Ta Która Wie - Ekspertki

Edukacja przedporodowa – jak przygotować ciało oraz głowę do porodu i macierzyństwa?

7 stycznia 2019

Chciałabym wrócić do książki, jeszcze! Z pytaniem jak wygląda edukacja przedporodowa, żeby opowiedzieć przyszłym mamom, jak wyglądają te spotkania? Już trochę na ten temat opowiedziałaś, ale wyjaśnij jeszcze, ile to jest spotkań do porodu, jak często się one odbywają, i z jakimi tematami przyszłe mamy mają okazję tutaj się spotkać, czego mogą się od Ciebie dowiedzieć, nauczyć?

Od 21 tc mamy możliwość w ramach kontraktu z NFZ spotykać się z pacjentami na jeden temat w tygodniu, od 31 tc na 2 tematy tygodniowo, więc zliczając w zależności też w którym momencie, kobieta zacznie, wychodzi nam w okolicach 28-30 tematów do zrealizowania. Tematy teraz w myśl nowych standardów opieki okołoporodowej maja być określone na tak jakby poszczególne działy, edukacja ma być związana z przygotowaniem do porodu, do laktacji, do spraw związanych z pielęgnacją noworodka, jak i z profilaktyką związaną ze stresem po porodowym, rozpoznaniem i minimalizowaniem możliwości wejścia w stany depresyjne okołoporodowe, bo to nie tylko kwestia po porodzie, ale i w ciąży. Każda położna te tematy dobiera do swojej grupy, powinny być dobrane indywidualnie do pacjentek i ich potrzeb. Ja swój program określam, jako autorski, bo to są swego rodzaju moje lekcje. Nie ukrywam, że jest mi o wiele łatwiej pracować z pacjentkami, bo jestem pedagogiem rodziny, i te przysłowiowe konspekty nie były dla mnie żadnym problemem, nie musimy ich prowadzić, ale jest zdecydowanie łatwiej. Chociaż moje panie, które przychodzą do mnie drugi, trzeci raz, teraz miałam panią, która w czwartej ciąży też do mnie chodziła, mówiły, że każde spotkanie ze mną, nawet gdy temat ten sam, to jest inne, no i dlaczego? No bo jest inna grupa, jest inna potrzeba grupy, inna jest dyskusja z grupą. Zawsze staram się, żeby te spotkania były dynamiczne, żeby to nie była tylko moja wypowiedź, ale żeby były i pytania i odpowiedzi, i wzajemne wsparcie. Zawsze jestem wstanie wyłowić te panie, które są w ciąży drugi, trzeci raz i staram się je też wciągnąć w dyskusję. Na podstawie ich doświadczeń analizujemy co było dobrze, co było źle, to jest już taki na żywo rozważony problem.

To też jest tak, że każda ciąża jest inna, każdy poród jest inny, więc wydaje mi się, że będąc już w kolejnych ciążach czy to w trzeciej czy czwartej, takie spotkania są ważne, nawet po to, żeby sobie odświeżyć wiedzę, żeby sobie przypomnieć, nawet jeśli tak, jak ja miałam piękny pierwszy poród, szybki i taki, że nawet się nie zorientowałam, że już urodziłam, ale będąc w drugiej ciąży, miałam potrzebę, żeby się przygotować do drugiego porodu, np. położyłam większy nacisk na przygotowanie z fizjoterapeutką, żeby zyskać więcej narzędzi i strategi do relaksacji ciała, do rozluźnienia krocza.

Bo znałaś swój słaby punkt w ciele, prawda?

Tak.

No właśnie ja zawsze moim pacjentkom mówię, każda ciąża, każde dziecko, każdy człowiek, to jest nowa przygoda i przeżyj ją inaczej, bo nie ma wątpliwości, że przeżyjesz ją inaczej, będzie nową przygodą, daj sobie i dziecku siebie poznać, daj sobie czas na to. Mnie zaskoczyła Kasia, która przyszła, do mnie po raz czwarty, mówiła, że dla niej to jest święto, że ona może wyjść z domu, że to jest czas dla niej i dla tego dziecka, chce się nim teraz ucieszyć, nie że a bo czwarte, nie bo a 500 plus, jak jej gdzieś tak ktoś dogadywał, to był dla niej czas, dla tego dziecka, czas który wypełniła w sposób najbardziej świadomy. Przy pierwszym dziecku nie znałyśmy się, poznałyśmy się dopiero po porodzie drugiego, i ona mi wtedy powiedział: widziałam, że czegoś na brakuje między nami, ja byłam bardzo zadowolona z pani wizyt pani Lucyno, ale to nie było to. Bo brakowało zapewne tego takiego pełnego zaufania, a trudno takie zaufanie zdobyć, jeśli się wchodzi na pierwsza wizytę, wchodzi się ze stertą papierów, dokumentacje trzeba wypełnić, położna musi sprawdzić, co się dzieje z kobietą. No ale ta pacjentka widząc ogrom dokumentacji, może pomyśleć sobie, że mnie tam nie ma; a jak ja odwiedzam pacjentkę, która mnie zna, jest mi nawet łatwiej z nią rozmawiać, wiem, że pewne rzeczy mogłam sobie wcześniej przygotować. Kasi przy trzecim dziecku wydawało się już, że jest pewna siebie, a przy czwartym doszła do tego, że potrzebuje pełnej edukacji, i właściwie przeszła prawie wszystkie lekcje.

