się, że odnalazłaś się w macierzyństwie.

  • 1 – 13 mcy, 2 – 2 lata (o rok za długo IMO), 3 – 8 miesięcy 🙂
    Piękna grafika.

  • Piękna opowieść! Kiedyś sceptycznie podchodziłam do tego rodzaju biżuterii, bo ja generalnie raczej mało sentymentalna jestem, ale w miarę upływu czasu i w miarę upływu kolejnych miesięcy na mlecznej drodze, sama zastanawiam się, czy sobie takiej nie sprawić. W końcu kp kiedyś się kończy, no nie? 😉

    • Sądzisz? hahahaha 😀 jak my będziemy żyć, jak nasze dzieci już się odstawią 😀

  • świetna opowieść i zdjęcia <3

Szukaj na 5razones
O mnie
To ja Pau Elegancka Wszystko co chcecie o mnie wiedzieć, znajdziecie tu. W każdym poście. Przeczytacie w każdym zdaniu i pomiędzy zdaniami. Rozpoznacie na granicy kropki kończącej jedną myśl, a akapitem rozpoczynającym następną. Zdjęcia, rysunki, szkice to pocztówki z naszej codzienności. Łapcie!

Dorzucam małą opowieść do wielkiej dyskusji i wyznań #jateż #metoo.

O zabawie w potwora i lekcji NIE, jaką ostatnio dostał Franciszek: 5razones.pl/zabawa-w-potwora/

Czytajcie.
I proszę wróćcie tu z Waszymi refleksjami, przemyśleniami.
... See MoreSee Less

View on Facebook

Nie od dziś wiadomo, że komunikacja to sztuka... czasami rozpisana na trzy akty, i wiele scen. Bywa, że trzeba dozować napięcie, a potem zaskoczyć puentą. Czasami nie ma opcji, i brnie się w sztuczki i fortele. Albo stosuje technikę dobra wiadomość - zła wiadomość - i jako zwieńczenie dobra wiadomość, to oczywiste, któż nie lubi happy endów.

I kto jak kto, to ja na tych wszystkich komunikacyjnych trikach się znam. Na ten przykład kilka naszych rodzinnych scenek...

[jak przekazać mężowi wiadomość, że zdrowie i życie jego najmilejszej konsoli ps4 wisiało na włosku]
- A wiesz, że z naszego Tadzina to niezły wspinacz i komandos? Wyobraź sobie, że dziś po fotelu wspiął się na komodę... tą wiesz, na którym stoją konsole, i tak.... jeden pad zrzucił, drugi pad również zrzucił, a gdy chciał zrzucić i konsolę, to akurat udało mi się go przejąć i ściągnąć z wysokości. 🎮🕹🎮

[jak wytłumaczyć się z wielkiego pudła ciuchów, którą rano dostarczył kurier]
- Podziwiaj Ty swoją żonę, smartshopperkę, królową zakupów tylko musthave! Wszystko co tu widzisz, jest mi szalenie niezbędne, do tego kupione na wyprzedażach, no to prawie jak za darmo. A nawet dla Ciebie udało mi się coś kupić, a dokładnie to skarpetki w sushi. 🍣🍤🍥

[jak uzdatnić obiad dla męża]
- Zrobiłam petarda obiad! Burgery jaglano-buraczane, do tego zupa krem z białych warzyw. (tu zapada cisza... i ja mojego męża nie widzę, bo ja mu to domowe menu recytuję przez telefon, ale szóstym zmysłem wyczuwam, że jemu się jakos tak odbija na samo wyobrażanie obiadu bez padliny chociaż w roli przekąski, dlatego na prędkości improwizuję) ale Ty się nic nie martw, Twoja porcja będzie specjalnie aromatyzowana i uzdatniana długo dojrzewającym boczkiem wędzonym! 🥓🥓🥓
... See MoreSee Less

View on Facebook