Dancing shoes Ta Która Wie

Dancing shoes

18 stycznia 2013

Czerwone, zakupione w Sevilli, dzięki nim moja stopa czasami daje głos. Czasami. Bo to wcale nie jest takie proste. One muszą dogadywać się z moimi stopami, a moje stopy muszą z nimi współpracować. Odpowiednio wzmocnione. Podbite gwoździami w części planta i w części tacón. Mają moc. Mają duende. Niosą radość oraz też i ból.

Ten kto choć raz otarł się o taniec, próbował swego ciała, swych emocji w tańcu, wie, że za każdym lekkim i beztroskim ruchem tancerza, stoi jego wysiłek i ogromne napięcie mięśni, za każdym uśmiechem, grymas bólu. Za najpiękniejszą choreografią, lata ciężkiej i żmudnej pracy i ogromny talent.

Nie wiem, co sprawiło, że moje stopy przywdziały najprawdziwsze buty flamenco i od paru lat próbują się w tej cygańskiej sztuce. Kolejność fascynacji była chyba taka: podróż po Europie, w tym do Hiszpanii, zauroczenie językiem hiszpańskim, który wprost doprowadził mnie do flamenco.

Tańczę od już prawie 10 lat, z małymi przerwami. Flamenco trzeba oddać wiele. Czasami mu się poddać, ulec. Czasami trzeba też się dać złamać (stąd czasami mały przerwy). Ale gdy wracają siły, jest moc, żeby próbować się dalej, żeby przesuwać swoje granice, mówiąc sobie, nie mam granic.

Flamenco nie ma granic.

***

W trakcie swojego flamencowego próbowania się, miałam kilku nauczycieli-mistrzów. Były to trzy wspaniałe tancerki i jeden prawdziwy Mistrz, Federico Garcia Lorka. Temu ostatniemu poświęciłam pracę magisterską pt.  Filozofia tańca w poezji Federico Garcii Lorki i Bolesława Leśmiana.

Wybrane fragmenty poświęcone Cante jondo Lorkii będę publikować kolejno na tym blogu, składając hołd mojemu Mistrzowi i Nauczycielkom.

Możesz polubić też