Październik 10, 2018 at 6:33 pm

Braterstwo bliskości 2 lata później

Braterstwo bliskości 2 lata później

Ile Tadeusza na świecie, czyli już prawie dwa i pół roku, tyle ich, to jest Franciszkowo-Tadeuszowej braterskiej relacji. Która się plecie, zwija, są takie momenty, że wydawać by się mogło, że się zrywa, ale nie! ona wciąż się sprawdza, testuje, a w tych testach i sprawdzianach umacnia. Prawdziwe braterstwo bliskości.

Podtrzymuję swoją tezę sprzed roku, że nie jest łatwo być starszym bratem, ale też wcale nie lżej jest być bratem młodszym, bo te różnice wiekowe pomiędzy chłopakami wikłają ich w dość konkretne zawiłości.

Braterstwo: autonomia i własne granice

Czy młodszy brat będzie umiał postawić na swoim? Czy będzie miał przestrzeń i swobodę, żeby w pełni rozkwitnąć, decydować o sobie, a nie tylko podążać za bratem starszym, a w tym podążaniu ślepo brata naśladować? Czy będzie miał okazję, żeby samemu się czegoś nauczyć, czy też będzie czerpać z brata, ucząc się od niego?

Czy brat starszy będzie mógł działać bez odpowiedzialności, że hej muszę uważać, bo przecież młodszy brat patrzy, uczy się ode mnie? Czy będzie mieć szanse i sposobność, żeby bez obciążenia i poczucia odpowiedzialności rozwijać się i wzrastać zgodnie ze swoimi potrzebami?

Odkąd obydwaj są w pakiecie-duecie na świecie, nie przestaję się zastanawiać, jak wspierać ich, żeby byli autonomiczni, ale jednocześnie empatyczni oraz otwarci na siebie? Szukam różnych strategi, jak pokazać im, że warto słuchać innych, swoich bliskich i rówieśników, że ważna jest wrażliwość na czyjeś potrzeby, ale tez szalenie istotna jest ważność i wrażliwość na potrzeby własne. I to naprawdę nic złego, kiedy się dba o siebie, kiedy się chce zabezpieczyć własne sprawy, granice, czyli w przełożeniu na język dzieci: zabawki, zachcianki, teraz mnie przytulaj mamo.

W codziennym biegu bardzo trudno jest zadbać o każdego z nich z odpowiednią uważnością. Przecież jesteśmy rodziną-stadem, i czasami zwyczajnie nie da się pochylić nad absolutnie każdą ich indywidualną potrzebą. To do czego należy dążyć, i do czego np. zachęca Małgosia Musiał w swojej książce „Dobra relacja, skrzynka z narzędziami dla współczesnej rodziny” to podejście, w którym każdy czuje się uwzględniony, i ważny.

Jak wspierać pogłębianie relacji między dziećmi?

Zaczynając od granic (to są sprawy dzieci, jak ułożą sobie one relacje – sprawą rodziców jest bycie uważnym na to, czy każdy w tej relacji ma równe szanse i czuje się bezpiecznie), przez przyjmowanie wszystkich emocji (to może być trudne, gdy się dzieli pokój z młodszym bratem i czasem nie można znaleźć prywatności), zapraszanie do współdziałania czy szukania rozwiązań. Im mniej zabiegamy o to, by dzieci się lubiły, a skupiamy swoją uwagę na wspieraniu ich w radzeniu sobie z trudnościami, tym – paradoksalnie – może im być łatwiej nawiązać ze sobą kontakt i ocieplać wzajemne relacje.



Brat sparingpartnerem

Żartuję sobie, że chłopaki w różnych starciach ze sobą ćwiczą się w swojej relacji.  Są właśnie dla siebie takimi sparingpartnerami do ćwiczenia siebie, do mówienia nie, do zabawy, czasami także bicia (o czym będzie poniżej). Na sobie regularnie testują stawianie granic: stop, przestań nie chcę, chcę być teraz sam (co w krzykach brzmi: odejdź ode mnie ty wstrętny bracie!). Na sobie też codziennie uczą się współpracy, wspólnego działania, dogadywania się, negocjowania, „dzielenia się”, ale też i dbania właśnie o własne interesy.

