Czerwiec 13, 2017 at 10:52 pm

Trzymam

Trzymam

Włosy Tadeuszka mają kolor bursztynu. W słońcu czerwcowym ten bursztyn się złoci i promieni. Gdy Tadeusz siedzi mi na kolanach, wierci się i kokosi, ja czuję, czuję, że one nawet pachną bursztynem. Słońce nam świeci prosto w twarz. Zapach bursztynu zatrzymuje czas. Mamo ratunku! – krzyczy Franciszek, który właśnie zderzył się z barierką. Mamooo! – zawodzi. Rzucić chcę wszystko, choć przecież nie mogę, bo jak? Biegnę w jego stronę, z wszystkim, czyli Tadkiem pod pachą. Dopadam Frania, odgarniam jego złote, i bardzo spłakane już włosy. Sprawdzam zęby. Całe. Ale dziąsło krwawi. Przeczesuję plecak w poszukiwaniu chusteczek. Spokojnie, synku! Jedną ręką próbuję trzymać Tadzia, drugą przygarniam Fra, pocieszam i uspokajam. Zaraz kupimy lody, lody pomogą i przestanie boleć.

Siedzimy z Ewą przy stole, skubiemy szarlotkę, i przegryzamy ją tortem, wspomnieniem wczorajszego przyjęcia urodzinowego. Ewa mówi, że w te wakacje chce spełnić swoje marzenie. Wiesz, to jest takie marzenie, życzenie wieku średniego – śmieje się. Ewa chce nurkować! I na realizację tego marzenia szuka idealnej wakacyjnej oprawy. Wyspy Kanaryjskie, może Egipt, a może Chorwacja?

Czy ja mam jeszcze jakieś marzenia? Przeczesuję swoją pamięć, pijąc latte i dokładając sobie jeszcze jeden kawałek zielonego tortu. Słucham Ewy i uśmiecham się do jej marzeń.

Zaledwie dzień wcześniej były moje urodziny. Trzydzieste czwarte. Z ich okazji popłynęły życzenia spełnienia marzeń, wielu marzeń. A ja czuję, że nie mam ani jednego. Gdzie się one wszystkie podziały? Do wieku średniego Ewy zostało mi jeszcze jakieś sześć lat. Czy do tego czasu uzbieram nowe?

Pamiętam, jak w czwartej klasie podstawówki, wychowawczyni poprosiła nas o narysowanie siebie i swojego wymarzonego zawodu. Narysowałam siebie, jako dziennikarkę. O! To może jest to marzenie? Brać?

Moją Barcelonę opuściłam dokładnie 10 lat temu. Często mi się śni, że wracam tam, chociaż na wakacje, krążę po jej uliczkach, rozsiadam się na plaży, wieczorem piję cavę lub lambrusco w jednym z chiringuito w towarzystwie moich współlokatorek, które zwykły na mnie wołać Nena Pau, a wznosząc toasty spoglądam im prosto w oczy, bo inaczej to siete años con sexo malo. Wracać?

Jak osiem lat temu byłam w Sewilli, to obiecałam sobie, że kiedyś tam jeszcze przyjadę, żeby zatańczyć w szkole flamenco A dos pod okiem Angela, któremu nie będzie się chciało zapamiętać mojego imienia tylko będzie nawoływał na wszystkie bailaoras: Maria Jesus. Jechać?

Siedząc przy maleńkim stole z Ewą wyobrażam sobie, że mamy dla siebie, i kolejnych dokładek tortu i kawy, cały drewniany stół. A ten stół stoi w wielkiej kuchni, a ta kuchnia w niekoniecznie wielkim, ale na pewno drewnianym domu. Tak! Domu, albo chociaż domku własnego zawsze chciałam. Budować? Tylko gdzie?

Gdy tak ich trzymam, kołyszę i szepczę, że będzie dobrze, zaraz przestanie boleć, Franiu trzymaj jeszcze chusteczkę, Teciu siedź spokojnie, zaraz się pakujemy do przyczepki, i jedziemy do taty, gdy tak ich trzymam, ogarniam, i przygarniam, nos swój trzymając w złocie i bursztynie, przychodzą i zatrzymują mnie słowa: W ten weekend odeszła. A miała jedno marzenie. Żyć! Tak bardzo chciała żyć.

Bardzo łatwo żyć marzeniami lub ku nim zmierzać. Najtrudniej żyje się po prostu życiem.

Ja nie wiem, i nie pamiętam, czy o nich marzyłam, o moim złocie i bursztynie. Ale trzymam się ich i trzymam się życia. Najlepiej i najmocniej jak potrafię.

0 likes Ta Która Wie # , , , , , , , , , ,
Podziel się: / / /
  • Danuta Brzezińska

    Bardzo lekko się czyta. odwiedziłam już twój blog kiedyś i cieszę się, że znów trafiłam i taki fajny wpis od rana poczytałam.

  • ja-matka

    Jestem u Ciebie pierwszy raz, ale wiem, że nie ostatni. Pięknie piszesz, pięknie przekazujesz emocje. Czuję jakbym była obok Ciebie, jakbyś do mnie mówiła.

  • raczkujacwswiat

    O jeny, ale się Ciebie dobrze czyta! Pięknie napisane!

