Projekt łasicowanie

El día de Sant Jordi

23 kwietnia 2014
Sant Jordi

Legenda głosi, że w maluteńkiej wiosce był smok, i była tez królewna. I jak to ze smokami bywa, owy el drac zżerał wszystko, co mu się napatoczyło. Szczególnie rozsmakował się w dziewicach (świeżych, nietykanych), które to dla spokoju wiejskiej społeczności musiały być mu dostarczane każdego dnia w południe po jednej sztuce. Az dnia pewnego padło na królewnę, która wbrew sprzeciwom swojego ojca-monarchy (który z tej okazji chciał zmienić prawo), postanowiła podzielić męczeński los swych poprzedniczek i skończyć w paszczy smoczej. I jak to w bajkach i legendach bywa na pomoc królewnie wcześniej czy później musi przybyć jakiś super waleczny bohater. W naszej historii owy cavaller, niejaki Jordi zjawia, pojawia się na czas, nie wiadomo skąd i gdzie, i rozprawia się z paskudnym dziewicożercą. Z krwi potwora (obficie tryskającej po krwawej jatce z naszym cavallero) wyrasta przepiękny kwiat, rosa vermella…

Szczerze powiedziawszy nie wiadomo mi, jak się dalej potoczyły losy królewny i jej wybawiciela. Bo tu już wkracza inna legenda (walki byków, epizod z Franco, Szekspir z Ceravntesem)… Jedno jest pewne, że 23 kwietnia to dzień Świętego Jerzego – tak ładnie spolszczając Sant Jordi – jest narodowym świętem Katalonii oraz Dniem Zakochanych. Dniem, kiedy to Katalończycy tłumnie i dumnie wyruszają na ulice, fiestują, świętują, plażują, piknikują, wręczając sobie nawzajem symboliczne prezenty: panowie swym damom – czerwone roże, panie panom – książki.

Dla mnie od ośmiu lat jest też niezmiennie dniem „DE LA DECADENCIA BLANCA”. Ale to już legenda i związany z nią świecki rytuał tylko dla wtajemniczonych.

Ale, Ana, Ozziel – os extraño mucho!

 

Możesz polubić też