Jaki jest cel edukacji? Przede wszystkim nabranie pewności siebie, kobieta musi nabrać pewności siebie. Chce i staram się, żeby uwierzyła w siebie, żeby obalić mity, które gdzieś tam pokutują, np. że poród musi być bolesny, i być przeżyciem traumatycznym, absolutnie nie!

To czasami dostajemy od naszych mam i innych bliskich kobiet.

Tak, poród może być ciężki, ale o tym też mówię, i jeżeli panie wychodzą z takim poczuciem, że wiele nie jesteśmy z góry przewidzieć, bo poród jest na tyle dynamiczny, że macierzyństwo, że z bycie z drugim człowiekiem jest tak dynamiczne, tak różne, z godziny na godzinę, to mają z tego radość. I ja chciałabym doprowadzić u każdej z moich pań do tej radości, radości nie tyle z oczekiwania, ale tego co będzie, takie czekanie z radością, nie z niecierpliwością, tylko z radością, spokojem.

Mówię paniom też bardzo często na tych spotkaniach przy każdym temacie, że pomrze ci cierpliwość, pomoże ci czas, nie ma sytuacji, nie ma tematu w edukacji przedporodowej, w której nie użyłabym sformułowania czas i cierpliwość, we wszystkim! Wręcz od wybierania i kolekcjonowania wyprawki, poprzez kiedy jechać do porodu, jak się zachować w trakcie porodu, ale też i nade wszystko w trakcie laktacji. Czas i cierpliwość. No oczywiście do tego dochodzi wsparcie bliskich osób, wsparcie i akceptacja. Jeśli ktoś mi nie może pomóc to niech mnie akceptuje, mnie i moje wybory, i nie przeszkadza. Tylko tyle czy aż tyle.

Czasem trudno jest towarzyszyć komuś, jeśli ma się inne wyobrażenie, albo inną wiedze, tutaj mam na myśli np. partnera. I pytanie jakie masz doświadczenie, jeśli chodzi o udział tych najbliższych, głównie przyszłego taty, bo w książce każdy rozdział kończy się zadaniami dla taty, i to jest podejrzewam przede wszystkim po to, żeby kobietom uświadomić, ze one muszą, a nawet powinny zrobić przestrzeń dla taty, żeby on miał okazję, żeby tą wieź z dzieckiem stworzyć. A musi sobie w inny sposób radzić, i ty mu w jakiś sposób podpowiadasz w swojej książce, jak to zrobić, żeby tata czuł się kompetentny jako partner, dla swojej partnerki, zony, a później kompetentny jako tata. Jak to zrobić?

Zacznę od tego, że to wiemy, i wydaje się, że większość panów też to wie, faceci są zadaniowi, więc facet musi dostać zadanie. Druga sprawa, tak przekornie w książce rozdziały kończą się poradami dla panów, ale też i dlatego że nfz nie przewiduje w edukacji przedporodowej mężczyzny. Obszarem działań położnej jest kobieta, i jej dziecko, tata, jest gdzieś tam zawieszony. Tłumacząc paniom, dlaczego panowie nie mogą uczestniczyć w tych zajęciach, czy też uczestniczą w ich nie wielkiej ilości, mówie o takiej więzi kobiecości, którą tutaj zawiązujemy, że przekazuję im pewną wiedzę, przy której panowie – przepraszam, że to powiem – zwyczajnie się nudzą. Ja mając małą przygodę w szkole rodzenia, widziałam panów gdzieś tam podsypiających. No tak, tak jest, wy tego nawet nie widzicie, tylko czasami kuksaniec idzie w bok, i szept: nie śpij! Obudź się, to ważne pisz! A on tego nie wyławia, jako coś ważnego, tu podpowiadam paniom na edukacji przedporodowej, że to naprawdę od niej zależy, jak jej facet będzie przygotowany, na ile ona tego potrzebuje, na ile on tego potrzebuje, nie ja jako położna go przygotuje, tylko na ile kobieta go przegotuje. Tu podpowiedź jednej z moich pacjentek: robi sobie wieczór z zeszytem pani Lucyny, brzmi to dla mnie pięknie, i cieszę się, że spędzają ze mną wieczory.

