Grudzień 16, 2013 at 8:32 pm

Fizjologia obcego

Fizjologia obcego

*(nie dla wrażliwych i o słabych żołądkach, lub zaraz po posiłku)

Wydaje się, że ciąża to taki wspaniały, sielankowy stan, kiedy to beztrosko się rośnie tu i tam, głaska się po brzuchu, miewa spektakularne zachcianki żywieniowe, które możne bezkarnie realizować, kiedy to inni na Ciebie dmuchają i chuchają, pytają jak się czujesz. Wszyscy nagle chcą za Ciebie nosić cięższe przedmioty: siatki, laptopy, krzesła, ustępują Ci miejsca, chcą robić Ci herbaty, pytają czy nie jesteś głodna, mając w pogotowiu coś słodkiego, coś kwaśnego, coś ostrego (i nawet zasmażkę do tego), konsultują z Tobą czy okno można otworzyć bądź zamknąć. Tak świat zewnętrzny Ci sprzyja. Świat zewnętrzny chce Ci pomóc. Chce Ci ulżyć.

Ale trzewia… Trzewia sukcesywnie przejmują nad Tobą kontrolę. W trzewiach czai się obcy, który z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc rośnie, nabiera sił mocy i ekspansywnie się panoszy w Tobie. I nie ma odwrotu. Z obcym odbędziesz tak zwaną „one-way-ticket” podróż.

Początki można nawet zignorować. Wszak się oswajacie ze sobą, ty i obcy. Nawet nie zauważasz, jak obcy znienacka wyłącza ci prąd, i o dwudziestej, czasami nawet już o osiemnastej czy stoisz czy leżysz, brudna czy okąpana… koniec, black out, no contact, dobranoc.
Jesteś mu wstanie wybaczyć to, że sezon grillowy zakończył dla Ciebie już w czerwcu (kiedy to wiadomo, że ten sezon dopiero co się rozpoczął i śmiało potrwa jeszcze do października),  i że każdą kolejną imprezę wakacyjną opędzasz na suchej kromce chleba, bo tylko to obcemu podchodzi. Kaszaneczka, kiełbaseczka, karkóweczka – nie. Na samą myśl o nich obcego, no i wiadomo ciebie też, cofa. Nagle zaczyna cię cofać na coraz więcej produktów żywieniowych, które do tej pory darzyłaś łakomą estymą. Ale jak cię cofa, to cofa na całego. Nie ma co z obcym nawet pertraktować. O głodzie i w śpiączce przeżywacie wspólnie pierwsze trzy miesiące.

Później nagle coś się odmienia. Smaki wracają. Apetyt wraca, wraca z nawiązką. Siły wracają. Energia cię rozpiera. Wstajesz świeża, świeżuteńka o szóstej rano, kładziesz się spać po północy. Pomiędzy tymi godzinami, jesteś nie do zatrzymania. Myślisz sobie, mój drogi obcy, już nie taki obcy, no tak to możemy współdziałać. I działacie na dwieście procent. W robocie mają cię dość, bo nie ma wybacz dla czyichś słabszych dni, bo skoro ciężarna może, to każdy inny też może. Masz tysiąc pomysłów, które musisz zaraz, teraz, zaraz zrealizować, ogarnąć, wdrożyć, urzeczywistnić bez względu na porę dnia i nocy, jak np. sprzątanie łazienki, piekarnika, segregacja ciuchów w szafie, pieczenie muffinów, przestawianie mebli etc (podobno nazywają to syndromem „wicia gniazda”). Własny mąż ma ochotę cię wystawić za drzwi kiedy ok. dwudziestej trzeciej budzisz go i prosisz go, żeby sprawdził czy fotelik dziecięcy, który posiadacie ma odpowiednie atesty (bo właśnie o takich przeczytałaś w jakiejś poradnikowej gazecie) lub żeby dokładnie metrem obmierzył waszą sypialnię, ponieważ wpadłaś właśnie na kolejny pomysł, jak ją przemeblować, żeby zmieściło się w niej łóżeczko dla obcego, co więcej zdążyłaś już mu to wszystko rozrysować.
No Ty i obcy pięknie współdziałacie. Jest z was zgrany dream team. Jesteście super mocą, hiper energią, turbo doładowaniem.

Tymczasem pewnego dnia, znienacka, schylając się żeby zawiązać buta, wydobywa się z ciebie mało eleganckie, dorodne, soczyste, dźwięczne… beknięcie. Trzewia przemówiły. Obcy przypomniał o sobie. Obcy zaznaczył swoją obecność. Pierwsze znienacka beknięcie można zignorować.  Trochę gorzej, gdy takie znienacka występki nabierają mocy i splendoru. Mąż zaczyna podejrzewać, że tak naprawdę drzemał w Tobie duch bekacza, i teraz sobie bekowo używasz, zwalając na bogu ducha winne dziecko, strofując brzuch: synu! nie przy stole; synu nie w tramwaju; dziecko nie przy ludziach!
Do efektów dźwiękowych dochodzą te z pogranicza palenia, pieczenia, finiszując na ulewaniu. Obcy zieje ogniem. Nie ma reguły, co zjesz, czego się napijesz. Raz protestuje na ser białym później na ser żółty. Zieje. Pali.  Później nie odpowiadają mu lody waniliowe lub herbata z miodem. Pali i zieje. Czasami siedzisz o głodzie… a on dalej swoje. Zieje. Pali.  Wachlarz przyjemnych doznań sukcesywnie rozszerza, aż orientujesz się, że siedzi ci na przeponie, bądź ją dość skutecznie podkopuje.

