U Eleganckich

Smaruj cycki smaruj

17 listopada 2013

Kiedy pytają mnie, jak się czuję w stanie nader błogosławionym…, odpowiadam: wybornie wypielęgnowana. Nic tylko się czymś smaruję, coś w siebie wcieram, lub się podszczypuję. W życiu nie byłam tak wysmarowana, wybalsamowana.
Gdyby ktoś kiedyś mi powiedział, że jest tyle ambarasu z tym smarowaniem i wklepywaniem, to chyba wcześniej bym potrenowała. Zorientowanie się we wszystkich specyfikach balsamowych też nie jest takie proste. Wszystkie gazetki, poradniczki, fora o tematyce około ciążowej prezentują swój własny ranking balsamów wszelakich, którymi należy się nacierać na okoliczność ciąży i mocno ekspansywnie  powiększającego się w tym okresie ciała. A pod każdym produktem są subiektywne opinie Pań, które mają za sobą ten dziewięciomiesięczny okres wzrostu, i na własnej skórze doświadczyły czy stosowana profilaktyka pomogła. Jak w każdym życiowym dramacie, tak i tym, pt.: „Ja, dziewięć miesięcy i moje potencjalne rozstępy” spotkać można dwa skrajne obozy. Nie chodzi o zwolenniczki, jednego bądź drugiego maziaja, tylko o przodowniczki dwóch teorii. Jedna mówi: „że jak Ci rozstępy pisane są (bo geny, bo już masz, bo tego i tak się nie da uniknąć), to profilaktyka balsamowa nawet z wykorzystaniem najnowszych cudów kosmetycznej technologii, nie pomoże. Rozstąpienie się skóry Twej jest Ci pisane i basta”. Druga zaś rzecze: „że co Cię nie zabije, to Cię wzmocni, więc skórę swą wzmacniaj, smaruj, masuj, wklepuj, uklepuj, szoruj, hartuj i kolagenowo, lanolinowo, glicerynowo, flash treatmentowo, olejkowo migdałowo, e-witaminowo traktuj”.
Jakoś mi tak bliżej do tej teorii wklepywania profilaktycznego, i tak od miesięcy sześciu praktykuję codzienny rytuał balsamiczny. A jako że należy go dla zwiększenia efektu  stosować minimum 2 razy dziennie, więc trochę mi życia na to schodzi. Właściwie każda część dynamicznie „rozchodzącego się” ciała (bebzon, cycki) ma swoje osobne potrzeby, więc do każdego wypadałoby zastosować osobny produkt. Po researchu wśród swoich koleżanek, fokusach, ankietach, wywiadach pogłębionych z pokazywaniem na żywo spustoszenia na ich ciałach (jednak nie ma to, jak uczyć się na czyichś eksperymentach), wybrałam swój top 3, który odpowiada kolejno trzem strefom cielesnym, które najmocniej mogą zostać naruszone, czyli: cycki, brzuch i uda (podobno newralgiczne są też ramiona i pod kolana. Ale przy nich już wymiękam i stosuję bądź co się nadaje do smarowania). Każdej z części ciała odpowiada też inna technika wmasowywania wspomnianych preparatów.
Do ujędrniania i napinania biustu, stosuje się delikatne ruchy (tak instruuje mnie tył opakowania) mające na celu wmasowanie koncentratu, aż do wyschnięcia, najlepiej masować ku górze w kierunku szyi. Brzuch to strefa szczególna. Tu należy mieć się na baczności, wszak jest bastionem zamieszkanym przez osobnika pod specjalnym nadzorem. Dlatego należy stosować ruchy okrężne, delikatne. Przy zbytnim nasileniu lub wklepywaniu, można zostać „odklepniętym” bądź „odkopniętym”.
Za to przy udach można sobie poszaleć i się wyżyć. Jak się uda, to se można sklepać swoje uda. Sklepać, wyklepać, uklepać. Uda przyjmą, wchłoną wszystko.
Gdy się dochodzi do łydek właściwie nie wiele już sił na nie starcza. Zresztą łydkom niewiele grozi, więc można je potraktować normalnym balsamem.
Na koniec zostają stopy. Biedne – w moim wypadku – rzadko balsamicznie zagospodarowane stopy. Coraz rzadziej do nich sięgam, żeby nie powiedzieć, że dosięgam. Jeszcze jak się postaram to zza winkla brzucha dostrzegam zarys osamotnionych i wysuszonych paluszków. Rozstępy im nie grożą, to pewne. Ale tzw. rozczłapanie tak. Ale na to już niestety nie ma żadnego kremu i jest to temat na osobne zwierzenia.

 

PS. Dla fanek mojej babci. Na wszelkie troski związane z urodą babcia zna i poleca jeden niezawodny specyfik: szare mydło!

Możesz polubić też