Wrzesień 8, 2015 at 6:44 pm

W domach pełnych ludzi

W domach pełnych ludzi

Od prawie już tygodnia koczujemy sobie wygodnie w pieleszach starego domu moich dziadków. Ten dom pamięta wszystko. Jest pamięcią zbiorową mojej rodziny. Nie zliczę, które to już pokolenie okupuje pokoje, wydeptuje trawnik, nadwyręża schody na strych lub do piwnicy, lepi pierogi i knedle w kuchni. Nie dojdziesz tego.

Pomieszkujemy sobie w przyjemnym zawieszeniu, w gwarze i zapachach codziennych spraw, jego codziennych domowników. Budzi nas pierwsza kawa (a może to jednak herbata?) cioci Dorotki, która zaraz popędzi do przedszkola. Wystarczy jej przekroczyć ulicę i już jest na miejscu. Za ścianą w chochelkach i garnkach zostanie ciocia Hania. Krzątać się będzie pomiędzy śniadaniem dla wnuków, którzy zaraz pognają do swoich szkół i miejsc pracy, a stawianiem obiadu, choć jeszcze siódma nie wybiła. Z okrzykiem „A co tam!” zwlecze nas z łóżek Franciszek, który specjalnie na okoliczność pognania spontanicznego w siną dał nauczył się zakładać swoje paputki. Czasem prawego na lewą nogę i na odwrót, czasami but wyląduje na właściwej stopie. W kuchni z widokiem na zielone podwórko szykujemy śniadanie. Jajecznicę jemy razem z jednej patelni, kanapki układamy na desce do krojenia, po cóż brudzić talerze, kruszymy solidnie i zamaszyście chlebem po podłodze, aż się prosi, żeby tu wpadły jakieś kurki i zrobiły porządek. Nim zastanie nas dziewiąta, stoimy już na ganku z drugą kawą (czy są jeszcze domy, które mają ganki?), spóźnieni o jakieś pół kroku za Fra, który w słońce, w rosę, a nawet w deszcz gna, witać się z całym światem. Macha uroczyście kawalkadzie samochodów, która bieży tuż za bramą. Podskakuje biegnąc przed siebie w podwórko i trawy. Gdzie tam w ziemniaki leziecie, zadeptacie wszystko, tu z tą piłką, tu na drogę! – tak wołał na naszą wakacyjną chałastrę jakieś dwadzieścia lat temu mój dziadek. Na to samo miejsce zamach chce wziąć Fra. Dziś już tu nie ma ziemniaków i innych dziadkowych grządek, tylko trawa, i buda psa Boryska, i do tego psa na powitanie codziennie śpieszy nasz Franciszek. Po porannym obejściu podwórka mkniemy na tyły. Tu tyle cały dzień się dzieje. Na końcu ogrodu zaraz za ogrodzeniem jest stadnina koni. Stadninę i ja pamiętam ze swego dzieciństwa, stoi jak stała, i konie, najprawdziwsze konie ma w swojej zagrodzie. Fra przy nich potrafi stać, jak zaczarowany, wpatrywać się w końskie grzywy i ogony, prychać do nich z pozdrowieniami. Stoimy tu rano, prychamy w południe, i wieczorem na dobranoc z końmi i dniem się prychaniem żegnamy. Koń lepszy niż dobranocka. A gdzie tak bez czapeczki Franiu tutaj maszeruje, wiatr jest, uszy mu zaraz zawieje! – strofuje z tylnego ganku ciocia Hania. W taki wiatr, twoja babcia zwykła mówić, że chyba się ktoś powiesił, że wieje i dynda. – przypomina sobie anegdotę. No chodź Franiu do ciociu, nazrywaj cioci lawendy. Franiu zrywa i niucha, i znosi cioci lawendę i płatki pelargonii. Znosi też patyki, i kamyczki, i śrubokręty porwane z garażu starszego kuzyna Maćka. W tym garażu to też nasz Franiu mógłby tak stać, i w tych wszystkich śrubkach i kluczach tajemnych dłubać i szperać, i skuter zielony oglądać. Idziemy na drzemkę. Zasypianiu towarzyszą brzęki i brzdęki rozstawianych za ścianą talerzy, opowieści przedszkolne cioci Dorotki, radiowe piosenki, szczekanie psów, motory i samoloty. Tak samoloty. Tutaj słychać je wyśmienicie.