No bo gdzie, jak nie w domu, i czasami na rodzicach, a najlepiej na prawie rówieśniku, czyli własnym bratem przećwiczyć pewne strategie?

Bicie to też ćwiczenie braterskich relacji

Wiem, że bicie się dzieci jest czymś, co spędza sen z powiek rodziców; i z Smokiem często jesteśmy odpytywani, czy chłopaki się biją? W podtekście słysząc, że jak to chłopaki, pewnie bić się muszą.

Zatem nasi synowie, jak to chłopaki, a właściwie, jak to dzieci (bo to wcale tak nie jest, że to jest kwestia tylko energii chłopięcej, bo dziewczynki też bić się lubią) a jakże! biją się i to nader często. Czasami to tylko zabawa. Wszelkiego rodzaju przepychanki, turlanie po dywanie, skakanie po łóżku, popychanie się, bitwy na poduszki, wszelkiego rodzaju zapasy.

Czasami jest to realne bicie celem sprawienia przykrości drugiemu, wyładowania złości, w odwecie, bo to jest mój samochód policyjny, bo mi zburzyłeś moja budowlę, bo to ja byłem pierwszy.

Ale czy bicie jest złe? Jeśli dzieje się pomiędzy już wagowo i wzrostowo prawie równoprawnymi „zawodnikami” to nie. Jak tłumaczy Gosia Stańczyk w jednym ze swoich webinarów, dzieci potrzebują bicia, bo w ten sposób sprawdzają swoją siłę, swoje możliwości, tak też załatwiają sprawy między sobą, wyładowują energię i napięcie (link do webinarium „Moje dziecko mnie nie słucha”).

Jeśli to bicie, szturchanie nie zagraża zdrowiu i życiu, czy jak to się mówi, krew się nie leje, nie wkraczam do akcji. Czasami nawet nie zdążę, bo jeden widząc co zrobił drugiemu, zbiera go z podłogi lub łóżka, wycałowuje rany, przeprasza, i zanim się obejrzę, już bzikują dalej. I to też jest ich sposób na przeproszenie się, ich sprawa na dogadanie się, wyjaśnienie sobie lub nie, o co poszło.

Bywa i tak, kiedy w tej bitwie i jatce są tak zawzięci, że włosy – dosłownie lecą, to wtedy obowiązkowo szybko interweniujemy, zabezpieczając jednego i drugiego zapaśnika. Rozdzielamy ich, czekamy jak ochłoną, i wtedy możemy działać, rozmawiać, pomagać rozstrzygnąć im spór.

Ty wredny bracie…

…usłyszy czasami Tadeusz, który bratu wcale nie jest dłużny, bo potrafi szybko odpowiedzieć: Ty gupi Fjanku! W powietrzu latają też gałgany, nicponie. Bywa też i tak, że jeden brat ma tak dość, ale to tak dość tego drugiego brata, że chce się go pozbyć z domu.


– Ty głupi bracie! nie chcę już mieć takiego brata! – krzyczy Franciszek w odwecie za straszną zbrodnię, jaka popełnił na nim brat młodszy, a mianowicie dotknięcie go swoją stopą pod kołderką. – Nie dotykaj mnie słyszysz!
– Franiu on chciał się z Tobą przywitać – tłumaczę Tadzinkowe czułości.
– Nie chciał! Jest głupi i niedobry! Wyrzućmy go! – ponosi w złości Franka.
– A gdzie go chcesz wyrzucić? – próbuję ustalić instrukcje.
– Na podwórko!
– Ale tam może mu być trochę zimno, wiesz…. może wyrzucimy go z jakąś kołderka, co ty na to? – ustalam detale „zbrodni”.
– Dobra! Może być z kołderką… – tak jakby trochę opamietowuje sie Franek.
– No chyba że… wyrzucimy go do garażu… tam powinno być mu ciut cieplej, i nawet zabawki do piaskownicy się tam znajdą, i może nie będzie mu tam tak smutno i samotnie… – próbuję ustalić łagodniejsze warunki banicji dla młodszego.
– Samotnie? – zawiesza się Franiu, bo chyba i jemu się wyobraził ten ogrom samotności bez brata. – … no dobra Tadek możesz wracać z tego garażu.



