Kwiecień 24, 2015 at 10:57 pm

Ani me, ani be, ani kukuryku

Ani me, ani be, ani kukuryku

Poradniki kobiece raz na czas radzą nam kobietom, jak mówić, żeby oni nas słuchali. Żeby nas słuchali i co więcej odpowiadali. Bo standardowy facet, to facet niemowa. Nie mówi i nie słucha. Ale nie mój. Mój to jest bardzo: mowa. Bardzo i dużo. I o wszystkim. Nie ma tematów i spraw tabu, których nie mógłby ze mną nie przedyskutować. Którymi nie mógłby się ze mną nie podzielić. I zawsze chce znać moje zdanie. I nawet jak się nie widzimy, to chce być ze mną w kontakcie. Telefonicznie, skajpowo, fejsbukowo, smsowo. I on tak zawsze czule, miłośnie, smoczo: Kochana, Tulipanu Tygrysiu, Poliku Kochany, Stokrotko. No jakby mnie przed wczoraj poznał, a wczoraj się zakochał. A ja przyznaję, że czasami, to ja za nim nie nadążam. A po porodzie to już nawet bardzo. (O moich onomatopeicznych i bardzo konkretnych wypowiedziach pisałam już tutaj, a o komunikatach czułych i cukiniowych tutaj).

