Marzec 7, 2016 at 4:46 pm

Poród… akcja!

Poród… akcja!

Zanim usłyszycie głośne słowo akcja!, albo cudownie, zaczyna Pani rodzić, zachęcam was, żeby spędzić ciążowy czas nie tylko w akcie opętańczego wicia gniazda, ale przede wszystkim na przygotowaniach waszych ciał i głów (tak! A nawet przede wszystkim głów) do wyzwania jakim jest poród.

Fit a nie kit

Jeśli chodzi o skalę wysiłku energetycznego, to poród siłami natury śmiało można porównać do maratonu, triathlonu czy wspinaczki wysokogórskiej. Nie liczcie na to, że jeśli całą ciążę przeleżycie opierniczając kolejne paczki ciasteczek oreo, żelkó lub innych łakoci, że wasza kondycja na ten wielki dzień sama się zrobi. Otóż nie. Ruch w ciąży, jeśli nie ma żadnych przeciwwskazań (tu kluczowa konsultacja z waszym lekarzem prowadzącym), jest więcej niż wskazany. Ćwiczyłaś i byłaś aktywna przed ciążą? Ćwicz dalej!, bo twoje ciało zwyczajnie tego ruchu potrzebuje. Ważne: aktywności fizyczne oczywiście dobieraj pod kątem rosnących brzuchowych ograniczeń oraz tak żeby nie obciążać zanadto mięśni dna miednicy (o tym zaraz poniżej). Przed ciążą nie należałaś do wybitnie usportowionych? Nic nie stoi szkodzi na przeszkodzie, żeby właśnie teraz spróbować się bardziej uaktywnić. Osobiście polecam zajęcia fitnessowe (zwłaszcza pilates, jogę) w szkole rodzenia pod okiem specjalnie do tego przygotowanych instruktorów. Poza ćwiczeniami fizycznymi, rozciąganiem, wzmacniakiem mięśni potrenujecie także… oddychanie przeponą. To jeden z najważniejszych przedporodowych treningów.

Ja przed pierwszą ciążą tańczyłam długo flamenco, i nie wyobrażałam sobie, żeby nagle zaprzestać tańczenia, stepowania i ruszania się w ciąży. Z Lordem Fra tańczyłam właściwie do samego rozwiązania i żartowałam sobie, że brzuszek stanowi dla mnie nowy punkt ciężkości. Sam taniec poza tym, że wspaniale przygotowuje ciało do porodu (ruchy biodrami, miednicą), podobno też dobrze robi dzieciom (rozwój jego układu nerwowego-przedsionkowego). W drugiej ciąży także nie odpuszczam i kręcę vuelty, i liczę, że w drugim synu również zaszczepię miłość do tangosa lub bulerii.

Masaż krocza, i mięśnie dna miednicy

Zanim jeszcze na poważnie planowaliśmy zaciążenie, spotkałam się z opinią, że w moim wieku (w moim na tamtą chwilę, tuż przed trzydziechą) nie ma szans (bo nie ten wiek właśnie, i nie ta „elastyczność”), żebym urodziła bez nacinania krocza. Gdy już byłam w ciąży od jednej z moich koleżanek po raz pierwszy usłyszałam o masażu krocza. Koleżanka w trakcie swojego pierwszego porodu (wtedy lat 25) miała rutynowo nacinane krocze, zatem gdy w wieku lat 30 podchodziła drugi raz do porodu zawzięła się, że zrobi wszystko, i tak przygotuje się do porodu, żeby tej znikomo przyjemnej interwencji medycznej uniknąć. Masowała krocze zgodnie z instrukcją, jaką dostała w szkole rodzenia, a jaką mi potem przekazała, i udało się. Ja również wg tej instrukcji się masowałam, i również się udało: bez nacinania krocza i bez pęknięć. Instrukcja TU.
Odsyłam również do ciekawego artykułu na temat nacinania krocza do Koralowej Mamy.
I jeszcze artykuł ze strony Fundacji Rodzić po ludzku.

O tym jak ważne jest dbanie o mięśnie dna miednicy (przed ciążą, w ciąży, i już zaraz po porodzie), próbowałam Was już przekonać w wywiadach z fizjoterapeutką Magdaleną Potoczek. Do poczytania TU i TU.

Jak ćwiczyć mięśnie dna miednicy pokażą wam w szkole rodzenia. Polecam najpierw poćwiczyć pod okiem doświadczonego fizjoterapeuty, żeby mieć pewność, że się dobrze zlokalizowało te mięśnie, i że się po prostu „dobrze” ćwiczy i właściwie aktywizuje mięśnie. Osobiście zachęcam do systematycznego praktykowania treningów, wystarczy poświęcić na te ćwiczenia dosłownie kilka minut dziennie. Po więcej porad dotyczących mięśni dna miednicy zapraszam na stronę moich ulubionych fizjoterapeutek: Magdaleny Potoczek i Barbary Forczek.