W tej chwili to już może nawet z książką…

Tak, od niedawna także z moja książką. Ale przy tym zeszycie i wieczorach z panią Lucyną, chodzi o to, że ona wieczorem przekazuje jemu to, czego danego dnia się dowiedziała, i sami wyławia z tego wszystkiego to, co jest dla niej ważne. Być może robiąc sobie taka lekcyjną powtórkę dochodzi do tego, że ja jej czegoś nie dopowiedziałam, że trzeba coś doczytać, bardzo fajna sprawa, i robimy to razem, szukamy tego razem. Więc to takie indywidualne przekazanie tego, co mnie jako kobiecie jest ważne, żeby przekazać swojemu mężczyźnie, wydaje mi się to cenniejsze niż spotkania w szkole rodzenia, i na siłę uczenia tam panów czegoś, chociażby nawet zachowania przy porodzie, przecież to dana kobieta, musi określić, na ile potrzebuje, żeby ktoś mnie dotknął, nawet mój najbliższy. Często się zdarza, co wiem od moich koleżanek z porodówek, że panowie nie tyle że przeszkadzają im położnym, tylko swoim partnerkom. Że ona nie chce, że ona nie może się skupić wtedy, ale oni muszą to sobie przedyskutować wcześniej. On nie może się czuć urażony, bo jemu się dziecko rodzi, a ona go wyrzuciła, ma do tego prawo, ona musi to rozstrzygnąć w jakimś swoim wewnętrznym świecie, jeżeli on jej na to nie pozwala, to znaczy ze oni nie przedyskutowali tej sprawy wcześniej. I ja tej kobiecie muszę o tym powiedzieć: porozmawiaj ze swoim partnerem, opowiedz mu, jak to czujesz, czego się obawiasz, co musicie zrobić, nie wiesz, czego się obawiasz, ale powiedz, że pewne sytuacje są dla ciebie trudne, żeby on to zrozumiał i zaakceptował. Masuj mi plecy albo mnie nie dotykaj, w jednej sekundzie w jednej skrajności w drugą, mocniej? Nie, za mocno!, i musi wiedzieć, że taka sytuacja będzie istniała, w trakcie porodu, ale w trakcie też i macierzyństwa, rodzicielstwa w ogóle.

Ja mam fajne doświadczenia z moim mężem z porodu. On był właśnie taki zadaniowy, my akurat chodziliśmy do szkoły rodzenia, i on zapamiętywał różne rzeczy, notował, ale był sfocusowany na takich tematach jak: kiedy będziemy pewni, że to już poród, więc liczenie skurczy, czy już możemy startować do szpitala, i to było niesamowite, że on w pewnym momencie miał większą potrzebę powtarzania niż ja, żeby być pewnym. Mam doświadczenie dwóch porodów i faktycznie moje potrzeby w pierwszym porodzie były totalnie inne: pierwszy był bardzo aktywny, w trakcie drugiego porodu mój mąż chyba już czuł, że musi się w pewnych momentach wycofać, że ja przez pewien moment muszę, chcę być w tym sama. Był czujny, bo stał albo siedział gdzieś obok, potrafił nawet po geście mojej ręki zrozumieć, czego oczekuję, to nie było tak, że do końca mieliśmy wszystko przegadane, tylko to już było nasze doświadczenie jako para.

Tak w związku, nie każdemu to wychodzi, bo czasem panom się wydaje, że oni maja większe potrzeby zobaczenia, bo wtedy maja większą kontrolę. Mnie osobiście, jako kobiecie nie jest potrzebne, żeby mężczyzna uczestniczył w badaniu ginekologicznym, nie jest to moment kiedy on musi….

Zaglądnąć…

Tak, bo to nawet wizualnie nie jest ładne, ja nie mówię, że intymność jest w pełni piękna, ale chcę mu pokazać kawałek tego swojego ładnego ciała, a nie w trakcie badania ginekologicznego, i tu jest też problem, w trakcie porodu, a nawet w trakcie badania u ginekologa. I kwestia do rozstrzygnięcia, jak ta obecność partnera ma wyglądać?

Ja się też spotkałam z takim zdziwieniem jednej dziewczyny na szkole rodzenia, zapytała położną która prowadziła zajęcia: a dlaczego mąż musi być ze mną? I położna jej wtedy wyjaśniła, że no właśnie nie musi, oczywiście jest teraz taka „moda”, no bo wcześniej tak nie było, wcześniej mężowie nie uczestniczyli w porodach, porodówki stosunkowo niedawno otworzyły się na osoby towarzyszące w porodzie, więc właśnie nie musi, to jest kwestia tego, czego wy jako para chcecie.

Obydwoje!

