Wrzesień 5, 2014 at 7:14 pm

Sexy mama

Sexy mama

Będąc jeszcze w ciąży było mi dane przeczytać wywiad z Kasią Cichopek z okresu zaraz po jej pierwszej ciąży. Kasia żaliła się, jak to stan błogosławiony ją zaokrąglił, rozpulchnił, przez co przestała czuć się pięknie i sexy w swoim większym, pełniejszym ciele. Wtedy to właśnie Kasia uknuła pojęcie „sexy mama” i tęże sexy mamą za sprawą diety i ciężkich ćwiczeń z trenerem rychło się stała. Doświadczenia z drogi ku byciu sexy flexi opisała i odpowiednio zdjęciami udokumentowała w swoim bestsellerowym poradniku o znamiennym tytule „sexy mama”.
Czytając jej wynurzenia zastanawiałam się, czy faktycznie pierwszym, a może drugim o czym się pomyśli zaraz po tym, jak się wykaraska z siebie dziecko, to jest trwoga, że coś nie tak z ciałem, i że naprędce trzeba oddać się diecie i treningom (żeby nie powiedzieć trenerom)? Czy każda świeżo upieczona mama, zaraz chce i potrzebuje być sexy mamą? Czy nie można być po prostu mamą? A jeśli już coś lub ktoś miałoby określać bycie mamą, to czy akurat „bycie sexy”, to jest ten przymiotnik, atrybut po który wprost z porodówki trzeba sięgnąć?
Pomyślałam sobie, że sexy case zostawiam na później, bo przecież nie wiem, jak bardzo perypetie ciążowe zdewastują moje ciało. Może faktycznie na huśtawce hormonów, fali zmian i przemian, siedzenia dzień w dzień w urzyganym dresie, zatęsknię za no… No właśnie za czym?

Urodziwszy, stwierdziwszy że ciało ma się całkiem nieźle. Wprawdzie wiadomo tu i tam co nie co się osunęło, ale póki nie zarzucam cyców przez lewe ramię, jak u bogini, to nie jest źle. Uznałam, że to bycie sexy to jakiś Kasiny wymysł. Jak nie byłam i nie pragnęłam być sexy przed ciążą i porodem, tak i tym bardziej po, byłam daleka od takich potrzeb. Nie żebym coś tam nie poćwiczyła, bo raz na czas pilatesowo po podłodze się poprzewalam, ale to bardziej dla zdrowia, oraz żeby mi kręgosłup nie klęknął przy obsłudze Ssaka, a zwłaszcza przy tańczeniu z nim walczyka Labada (jak zatańczyć tego walczyka już niedługo zdradzę tajemnicę).

Postanowiłam, że porozglądam się wszem i wobec, wkoło  i naokoło, bo zbiegiem okoliczności przez ostatni rok przetoczyła się wprost lawina ciąż i porodów. Może inne mamy koleżanki, nagle odkryły w sobie zew ku pogoni za byciem sexy?

Zapraszam do mojego panteonu mam, może wśród nich znajdzie się jakaś sexy.

Zacznę od tej co mnie najbardziej wkurza. A ona wkurza mnie okrutnie. Poznajcie Madre Zmysłowe Smaki. Kiedy ja wstaję ledwo żywa po kolejnej upojnej w wrażenia, karmienia i tulenia nocce z synusiem, ona już obwieszcza światu, że po pierwsze: jest wyspana, po drugie: dziecko wciąż śpi, po trzecie: zdążyła już upiec ciasto i drożdżówki. Nie wiem, co bardziej mnie podkurza, czy to jej wyspanie, czy to że mimo, że ma sposobność, żeby pospać dłużej, to woli coś upiec? Ja rano siedzę o suchej jaglance, a ta w spokoju przeżuwa świeżo upieczone buły! Agnieszko, tego nie robi się innym matkom, podziel się drożdżówą!­­

Kolejna na mapie mam, jest ta co bardzo mapy lubi, i chętnie z mapą się gdzieś szwenda i pelęta. A najchętniej to szwendactwo uprawia po Ameryce Południowej, stąd jej podróżniczy przydomek, Madre Latina. Jeśli nie w podróży, to chociaż na blogu popisuje się anegdotami, historiami, opowiastkami łacińskimi. W latynoski świat wlazła z nudów. Codzienność z nad tomiszczy kodeksów, stert umów i paragrafów przegnała ją w świat Azteków, Tolteków czy innych  Majów.