Czy Franek naprawdę chciał się pozbyć brata? Nie! Ale przecież łatwiej jest powiedzieć: Nie chcę mieć tego brata! Niż: Jestem taki stęskniony za tobą mamo, bo cały dzień jesteś z Tadkiem, a ja jestem w przedszkolu, więc teraz, tu i teraz chcę mieć ciebie tylko dla siebie, Tadek mi teraz przeszkadza.

Warto pamiętać, że często pod tymi przezwiskami, którymi miotają w siebie dzieci, znajdują się niewyobrażalne i trudne do nazwania, wyrażenia pokłady emocji. To często jest złość, rozpacz, żal, albo jak w tej opisanej przeze mnie scence wyżej zazdrość.

Kiedy wiemy, albo podejrzewamy, co się kryje za danymi słowami, łatwiej nam wesprzeć dziecko, i to które przezywa, i to przezywane.  Możemy pomóc im przetłumaczyć te słowa, wyrazić ich perspektywę, potrzeby.

Bo ty mnie mamo nie kochasz…

Czasami słyszę: Ty głupia mamo! Albo Ciągle tylko czy wszystko w porządku Tadziu, a mnie już się o to nie zapytasz, czasami wystarczy że wejdę do pokoju chłopców, gdzie słyszę, że już rozpętała się jakaś batalia i dostaję w twarz: Bo ty już mnie nie kochasz mamo!

Tak Franiu ostatnio najczęściej manifestuje, zaznacza swoją zazdrość. Jako prawie już pięciolatek jest coraz bardziej świadomy tego, że większość czasu w ciągu dnia, kiedy on jest w przedszkolu, Tadzinek ma mnie tylko dla siebie. A przecież mamę chce mieć i on!

I w tych krzykach, czasami przykrych słowach słyszę żal, rozpacz, czuję niezaspokojone, nieusłyszane, niewidziane potrzeby. Te słowa nie mają mnie zranić, one domagają się uwagi, potwierdzenie swoich uczyć, swojej ważności.

To co w takim wypadku może pomóc, to… czas.

Czas sam na sam z mama lub tatą

Wcale nie trzeba z domu wyrzucać brata, co Frankowi tłumaczę zawsze, i przypominam, że ja i tata jesteśmy dla niego, i kiedy tylko potrzebuje, i jednak to trochę by nam, a zwłaszcza jemu było samotnie bez tego młodszego braciszka.

I co raz częściej działamy sobie w duetach, np. Franek w domu ze mną, Tadziu z Smokiem na spacerze. Ale naprawdę to nie musi być też tak, że od razu trzeba wychodzić z domu, organizować jakieś specjalne atrakcje. Czas sam na sam z jednym z rodziców, to może być poranek z tatą i robienie wspólnie kawy dla mamy i owsianki dla siebie i brata, jak w zwyczaju ma Tadziu w towarzystwie taty; to może być wieczorna lektura książek z mama, lub wspólne śpiewanie piosenek, bo myślałem mamo, że to jest piosenka tylko z mojego przedszkola, jak celebruje sobie takie chwile ze mną Franek.

Z perspektywy dziecka (ale uważam, że i rodzica również) ten czas tylko dla siebie sprawia, że dziecko bez dostępu, obecności młodszego lub starszego rodzeństwa ma szansę się otworzyć, opowiedzieć o sobie, o swoich sprawach, o tym co dla niego ważnego. A my mamy możliwość usłyszeć i doświadczyć tego dziecka w rozkwicie.

Jak rozstrzygać konflikty? – strategia mikrokręgów

Kiedy zapowiadałam ten tekst o wspieraniu dzieci w relacjach, i pytałam o to, co w nim uwzględnić, to najczęściej pojawiającą się wątpliwością było: jak i czy rozstrzygać spory pomiędzy dziećmi?