Obydwoje, dokładnie tak. To musi być wspólna decyzja, i świadomość tego, na co się piszę, choć tak naprawdę, ciężko jest to zrozumieć, na co się piszesz, do póki tego nie przeżyjesz.

Tak. Tak samo to przysłowiowe przecięcie pępowiny, czy to jest tak naprawdę takie magiczne, że to musi wykonywać facet, niektórzy chcą, niektórzy tego potrzebują, traktują to jako takie wykończenie dzieła.

Przyjąłem. Wyciągnąłem. Moje. Robię zdjęcie.

Jedna z moich koleżanek położnych zwróciła mi uwagę, na któryś z fragmentów książki odnośnie przecięcia pępowiny, że u nich w jej rejonie, stanowi to pokazanie, że skoro to zrobiłem, to biorę odpowiedzialność za tego człowieka, i że to dla nich rutynowo jest bardzo ważne. Ja tego akurat tak nie odczuwam, może dlatego słabo namawiam, czy opisuję paniom ważność tego faktu, dla mnie z medycznego punktu widzenia, ważne żeby on nastąpił, emocjonalnego zdecydowanie mniej.

Może to jest tak, że nam jest ciężko sobie wyobrazić, czego tak naprawdę potrzebuje, w tym porodzie mężczyzna. Może to jest właśnie taki moment, kiedy on coś może zrobić, kiedy żona/partnerka wyda dziecko na świat, to to jest taka chwila tylko dla niego.

Oczywiście mężczyzna w porodzie jest ważny, choćby te jego ramiona, które otoczą mamę i dziecko, kiedy jest kontakt skóra do skóry, w trakcie tych dwóch godzin bliskości. To przecież niech on zadba o pełną bliskość, a jeśli tej żonie jest zimno, to niech okryje, przytuli, bo ta więź fizyczna też jest ważna, nie tylko ta emocjonalna, ale nie mogą być do tego zmuszani.

Też jestem tego zdania.

Tu często w rozmowach później w domu, wyczuwałam też i niesmak ze strony pań, które mówiły, a on uciekł, zdezerterował, jego nie było, jego klamka zatrzymała, no ale czy to jest powód do drwin, albo też do żalu, no według mnie nie. Dla niej to było bardzo ważne, wiec jeśli tak było, a on wcześniej nie wypowiedział się, że on nie da rady, że on spróbuje ale może sobie nie poradzić, to w takiej sytuacji faktycznie lepiej by było, żeby poprosić kogoś innego o tę pomoc: swoją siostrę, która już to przeszła, może swoją mamę. Mam cudowną pacjentkę, która rodziła właśnie ze swoją mamą, opowiadała o tym, jako o niesamowitym przeżyciu dla jednej i dla drugiej, chociaż mamy rodzące ze swoimi córkami są za bardzo emocjonalnie zaangażowane, bo to jej dziecku dzieje się krzywda. Można też rodzić ze swoją bliską położną komercyjnie wybraną, w tej chwili mamy takie prawo i takie możliwości. Oczywiście są tu względy finansowe, nie każdy może sobie na to pozwolić, ale ja taką opcję bardzo sobie cenię, właśnie w sytuacji w której nie możemy lub nie chcemy z jednej lub z drugiej strony rodzić razem, żeby ta osoba była nam jednak bliska, żeby ona podeszła, żeby chociaż popatrzyła. I to jest czasem ten moment, kiedy widzimy, że ta osoba się nami opiekuje, sam wzrok osoby, która jest skupiona tylko i wyłącznie na mnie, tak to widzę.

Mam kolejne pytanie, na które w odpowiedzi czuję, że zbierzesz to co już zostało trochę dzisiaj powiedziane, ponieważ świadomość swoich praw, jeśli chodzi o te prawa wynikające ze standardu opieki okołoporodowej, edukacja przedporodowa, jak jest tak rzetelnie przeprowadzona, jak to się odbywa tu u Ciebie (bo to wiadomo, że różnie bywa, stąd potrzeba żeby wybrać tę położna na spokojnie i świadomie, i wiedzieć na kogo się decyduje), przygotowuje głowę. Bo głowa jest ogromnie ważna i potem w porodzie, później też, żeby się laktacja uruchomiła. Co jeszcze dobrego i mamie, i tacie też (bo tata też musi sobie tę głowę na te nowe wyzwania przygotować) robi przygotowana i wyedukowana głowa? Parę rzeczy już powiedziałaś, jak głowa jest przygotowana, to jesteśmy świadome tego, co się dzieje z naszym ciałem w porodzie, możemy być aktywne w tym porodzie, nie jesteśmy bierne i skazane na personel medyczny, możemy same nadawać rytm temu porodowi, ale co jeszcze jest ważnego?

