Ta Która Wie U Eleganckich

Czas. Krótka przypowieść przed wigilijna.

16 grudnia 2015

W któryś z piątków grudniowych miałam możliwość wysłuchać wspaniałej audycji w radiowej trójce. Audycji rozmowy, audycji spotkania z rodziną Ewy i Dawida Kozioł*. Przyznaję, słuchałam jak zaczarowana. O ich niespiesznym życiu, prostym i wolnym. Wolnym od zadyszki, cukru i konserwantów oraz gadżetów cywilizacji. Można? Można i to bardzo. Żyć, a nie biec.

Byłabym hipokrytką, gdybym teraz wam tu uroczyście napisała: ej, zwolnijcie. Bo sama uwielbiam gonić, i sama się w tej gonitwie gubię, a to przyspieszam, a to zwalniam, i wciąż przywołuję się do porządku. Jeszcze doskonale pamiętam czasy korporacyjnej zadyszki i biegi na przełaj od rana do świtu, delegacje na kraj świata, te śniadania w warsie, obiady jedzone na kolację, nadgodziny których nikt mi już nie zwróci.  Teraz najczęściej gonię w piętkę, zasypiam nie wiem kiedy, i budzę się zawsze za wcześnie, choć na czas, i na czas znów gonię dalej.

Gdybym zamaszyście nawoływała was: drodzy moi, porzućcie cywilizację i jej zgubny konsumpcjonizm, i uciekajmy w naturę, śmiało moglibyście się popukać w głowę, i ja bym wespół z wami się pukała. Bo gdzie i jak? Wszak uwielbiam splendor i wyszukane możliwości cywilizacji. A i w nich się gubię, i czasami odnajduję, a potem szkolę się w umiarkowaniu, obiecuję wstrzemięźliwość i rozwagę, żeby nie ulegać kolejnym pokusom obciążającym moją kartę debetową i szafę wnękową.

Zresztą nie o sam bieg tu chodzi lub o ucieczki od wszelkiego stworzenia i dobrostanu. Bo może ktoś lubi prędkie tempo, albo lubi w galopie lub w stępie się zatracić. A inny z kolei lubi tak w tych dobrach brodzić, lub je namiętnie gromadzić, i gromadzić.

Tu bardziej o czas chodzi, ten czas dla siebie, dla innych, na sprawy szczególnej wagi i te błahostki, na co tam chcecie. I w biegu go można znaleźć, i w tej kolekcji piętrzącego się dobrobytu.

Zwłaszcza czas ten około świąteczny domaga się szczególnego traktowania. Ten czas szczególnie uświęcony, oprószony śniegiem i opłatkiem, życzeniami, żeby się darzyło i mocnymi postanowieniami poprawy. Niby mimochodem w internetach o tym przypominają. Gdzieś pomiędzy przepisami na pierniki i śledzie, a listą rekomendowanych dóbr na prezent dla niej, dla niego, dziecka, dziadka i konkubenta wieszczą, że czas, czas to najlepszy z prezentów, jaki sobie nawzajem możemy podarować.

Tylko czy czasu nam starczy na ten czas?

Na ostatniej prostej przed świąteczną zawieruchą, jedyne co wam napiszę, to: wyrównajcie tempo, i no żeby Wam tego czasu starczyło na czas.

 

 

*Całą rozmowę możecie wysłuchać TUTAJ. A rodzinę Kozioł możecie spotkać w ich Zielonym Zagonku.

Możesz polubić też