A mój Smok zawsze na fali. Ledwo co dotrze do pracy, już na FB komunikatorze donosi: Jestem kochana! A ja mu na to: no ok. Po 15 minutach: a co tam porabiacie? Noż qrde se myślę sobie, no cóż możemy porabiać. Fra zapierdziela, to jego trzecia faza schyłkowa tuż przed drzemką, zanim dotrze do bazy: pa pa, dobranoc, Franiu idzie spać, jeszcze otrze się o fazę czwartą i piątą. Pędzi w te i wewte, koty tłamsi po drodze, co i rusz przybiega do mnie ze swoją ulubioną książeczką o samochodziku Franku, co to na targu poznał ciężarówkę Felę i z Felą furgonetką zieloną ruszył na gospodarstwo, i w tymże gospodarstwie zapoznaje gospodarskie zwierzątka. I Fra mi te zwierzątka paluszkiem pokazuje, a i pokazując pod noskiem mruczy: atocio. No to ja mu odpowiadam: to świnka, to krówka, to kurka ko ko, to świnka chrum chrum, to krówka muuu muuu, a kurka ko ko, a kogucik kukuryku, a to piesiu hau hau, to kotek, to myszka, to kotek miau miau. I tak pomiędzy jednym a drugim chrum i hau, a to mi się uda talerz zmyć, a to marchew obrać, a to pralkę praniem po brzegi wyładować. A tu mi znów Smok coś tym razem sms’owo śle: Poliku, pamiętaj proszę o liście zakupowej. No szlag jeden, gdzie i jak ja mam teraz tę listę kombinować, kiedy ja tu muuczę i beczę. Gdy w końcu udaje mi się wysłać Fra do krainy drzemania znów słyszę w telefonie znajome pip pip zwiastujące, że ktoś się do mnie dobija. Czytam na gtalku: I jak kochanie? Fra w końcu zasnął? Jedną ręką odpisuję: Sip, drugą nastawiam kawę. Ach to dobrze – smoczy do mnie Smok – to sobie teraz siądziesz i wypoczniesz. Pobudzona drugą kawą atakuję salon, upycham zabawkowy kram, wracam do kuchni i obierania marchewek i innych warzyw, robię sobie śniadanie, nastawiam obiad, wracam do salonu siadam na chwilę, i sprawiedliwie się przyznaję oddaję się chwilowemu, ale to jak mgnienie oka relaksowi. Zanim zacznę lekturę Internetów jednym okiem, bo drugie śledzi losy Żon Hollywood, już czytam od mojego Smoczysława: I co tam sobie teraz robisz Polinko? Tęsknisz? Bo ja tak, i już nie mogę się doczekać popołudnia z Wami. Odpowiadam: tak, bardzo, a na dowód jak bardzo wklejam odpowiednio tęskniącą naklejkę. Zanim zrobię coś konstruktywnego, budzi się mój Lord. Już dorwał kolejną książeczkę i muuuczy do niej zawzięcie. Dołączam do niego. Potem z należytą matczyną troskliwością próbuję przewidzieć, co by na zębów dziesięć wrzucić chciał ten mój syn. Podaję jogurcik. W miedzy czasie odbieram pipczenie z ojcowskim zapytaniem: Czyżby już wstał Fra? A w jakim nastroju wstał? Nie mam czasu odpowiedzieć, bo muszę pędzić na ratunek, Fra który już zdążył sam wyspindrać się na stół, i porwać i otworzyć jogurtosa. Dopadam go w momencie, kiedy wylewając sobie jogurt na głowę, inauguruje jogurtowe party. Nie ma co płakać nad rozlanym jogurtem, myślę sobie i pozwalam mu w tym mlecznostanie chwilę się pobawić. Potem prędki prysznic, w między czasie ćwiczymy hau hau, i kotek Flanelka miau, i brum brum, i jeszcze chlap chlap. Po drodze zjadamy jogurta, towarzyszy nam: Poliku, i co ruszacie zaraz na spacer? Zadzwoń jak będziecie ruszać. Ubieramy się buucząc, i pokrzykując: Fhraaaanekkk, Maaammma! Biegam po domu i zbieram klamoty: siatę zabawek do piaskownicy, i podręczny zestaw ratunkowy, na który składają się pieluchy, chrupki, owocki, bidonik z wodą, chusteczki. Gotowi do wyjścia, stajemy u drzwi, i wtedy dzwoni telefon: No co chciałeś? – burczę, a może muuuczę. No ja chciałem zapytać, czy już wyszliście, i że jeszcze taki filmik fajny na maila wysłałem. Teraz nie dam rady oglądać. Wychodzimy. Muszę kończyć. Kończę i widzę, że kotek Flanelka miau, do rzygania się zbiera. Bo tak to już jest, że zawsze, ale to zawsze, w każdej porządnej scenie rodzinnej, kiedy to napięcie sięga zenitu, to musi się przydarzyć rzygający nie w porę kot (na pewno któreś prawo Murphy’ego przed tym przestrzegało). Ogarniam kocie plwociny, pilnując jednocześnie, żeby Fra nie pokusił, żeby w nie w rozbiegu wpaść. Usapana porywam Fra pod pachę, zapinam go w wózku. Ruszamy. Skruszona dzwonię do Smoka: To ja Ci tą listę już mogę podyktować… Bierz szybko kartę papieru i notuj. Mleko muuu…, woda bruuum, serek hau, śmietanka miauuu… W między czasie docieramy na plac zabaw. I jak się ma Franiu? – dociera do mnie wiadomość. Odsyłam zdjęcie naszego Zucha kotłującego się w piaskownicy. Po zaliczeniu wszystkich huśtawek, zjeżdżalni, ścianek wspinaczkowych zziajani możemy wracać do domu. Drogę w stronę domostwa mamy usłaną kotkami miau, piesiami hau, i ptaszkami ćwir. Zanim dotrzemy na miejsce, dociera do nas wiadomość: Zaraz wychodzę, jeszcze tylko szybkie zakupy i jestem z Wami. Jak obiecuje ten Smok Ojciec, tak czyni, zaraz witamy się w progu radosnym: Tattta! Rolę głównego muczącego i buczącego dostaję na chwilę on, ja z ulgą i cichością serca przejmuję siaty z zakupami. Potem całą rodziną indorzymy gul gul, kwaczemy kwa kwa, i robimy patataj koniku patataj. Czasami się zdarzy, że i z dźwiękową książeczką liczymy po angielsku: łan, tu, fri, for, fajv, six, seven, ejt, najn, najn, najn, ten, najn, najn, najn, ten. Pomiędzy meee i beee ze Smokiem próbujemy odbyć rozmowę w narzeczu dorosłych. A jak Ci minął dzień kochana? No co robiliście? No co? No przecież wiesz, przecież pisałam. A widziałaś, a czytałaś, a słuchałaś…? uruchamia serię pytań Smok. W odpowiedzi w imieniu matki, Fra zapodaje: najn, najn, najn. Zanim uda nam się poruszyć jakikolwiek pełno zdaniowy temat, musimy uruchomić procedurę kąpania i usypiania Fra. Gdy procedurę uda się przejść pomyślnie, ląduję rozładowana na kanapie. Kwha kwa zakwacze mi radośnie kaczucha porzucona na podłodze. Kochana herbaty? zapyta Smok. Herbaty i ciszy mi potrzeba. Kubek herbaty ląduje w mych dłoniach po pięciu minutach, a ciszy jak nie było tak nie ma. Bo stęskniony Smok z potrzebą snuje swoje opowieści. Mój rozbeczany mózg wyłapuje pojedyncze słowa: Putin, czołgi, skok stulecia, tak jak w Ołszenach, pit, księgowa urząd skarbowy, jutro skończę malować tę piaskownicę, WE CAN BE TOMODACHI DUDA-KUN , a posłuchaj tego , ale akcja, widziałaś to . Automatycznie włączam funkcję fatywną: ahumm, aha, uhmm pomrukuję, pobekuję pod nosem. A co ty myślisz Polineczko? dopada mnie pytanie. Grając na czas, myśli zbieram. Co ja myślę, co ja myślę, a o czym myślę, czy ja myślę? Jezzzu, gdzie są moje myśli. Ratunku, ja nie wiem, a meee, a bee, kukuryku.