Pakuj się do torby

Wyprane, wyprasowane i spakowanie ubranka dla siebie i dla dziecka warto mieć przygotowane już na miesiąc przed. Nie popełniajcie mojego błędu, i nie zostawiajcie tego na dosłownie ostatnią chwilę, czyli na czas startu porodu.

Co spakować? Pełną listę znajdziecie TUTAJ.

To nie Hollywood, czyli po czym rozpoznać kiedy zaczyna się poród?

Wbrew temu, czego się naoglądałyście w amerykańskich filmach lub serialach, porody nie zaczynają się od chlupnięcia z siłą wodospadu wód płodowych. To znaczy zaczynają, ale tylko jakiś procent. Większość akcji porodowych (oczywiście tych bez wcześniejszych ingerencji medycznych) startuje od skurczy. Skurcze mogą pojawić się już na kilka dni przed porodem, są to skurcze przepowiadające, są łagodne i samoistnie zanikają.

Po czym jednak poznać, że to już?
– pojawienie się na bieliźnie dużej ilości gęstego śluzu (czasem lekko różowego albo brunatnego) – to odchodzi czop śluzowy, który „zatykał” szyjkę macicy;
– uporczywy, tępy ból krzyża;
– biegunka i wymioty;
– organizm ma naturalną skłonność do oczyszczania się przed porodem;
– dreszcze i drżenie całego ciała;
– pojawienie się wód płodowych – mogą sączyć się lub płynąć gwałtownym strumieniem.

Jeśli skurcze trwają dłużej niż 30 s, mają tendencję do narastania, a przerwy między nimi robią się coraz krótsze, nie ma już wątpliwości, że zaczął się poród.

Kiedy jechać do porodu?

– jeśli odeszły zielonkawe wody płodowe;
– jeśli minęło kilka godzin od odejścia czystych wód płodowych, a Ty nie masz innych oznak porodu;
– jeśli przerwy między skurczami są krótsze niż 5 min., a skurcze są bardzo silne;
– jeśli czujesz, że lepiej i bezpieczniej będziesz czuła się na porodówce.

Za Fundacją Rodzić Po Ludzku.

Pierwsze chwile

Ja to nawet nie wiem, kiedy Lord Franciszek, mój pierworodny syn wykaraskał się na świat. To stało się tak nagle i znienacka, że nie mogłam uwierzyć, że to już. Pamiętam, że tuliłam go do siebie, a położną i męża, którzy witali go razem ze mną pytałam, czy to na pewno chłopczyk, czy jest siurek. Na ten moment nie da się przygotować, jedyny taki! Gdy kładą ci dziecko na pierś, w mig zapomina się o całym bólu i zmęczeniu. Liczy się tylko to, że to już, że ten mały człowiek już tu jest i od pierwszych chwil kradnie serce. Potem następują te cudowne dwie godziny sam na sam (jeśli oczywiście już macie za sobą urodzenie łożyska, i zaopatrzenie krocza, jeśli doszło do nacięcia lub pęknięcia).

Pierwsze uściski, ach jak te malutkie rączki potrafią uchwycić się twojego palca lub dłoni. Pierwsze próby sforsowania piersi i co za tym idzie pierwsze próby ssania. Wszystko pierwsze! Sami zobaczcie, na co stać tych małych ludzi.
Nie pozwólcie się okraść z tych chwil! Jeśli tylko mama lub dziecko nie wymagają jakiejś interwencji medycznej, to te pierwsze chwile w kontakcie skóra skóra są najcenniejsze. Mierzenie, ważenie i przyznawanie punkcików, spokojnie mogą zaczekać.

Co więcej, na niektórych porodówkach, gdy mama nie może kangurować, to „pozwala się” na ten kontakt tacie. Więcej do poczytania TU i TU.

Moc dobrych opowieści

O mocy dobrych, krzepiących i wspierających opowieści pisałam już w jednym z ostatnich postów, ale tutaj raz jeszcze przytoczę mój ulubiony cytat:

Najlepszym, znanym mi sposobem na oparcie się przerażającym historiom jest słuchanie lub czytanie takich, które nas wzmacniają. Mam na myśli historie, które zmieniają cię, gdy ich słuchasz lub je czytasz, ponieważ osoba snująca opowieść uczy cię czegoś nowego lub pomaga spojrzeć na coś z zupełnie innej perspektywy.
Ina May Gaskin, Poród naturalny, s. 17.

Dlatego zachęcam Was do słuchania tylko tych dobrych opowieści porodowych. Nie dajcie się zwieść i wystraszyć tym mówiącym o bólu, cierpieniu, męczarniach.

Uwierz mi: jeśli ktoś ci mówi, że jakieś doświadczenie będzie bolesne, takie właśnie będzie. Większość bólu pochodzi z umysłu i gdy kobieta przyswoi przekonanie, że poród jest nieznośnie bolesny – gdy otrzyma taka informację od swojej matki, jej sióstr, zamężnych przyjaciółek i swojego lekarza będzie przygotowana na ogromne cierpienie. Stephen King, The Breathing Method.

