Kwiecień 17, 2014 at 7:24 pm

Cyc Power

Cyc Power

Podobno światem rządzi dupa i cycki. A właśnie, że dupa!, największą moc sprawczą na tym świecie mają cyce. Dupa tylko może sobie o takiej mocy pomarzyć. Wprawdzie dupa dupie nie równa, ale nie masz, no nie masz na świecie arsenału o silniejszej mocy rażenia niż cyce. Choć właściwie należałoby napisać, o sile żywienia.

W tę siłę wciąż nie dowierzam. Nie dowierzam patrząc w stronę swoich przelewających się zasobów oraz na ssaka, który już dość konkretnie się upasł w tej mlecznej stołówce. Wypas u matki mleczny dość konkretnie mu służy. Nie dowierzam, myśląc sobie, że jak żesz to to, że jak i skąd, to się tak u mnie produkuje, toczy, tworzy, przelewa i wylewa. Że karmi i żywi, i tuczy. No cud, nad cudy.

Ale nie od razu ssaka tak pożywnym mlekiem raczono. Początki były trudne. Po ekspresowym porodzie,  pięknym, bohaterskim wręcz, dość prędko odebrano mi order dzielnej matki. Szpitalna rzeczywistość szybko sprowadziła mnie na ziemię, powątpiewając w moje matczyne moce. Szpitalny pielęgniarski i lekarski obchód codziennie sprawdzał u świeżo co ogarniętych matek stan ich krocza oraz cyców. O ile krocze już swoje zadanie wykonało, wypchało na świat nowego obywatela, i mogło już udać się na zasłużoną rekonwalescencję, o tyle cyce miały do realizacji nowe wyzwanie: wykarmienie tegoż. W związku z czym codzienny poranny i wieczorny korowód sprawdzał zasoby mleczne matek karmicielek. Naciskał i uciskał ich mleczne uposażenie sprawdzając stan zbiorników. Targał i szamotał najważniejszą ich sutkową częścią odpowiedzialną za współpracę z obywatelem ssakiem. Jeśli były niedostosowane, to proponował silikonowe kapturki („No a z czym ma Pani problem?, proszę karmić przez kapturki, jeżeli inaczej Pani nie potrafi. Ja Pani nie zagwarantuję, że się Pani brodawki wyrobią.”). Sprawdzał umiejętności kooperacji z tymże: czy dobrze dostawiony, czy dobrze ssie, co ile ssie, czy tak ssie żeby się najadał („Proszę karmić co 2 godziny. Jak się nie da? Jak to śpi? Jak dziecko śpi, to proszę je budzić, koniecznie budzić co 2 godziny i dostawiać do piersi, piętnaście minut do jednej, i piętnaście minut do drugiej”). Weryfikował i osądzał w trakcie porannego i wieczornego ważenia ileż nowego ssaka przybyło („Czy Pani to dziecko w ogóle w nocy karmiła? Na pewno? Wątpię. Krew ma gęstą, jakby w ogóle w nocy nie było karmione…”) Lękać się należało, jeśli ssaka ubywało. A ubywać mogło. Ale nikt tego matkom karmicielkom mówić nie zamierzał. Matka miała tak karmić, żeby nakarmić, żeby ssaka przybywało. Żeby się w tabelkach i statystykach szpitalnych wszystko pięknie zgadzało.

Gdy mojego ssaka obywatela ubyło rzekomo za dużo, usłyszałam, że jak nie zacznę go sztucznie dokarmiać, bo jak widać naturalnie nie daję rady, to ssaczek wyląduje pod kroplówką. Czekając na swój pierwszy tak zwany mleczny nawał, chlipałam w poduszkę. Spoglądałam na swoją szpitalną współlokatorkę, której mlekowa produkcja zdążyła już ruszyć, i modliłam się, żeby i u mnie tak się to mlekowisko lało strumieniami. Nim nastał nowy dzień, zbiorniki się wypełniły. Widząc swoje nabrzmiałe i obijające się o siebie zawodniczki, pomyślałam, że tak właśnie prze pełnie musi czuć się Pamela. Laktacja ruszyła, i ja ruszyłam do karmienia. Ssak obywatel leniwie, ale z rozsmakowaniem częstował się u mlekowego źródła. Każde kolejne dekagramy na plusie świętowaliśmy kolejną porcją świeżego mleczka.

Opuściliśmy szpital z ssaczkiem pełni nadziei i ulgi, że teraz we dwoje, bez szpitalnego nadzoru będziemy się ogarniać w karmieniu. Towarzyszyła nam jeszcze para silikonów bez których ssak mimo dzielnych prób oraz moich nad nim tyrad („Synu, ja Cię proszę, nie może być tak że nad saute sutek przekładasz wstrętne silikony”) nie mógł sobie poradzić u wodopoju. Pełna trosk i obaw udałam się no nestorki rodu, wybitnej znawczyni tematu.
To ja Ci nie mówiłam, żebyś przed porodem hartowała brodawki?! – dziwowała się babcia.
– Ano nie mówiłaś, że trzeba – dziwowałam i ja.
No trzeba, trzeba.
– To Ty mi babciu tyle około ciążowych zabobonów opowiedziałaś, ale FAKTU dotyczącego hartowania sutków zapomniałaś mi powiedzieć. – rozżaliłam się ja.
A bo ja myślałam, że Ty do profesjonalnych lekarzy chodzisz, i oni ci wszystko powiedzą.
Ale nic się nie martw
– pocieszała babcia –, ja swojego pierwszego syna, a twojego wuja Janusza, też przez kapturki karmiłam. Strasznie leniwie jadł, wciąż mi na piersiach zasypiał.

I ssaczek też leniwie jadł i na cycach zasypiał. Tak często te drzemki ucinał, że ja w nocy budząc się odruchowo sprawdzałam, czy czasami pimpuś mi na cycach przyssany nie leży i słodko nie kima. Ale i z lenistwa i z kapturków ssaczątko wyrosło.  Z dnia na dzień porzucił stare obyczaje… Z cyc czeladnika, stał się cyc mistrzem. I co? , i z werwą i zawziętością zaczął łasuchować, wcinać, pożerać, pałaszować ino mu się poliki i tyłki trzęsą.
I rośnie!
Rośnie jak na cycach!

0 likes U Eleganckich # , , , , , , , , , , , ,
Podziel się: / / /
Szukaj na 5razones
O mnie
To ja Pau Elegancka Wszystko co chcecie o mnie wiedzieć, znajdziecie tu. W każdym poście. Przeczytacie w każdym zdaniu i pomiędzy zdaniami. Rozpoznacie na granicy kropki kończącej jedną myśl, a akapitem rozpoczynającym następną. Zdjęcia, rysunki, szkice to pocztówki z naszej codzienności. Łapcie!

On lubi gryźć. To jest jego obrona i super moc!
.
.
.
.
.
.
.
.
Lubisz gryźć Tadeusz, prawda?

Nie ma to jak przedstawić brata w samych superlatywach kolegom z przedszkola.

💝👬💓
... See MoreSee Less

View on Facebook

Rano, wieczór, we dnie, w nocy.
Świątek, piątek czy niedziela.

💝💖💓

#breastfeedingarea
... See MoreSee Less

View on Facebook