Wrzesień 15, 2016 at 8:35 pm

31 miesięcy z życia Ojca Smoków

31 miesięcy z życia Ojca Smoków

Ten wpis nie jest czyniony na specjalne zamówienia Ojca Smoków. On nawet nie ma świadomości, że się na takie popisy z mojej strony zanosi. Tytułem relaksu po całym, jak zawsze intensywnym i pełnym emocji dniu w pracy i w towarzystwie naszych syneczków, ojciec w końcu zażywa wytchnienia i oddaje się ulubionej czynności, czyli graniu na play station. A niech ma!

Ja tymczasem tuż zza jego pleców piszę do Was:

Dajcie spokój Ojcu Smoków

Bywa, że niektórzy z was pytają go co dzień rano, lub raz na czas w południe, a czasem i wieczorową porą, lub w internetowej przestrzeni: Jak tam dzieci? Jak się ogarniacie? Żona pewnie zmęczona i niewyspana. – dodajecie z uśmiechem, wszak w obowiązku i na wyposażeniu codziennym każdej żony i matki jest zmęczenie. Wiadomo: dom, dzieci, sprzątanie, gotowanie, to tylko na jej głowie. A mąż w dom, to jak gość w dom, czyli trzeba o niego zadbać, ziemniaki nastawić z chwilą jego wyjazdu z roboty, dzieciom lica umyć na powitanie ojca, sobie kokardę na czubku głowy poprawić, z kapciami i gazetą witać go uprzejmie w domowych progach, rozmową o troskach i ewentualnym zmęczeniu własnym mężowskiej głowy nie zaprzątać.

Zmęczonym być jak rodzic

Ale to nie w naszym domu takie rzeczy się dzieją.
Bo w naszym, to ja faktycznie – i z tego miejsca serdecznie dziękuję za waszą troskę – jestem zmęczona.
Ale…!, i tu wam zdradzę naszą tajemnicę, on też jest zmęczony.
Nie licytujemy się, kto bardziej.
No, dobra, czasami się licytujemy. Bo jakże to ludzkie jest, tak poprzepychać się, że dzisiaj to ja jestem bardziej wypompowana, bo cały dzień w pełnym biegu, o suchym pysku, zimnej kawie, i z starszym wiszącym u prawej nogi i młodszym obryzgującym mi plecy, a ty pewnie siedzisz w tej robocie, klikasz, facebooka scrollujesz, ciepłą kawkę popijając i w najlepsze sobie wypoczywasz.
Ale rzeczywistość jest inna. I ja doskonale o tym wiem. On po pracy gna w te pędy, czasami jadąc na rowerze, bo tak najszybciej da się pokonać krakowskie korki, po drodze ogarniając zakupy, pocztę, księgowego, i marzy pewnie o chwili spokoju, i tak żeby sobie zasiąść i nic nie robić. I ja po całym dniu w okopach prania, składania, układania, przedzierania się przez barykady klocków i samochodów, karmienia, husiania, tulania i powtarzania w kółko: nie tak, nie wolno, proszę ciszej, zaraz włączę bajkę, weź proszę poczytaj coś sam, a bułeczkę zjesz, uważaj na brata, a tuli buli mój Tadziuszku, marzę o tym samym. Więc wypatruję go, i wyczekuję, telefonicznie i smsowo poganiam, i jak tylko się w drzwiach pojawia, to wołam: zabieraj ich gdzieś, bo ja już nie wytrzymam.
I jak to zmierzyć, jak to zważyć, komu ciężej, komu pracowiciej tego dnia było?

Bez podziału obowiązków i harmonogramów

Dzieci i to całe domowe tałatajstwo samo się nie ogarnie. Naszymi rękami się ogarnia. Wspólnie. Razem. Ręka w rękę. Noga w nogę. I jeden za wszystkich. I nie po połowie, tylko po 100% każde z siebie daje. Domowych zadań nie mamy rozpisanych na osoby, że dzisiaj ty to, to ja tamto, a skoro ja zrobiłam to, to ty musisz to, teraz twoja zmiana, teraz twoja kolej. Choć, żeby prawdę oddać, to on ma większy talent i smykałę, ale też i chęć do wykonywania tej podobno typowo babskiej roboty. Ja przestałam chojrakować w kuchni, od kiedy to on zaczął mnie pouczać, jak zrobić dobre bitki. Także kuchnię ogarnie, zakupy ogarnie, dzieci ogarnie, i samochód i szereg tych nazwijmy to męskich zadań, których ja nawet nie tykam, a które on załatwia, i ja to nawet nie mam pojęcia kiedy.