Każdy kto ma minimum dwójkę dzieci wie, że dzieci odkąd wstaną dopóki ich nie odstawimy do jakichś placówek typu żłobek, przedszkole, szkoła potrafią wygenerować między sobą kilka a nawet kilkanaście sporów, kłótni o różnym stopniu natężenia. Nie przesadzę, jeśli napiszę, że dzieci właściwie to cały dzień, regularnie są z sobą w konflikcie. Ale jak wspominałam wyżej, te konflikty, spory i utarczki to ich zwyczajny trening, i oni ich – czy tego chcemy czy nie – zwyczajnie potrzebują.

Doskonale wiem, że te dziecięce spory i jatki to coś, co maksymalnie eksploatuje nas rodziców, zżera nasze zasoby cierpliwości, pokłady energii. Do tego to poczucie, czy i kiedy wkraczać do akcji, kiedy interweniować, a jeśli już, to jak to zrobić?

Moje doświadczenie jest takie, że nie zawsze trzeba, że czasami warto dzieciom pozwolić dogadać się na własnych zasadach.

To znaczy tyle, żeby dać swoim dzieciom przestrzeń na to, żeby same znalazły drogę do siebie, ustaliły warunki. Jak to czasami u nas wygląda w praktyce? Kiedy chłopaki spierają się, jaką bajkę chcą obejrzeć, albo jaką książeczkę chcą przeczytać, i każdy z nich upomina się o swoje, to mówię im, że proszę się dogadać między sobą, mogę np. najpierw przeczytać im książkę proponowaną przez Tadzia, a potem przez Franka. Pokazuję im możliwości i zostawiam wolną rękę do ich wspólnej dyskusji, i czekam aż się porozumieją. Bywa i tak, że już po takim treningu negocjacyjnym sami, bez mojej ingerencji ustalają coś ze sobą, i przychodzą ze wspólną decyzją.

Są jednak takie sytuacje, kiedy każdy z nich tak mocno i uparcie broni swojego, że dochodzi do eskalacji, krzyków, i wiem, że potrzeba im rodzica-mediatora, albo raczej rodzica-medium, który w żaden sposób nie rozstrzyga sporu, ale pozwala dzieciom usłyszeć siebie, i zrozumieć, o co tej drugiej stronie chodzi, pokazać perspektywę drugiej strony.

Narzędzie, którego w takiej sytuacji uczę się stosować nazywa się mikrokręgi. Są to trzy powracające pytania, które na przemian kierujemy do jednego i drugiego dziecka. Kiedy jedno dziecko zostanie w ten sposób wysłuchane, zamieniamy ich rolę.

1. do mówiącego: Co chciałabyś, aby twój brat usłyszał, co jest dla ciebie ważne? Co chciałbyś aby twoja siostra wiedziała?
2. do słuchającego: Co usłyszałaś w tym, co powiedział twój brat?
3. do mówiącego: Czy o to ci chodziło? Czy to chciałeś przekazać?

Dobra relacja, skrzynka z narzędziami dla współczesnej rodziny, Małgorzata Musiał


My, z racji wieku chłopców, dopiero uczymy się tak zatrzymywać na problemie, nie zawsze udaje się przebrnąć przez cały proces trzech pytań. Ale w ten sposób wszyscy (bo praktykujemy całą rodziną) ćwiczą się w uważnym słuchaniu i zrozumieniu.

Hej, synkowie, zobaczcie, że potraficie…

Czasami przyłapuję się na tym, że moje chłopaki wciąż słyszą ode mnie, czego temu bratu lepiej nie robić (bić, przezywać etc), albo no co tym razem mu zrobiłeś? albo czy wy naprawdę ani chwili nie możecie bawić się spokojnie i bez kłótni? Takie moje komentowanie niczego w ich relacji nie zmienia, raczej może ich utwierdzić w przekonaniu, że inaczej niż w kłotni jako bracia funkcjonować nie potrafią. A to jest nieprawda. I żeby ich wesprzeć i pokazać im, jak potrafią współdziałać, skupiam się na takich zachowaniach, sytuacjach, w których byli wsparciem dla siebie, zaopiekowali się sobą, dogadali się bez przezwisk i przepychanek. Tym samym umacniam ich w tym, że potrafią, mimo tego, że czasami wiem, że dużo energii i emocji ich to kosztuje.

Przykłady z naszej codzienności?