Ja dałam się omamić i zaczarować słowom, które usłyszałam od mojej położnej:

Każda kobieta nosi w sobie potencjał, żeby pięknie urodzić.

Kolekcjonujcie i „zapakujcie” sobie takie słowa i opowieści do głowy i serca! Wierzę, że zadziałają, gdy usłyszycie: Poród! Akcja!

 

0 likes Ta Która Wie , U Eleganckich # , , , , , , ,
Podziel się: / / /
  • Alicja

    Mnie też mówili, że to nie tak, jak na filmach, że wody się sączą, że jest czas na wszystko itp, tymczasem był wodospad, zanim zdążyłam powiedzieć „kochanie chyba się zaczęło” kałuża była na pół pokoju, a ja straciłam w obwodzie brzucha kilkanaście centymetrów. Więc Ci hollywoodzcy scenarzyści nie przesadzają, takie efektowne akcje zdarzają się w realu ?

    • Alicja, to miałaś hollywoodzki poród! 🙂 Ale podobno z takim chluśnięciem to jakiś promil akcji porodowych rusza 🙂

  • Anna Kwiatek-Kucharska

    Jeszcze drugiego nie planujemy, ale choć pierwszy poród był dobry, bardzo chciałabym aby drugi był jeszcze lepszy, dlatego dzięki za to podsumowanie, za cytaty i linki, dobrych słów nigdy za wiele.

    • pau

      Przede wszystkim dobre słowa! Bo dobry poród zaczyna się w głowie 🙂

  • Pingback: Wyprawkowe umilacze - 5razones.pl()

Szukaj na 5razones
O mnie
To ja Pau Elegancka Wszystko co chcecie o mnie wiedzieć, znajdziecie tu. W każdym poście. Przeczytacie w każdym zdaniu i pomiędzy zdaniami. Rozpoznacie na granicy kropki kończącej jedną myśl, a akapitem rozpoczynającym następną. Zdjęcia, rysunki, szkice to pocztówki z naszej codzienności. Łapcie!

Dorzucam małą opowieść do wielkiej dyskusji i wyznań #jateż #metoo.

O zabawie w potwora i lekcji NIE, jaką ostatnio dostał Franciszek: 5razones.pl/zabawa-w-potwora/

Czytajcie.
I proszę wróćcie tu z Waszymi refleksjami, przemyśleniami.
... See MoreSee Less

View on Facebook

Nie od dziś wiadomo, że komunikacja to sztuka... czasami rozpisana na trzy akty, i wiele scen. Bywa, że trzeba dozować napięcie, a potem zaskoczyć puentą. Czasami nie ma opcji, i brnie się w sztuczki i fortele. Albo stosuje technikę dobra wiadomość - zła wiadomość - i jako zwieńczenie dobra wiadomość, to oczywiste, któż nie lubi happy endów.

I kto jak kto, to ja na tych wszystkich komunikacyjnych trikach się znam. Na ten przykład kilka naszych rodzinnych scenek...

[jak przekazać mężowi wiadomość, że zdrowie i życie jego najmilejszej konsoli ps4 wisiało na włosku]
- A wiesz, że z naszego Tadzina to niezły wspinacz i komandos? Wyobraź sobie, że dziś po fotelu wspiął się na komodę... tą wiesz, na którym stoją konsole, i tak.... jeden pad zrzucił, drugi pad również zrzucił, a gdy chciał zrzucić i konsolę, to akurat udało mi się go przejąć i ściągnąć z wysokości. 🎮🕹🎮

[jak wytłumaczyć się z wielkiego pudła ciuchów, którą rano dostarczył kurier]
- Podziwiaj Ty swoją żonę, smartshopperkę, królową zakupów tylko musthave! Wszystko co tu widzisz, jest mi szalenie niezbędne, do tego kupione na wyprzedażach, no to prawie jak za darmo. A nawet dla Ciebie udało mi się coś kupić, a dokładnie to skarpetki w sushi. 🍣🍤🍥

[jak uzdatnić obiad dla męża]
- Zrobiłam petarda obiad! Burgery jaglano-buraczane, do tego zupa krem z białych warzyw. (tu zapada cisza... i ja mojego męża nie widzę, bo ja mu to domowe menu recytuję przez telefon, ale szóstym zmysłem wyczuwam, że jemu się jakos tak odbija na samo wyobrażanie obiadu bez padliny chociaż w roli przekąski, dlatego na prędkości improwizuję) ale Ty się nic nie martw, Twoja porcja będzie specjalnie aromatyzowana i uzdatniana długo dojrzewającym boczkiem wędzonym! 🥓🥓🥓
... See MoreSee Less

View on Facebook