A Smok nie zrażony, a może już przyzwyczajony prawi, opowiada i mówi dalej. I to dobrze, że ten Smok tak do mnie mówi i mówi. Nikt tak pięknie w miłości nie mówił, jak on. A gdyby on tak do mnie nie mówił, to jak bym się pewnie już dawno w jakąś muuu lub beeee krowę zamieniła.

 

Extras:

I żeby nie było, że tylko tak u nas obcesowo ta komunikacja jednostronnie przebiega, to przytoczę anegdotkę, w rolach głównych dwójka naszych przyjaciół i ja.
Babskie popołudnie, dzwoni telefon mojej przyjaciółki, patrzymy, dzwoni jej mąż. Magdo – mówię – pozwól, że dla draki odbiorę telefon.
Odbieram: No co tam kochany – mruczę.
Yyyyy… No cześć Madzia… – dziwuje się on.
No witaj. No co tam, co tam? – kontynuuję.
Chwila konsternacji: Dobra Paulina, bez żartów wiem, że to Ty.
A jak to poznałeś? – dopytuję.
To proste! Moja żona nie przywitałaby się ze mną: co tam kochany?, tylko zapytałaby, czego nie mogę odczytać z listy zakupowej że dzwonię. Tak swoją drogą, to daj mi prędko Magdę, bo właśnie jestem w sklepie, i tej listy to faktycznie nie mogę rozszyfrować.
Ok. Kubuś, to ja mam jeszcze takie pytanie. Masz ochotę na pączka?
Aaa mam. Ale że sama piekłaś pączki?!?!
Ocipiałeś!!! Ja?! Pączki piec?! Do cukierni idę. To ile chcesz?
No Paulino, w końcu przemawiasz jak moja żona. Dwa poproszę.

Kurtyna.

 

0 likes U Eleganckich # , , , , , , , , , , , , , ,
Podziel się: / / /
Szukaj na 5razones

Unable to display Facebook posts.
Show error

Error: (#4) Application request limit reached
Type: OAuthException
Code: 4
Please refer to our Error Message Reference.