Ta edukacja to jest ten czas, który dajemy sobie. Kobieta rozpoczyna edukację w 21 tc jest w stanie faktycznie poprzez te około 19 tygodni faktycznie rzetelnie się przygotować i przedyskutować pewne tematy sama ze sobą, czyli daje sobie czas. Jeżeli to robię w ostatniej chwili, to nie ma tego czasu, wtedy faktycznie, wpada się w panikę. Czas, który potrzebujemy dla różnych sytuacji, także tych materialnych, np. przygotowaniu wyprawki dla siebie i dla swojego dziecka, ale nie tylko. Przygotujemy także spiżarnię, przygotujemy sobie zamrożone posiłki, bo w tym czasie kiedy będzie nam trudno, nie będzie czasu na gotowanie, a nie za bardzo chcemy zamawiać posiłki z zewnątrz, a partner może sobie też z tym nie dać rady, albo wręcz przeciwnie daje sobie radę, ale wolałabym, żeby wtedy był po prostu ze mną, żebyśmy to wszystko razem robili. Ten czas, dajemy sobie czas. Bez tego, jeśli ktoś startuje z samym porodem, bo jest dobrze od wizyty do wizyty u ginekologa, świetnie rozwijająca się ciąża, jedziemy rodzić, i…. później tak naprawdę mamy pustkę. Co mam zrobić? Jedna z pań tak mi kiedyś powiedziała: ja wyszłam ze szpitala do domu i sobie uświadomiłam, że ja nie wiem, co mam z sobą zrobić, niby karmię, ale co dalej? W dokumentacji było napisane, ale zauważała, że spisanie dokumentacji w szpitalu to jest szablon, tam zmienione dane jej i dziecka, ale w zaleceniach, gdyby popatrzyła do sąsiadki, byłoby to samo, jak rozszyfrować te zalecenia w stosunku do siebie? I do tego też właśnie jest potrzebna ta położna rodzinna, to wejście do domu, nawet po to, żeby razem przeczytać te dokumentacje medyczną, żeby wyłowić z nich rzeczy ważne. Kobiety potrzebują też w tym okresie po porodzie wejścia kogoś tak totalnie obiektywnego, nie tak uzależnionego emocjonalnie, czy trzeźwo myślącego, dającego takie wskazówki proste i zwykłe, życiowe: zjedz bułkę, a jadłaś dzisiaj śniadanie?, widzę, że siedzi i oblizuje usta, to pytam: a będziemy coś dzisiaj piły? Wiec ja sama się upominam o to jedzenie i picie. Przepraszam – czasami zwracam uwagę – jak tam z prysznicem? To są takie sytuacje nie obrażając nikogo, ale wyobrażam sobie, że ona tak skupiona na tym swoim macierzyństwie, czy laktacji bardzo mocno zapomina o takich przyziemnych, zwykłych rzeczach. Nie zwracam uwagi na bałagan w domu, ale na jej wygląda, fizyczność tak, musi też zacząć dbać o siebie. I tak jak już mówiłam, kończę te wizyty takim zaleceniem, wydaje mi się, że i pedagogicznie najważniejszym: idźcie razem na randkę! Razem, bez dziecka. Da się wyjść, da się go zostawić, ale przygotuj się do tego, miałaś miesiąc czasu, żeby się nauczyć zostawić dziecko z kimś, żeby nauczyć się swojej laktacji, siebie i dziecka. Jedna z pacjentek powiedziała mi, że ona sobie z tym poradziła, ale jej mąż nie: co się dzieje, co się dzieje z Michałkiem? Michałek z babcią, ale może on już płacze? Czemu babcia nie dzwoni? A byli na randce, którą on zorganizował, poszli do swojej ulubionej restauracji, a ona mówiła, że z jego strony to widziała właściwie nerwy, on nie był wystarczająco przygotowany, ze można wyjść, ona poradziła sobie.

Bo jest szansa, że dla niej to było w ogóle pierwsze wyjście.

Tak i ona cieszyła się bardzo, była przygotowana, zrobiła sobie paznokcie, potrzebowała tego dla poczucia swojej własnej wartości, nie tylko że urodziła, że karmi, że z tym poradziła sobie świetnie, mimo trudności, udało się, ale potrzebowała powrócić do tej swojej kobiecości, kobiecości pogłębionej macierzyństwem, którą ona lubi, którą ona pokazała swojemu facetowi, w której on się zakochał, a on tak naprawdę został dalej tym tatusiem, nie był tym facetem podrywającym, jak miał być na tej randce, tylko został tym tatusiem. Może na tej parze poległam, ale ja to zalecenie dałam bardziej jej, żeby się otworzyła, że ma wyjść, a za mało jemu dałam wsparcia, nie odczytałam jego, wydawało mi się, że on podoła.

Ważne, że w ogóle spróbowali, bo na pewno takie pierwsze wyjście i tak było ekscytujące.