Dwa dni temu w nocy usłyszałam, że Tadziu płacze w swoim łóżku, zanim dobiegłam zajął się nim Franek. Wchodzę do pokoju, i widzę jak go głaszcze po głowie.
– Mamo, płakał za tobą, więc się położyłem obok niego i śpi.

A zaledwie wczoraj Tadek bardzo chciał zobaczyć zaproszenie urodzinowe, które Franiu dostał od swojej koleżanki w przedszkolu. Franek widząc zapędy brata powiedział: Tadek to jest moje zaproszenie, ale jak chcesz je zobaczyć, to poproś, a ja ci pokażę. – Poploszę – poprosił Tadeusz.

A może jakieś dwa tygodnie temu Franciszek w wieczornej jakiejś rozpaczy spowodowanej zapewne globalnym, po przedszkolnym zmęczeniem domagał się przytulaczka, Tadeusz podszedł do niego i …mocno tego zrozpaczonego brata przytulił. I stała się cisza i spokój.

A z kolei dzisiaj rano Franek pożarłszy już swoją porcję placuszków, bardzo chciał i to siłą przejąć te placuszki brata. Poćekaj bjacie, poćekaj… – zatrzymał go Tadziu – o maś! – dodał po chwili oddając swoje 2 placuszki, na które już nie miał ochoty.

Co usłyszeli moi synowie w każdej z tych sytuacji?

W pierwszej: Franiu, dziękuję, że zaopiekowałeś się swoim bratem, na pewno dzięki tobie poczuł się bezpiecznie.

W drugiej: Franiu, fajnie że pozwoliłeś obejrzeć Tadkowi to zaproszenie. Wiem, że jest dla ciebie cenne i ważne, a jednak pokazałeś je Tadkowi.

W trzeciej: Tadziu, usłyszałeś, że jest źle twojemu bratu, i go przytuliłeś, zobacz jak mu się humor poprawił.

W czwartej: Tadziu, twój brat rano był jeszcze tak bardzo głodny, a ty podzieliłeś się swoją porcją.

To czasami wydawać by się mogło, że są niewielkie rzeczy, ale spróbujcie swoim dzieciom pokazać, że coś potrafią, czują się wtedy bardzo podbudowani, i chcą tak częściej. A dzieci naprawdę potrafią się dogadać. Mimo tego, że najczęściej i najintensywniej widzimy oraz słyszymy ich w konfliktach.

0 likes Ta Która Wie , U Eleganckich # , , , , ,
Podziel się: / / /
Szukaj na 5razones

5 hours ago

5razones

Mamo, ty będziesz dziewczyną pierwotną, a ja będę niedźwiedziem. Musisz mnie złapać i zaciągnąć do swojej jaskini...!
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Oho!
A myślałam, że ten piątek już nie będzie miał przede mną żadnych wyzwań.

Ps. Ale czujecie to? Dziewczyna pierwotna poluje na niedźwiedzie! #matriarchat
... See MoreSee Less

View on Facebook

18 hours ago

5razones

Umówiłam się z moją koleżnką Barbara Forczek Fizjoterapia Uroginekologiczna na spotkanie.

I będziemy sobie rozmawiać na bardzo kobiece tematy, a mianowicie...

Jak sikać?

Dokładnie tak, jak sikać.

Bo może nie wiecie, ale to jak sikamy (technika sikania), ale też jak często sikamy w ciągu dnia, ma ogromne znaczenie dla naszego zdrowia, dla naszych mięśni dna miednicy.

Rozmowa będzie potem do odsłuchania przez Was w formie podcastu (yep, it's official będę nagrywać dla Was podcasty). 🎤🎙️🎧🎶

Jeśli macie jakieś pytania odnośnie samego sikania, zdrowia w kategorii: mięśnie dna miednicy, to piszcie tutaj w komentarzach lub na priv. A ja już potem przepytam w Waszym imieniu Basię. 🎙️☕
... See MoreSee Less

View on Facebook

1 day ago

5razones

W kontekście dziecięcych emocji taka myśl.

No dużo, ogrom, morze przestrzeni potrzeba.

I wyobraźni też.

<3
... See MoreSee Less

View on Facebook