No dobra są czynności, które podjęłam się wykonywać tylko ja, ale to przez wzgląd na uposażenie. Zatem ja biorę nocną zmianę z karmieniami i tulakami. Do Smoka należą za to poranki, nawet te jeszcze przed świtem, odbieranie pierwszych kupek, gotowanie owsianki, cucenie mnie kawą. I jakoś dajemy radę.

Dają radę

Czemu miałby sobie nie poradzić, skoro ja sobie radzę! Tak odpowiedziała mi moja przyjaciółka, na moje pytanie: czy jej mąż poradzi sobie w domu i z dzieciakami, w trakcie jej kilkudniowej delegacji. Poradził sobie. Po swojemu, ale poradził sobie. Może dzieci codziennie nie jadły pełnowartościowych posiłków, może chodziły spać o innej niż wcześniej wypracowanej porze, ale jak wróciła to dom z pełnym wyposażeniem domowników jeszcze stał.

Jeśli ja uśpię, to mąż też da radę! – to z kolei odpowiedź drugiej koleżanki, na moją wątpliwość, czy jej małżonek będzie wstanie uśpić trójkę dzieci, podczas gdy ona sobie beztrosko tańczy na warsztatach flamenco. Uśpił. Dwójkę starszaków, bo trzeci zwyczajnie chciał zaczekać na mamę i cyca na dobranoc.

Te pytanie i wątpliwości o stan ojcowskich chęci i umiejętności nie są niczym dziwnym. Współcześni ojcowie nie mają lekko. Z jednej strony wymaga się od nich by stanęli na wysokości zadania: pracowali, łożyli na dom i dzieci, ale też i przejęli część obowiązków domowych, angażowali się w opiekę nad dziećmi, pomagali. (Tfu, jakie pomagali – żachnie się któraś z Was, przecież oni nie pomagają, oni wykonują po prostu swoja robotę.) Z drugiej zaś strony te wszystkie ich starania i zabiegi traktuje się z przymrużeniem oka: no jakie to słodkie, tatuś zajmuje się dziećmi.

Kojarzycie na pewno jakieś śmieszne filmiki i memy, które raz na czas obiegają internet, których bohaterami są pomysłowi, troszkę nieporadni w tym swoim ojcostwie ojcowie. No pełen wzrusz i ubaw po pachy.

Nie traktujemy ich poważnie, podśmiechujemy się z ich poczynań i kompetencji, jednocześnie gloryfikując i napawając się każdym przejawem rodzicielskiej aktywności. Matka z dziećmi, toż to normalne i powszechne zjawisko, ojciec z pociechami? No Superbohater! Bravo, bravo, bravissimo!

Nie dla oklasków

No nie dla oklasków i braw ten mój Smok się tak spisuje. Nie przybijam mu high five za dobrze przewiniętą pieluchę, poskładane pranie, zrobiony obiad w weekend. Nie robię tego, nie dlatego, że on mnie nie gratyfikuje tego typu pochwałami (choć jasne bywa, i to nawet dość często, że wypowie się nader optymistycznie o ugotowanym przeze mnie obiedzie). Po prostu każdy robi swoje. Najlepiej jak potrafi, na ile sił i cierpliwości mu starcza. A czego nie zrobi dziś, to zrobi się jakoś jutro, albo zamiecie pod dywan, albo zgasi światło (tak polecam robić, gdy bałagan w oko kole). Nauczyliśmy się odpuszczać, skupiać się na sobie, dzieciach, a nie na tej stercie prania, co uparcie od tygodnia czy tam nawet dwóch nie chce sama pochować się do szafy. Gdy dzieci już pójdą spać, i możemy odgwizdać razem fajrant, to z ulgą wpadamy sobie w ramiona, i mówimy: uff znowu udało nam się razem przetrwać dzień.