Są takie sytuacje kiedy kończąc wizyty (może nie powinnam kończyć takim smutnym akcentem), ale widzę u niektórych par, że coś się dzieje, że coś się nie powiedzie, widzę jakieś wycofanie już, że ona i dziecko to jest jedno, a on, gdzieś tam zagubiony z boku, i obawiam się czy oni są w ogóle wstanie to skleić, że to już trzeba sklejać, więc już nie jest dobrze, że się coś rozsypało. Są też kobiety, które od samego początku zakładają osobne sypialnie, bo one karmią, ale w żadnym wypadku tak nie trzeba robić. Ja rozumiem, że on się musi wyspać, bo idzie do pracy, szczególnie gdzie są zawody, gdzie bezpieczeństwo wskazuje, że on musi być wyspany, bo wsiada rano do samochodu, i jedzie taka trasę, że nie może tego zrobić po nie przespanej nocy. Ale nie może to być jako reguła, że mamy osobne sypialnie, bo ja urodziłam dziecko, że ja nie mogę z nim siąść, bo moje dziecko, i to jest właśnie bardzo znamienne, „moje dziecko”, a nie nasze dziecko, to wtedy faktycznie z bólem rozstaje się z taką parą, a potem z niecierpliwością myślę, czy oni do mnie zadzwonią, czy będą mięli drugie dziecko, czy oni mają szansę zostać razem, i będą dalej tworzyć tę rodzinę? Dlatego dość mocno pracuję z paniami i przypominam, że zanim powstało to dziecko, była ich więź, ich miłość, ich poczucie potrzeby bycia razem, że to dziecko jest owocem miłości, jest zaplanowane, lub też niezaplanowane, jeszcze piękniej, gdzieś spontanicznej, z jakiejś spontanicznej wpadki, cudownie, ale ich, bo to oni byli najpierw. Tutaj często tego brakuje po porodzie i tu też jest takie mocne pole do popisu dla położnej rodzinnej, która zna przynajmniej dobrze kobietę przed porodem, zna jej potrzeby, widzi niepokój, zna też jej historię ginekologiczną, bo ona też mocno wpływa na nią, czy to jest któraś ciąża i dopiero pierwsze dziecko, więc ten niepokój będzie narastać, będzie to dla niej bardzo trudny okres połogu, okres pierwszych dni po porodzie, pierwszej euforii, radości, a później spadek nastroju. Według zmian w standardzie opieki okołoporodowej położne mają za zadanie oceniać stan i podatność na depresję kobiety. To jest taki bardzo szczególny punkt, który musimy wypełnić, musimy sobie z nim poradzić, jako położne rodzinne, i to jest niezmiernie ważne, bylebyśmy miały do tego jeszcze odpowiednie narzędzia.

Jeśli rozpoznam, że w tej parze dzieje się źle, że z tą kobietą źle się dzieje, to jeszcze, żeby móc ją wysłać do odpowiedniego specjalisty, bo ja terapii rodzin nie będę przeprowadzać, mimo że się przyznałam, że jestem pedagogiem rodzinnym, ja tą pracę położniczą zakończę z nią z rozpoznaniem, a właściwie podejrzeniem stanu depresyjnego, ale ja muszę ją gdzieś skierować dalej, i to nie do specjalisty prywatnego, bo dalsza pomoc teą powinna być ze skierowaniem na NFZ, a z tym czasami bywa kłopot.

Tak przy okazji, bo przy prawach kobiet zapomniałam o tym wspomnieć, do 6 tygodnia po porodzie w trakcie połogu, mamy pierwszeństwo w przyjęciach do specjalisty. Trzeba to wykorzystać, ja paniom mówię: właśnie ten moment wykorzystaj, nie dostałaś się do pulmonologa, to to teraz się możesz dostać bo masz pierwszeństwo.

To bardzo ważne, że o tym przypominasz, bo nie jesteśmy o tym informowane, a szkoda, bo czy to kwestia kontroli u np. endokrynologa, czy u innych specjalistów, czeka się czasami na terminy z NFZ.

A tutaj w okresie ciąży i połogu mamy prawo dostać się do specjalisty w pierwszej kolejności.

Nasza rozmowę zakończymy jednak miłym akcentem, bo to co przykuło moją uwagę w książce, to też takie twoje porady jako położnej, zalecenia, szczególne rytuały, jak np. klub niebieskiej wstążeczki, bo tak jakby oznaczasz swoje pacjentki, ta niebieska wstążeczka to są te twoje oczy, to jest znak: położna czuwa, jesteś bezpieczna, możesz się do mnie odezwać, możesz do mnie zadzwonić. Ale można też o Tobie Lucyno powiedzieć, że jesteś tą położną, która zaleca swoim pacjentkom seks i prawie, że wypisujesz na to recepty, kiedy akcja porodowa nie może wystartować, i wskazujesz jeszcze w tym okresie ciążowym, że wasza bliskość, jako pary też jest ważna, zalecenie randki, o którym już opowiadałaś…

A jak randka zakończy się seksem to tym lepiej!