  • Bardzo mi się podoba Twój styl – lekki, przyjemny. Podoba mi się jak przekazujesz emocje i uczucia.

  • Daje do myślenia. Życie – niby coś tak prostego, a jednak kruchego i ulotnego…

  • czyta się to z przyjemnością – świetnie napisane

  • „Najtrudniej żyje się po prostu życiem” – proste i trafione aż nad to. Tyle dziś się mówi o ‚kreowaniu’ rzeczywistości, przyszłości itd. Najtrudniej ludziom zaakceptować codzienność.

  • Ja Zwykła Matkaa

    Piękne przeplatasz emocje :). Masz dwa cudowne skarby I jeszcze wiele życia przed Tobą I marzeń……. tylko zdrowia Ci życzę I uśmiechu.

  • no i się wzruszyłam…. nie umiem nic więcej napisać…

  • Lubię marzyć. I lubię spełniać swoje marzenia. życia mam aż nadto, takiego codziennego, czasem mocno bolesnego. To nie znaczy, że nie doceniam codzienności, drobnych rzeczy, małych przyjemności. Jedno nie wyklucza drugiego.

  • Piękny i szczery wpis. Warto się czasem właśnie tak zatrzymać na tych „małych- wielkich” rzeczach i uświadomić sobie jakie ma się wielkie szczęście mogąc spędzać czas z dziećmi i cieszyć się z ich obecności. 🙂

  • Anna Olszanowska

    Jestem typem trochę marzycielki i spełniam powoli spełniam różne marzenia.. Marzyłam o moim dziecku i mężu 🙂 Teraz marzę o Tajlandii i wiem, że w ciągu 5 lat tam pojadę choć na wakacje 😀 Choć najbardziej cieszę się, że mogę uczestniczyć w życiu mojego prawie 3 letniego syna bez przerwy na pracę… Gratuluje podejścia 🙂

  • Trafnie ujęte, ale nie warto zapominać o marzeniach. Bo jak ktoś kiedyś powiedział – „Marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia”. Dajmy im szansę robiąc krok w ich stronę. 😉

Szukaj na 5razones
O mnie
To ja Pau Elegancka Wszystko co chcecie o mnie wiedzieć, znajdziecie tu. W każdym poście. Przeczytacie w każdym zdaniu i pomiędzy zdaniami. Rozpoznacie na granicy kropki kończącej jedną myśl, a akapitem rozpoczynającym następną. Zdjęcia, rysunki, szkice to pocztówki z naszej codzienności. Łapcie!

Dorzucam małą opowieść do wielkiej dyskusji i wyznań #jateż #metoo.

O zabawie w potwora i lekcji NIE, jaką ostatnio dostał Franciszek: 5razones.pl/zabawa-w-potwora/

Czytajcie.
I proszę wróćcie tu z Waszymi refleksjami, przemyśleniami.
... See MoreSee Less

View on Facebook

Nie od dziś wiadomo, że komunikacja to sztuka... czasami rozpisana na trzy akty, i wiele scen. Bywa, że trzeba dozować napięcie, a potem zaskoczyć puentą. Czasami nie ma opcji, i brnie się w sztuczki i fortele. Albo stosuje technikę dobra wiadomość - zła wiadomość - i jako zwieńczenie dobra wiadomość, to oczywiste, któż nie lubi happy endów.

I kto jak kto, to ja na tych wszystkich komunikacyjnych trikach się znam. Na ten przykład kilka naszych rodzinnych scenek...

[jak przekazać mężowi wiadomość, że zdrowie i życie jego najmilejszej konsoli ps4 wisiało na włosku]
- A wiesz, że z naszego Tadzina to niezły wspinacz i komandos? Wyobraź sobie, że dziś po fotelu wspiął się na komodę... tą wiesz, na którym stoją konsole, i tak.... jeden pad zrzucił, drugi pad również zrzucił, a gdy chciał zrzucić i konsolę, to akurat udało mi się go przejąć i ściągnąć z wysokości. 🎮🕹🎮

[jak wytłumaczyć się z wielkiego pudła ciuchów, którą rano dostarczył kurier]
- Podziwiaj Ty swoją żonę, smartshopperkę, królową zakupów tylko musthave! Wszystko co tu widzisz, jest mi szalenie niezbędne, do tego kupione na wyprzedażach, no to prawie jak za darmo. A nawet dla Ciebie udało mi się coś kupić, a dokładnie to skarpetki w sushi. 🍣🍤🍥

[jak uzdatnić obiad dla męża]
- Zrobiłam petarda obiad! Burgery jaglano-buraczane, do tego zupa krem z białych warzyw. (tu zapada cisza... i ja mojego męża nie widzę, bo ja mu to domowe menu recytuję przez telefon, ale szóstym zmysłem wyczuwam, że jemu się jakos tak odbija na samo wyobrażanie obiadu bez padliny chociaż w roli przekąski, dlatego na prędkości improwizuję) ale Ty się nic nie martw, Twoja porcja będzie specjalnie aromatyzowana i uzdatniana długo dojrzewającym boczkiem wędzonym! 🥓🥓🥓
... See MoreSee Less

View on Facebook