Wyrwij się ojcze

Smok nie dawno dostał zaproszenie na piwkowe wyjście: „noi mi tu pisze, czy może by mi się udało urwać…? Normalnie urwać się jak z więzienia. Aaaaa!”

Dom, żona, dzieci to jak powszechnie wiadomo więzienie dla mężów-ojców. Niejeden by chciał czmychnąć z kosz(m)arów obowiązków domowych, niejeden kombinuje, co by tu zrobić, żeby za szybko np. pracy nie wrócić, bo po co się do drugiej zmiany spieszyć. Znam ja tych „niejednych”, psują ojcowski rynek. Bo są też tacy, i to nie tylko Ojciec Smoków, którzy z rodziną chcą pobyć codziennie, w każde popołudnie i wieczór, a nie tylko od święta. Którzy wracają najszybciej jak się da, żeby zdążyć na kąpanie, karmienie, noszenie (bo ząbki, bo kolki) i czytanie bajek przed spaniem, albo żeby to właśnie żona-matka mogła na chwilę się urwać.

O czym marzy Ojciec Smoków

Smok ma proste marzenia. Zabrać synów w góry, na narty, pod namiot, na ryby, na wyprawę rowerową wzdłuż wybrzeża Morza Bałtyckiego, przeczytać z nimi swoje ukochane książki i komiksy, zagrać w ulubione gry na play station. Wie, że ten czas, ten tu i teraz, to uczestniczenie, i towarzyszenie w życiu swoich synów, od rana do wieczora, i w nocy, to inwestycja w te dni i czasy, które nadchodzą.

I tak trzydzieści jeden miesięcy nosi się i na barana nosi Lorda Fra, i znosi też cierpliwie jego wszelkie humory i nastroje. A od miesięcy czterech ogarnia i przygarnia naszego Tadeuszka o Melancholijnym Spojrzeniu.

Dlatego gdy następnym razem spotkacie Ojca Smoków, to w moim imieniu przybijcie mu piątkę, pochwalcie, poklepcie po plecach (no mnie tak oficjalnie głupio, jeszcze się przyzwyczai), i zatroszczcie się o jego stan zmęczenia.

0 likes Ta Która Wie # , , , , , , ,
Podziel się: / / /
  • M

    Świetny tekst! Pozdrawiam wszystkich takich ojców oraz mego mężula, który do nich należy! Ja również nie dziękuję i nie chwalę za wszystkie dobrze wykonane obowiązki domowe ( bo uważam je za wspólne) ale doceniam i za to właśnie kocham mocno tatusia mojego synusia. Koleżanka powiedziała mi kiedyś, że jej relacje z mężem są takie same jak jego relacje z dziećmi, czyli byle jakie i z przymusu. Mężczyźni rzadko zdają sobie z tego sprawę. Co dajemy -wraca:)

    • Dokładnie tak! Pięknie napisane: co dajemy to do nas wraca.

Szukaj na 5razones
O mnie
To ja Pau Elegancka Wszystko co chcecie o mnie wiedzieć, znajdziecie tu. W każdym poście. Przeczytacie w każdym zdaniu i pomiędzy zdaniami. Rozpoznacie na granicy kropki kończącej jedną myśl, a akapitem rozpoczynającym następną. Zdjęcia, rysunki, szkice to pocztówki z naszej codzienności. Łapcie!

True story 🤣🙈🍩🍫🍰 ... See MoreSee Less

U nas walka!

View on Facebook

Wczoraj przyszła narzuta patchworkowa uszyta przez sprytne i czułe paluszki Agnieszki MaAteria patchworki w której zaszyte są skrawki z pierwszych ubranek Tadzinka.
Niedźwiadkowa kołderka przechodzi właśnie najmilejsze crashtesty. No stworzona jest do tulania!!! 🐻🐻🐻
... See MoreSee Less

View on Facebook

Fejsbuczek mi przypomniał, jak to 4 lata temu przy Franiu już bardzo, ale to bardzo nie starczało mi... niczego! Odzieży, sił i gibkości, żeby sobie buty samej założyć. 😅😄😃🤣😂

Mam tu jakieś ciężarne, którym również nie starcza?
... See MoreSee Less

View on Facebook