Jaki masz jeszcze arsenał dobrych rad, rytuałów, które mają przypomnieć kobiecie, przypomnieć mężczyźnie, że po pierwsze byli kiedyś parą, przypomnieć tym młodym rodzicom, że warto być w tym wyzwaniu rodzicielskim razem, i przełamać to ciśnienie, i presję, że ma być idealnie, bo tak nie będzie, bez względu na to jak sobie wymarzyliśmy, jak sobie zobaczyliśmy w rożnych filmach, serialach, czy na Instagramie, co jeszcze masz w zanadrzu?

Ja myślę, że wiele par to robi, ja tylko to podkreślam, mówię: mówcie dalej do siebie ładnie, mówcie do siebie po imieniu, nie jesteś żadnym tatusiem, nie jesteś mamusią, jak mówię do Ciebie tatusiu, to mówię jak dziecko, tak dziecko kiedyś zacznie do ciebie mówić, mówię do Ciebie Darku, bo Ciebie kocham, bo jesteś moim Darkiem, a nie jesteś moim tatusiem.

Mówię o potrzebie przeżywania wspólnych rocznic, nie tyle związanych z dzieckiem, bo np. ta miesięcznica po urodzeniu dziecka ma służyć pogratulowaniu sobie, że właśnie jesteśmy rodziną ale chodzi mi o przeżywanie takich tylko naszych rocznic. Może wyciągniemy jakieś nasze rocznice, mniej kalendarzowo ogłaszane, nie walentynki, ale może rocznica pierwszego pocałunku? A może faktycznie rocznica pierwszego seksu? Pamiętajmy o takich rzeczach, które kiedyś były dla nas wielkim przeżyciem, to się potem pamięta, prawda? Wiem z perspektywy tez swojego 30 letniego doświadczenia w małżeństwie, gdzie pewne rzeczy były trudne dla nas i co nas uratowało? Uratowały nas gdzieś tam maleńkie gesty, wspólnego przeżywania naszych rzeczy, niezwiązanych tylko i wyłącznie z dziećmi.

A rytuały związane z dziećmi, to np. niech ten tata zajmie się np. kąpielą, niech ta kąpiel będzie sprawą dla taty, niech nie będzie tak, że może to zrobić tylko i wyłącznie mama, albo babcia.

Albo nawet jak to robi tata, to ma zarządza jak prawdziwy house komando.

Wczoraj byliśmy u znajomych i wspominaliśmy, jak on będąc fizjoterapeutą dziecięcym, nie mógł dotknąć swojej córki, bo jedna babcia i druga, i żona nie pozwoliły mu, bo nie poradzisz sobie, wziął dziecko pod pachę, zaniósł do łazienki, zamknął się, zaryglował drzwi, a one we trzy się dobijały, bo może zrobi jakieś straszne rzeczy.

Cudowną więź daje się też dziecku poprzez wspólną kąpiel, czy pod prysznicem, czy w wannie, oczywiście tam muszą być zachowane warunki bezpieczeństwa, o tym można porozmawiać ze swoją położną, ale tak, to jest takie niesamowite wyciszenie.

Ostatnio moja koleżanka położna cieszyła się bardzo, że została babcią, i opowiadała jak ostatnio wraz córką nie mogły w ogóle uspokoić tego malucha, a tak strasznie płakał, mówi: rozebrałam gada małego, i wanna pełna wody i wyciszyliśmy się obydwoje, bo ja też przenosiłam na niego te emocje, a w tej kąpieli, on cezal ciało do ciała, w tej ciepłej wodzie się uspokoił, wiesz, aż poczułam wtedy naprawdę pełnię radości z bycia babcią. I właśnie w taki sposób można realizować bliskość z dzieckiem.

Czasem panie mnie pytają: co zrobić, żeby dziecko po kąpieli zaraz usypiało? I to jest zależne właśnie od kąpieli, jak ta kąpiel będzie się odbywać, czy ta kąpiel to będzie radosne popluskiwanie i zabawa, i czy tego chcemy, bo wtedy dziecko nie pójdzie nam spać, ono się wyszaleje, i nie potrafiąc przetrwać tego szaleństwa od nadmiaru bodźców, więc tu będzie sytuacja taka, że dziecko będzie niespokojne przy usypianiu. Także trzeba zadbać o naprawdę spokojną i kojącą kąpiel.

Rytuał, który można kontynuować z okresu ciąży, czyli czytanie do brzuszka, czytanie czy rozmowy z brzuchem, to zostawcie tę samą książkę, czy te same opowieści dla tego dziecka przy łóżeczku. Nie zawsze trzeba te maluchy nosić i huśtać, ale trzeba dać im obecność, mama siedząca przy łóżeczku czytająca, i ja wiem, że czasami się nie chce czytać bajki dla dziecka, i póki ta treść nie jest ważna, a głos jest ważny, no to czytajmy to, co sami czytamy,

Takie zalecenie też mi dała moja położna, żeby czytać, jak czytasz poezje, to czytaj poezje, jak czytasz powieść, to czytaj powieść, bo najważniejszy jest twój głos.

Najważniejszy jest głos, i to że ty też się wyciszasz, też się uspokajasz przy tym, do tego muzyka, powtarzalność dźwięków, bo dzieci nie potrzebują różnorodności, czasami już je zapisujemy na Sorbonę, a tak naprawdę męczymy się do 3-4 roku życia z pampersami, ale już myślimy kim będzie.

No ja sobie żartuję, że najczęściej zadawanym pytaniem, jakie dostaję od znajomych debiutujących w roli rodziców jest: jaka zabawka dla miesięczniaka?, jakie zajęcia stymulujące dla trzymiesięcznego dziecka?, wtedy sobie myślę, rany boskie, po co stymulować trzymiesięczne dziecko?

Czas i bliskość z mamą i tatą…

Wtedy mówię: najlepszą zabawką – no nie chcę cię rozczarować – jesteś ty.

Ciepło, zapach rodzica, no i spokojny dom, bo odbicie naszego życia to jest dzieciństwo takie czy inne. Czasem te dzieci zbyt mocno przestymulowane wcale nie postrzegają swojego dzieciństwa jako radosnego, tylko przewożenie ich z z jednego do drugiego punktu, bo tu były takie zajęcia, a tu takie, i nie kojarzą tego dzieciństwa, jako radosnego, chociaż rodzice wydali na nie mnóstwo pieniędzy, ale było cały czas szybko, za szybko. Najtrudniej nam w współczesnym świecie o czas i cierpliwość, i będę o tym cały czas mówić, nie jesteś w stanie usiąść ze swoim dzieckiem, bo ono chce układać te 500 puzzli, a ono ma trzy latka, to tak naprawdę to nic nie da, że ty kupisz kolejne puzzle, bo to nie pomoże, to nie o to chodzi, po prostu musisz mieć czas, zachwyt nad swoim dzieckiem, ale poprzez zachwyt też nad samym sobą. Musimy się sobą cieszyć, uczymy wtedy tej radości nasze dzieci. Dzieci rodziców, którzy są pogodni, którzy kochają życie, też są pogodni, a o to chyba nam najbardziej chodzi. Pogodny człowiek, radosny, człowiek kochający życie, zdobędzie w życiu wszystko, i czy będzie cudownym uśmiechniętym sprzedawca obwarzanków czy będzie ważnym profesorem na uczelni, to najważniejsze, żeby być szczęśliwym.

I o to chodzi!

Na koniec tej rozmowy życzę wszystkim czasu, cierpliwości no i kochajcie życie, po prostu kochajcie siebie.

Czyli zachwyt!

Tak zachwyt!

Piękne słowo, dawno nie korzystałam z tego słowa, zabieram je ze sobą, ale zostawiam je też tobie.

Ja go daję i rozdaję innym. Myślę, że jesteśmy wstanie rozdawać sobie ten zachwyt poprzez uśmiech, to też jest bardzo ważne, bo jak nam brak czasu, to się chociaż uśmiechajmy.

Uśmiechamy się do siebie, i Lucyna mrugnęła do mnie swoimi błękitnymi oczami, ja już staram się w nie nie patrzeć, bo jestem zakochana…

Czyli widzimy się przy córeczce?

Moi synowie właśnie zamówili siostrzyczkę, także ja dziękuję za rozmowę Lucyno, oraz za zachwyt, zachwyt, zachwyt! Będę to sobie teraz powtarzać, a że spotkałyśmy się w poniedziałek, to czuję, że będę mieć cały tydzień pełen zachwytu.

Pierwsza część wywiadu: O klubie niebieskiej wstążeczki, czyli jak swoją rolę jako położna rozumie i realizuje Lucyna Mirzyńska.
Chcecie wiedzieć więcej o edukacji przedporodowej? To zapraszam na profil Lucyny na Facebook’u i stronę Lucyny.
Książka Lucyny „Pierwsza pomoc w nauce macierzyństwa”
A dla lubiących słuchać, moja i Lucyny – pełna zachwytu – rozmowa w postaci podcastu do posłuchania TUTAJ.

Partnerem tej kobiecej produkcji jest moja marka własna 5razones by Elegancki Smok – czyli elegancki sklepik z autorskimi koszulkami i torbami.

Możesz polubić też