Skoro o podróżach mowa, to nie mogę nie wspomnieć o Madre Survival. Wprawdzie ta matka, żadnego bloga lub choćby fanpage’a nie posiada, a powinna!, ale jej matczyne postępowania są warte odnotowania i udokumentowania. W chłodzie, w błocie i przez mgłę przeciorała swoje zaledwie roczne bliźniaki (tak! bliźniaki!) przez kratery, czarne plaże, lodowce i lodowe laguny Islandii. Po wojażach w nosidle i spaniu w namiocie pod chmurką, zakładam się że jej pimpusie zamiast klocków lego wolą rozkładać i składać konstrukcje namiotowe.

Następna w kolejce jest moja własna słowiańska siostra. Poznałyśmy się na stypendium w Barcelonie. Stamtąd ja grzecznie wróciłam do Polandii, a ona wyszła za Szweda, i za tym Szwedem udała się do jego ojczyzny. Madre CóżŻeZeSzwecji z przekąsem, ironią i zadziornym przymrużeniem oka opowiada o swoim życiu zza Bałtyku. Oprócz tego pasjami gra na playstation (oczywiście jak dzieciory i inne zobowiązania matczyne jej na to pozwolą), potrafi nawet połączyć wymiatanie na padzie z karmieniem cycem. Platynę jej za to!

Złoto, platynę i wszelkie medale, puchary świata dla kolejnej mamy. Nie znamy się osobiście, jest moim internetowym odkryciem, wspaniałą inspiracją i motywacją: TriMama. Z jej fejsbukowych wpisów doliczyłam się, że nasze maluchy dzieli zaledwie kilka dni różnicy, zatem i nasz powrót do formy winien przebiegać podobnym rytmem. Ale nie, ona dokonała czegoś, co dla mnie jest nadludzkie. Kiedy po miesiącu oswajania się z dzieckiem, ja byłam wstanie dopiero pomyśleć o jakiejś intensywniejszej aktywności fizycznej jak dwugodzinny spacer, ona właśnie zaczynała swoje treningi do triathlonu. Kiedy ja po sześciu miesiącach od porodu, uznałam, że to już najwyższy czas przywołać moje mięśnie brzucha do porządku, ona już miała za sobą swój pierwszy udział w triathlonie. Codzienne treningi łączyła z ogarnianiem dwóch córeczek, w tym jedną cały czas karmiąc piersią. Bez wymówek, rozwiązań i dróg na skróty! Także no, kochany sześciopaku, wyłaź, no mercy dla ciebie!

I na sam koniec ja, pozwolę sobie nadać przydomek Madre Flamenca. Wspaniałych mam tancerek, Madres Bailadoras znam naprawdę sporo. Moje nauczycielki, koleżanki z grupy. Potrafiły przetańczyć całą ciążę, a potem zaraz powrócić na parkiet w niezłej formie, i z jeszcze większą mocą. Mnie flamenco w ciąży, i ciąża w flamenco uspokoiły, dodały sił. Sił których starczyło na piękny poród i optymalnie szybki powrót do tańczenia. Najcięższe w powrocie były kwestie logistyczne, wieczorne kąpanie, cycolenie i usypianie małego. Docierając na zajęcia, dziękowałam opatrzności, że sala w której ćwiczymy taka zaciemniona, bo dzięki temu koleżanki nie widzą uplamionych od niekontrolowanych beknięć Fra części mojej garderoby. Wprawdzie po powrocie ciało na początku odmawiało współpracy, ale na szczęście dla mnie i dla ciała, ciało pamięta. Pamięta w czym mu dobrze.

I tak sobie myślę, że bez względu na to, jak ciało detalicznie i całościowo wygląda po grabieżach ciążowych (wszak każda wojna wymaga strat), to to ciało dobrze wie i pamięta przy czym mu dobrze. Czy to będzie pichcenie, pieczenie, spacery, podróże, tropienie różnych historii, ostre treningi, tańczenie, podejmowanie się niewykonalnych wyzwań etc. Ciało dobrze wie, co je relaksuje, uspokaja, napędza, uśmiecha, motywuje, inspiruje, daje siłę. I to właśnie ciało czyni sexy.
Także no mamy, powiem wam jedno na sam koniec: jesteście bardzo, ale to bardzo sexy!