Gdy wydaje ci się, że tylko przepona jest zagrożona, w końcu niech jeden organ się poświęci, nagle o punkt czwarta w nocy budzi cię kop w pęcherz, który zmusza do natychmiastowego powstania i udania się biegiem w stronę wc. I tak noc w noc. Męża musisz upchać na drugą stronę łóżka, sama zajmujesz miejsce po tej stronie, która logistycznie daje lepszy (krótszy) start w stronę łazienki.
Ekspansja postępuje, tydzień później budzi cię kop w pęcherz, zsynchronizowany z kopem w prawy bok. Ocho! Obcy nie lubi jak śpisz na prawym boku, łomocze po prawej stronie twoich wnętrz, dopóki nie obrócisz się na bok lewy. Leżysz, i przemawiasz do niego, że tak się nie da, że boko-zmian musi być, bo na wznak się nie da, wszak wtedy najbardziej pali i traci się oddech, a bok lewy cierpnie. Nieważne to to. Posłusznie się obracasz, kombinujesz ze zwijaniem kołdry w rulon, przyjmujesz pozycje, której pozazdrościliby ci jogini, męża przesuwasz na skraj łóżka, właściwie każąc mu się bratać ze ścianą. Wydaje się, że dogadaliście się już z obcym w kwestii spania.

Nadchodzi kolejna noc. Zasypiasz w pozycji na żabę, asekuracyjnie zażywszy coś na złagodzenie ognia zgagi. Nawet nie przeszkadza ci to, że za oknem szaleje niejaki orkan Ksawery. Śpisz snem niewinnego. Punkt czwarta w nocy budzisz się, spoglądasz na lewą stronę łóżka, gdzie winien być mąż. Odnotowujesz brak męża. Człapiesz do drugiego pokoju, odnotowujesz męża na kanapie. Budzisz go i pytasz: co żesz ty tu robisz? Twój mężczyzna spogląda na ciebie z delikatnym przerażeniem i zdradza ci, że obok ciebie nie da się spać, że przy twoim zawodzącym, sapiącym, charczącym chrapaniu, pomruki Ksawerego orkana, to tylko kołysankowe mruczanki.

Wracasz do łóżka. Uświadamiasz sobie, że obcy przejął nad tobą totalnie kontrolę i zrobił z ciebie potwora.

0 likes U Eleganckich # , , , , , ,
Podziel się: / / /
Szukaj na 5razones

3 days ago

5razones

Ten moment, kiedy dziecko bardzo chce odpowiedzieć tacie na pytanie: co robi mama?, a że tak jakby brakuje mu odpowiedniego słowa z kategorii: dom/gospodarstwo domowe i tłumaczy najlepiej jak potrafi...
.
.
.
.
.
.
.
- Ogrzewa* nasze ubranka...

* czyli prasuje. Po rzeczowniku żelazko, przyszła najwyższa pora na nauczenie się czasownika, który wchodzi w ścisłą relację z w/w przedmiotem.
... See MoreSee Less

View on Facebook

5 days ago

5razones

W prowadzeniu bloga i w pisaniu do Kwartalnika Laktacyjnego najbardziej lubię spotkania, rozmowy, wywiady.

I ostatnio miałam przyjemność porozmawiać i poznać lepiej Ewę Dymek-Dudzińską (malarkę, performerkę, pisarkę). O Ewie "zrobiło się głośno" po tym, jak na na jednym z koncertów stanęła za konsoletą djską, grając koncert techno i jednocześnie karmiąc piersią swoją kilkumiesięczną córeczkę. Ewa przyznaje, że hejterskich komentarzy, jakie popłynęły po tym spontanicznym występie w jej stronę, starała się nie czytać, bo zna wartość swojego macierzyństwa.

Rozmawiałyśmy o karmieniu piersią (a jakże!), o bliskości i więzi, jaka się rodzi nie tylko w trakcie karmienia, i także o muzyce.

- Karmienie piersią zmusza do ciągłego przytulania... - powiedziała Ewa - a ja lubię się przytulać.

<3

Całą rozmowę możecie przeczytać w najnowszym jesiennym Kwartalniku Laktacyjnym:

issuu.com/fundacjapromocjikarmieniapiersia/docs/kwartalnik_laktacyjny_3_2018_issuu_/60
... See MoreSee Less

View on Facebook

6 days ago

5razones

Noworodki tak mają.
Kilkumiesięczne dzidziusie też.
I roczniakom też w tym najlepiej.
Dwulatki potrafią się o to ciągle upominać: Przytulaj mamusi!
A jak czterolatek tego pilnuje: Najmocniejszego przytulacka poproszę!

Hej, my ludzie-huby tego potrzebujemy.

<3
... See MoreSee Less

View on Facebook