5razones.pl

Czerwiec 5, 2017 at 9:50 pm

Budzę się rano i nie żałuję. O kulcie samorealizacji i macierzyństwie czasami doskwierającym. Wywiad z Karoliną Kurzelą, właścicielką marki MilkandLovepl

Budzę się rano i nie żałuję. O kulcie samorealizacji i macierzyństwie czasami doskwierającym. Wywiad z Karoliną Kurzelą, właścicielką marki MilkandLovepl

Na tę rozmowę umawiamy się już od dawna. Próbujemy się złapać a to o pranku, czasami w południe, pomiędzy wyjściem dzieci do przedszkola, a drzemką tych, które zostają w domu. Czasami gdzieś nocą, albo bladym świtem wysyłamy sobie nie śmiało wiadomości: hej nie śpisz jeszcze albo halo dzień dobry, może już nie śpisz? Gdy się wreszcie udaje, rozmowę zaczynamy jak klasyczne matki: a co u Was słychać, czy dzieci zdrowe? Płynnie przechodzimy do rozmów na temat ostatnio przebytych infekcji lub chorób cięższego kalibru naszych pociech. Z racji umiłowania prywatnego i zawodowego do karmienia piersią, i temat trudów laktacji, różnych mitów dotyczących karmienia piersią i ten temat, a jakże!, nas nie ominął. Gdzieś mimochodem, w kontekście obalania różnych mitów odnośnie zdrowia dzieci, przypominam sobie, że Karolina Kurzela właścicielka marki MilkandLovepl, czyli ubrań ciążowych i do karmienia piersią, ma bardzo specjalistyczne wykształcenie.
Paulina: No właśnie, bo Ty przecież jesteś panią biotechnolog.

Karolina: Tak. No może teraz już niedługo będę diagnostą laboratoryjnym.
Planujesz swoje obowiązki zawodowe jakoś godzić z biznesem?

Ja cały czas to godzę. Pracuję raz w tygodniu. Gdy nie jestem na studiach, to w soboty pracuję.
Wychodzi na to, że biznes to jest hobby.

Dokładnie tak jest, dlatego ja to robię, bo to jest dla mnie taka odskocznia od całej reszty. Oczywiście chciałabym zrobić z MilkandLovepl wielka firmę, taki mam plan. Tylko że w tym momencie mojego życie przede wszystkim chcę być mamą, i z młodszym synkiem zostać w domu chociaż do 3 roku. Dlatego patrząc realnie wiem, że firma nie wiadomo jak się w tym czasie nie rozrośnie. Zwyczajnie nie jestem wstanie poświęcić jej tyle czasu, ile trzeba.

Praca zawodowa też mi daje wielką radochę. To jest coś, co ja lubię. Ja lubię ten kierunek studiów, który skończyłam. To cały czas jest dla mnie fascynujące. Kończę teraz studia podyplomowe.

Pracuję jako technik laboratoryjny, żeby mieć pieczątkę muszę skończyć te studia, żeby móc zostać diagnostą laboratoryjnym.

Studia i start nowej firmy jednocześnie, jak udało Ci się to pogodzić?

Studia zaczęłam we wrześniu, a MilkandLovepl startowało w listopadzie, więc wszystko naraz. I myślałam, że MilkandLovepl będzie sobie tak powolutku, ale to powolutku się toczyło, i że zanim to się rozhula to ja już dawno studia skończę. A tu proszę od razu wszystko wystartowało, jak jakaś rakieta, i tak naprawdę wszyscy byli w szoku, łącznie ze mną, że to się tak udało.

Trafiłaś ze swoim pomysłem na niszę. Jak byłam w ciąży z starszym synkiem, to wydawało mi się, że nie są mi potrzebne specjalne ubrania do karmienia, nie miałam też przygotowanych wygodnych biustonoszy. Ale na szczęście miałam szansę doświadczyć i doświadczam drugiego macierzyństwa i bez wygodnego biustonosza i ciuchów takich, które przewidują możliwość karmienia, takiego wygodnego karmienia – bo na upartego to każdy t-shirt rozciągniesz – ale chodzi o to, żeby ci było wygodnie, żeby ci nic nie wystawało, i tu nie mam na myśli samych piersi, ale również i brzucha, to ja sobie już tego nie wyobrażam.

Ja miałam podobne doświadczenia. Przy pierwszym dziecku myślałam, że jakoś to będzie z tym karmieniem, więc miałam bluzki na guziczki. Ale już przy drugim dziecku, powiedziałam sobie: o nie! nie przeżyję karmiąc w jakiś koszulkach.

Zaczynamy rozmowę o godzinie 11. Jestem bardzo ciekawa, co w to przedpołudnie udało się Tobie: mamie i bizneswoman zrobić? Jak wygląda Twój taki dynamiczny poranek?

U mnie jest teraz wyjątkowo gorący czas, bo Trwa Tydzień Promocji Karmienia Piersią. A ponieważ założeniem działalności mojej firmy jest też promocja karmienia piersią, to oczywiście zaangażowałam się w różne akcje np. organizowane przez Mlekotekę Ursynów, której jestem takim lokalnym sponsorem. W trakcie jego obchodów jutro jest organizowany pokaz modowy dla mam w ciąży i karmiących piersią. To będzie taka niespodzianka dla wszystkich mam. I właśnie trwają intensywne przygotowania do tego pokazu (jak udał się Karolinie pokaz możecie zobaczyć TUTAJ). Rano przyjechały do mnie sukienki, w których mamy wystąpią w trakcie pokazu. Niektóre z nich, to nowe modele z najnowszej kolekcji, które swój debiut będą miały właśnie jutro. Zatem od przygotowuję i fotografuję sukienki, żeby je zdążyć wysłać do mam-modelek, które jako chętne zgłosiły się do pokazu, żeby wiedziały, co też jutro będą prezentować. Ale zanim zajęłam się sukienkami, musiałam oczywiście przygotować dzieci…

Po prostu pozbyć się dzieci z domu…

(śmiech) no, jednego! Bo córka chodzi do przedszkola, ale i młodszego synka, wiadomo trzeba ogarnąć porannie: budzenie, toaleta, śniadanie. Także najpierw „załatwiłam” dzieci, potem przyjechały sukienki, razem z sukienkami przyjechał mój tata, który w ramach pomocy zajął się moim synkiem, a ja standardowo w końcu mogłam usiąść do pracy. A tu najpierw kawa, później sprawdzenie maili, później przygotowanie paczek do wysyłki, w międzyczasie jakieś działania na Facebooku i jeszcze zaproszenie na jutrzejszą Mlekotekę i tak w pędzie od rana czekałam na twój telefon prasując sukienki na jutro…

Aha… już myślałam, że prasując pieluchy, ubrania dla dzieci i spodnie dla męża…

Nie!!! Tylko nie to! (śmiech)

Bo ja to Ci się przyznam, że u mnie w domu rodzinne prasowanie to nie istnieje.

No właśnie, może wstyd się przyznać, ale ja wybieram takie ubrania, których potem nie trzeba prasować. Dlatego też moje sukienki są zrobione z takiego materiału, że jak je rozwiesisz po praniu, to nie trzeba ich prasować. No chyba, że jest jakaś specjalna okazja, no to wiadomo, wtedy materiał zawsze wygląda lepiej wyprasowany. Ale sama na co dzień wybieram rzeczy, których po prostu nie trzeba prasować.

To mnie właśnie najbardziej zachwyciło, kiedy pierwszy raz wyprałam sukienkę od Ciebie, rozwiesiłam, i gotowe! Biorąc pod uwagę to, że dzieci to są takie memłacze ciuchów, których jeszcze dobrze nie założysz, a już wyglądasz jak, taka no właśnie… wymemłana (śmiech), a tu nic po prostu. Sukienka po praniu i całodniowym użytkowaniu, wygląda wciąż jak nowa. Jest po prostu wygodna, cudownie mięciutka i ją się świetnie nosi. A ja mam w domu jeszcze dodatkowe memłacze i cioracze ubrań, czyli dwa koty, które potrafią przesiadywać w szafie, a ich sierść jest wszędzie. Ale na szczęście udaje się z tej sukienki szybko tę schedę kocią ściągnąć.

To dobrze (śmiech), to o tym nie wiedziałam!

Tak! Sukienka Twoja przeszła zaawansowane crashtesty na moich dzieciach i kotach. Możesz dopisać to do atrybutów materiału.

Sukienki dziecio i kotoodporne!

Czyli poranek u Ciebie intensywny. Właściwe to śmiało można powiedzieć, że tę ilość aktywności to można rozłożyć na cały dzień. Jako że wybiło właśnie południe, to pytanie czy gdzieś pomiędzy tymi obowiązkami udało Ci się znaleźć czas tylko dla siebie, na takie chwile, które zadbałyby o Twój komfort dnia, o Twoje samopoczucie?

Tak! Wiem, że to może zabrzmieć śmiesznie, ale mam ułożone włosy, jestem umalowana, dobrze ubrana, w sensie, że nie w dres tylko w sukienkę. Mówię o tym, bo pamiętam czasy kiedy byłam z dziećmi w domu, nic nie robiłam poza tym, że opiekowałam się dziećmi i zajmowałam domem. To znaczy nie nic, bo każda mama wie, że to nic, to bardzo dużo. Nic poza tym, tzn. że nie pracowałam dodatkowo. A mimo tego chodziłam do południa w piżamie i poczochranych włosach, nie mówiąc już czy miałam jakiś make up. Więc rzeczywiście teraz staram się o to dbać i o tym pamiętać, żeby czuć się ze sobą dobrze, czyli żeby zacząć od zadbania o swój wygląd zewnętrzny. Ale też robię sobie takie drobne przerwy i drobne przyjemności np. przerwa na kawę, którą uwielbiam, jej smak, jej zapach. To jest dla mnie coś, co mnie po prostu uspokaja.

Wiesz, mnie też kawa uspokaja. Ja rano wstaję i pierwsze co mówię do mojego męża to nie: dzień dobry kochanie, tylko: kiedy kawa?

U mnie wygląda to tak samo! Bez kawy nie otwieram oczu, więc to są takie drobne przyjemności, które gdzieś tam sobie serwuję. Dzisiaj do kawy to był nawet pączek, więc już w ogóle rozpusta że hej. Ale tak, później w ciągu dnia też staram się znaleźć takie małe chwile dla siebie.

A Ty ostrożnie z pączkami, bo już nie karmisz, więc wszystko już realnie idzie w biodro, a nie w cycki, jak to mawiają mamy karmiące.

Ach…. Raz na jakiś czas można. Ale wiesz mnie tam nigdy w cycki nie szło. (śmiech)

Miałam na myśli to, że laktacja spala kalorie.
O tak! Bardzo! Moje doświadczenie jest takie, że po roku karmienia, zarówno przy pierwszym, jak i przy drugim dziecku, ta waga zaczęła bardzo gwałtownie spadać. Nawet w pewnym momencie myślałam, że coś mi dolega, bo rzeczywiście drastycznie uciekały mi kilogramy. Ale na szczęście waga zatrzymała się w dobrym momencie, i byłam bardzo z niej zadowolona. Zatem tak, karmienie piersią jest dobre „na odchudzanie”, oczywiście przy zdrowej diecie, bo wiadomo wszystkiego karmienie nie spali. Ale jak się jest na jakiejś rozsądnej diecie, to karmienie pozwala wrócić do formy. I to jest udowodnione naukowo, a nie że przekazujemy tu jakieś mity, tylko fakty naukowe. Także drogie mamy karmcie na zdrowo i ku lżejszej wadze!

Pączka dla wszystkich!

Ja zawsze chętnie! (śmiech)

Jak to się stało, skąd w tobie takie przekonanie, czy wręcz taka potrzeba, żeby dzieciom poświęcić czas, i „siedzieć” z nimi w domu to minimalne 3 lata? Pytam o to, bo bardzo dużo mówi się o aktywizowaniu zawodowym mam. Ja jestem jak najbardziej za. Ale mam takie wrażenie, że ten czas, który mama, kobieta chce poświęcić dziecku, i to według mnie jest jedyny taki czas, że to „poświęcenie” jest niedoceniane, a dla niektórych jest to czas bez wartości, a nawet stracony, bo przecież, to są zmarnowane 3 lata, w trakcie których ta kobieta mogłaby nie wiadomo co powyczyniać w swoim życiu i karierze. Chciałabym wiedzieć, jak Ty to czujesz, jak Ty to przeżywasz?

Zgadzam się z tym, co mówisz… Teraz jest taka silna presja na młode mamy, żeby one szybko wróciły do pracy. Nie wiem, skąd to się bierze, pewnie z jakiegoś kultu samorealizacji i trochę niedoceniania tego, co mama musi robić w domu. Także z punktu widzenia psychologicznego, jak ważna jest obecność mamy w życiu dziecka w ciągu tych pierwszych 3 lat jego życia. I ja, przyznam szczerze, jak kiedyś myślałam o tym, ile będę siedziała w domu z moim pierwszym dzieckiem, to wcale nie planowałam, że to będą 3 lata. Gdzieś tam w podświadomości myślałam o powrocie do pracy po roku lub po półtora. Ale kiedy zobaczyłam i doświadczyłam, po narodzinach córeczki, siebie w nowej roli, jako mamy, kiedy towarzyszyłam jej przez ten pierwszy rok w rozwoju, jak widziałam, jak ona naprawdę w oczach się zmienia, kiedy to właśnie ja jej pokazuję świat, to w tym momencie byłam pewna, że będę z nią do tych 3 lat. Że chcę z nią być do czasu, kiedy nie zobaczę, nie upewnię się, że ona jest gotowa, żeby iść do przedszkola, gdzie ja mogę oddać ją komuś i będę pewna, że ona czuje się beze mnie bezpiecznie.

Mam też wrażenie, że dużo ludzi uważa, że dziecko mało rozumie, a w związku z tym, że ono sobie poradzi, że ono się dostosuje, że właściwie co za różnica, kto się nim będzie opiekował. Mam takie wrażenie, bo słyszę takie rzeczy. Teraz właśnie co i rusz, ktoś się już upomina o mojego młodszego synka, który w sierpniu skończy 2 lata, i słyszę: a weź go oddaj do żłobka. A ja widzę po moim synu, że on nie jest na to gotowy. I to nie jest jakieś moje widzimisię, bo np. moja starsza córka, była gotowa, żeby iść wcześniej do żłobka, a nie poszła tylko ze względów zdrowotnych. Ale widziałam w niej gotowość na tę zmianę, że ona chce i może iść do dzieci. Niestety zaczęła chorować, więc poszła dopiero do przedszkola rocznikowo. A po moim synku widzę, że on nie jest na to absolutnie gotowy. Jeszcze potrzebuje, żeby mama była blisko. Teraz na 4 godziny dziennie przychodzi do nas opiekunka, która jest tutaj u nas w mieszkaniu, i bawi się z synkiem w pokoju obok, albo razem idą na spacer po okolicy. Dzięki czemu Mateusz w każdej chwili może do mnie przyjść, może się przytulić, ja mogę reagować na jego potrzeby, wołanie.

A ten czas, który mu poświęcam, to uważam za bezcenny i dla dziecka, ale też i dla mnie. Bo moje dzieci już nigdy nie będą takie małe.

 

Mam dokładnie to samo doświadczenie. Moi synowie codziennie stają i dzieją się na moich oczach.

O tak! W przeciągu rok, dwóch, oni uczą się chodzić, mówić. Właśnie Mateusz teraz uczy się intensywnie mówić. Słuchanie tego, jak on się nauczył mówić: Tamarka, czyli imię siostry, no to były po prostu najpiękniejsze chwile, które nigdy się nie powtórzą. On nigdy nie będzie się chciał do mnie przytulać, jak właśnie teraz. Niedługo pójdzie do przedszkola, będą koledzy, potem będzie szkoła, i nowi koledzy, koleżanki. On już nigdy nie będzie tak blisko mnie, jak jest teraz. Myślę, że to jest taki wyjątkowy czas, nie porównywalny do żadnych sukcesów zawodowych.

Czyli czas z dzieckiem, nawet kosztem kariery i firmy? Firmy, kariery, którą można spokojnie rozkręcać, ale żeby jednak mieć jak najwięcej czasu dla dzieci i rodziny?

Dla mnie praca też jest ważna. W moim życiu już był taki moment, że poświęciłam się tylko macierzyństwu i zarzuciłam pracę zawodową. Ale w pewnym momencie zobaczyłam, że to nie służy ani mi, ani dzieciom, że brak mi bardzo takiej odskoczni od domu, od obowiązków domowych, od dzieci. A to z kolei sprawiło, że to macierzyństwo czasami, ani mnie cieszyło, a wręcz zaczęło doskwierać. Gdzieś mi z tym przestało być wygodnie, i teraz widzę, że chociaż taka mała aktywność jest ważna.

Jak zatem wyglądało Twoje pierwsze „wyjście”z domu, ku swoim sprawom i potrzebom?

Ja na początku nie zakładałam firmy, tylko taki mały klub dla rodziców z bezpłatnymi spotkaniami dla mam, gdzie można było przyjść i spotykać się, porozmawiać z innymi mamami. I to była taka pierwsza rzecz, którą zrobiłam poza aktywnością domową. Już wtedy widziałam, jaki to ma pozytywny wpływ na moje macierzyństwo.

Jednym słowem: zatęskniłaś za swoimi rówieśnikami.

Dokładnie tak. Ten kontakt z innymi mamami był mi bardzo potrzebny. Myślę sobie, że naprawdę wcale nie trzeba od razu otwierać swojej firmy, czy otwierać klubu dla mam, wystarczy np. chodzić do takiego klubu. W mojej okolicy takiego miejsca nie było, więc musiałam go po prostu stworzyć, dla siebie i innych mam. Żeby nie wpaść w taką rutynę macierzyństwa, to wystarczy po prostu wyjść do ludzi. To może być właśnie klub dla mam, to mogą być spotkania w różnych kawiarniach, np. wspomniane Mlekoteki. Takich aktywności w większych miastach jest sporo, nie wiem jak w mniejszych, ale zawsze można znaleźć grono kobiet, które akurat mają dzieci w podobnym wieku do naszych, i zawsze można się z nimi na różne sposoby spotkać. To według mnie najlepszy sposób, żeby zacząć dbać o swój komfort.

Komfort, ale też i balans, bo wydaje mi się, że to jest najtrudniejsze, żeby znaleźć w tym wszystkim jakąś równowagę, pomiędzy potrzebami naszych dzieci, które są czasami wręcz nieskończone, a naszymi, które naturalnie się gdzieś spycha, a one tłumione wcześniej czy później dają o sobie znać, no i różnie z tym bywa później.

Dlatego ja wychodzę z założenia, że moje dzieci już nigdy nie będą takie małe, i ten czas, który ja im teraz mogę dać, one też chcą z tego czasu korzystać, one chcą przebywać ze mną, a później to wiadomo już się zmienia. Później gdy już mają około 6 lat to zwyczajnie wolą rówieśników, i to wiem od innych mam starszych dzieci, które mówią mi: no wiesz, mój syn już nie chce ze mną wychodzić na dwór, a jeszcze rok temu chciał. I to jest taki pierwszy krok w dorosłość, który bardzo dobrze, że się pojawia, bo to jest naturalna kolej rzeczy. To jest taki moment kiedy dziecko zaczyna się usamodzielniać.

Mówi się, że dzieci od nas odchodzą już w dniu porodu, bo „wychodzą z mamy” i systematycznie z dnia na dzień to się dzieje. Ja sobie żartuję, że dopiero co byłam w ciąży, a budzę się i mam rocznego dzidziusia obok siebie. I kiedy to się stało?

Niepostrzeżenie, prawda?Ja taką decyzję podjęłam i naprawdę jej nie żałuję. Zrezygnowałam w życiu z kilku spraw na rzecz dzieci, i nie żałuję tamtych decyzji. Macierzyństwo to nie jest kaszka z mleczkiem i są chwile zwątpienia, kiedy mam wrażenie że zaraz padnę ze zmęczenia, ale budzę się rano i nie żałuję. Też widzę efekty tego. Moja córka jest dzieckiem, które nie boi się świata i na prawdę mam takie poczucie, że ona wie i czuje, że jest bezpieczna.

Ma przystań w Tobie i w domu?

Myślę, że dla niej to jest fajne uczucie wiedzieć, że rodzice są, że zawsze może do nas wracać, i że zawsze rodzice po nią wrócą. Ona nigdy nie bała się pójść do przedszkola, nigdy nie płakała.

A ile ją karmiłaś piersią?

Tamarka miała rok i cztery miesiące jak ją skończyłam karmić, czyli nie jakoś bardzo długo.

No jeśli chodzi o statystyki na Polskę, to bym powiedziała, że bardzo długo.

No jeśli chodzi o polskie realia, to długo, ale można dłużej.

Ja karmiłam synka trzy lata. To było moje maksimum, ale jak dochodzi do momentu rozstania, to myślisz sobie, a może jeszcze jeden dzień?

Te rozstania z dziećmi, każde z nich, to ciężka sprawa i przeżycie dla nas matek.

 

*******

Uwielbiam spotkania i rozmowy z innymi kobietami. Mama nadzieję, że na blogu będzie ich co raz więcej. A jeśli spodobał Ci się wywiad z Karoliną, to śmiało udostępnij go dalej. Niech służy, jako inspiracja innym Mamom!

Zapraszam także do polubienia mojego  fanpage 5razones oraz śledzenia profilu na Instagramie, wtedy będziesz na bieżąco z kolejnymi wpisami.

 

 

0 likes Ta Która Wie # , , , , ,
Podziel się: / / /
Szukaj na 5razones

1 day ago

5razones

Nie mam pojęcia, czy to dobry moment na publikację nowego postu, ale...

Ale może ktoś z okazji smogowego weekendu będzie miał ochotę na lekturę:

"Rodna, a jednak i wyrodna. Nie jestem mamą pełną gębą. Ja też bardzo potrzebuję dopełniaczy, i wypełniaczy, swoich odskoczni.
Czasami jest półgębkiem, na pół gwizdka, bywa że półmózgiem, bo drugie pół próbuje zasnąć, i doznać resetu, być gdzieś daleko hen, gdzie nie słychać, ale mamo, mamo, mamo, słyszysz? Czy ja mogę coś powiedzieć, ale mamo?! "

5razones.pl/matka-polgebkiem/
... See MoreSee Less

View on Facebook

2 days ago

5razones

Odkąd Franek odkrył, że piosenki "A ja wolę moją mamę" albo "Zabiorę brata..." to także piosenki z mojego przedszkola, i mojego dzieciństwo, to uprawiamy sobie wieczory z muzyką i z takimi hitami Fasolek, jak "Mydło lubi zabawę", "Bursztynek bursztynek", Witaminki dla chłopczyka i dziewczynki", obowiązkowo także "Fantazja, fantazja, bo fantazja jest od tego...", noi całą Akademią Pana Kleksa z "Kaczą dziwaczką" i "Na wyspach Bergamuta".

I tak mi w pamięć, i rytm ten Fronczewski Piotr teraz zapadł, a właściwie w pamięci, noi rytmie się obudził, że myślę sobie, że co to za edukacja muzyczna, jak nie puszczę Frankowi i Tadkowi klasyki totalnej, czyli...

"Nie rycz, mała, nie rycz

Ja znam te wasze numery

Twoje łzy lecą mi na koszulę

Z napisem:
"King Bruce Lee Karate Mistrz..."

.
.
.

- I tego też mamusiu słuchałaś, jak byłaś mała? - zapytał Franiu.

No tak jakby synu :D #kiedyśtobyłyczasy

Zatem wieczór zapowiada nam się z Frankiem Kimono.

HU! HA!

www.youtube.com/watch?v=zP12dAX0U_wadres gimnastyka areobic www.youtube.com/watch?v=PXwusnZRH6Y Proszę o dodawanie komentarzy Franek Kimono King Bruce Lee Karate Mistrz Nie rycz mała, n...
... See MoreSee Less

View on Facebook

2 days ago

5razones

Spontaniczna wycieczka na fermę strusi.
Zaszalałam i kupiłam jedno strusie jajko 🥚 czyli do zjedzenia w weekend będziemy mieli jakieś 1,5 kg jajecznicy 🍳🍳🍳🍳🍳🍳🍳🍳🍳🍳🍳🍳🍳🍳🍳🍳🍳🍳🍳🍳
... See MoreSee Less

View on Facebook