 

0 likes Ta Która Wie # , , , , , , , , , , , , , ,
Podziel się: / / /
Szukaj na 5razones
O mnie
To ja Pau Elegancka Wszystko co chcecie o mnie wiedzieć, znajdziecie tu. W każdym poście. Przeczytacie w każdym zdaniu i pomiędzy zdaniami. Rozpoznacie na granicy kropki kończącej jedną myśl, a akapitem rozpoczynającym następną. Zdjęcia, rysunki, szkice to pocztówki z naszej codzienności. Łapcie!

Czerwiec dochodzi, truskawki 🍓🍓🍓 się kończą. Podrzucam Wam przepis na ciasto truskawkowe mojej babci Krysi. To ciasto mojego dzieciństwa:

2,5 szklanki mąki,

1 łyżeczka proszku do pieczenia,

5 żółtek,

3 łyżki cukru pudru

250 zimnego masła

Ciasto zagniatamy i na 30 minut do lodówki. Można też dodawać śmietany. Z białek albo beza na górę ciasta albo do jajecznicy masz jak znalazł. Piekarnik na 180 stopni i możesz najpierw podpiec ok. 20 min i potem nakładasz owoce i 190 stopni 35-40 min albo wszystko razem bez podpiekania, tylko wtedy dłużej trzymasz w piecu.

A o babci mojej poczytajcie TU: 5razones.pl/ciasto-truskawkowe-babci-krysi/
To wpis z przed 2 lat, ale 2 lata temu większości z Was tutaj nie było.

#5razones #truskawki #ciasto #babcia
... See MoreSee Less

View on Facebook

Co roku, w bobowy sezon obiecywałam sobie, że tym razem będzie inaczej. Że tym razem nie zmarnotrawię pory bobiczkowej na pożeranie bobu w wersji saute, bo przecież jest tyle pysznych przepisów na obróbkę bobu.
I nigdy, ale to nigdy mi się to nie udawało.
W tym roku się zawzięłam, tu proszę o 👏👏👏 i o to jest, pyszna sałatka z przepisu ChilliBite
bobik (ach czemu nie dedykowanej mu emotikonki)
🍅
cebula
Oliwa i kumin
Wprawdzie do przygotowania sałatki, gdzie potrzeba ok. 400g bobu potrzebowałam ugotować aż kilogram, ale to już inna historia. 🤣😂😅 A wy znacie jakieś fajne kulinarne patenty na #bób?

#bobik #bobiczek #broadbean #haba #5razones
#pychamicha #sałatkazbobem #pomidor #cebula #kumin #cumin
... See MoreSee Less

View on Facebook

Po dwóch ciążach i porodach, niekończącej się laktacji moje ciało jest lekko wyeksploatowane, ale gotowe. Gotowe na miłość, czułość. Na przytulanie. Na pokazywanie nóg. I odsłanianie ramion oraz brzucha. Na radość i swobodę. Beztroskę szaloną. Nieskrępowanie. 👯👙🌹🙅❤☀👊💪🥂🦄😋🏝
I na plażę też!!!

Dziewczyny z bloga MiskiDwie - blog o dwóch biustach zaprosiły mnie do pokazania się w pełnej gotowości w ramach akcji #cialopozytywne #cialogotowenaplaze zorganizowanej przez wysokieobcasy

Choróbska dzieci zniweczyły ostatnio moje plany na wbicie się w strój kąpielowy (ale obiecuję, że nadrobię). Zatem z pomocą przyszedł Smok, i narysował mnie w PEŁNEJ krasie.

Bo jak ostatnio pod jednym z naszych rysunków skomentowała moja koleżanka (Iza true <3): Najważniejsze to, żeby być pięknym pączkiem. Pełnia akceptacji dla mamy (do czasu) w oczach dziecka to prawdziwy obraz świata. ;) I pełny. Tak, PEŁNY.

Zatem jestem pełna i gotowa!

A wy?

Może same chcecie pokazać się plażowej gotowości...?

#5razones #bodypositive
... See MoreSee Less

View on Facebook

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress