Projekt łasicowanie

Cóż że do Szwecji…?

12 sierpnia 2013
Cóż że do Szwecji…?

Sezon podróżniczy w tym roku sponsorują nam literki s i z, a dokładni „Sz”. Najpierw udało nam się pośniegowić w Szczawnicy, później wiosennie, kwietniowo nadszedł czas na Szwecję. Szwecję, Szwecyję postanowiliśmy zdobyć bez planu. Bez wcześniejszych kilkumiesięcznych przygotowań, wertowań przewodników, śledzenia forów podróżniczych, żeby wytropić najsmakowitsze szlaki, przysmaki, ścieżki.

O samej Szwecji i Szwedach wiedzieliśmy niewiele. Nasze zdobyte zasoby poznawcze, po które mogliśmy przed wyjazdem sięgnąć ograniczały się do kilku przeczytanych kryminałów (głównie Stiega Larssona i Mankella), kilku  oglądniętych zekranizowanych kryminałów (na podstawie powieści Stiega Larsona i Mankella), i opowieści szwedzkich, jakimi raczyła nas nasza przyjaciółka Ale do której to w odwiedziny szwedzkie się wybieraliśmy. Szwecja jawiła nam się jako dziwny, acz pełen porządku kraj, zamieszkały przez pełnych dystansu ludzi, kraj w których w pięknych okolicznościach przyrody i domu dochodzi do niecodziennych zbrodni (to oczywiście naznaczenie Larssonem i Mankellem).
Ale jak żaden inny kraj, Szwecję odkrywaliśmy bardzo badawczo, społeczno-socjoligicznie, kryminalnie, modowo, trendowo i oczywiście kulinarnie.
Wprawdzie od wiosny i kwietnia już trochę czasu upłynęło, ale wspomnienie wietrznych dni, idealnie teraz nas chłodzi w to polskie tropikalne lato.

Poniżej Szwecyja w sześciu odsłonach, siódmy na deser, a właściwie danie główne zostawiam sobie na osobny post.

Detektyw Wallander w  happy familoki

Jeszcze z lotu ptaka z zachwytem wyglądaliśmy szwedzkiej zabudowy mieszkalno-rodzinnej. Pięknie, przejrzyście i w uporządkowany sposób zaplanowane osiedla, familoczki, domy. Dużo przestrzeni, dużo światła. Gdy wkroczyliśmy na jedno z takich osiedli, gdzie mieszkała Ale ze swoją rodziną, zachwyciliśmy się bajkowym, wręcz krasnalkowym klimatem. Piękne białe domki, domeczki, o dużych oknach, przez które można podglądnąć i zobaczyć jak mieszkają ich na pewno szczęśliwi i spokojni mieszkańcy. Bo na takim osiedlu, w takich domeczkach, tak ślicznie, iście po skandynawsku, po ikeowsku urządzonych, musi się szczęśliwie i spokojnie mieszkać. Po małej przechadzce zauważamy, że przy każdym domku stoi mała szopa, czy też pomieszczenie gospodarcze. Na start nasza wyobraźnia podsunęła nam widoki z serialu o detektywie Wallandarze i stworzyła imaginacje, że na bank w tych bielonych szopach, przy tych na biało malowanych domkach o dużych oknach, muszą być pochowane trupy, pamiątki po tragediach rodzinnych, które czają się za wielkimi oknami bielonych domów. Bo w takich szopach najznamienitszy ze szwedzkich detektywów, w takich happy familokach odnajdywał trupy.
Podekscytowani pytamy Ale, jak w Szwecji z przestępczością? Czy gdzieś w okolicy, jakoś w ostatnim czasie doszło do jakiegoś tajemniczego morderstwa, zaginięcia, jakiejś rodzinnej zbrodni? Ale podumała, i przypomniała sobie, że w tej okolicy, gdzie teraz mieszkają to nie. Pamiętała tylko jedną kryminalną historię, związaną z zaginięciem niejakiej Elin. Elin zaginęła, szukała jej policja, aż w końcu znalazła jej zwłoki. Elin padła ofiarą gwałciciela, który wypatrzył ją w sobie w tramwaju, na pętli tramwajowej zdybał, zaciągnął w krzaki, zgwałcił i udusił. Policja szybko go namierzyła, cały proces rozegrał się w pół roku. Ale nie pamięta, ile lat zbrodniarz dostał. W Szwecji jest kara dożywocia, ale rzadko się ją dają, brak kary 25 lat więzienia, jest 10 lat,  potem w szczególnych przypadkach 14, no i dożywocie. Po historii Elin, wytłumaczyła nam Ale, na kilku przystankach przy trasie tramwajowej, przy której doszło do morderstwa, zorganizowała się coś jakby sąsiedzka grupa bezpieczeństwa, która wieczorową porą odprowadzała szczególnie Panie z przystanku do domów.
No nic to pomyśleliśmy, nuuudy. Detektyw Wallander nie miałby tu za wiele do roboty. Może dlatego że to Gotheboorg, a nie jego malutkie Ystad.

Fika z kawą

Szwedzi kochają kawę. Wystarczy  poczytać co nieco wspomnianych już kryminałów szwedzkich, żeby zauważyć, że na co drugiej stronie książki, pomiędzy jednym morderstwem a drugim, ktoś komuś  parzy kawę, ktoś kawę parującą do kubka nalewa, ktoś w zamyśleniu i skupieniu popija kawę. Szwedzi naprawdę kochają kawę. I jako, że jest to jeden z naprawdę ulubieńszych napojów Szwedów, w lokalach gastronomicznych jest on nawet całkiem przystępny cenowo. Na ten przykład caffe latte kosztuje 34 szwedzkich koron, czyli jakieś 17 zł.
Fika z kawą, to szwedzka przerwa, oczywiście na kawę. Ale to nie jest zwykła przerwa. Fika to społeczna, żeby nie powiedzieć narodowa przerwa. A jak na północny kraj, Szwedzi dość po południowemu ową fikę celebrują. Dłuuugo i na słodko, w domu, w pracy, w przyjemnych, pełnych łakoci kawiarenkach. W swoim fikowaniu i celebrowaniu fikowania przebijają chyba nawet południowe sjestowanie. Z fiką z kawą najpyszniej smakują drożdżowe cynamonowe bułeczki. czyli bullary (Kanelbullar). Chociaż nie mam pewności, czy czasami jednak nie są pyszniejsze i bardziej odpowiedniejsze delikatne tarty owocowe z waniliowym sosem (vaniljsås). Zwyczaj, obyczaj fiki z kawą najbardziej przypadł nam do gustu. Fikaliśmy codziennie, i kilka razy dziennie.

Po czym rozpoznać porę roku?

To bardzo podchwytliwe pytanie, a szukając odpowiedzi należy poczynić obserwacje społeczne, socjologiczne i modowe. W Szwecji porę roku poznać po…? Po tym jak się Szwed, Szwedka nosi i obnosi. A właściwie wszyscy razem wzięci. Jak nam wyjaśniła Ale, z okazji wiosny Szwedzi wyciągają swoje ukochane conversy, spodnie rurki oraz kurtki parki. Z okazji lata wszyscy, ale to wszyscy noszą się na biało, i właściwie jak tylko pogoda nosi znamiona lata (na szwedzkie warunki), to Szwedzi się negliżują i wystawiają do słońca. Słuchając tejże pogodowo-modowej opowieści, siedzieliśmy akurat na fice z kawą w kawiarni naprzeciwko sklepu muzycznego, do którego ustawiła się długa kolejka fanów jakiegoś rockowego zespołu. Wszyscy, ale to absolutnie wszyscy wyglądali jak zdjęci z jednego stołu produkcyjnego: conversy, rurki, parki.

Wiosna przyszła, Szwedów nie oszukasz!

System bolaget a szwedzka abstynencja

Kolejną zagadką społeczno-zwyczajową, może być pytanie, po czym poznać kiedy Szwedzi dostają wypłatę? Ano po tym, że w dniu wypłaty w okolicy państwowych sklepów z alkoholem o nazwie System bolaget robią się bardzo długie i bardzo kręte kolejki. Jako że tylko w takich, opanowanych i kontrolowanych przez państwo sklepach można dokonywać zakupów alkoholowych (napojów wysokoprocentowych powyżej 3,5%), więc kto przy wypłacie, ten po alko bieży. Bieży i na zapas alkohol kupuje. Nie wiem, jak idea kontroli picia bądź nie picia narodu przy tym kupowaniu na zapas wypada, skoro cały czas trzeba mieć na uwadze, czy ma się odpowiednią ilość alkoholu na zapas. No my przynajmniej ten „problem” mieliśmy cały czas na uwadze.
A żeby jeszcze skończyć temat wypłaty, to w Szwecji bez względu na miejsce zatrudnienie dzień wypłaty wypada na 25go każdego miesiąca. No chyba, że 25ty wypada w weekend, to wtedy pewnej wypłaty można oczekiwać w najbliższy dzień roboczy przed 25tym. No piękny zwyczaj!

Na szwedzkich językach

Na szwedzkich językach są same fascynująco brzmiące słowa. Trudno mi jakiekolwiek tak po prostu przytoczyć, bo szwedzkiego dosłownie liznęliśmy i opanowaliśmy na poziomie półtorarocznego synka Ale i jej małżonka. Po tygodniu potrafiliśmy za ich małym wikingiem powtórzyć słowa: titta (zobacz), kisse (koteczek) i bil (samochód). Na dobrą sprawę naumieliśmy się wypowiedzieć całe zdanie: Titta kisse och bil (czyli: zobacz koteczek i samochód).
To co nas językowo najbardziej urzekło, to szwedzkie przeklinanie. Jest ono naprawdę majestatyczne. Słuchaliśmy zaczarowani, jak Pan domu zeźlony niepowodzeniem w grze w pesa, poematycznie wzywał szatana i innych kudłatych stworzeń z piekła rodem: satan, djävulen, fan. ”Satans jävla fitta” No prawdziwa piekielna poezja!
Życie wyspiarza

Anegdotę o życiu wyspiarza poznaliśmy przy okazji naszego jednodniowego zwiedzania kilku wysepek na archipelagu wokół Gotheboorga. Anegdotę przytoczyła oczywiście Ale: wyspiarz, mieszkaniec samotnej wysepki, na którym stała jego samotna chatka (zwana przez Ale „chatką ruchatką”), zapytany o to, co porabiają na wyspie, odpowiedział:
Latem łowimy ryby i się ruchamy.
A zimą?
No, zimą to nie da się łowić ryb.
Proste?

Bardzo proste. I bardzo szwedzkie.

Możesz polubić też