Ciociaaa! Łomocze do drzwi ciotek Fra, jak tylko powstanie z drzemania, obudzony, wypoczęty i zenergetyzowany. Gdy tylko mu otworzą, wpada do środka z odwagą i impetem równym małym konkwistadorom. Ruszamy zdobywać świat ten bliski i ten daleki. Dłubiemy patykami w kretowiskach, udając że pobieramy próbki ziemi księżycowej. Dokonujemy grabieży owocnej krzaków malinowych. Cichaczem udajemy się na grandę, i zrywamy świeże orzechy leszczyny. Zawsze wracamy z łupami. Czy to orzechami, patykami, kamykami, lub żołędziami. Te żołędzie później chochlik Franuś powrzuca do butów w sieni (które domy mają teraz sień?). Żołędzia w bucie znajdzie następnego dnia z rana kuzyn Maciek spieszący się na szkolny autobus. Tego żołędzia potem na pamiątkę zachowa ciocia Hania, i tak powstanie pierwsza opowieść rodzinna o skrzacie Franiu czyniącym psoty.

Bywa, że okupujemy podwórko. Pelętając się tu i tam wyczekujemy powrotów i wyjść oraz niespodziewanych wizyt. Witamy kuzyna Jasia, który wraca znużony pierwszym dniem w nowej szkole. Żegnamy wybiegającą, bo spóźnioną kuzynkę Magdę. Zanim się zorientujemy na drogę wjedzie zamaszyście kuzynka Sylwia, a zaraz za nią wujek Łukasz. Zaspana ciocia Marta zawoła nas do siebie na kawę i bardzo niedzielną już szarlotkę. Na kąpiel załapie się dziadek.

Koty zaaferowane nową życiową przestrzenią przeglądają się w oknach, wypatrują innego stworzenia. Skaczą po szafach, kredensach, tropią mysie dziury, huśtają się na zasłonach i firankach, śpią na zmianę w domku dla lalek. Dla nich to tak, jakby wyjechały na wakacje. Poznają nowy świat dźwięków.

Bo w domach pełnych ludzi coś zawsze brzęczy i buczy, jakiś głos się niesie po suficie i ścianie, podłogi trzeszczą, skrzypią, i okruchami się zasypują. Ludzie do siebie mówią, śmieją się, się przekrzykują, siebie w oknie lub przy bramie wyczekują, witają się i żegnają.

W domach pełnych ludzi drzwi się otwierają i zamykają, ktoś biegnie, wraca, siada, wstaje, wchodzi, wychodzi, bywa, że już nigdy nie wraca. A ściany i podłogi na zawsze zapamiętują jego zapach, ziemia, trawa i grządki ich głosem bronią swoich praw, a pogoda przypomina ich dzieje.

W domach pełnych ludzi dzieją się historie. Te najprawdziwsze.

0 likes Ta Która Wie , U Eleganckich # , , , , , , , , , , , , , ,
Podziel się: / / /
  • Ja Zwykła Matkaa

    Kiedyś domy były wielopokoleniowe. Ludzie potrafili ze sobą żyć. Słuchać rad starszych ludzi. Teraz oj jest wiele do życzenia . Ja mieszkam na ulicy gdzie w każdy dom to rodzina mojego teśc ia, uwierz mi mamy wesoło. Pięknie piszesz o swojej rodzinie. Masz ogromny skarb :).

Szukaj na 5razones
O mnie
To ja Pau Elegancka Wszystko co chcecie o mnie wiedzieć, znajdziecie tu. W każdym poście. Przeczytacie w każdym zdaniu i pomiędzy zdaniami. Rozpoznacie na granicy kropki kończącej jedną myśl, a akapitem rozpoczynającym następną. Zdjęcia, rysunki, szkice to pocztówki z naszej codzienności. Łapcie!

To nasza ostatnia noc wśród ogrodów Siedem Ogrodów
Ależ nam będzie brakować tej zieleni. Kwiatów i ziół na wyciągnięcie reki. Kogutów budzących nas rano na zmianę z dziećmi. Kur i gęsi, królików, i tych zawsze głodnych baranów. Kotów czających się i czule łaszących. Psów pilnujących drogi i ścieżek. Tych zapachów łąk, pól i lasów.

No wszystkiego nam będzie brakować. 🏡🍃🌾🌿🌲🚴‍♀️🐦🐈🐏🐓🐥🐇⚘🌿🌾🌲🐕
... See MoreSee Less

View on Facebook

Zabawa od rana 🌳🌲🌹☘🍀👬👭👫🌲🏡🥀🍀🌾 Siedem Ogrodów

#7ogrodów #childhoodunplugged #kidsjustwannahavefun #wakacjenawsi #wildchildhood #LordFra #TadeuszMajowy #worldoflittles
... See MoreSee Less

View on Facebook

Macie ochotę na mały wieczorny spacer po Siedem Ogrodów?
🌲🌳🍀🌿🍃🥀🌹🌷🌲🌳☘🍀

Więcej oczywiście na #Instastories na naszym profilu na IG: www.instagram.com/5razones_by_pau_elegancka/
... See MoreSee Less

View on Facebook

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress