Ta Która Wie

Jak nie sprzątać z dziećmi?

23 stycznia 2019
sprzątanie z dziećmi, jak sprzątać z dziećmi, obowiązki domowe

Ten post miał powstać jeszcze przed świętami, na fali przedświątecznych przygotowań, kiedy to całkiem regularnie, ale bez jakiegoś wybitnego fanatyzmu uprawiałam sprzątanie z moimi synami, bo święta. Ale wtedy byliśmy pochłonięci innymi przyjemnościami (wcale nie sprzątaniem), więc wracam do moich przemyśleń teraz.

Temat sprzątania, a generalnie w ogóle obowiązków dzieci pojawia się zaskakująco wcześnie. Tak jakbyśmy my dorośli, rodzice, czuwający nad wychowaniem naszych pociech czuli się w obowiązku (ach te obowiązki i powinności) zaszczepić w nich, od maleńkości poczucie… obowiązku i obowiązków, odpowiedzialności, bo czym skorupka za młodu.


I mnie udzielił się ten trend i pęd, i od małego chciałam tych moich syneczków do obowiązków, zadań przyuczać, z tyłu głowy mając, że jak matka syna porządku nie nauczy, to jak on potem ma wiedzieć, że dorosły sam za ten porządek odpowiada.

Wiadomo, to nas kobiet (matek, żon, partnerek) wina, że faceci, czegoś nie potrafią, nie poczuwają się do odpowiedzialności za wspólne sprawy, obowiązki…
Żart! ja tej odpowiedzialności na siebie nie biorę. Ale szlag mnie przeogromny trafia, jak czytam, słyszę, że facet (dorosły człowiek), czegoś nie potrafi, bo matka nie nauczyła (gdzie ci ojcowie?!?!?!), albo że facet czegoś nie robi, bo tym razem partnerka/żona wszystko za niego robi, tak sobie go przyzwyczaiła. Ja tej odpowiedzialności na siebie nie biorę, współdzielę ją z mężem, bo chłopaki mają przecież też tatę, zaradnego, działającego, współpracującego, mają kogo podpatrywać, widząc jaki jest wkład wszystkich członków rodziny w wspólny dobrostan.

Dlaczego dziecko „powinno” sprzątać?

Kiedyś na swoim profilu na FB wrzuciłam ten obrazek, i jeden mój kolega szczerze zadał mi pytanie, co robię w sytuacji, kiedy dziecko odmawia posprzątania.

– A gdzie ten kąt? Dlaczego Luke musi iść do kąta? – zapytał Franiu w trakcie wieczornej lektury.W większości wypadków…

Opublikowany przez 5razones Wtorek, 28 sierpnia 2018

Co robię?
Po pierwsze, zastanówmy się: co to znaczy, że dziecko powinno posprzątać? Bo ja, rodzic, dorosły tak chcę? Pytanie: jaka potrzeba moja, jako rodzica, dorosłego kryje się za tym, że ja chcę, żeby dziecko posprzątało (potrzeba porządku, ogarnięcia bałaganu, a może chcę, żeby moje dzieci nauczyły się brać odpowiedzialność za swoje zabawki, swoje rzeczy, swój pokój, swoje sprawy)? Kontynuując dalej wyobraźmy sobie: co mi zrobi odmowa dziecka, że nie chce sprzątać? Ja daję moim dzieciom przestrzeń na odmowę, na powiedzenie nie. Pytanie: co znaczy, że dziecko nie chce sprzątać? Zastanawiam się, jaka jego potrzeba się za tym kryje? Może ono wciąż jest w trybie zabawa, może czegoś nie skończyło, a bardzo mu zależy, żeby skończyć (budować coś z klocków, puzzli, ścigać się samochodami)?
Zatem co robię, kiedy moje dzieci nie chcą sprzątać?

Nie wymagam, żeby moje dzieci sprzątały

Serio. W większości wypadków nie wymagam, żeby moje dzieci sprzątały. Dlaczego? Zakładam, że ich pokój, to ich zabawy i zabawki, to ich bałagan, i jak będą chcieli (a wcześniej czy później chcą, i jest w nich do tego gotowość), to posprzątają. Zresztą, jak mieliby inaczej poczuć się odpowiedzialni za to, co ich (pokój, zabawki czy wręcz bałagan), jeśli nie decydując, czy też współdecydując o tym.

Powiedziałabym, że raczej „uczymy się sprzątać”. Uczymy i to razem. Bo spróbujcie stanąć przed kilkulatkiem z poleceniem: a teraz proszę posprzątać! Dla małych dzieci (2 ,3, 4 latków) tak sformułowane zadanie, jest zwyczajnie za trudne. Dlatego jeśli już jesteśmy w momencie, kiedy cały pokój jest zagruzowany i aż się prosi, żeby poszczególne zabawki pochować, posegregować, poukładać, to każdy z synków dostaje mniejsze wyzwanie. Tak, jak w dużym, złożonym projekcie, dzielimy go na mniejsze, a dla dziecka konkretniejsze zadania: i jeden sprząta figurki zwierzaków, drugi np. książeczki, potem przechodzimy do sprzątania klocków duplo, ale tu często z zastrzeżeniem, że np. gotowe budowle zostają.
W ten sposób wspólnie rozbrajamy bałagan.

Mamo, pomożemy Ci

Dzieci mają w sobie odruch pomocy, chęci towarzyszenia dorosłym w tych codziennych czynnościach. I to od małego: gmeranie w szafkach, wyciąganie, układanie, przewracanie. Nie proszone porywają się na ścieranie kurzu, odkurzacz, zmywanie podłogi mopem. Bo chcą robić to, co mama i to, co tata. Słowo klucz w tym wszystkim to towarzyszenie. Towarzysząc, uczestnicząc, współdziałając, współpracując uczą się od nas.

Ostatnio moi synowie zaskoczyli mnie, bo bardzo chcieli, żebym dołączyła do ich zabawy, powiedziałam, że z przyjemnością, ale najpierw muszę rozwiesić pranie. Dobrze mamo, to my ci pomożemy. Razem to szybciej zrobimy, i potem się pobawimy. I tak też się stało. Rozwieszali, podawali mi ubrania, potem jeszcze razem załadowaliśmy pralkę, przybiliśmy sobie piątki, powiedzieliśmy sobie dobra robota, i mogliśmy oddać się zabawie.

Przy wspólnym działaniu, wartością dla dzieci jest to, że robią coś z nami, z własnej woli, inicjatywy. Przyjemnością dla nich jest też ten czas z rodzicem. I wtedy obowiązek, przestaje być przymusem.

Nie przeszkadzajmy dzieciom w tym pomaganiu. Nie zabijamy w nich entuzjazmu, inicjatywy, radości, że robią coś z mamą i tatą, nawet jeśli wymagałoby to od nas później małych poprawek.
Nawet jeśli to pranie byłoby nierówno rozwieszone, albo meble, które mieli ścierać z kurzu, były dalej uciapane, nawet jeśli podłoga zalana, albo ciasto z naleśników po wspólnym smażeniu było na szafce, blacie, ubraniu, we włosach. To wszystko nieważne. Poczucie wspólnego działania, poczucie sensu, że robię coś ważnego – bo pomagam mamie, bo działam z tatą – dla dzieci jest szalenie istotne.

Mamo, tato, potrzebuję pomocy

Skoro dzieci są zdolne, żeby nam tak ochoczo pomagać, to i my wykażmy się podobną inicjatywą oraz entuzjazmem. Tak jak opisałam to wyżej, czasami bezmiar bałaganu pod jakim zakopane są pokoje naszych dzieci powoduje u nich, że same za bardzo nie wiedzą za co się zabrać, od czego zacząć, i zamiast sprzątać, to… kontynuują zabawę i w ten sposób mamy i bałagan, i sprzątanie w procesie. Czasami ta prośba o pomoc, jest tak naprawdę zaproszeniem do wspólnego działania. Skorzystajmy zatem z niego.

Po co nam te obowiązki, czemu to ma służyć?

Mam takie poczucie, że sami w sobie nosimy taki nakaz, że bez obowiązków, zadań ani rusz. Że bez tego dzieci nie nauczą się odpowiedzialności, że od małego muszą mieć jakieś zadania do wykonania (ileż to już list z obowiązkami dla poszczególnych kategorii wiekowych mignęło mi przed oczami), że jak nie będziemy wymagać, pilnować, to dzieci się tego tego nie nauczą. Że bez jasnego podziału zadań, listy domowych obowiązków, z systemem nadzoru, weryfikacji, nagradzania, premiowania, punktami za zadania, inaczej nie da się dzieci zmotywować do działania.


A gdyby tak inaczej? A gdyby tak zastanowić się: czego właściwie ja chcę nauczyć moje dzieci? Czy serio ważne jest dla mnie to, żeby trzylatek potrafił po sobie sprzątnąć, odniósł po sobie talerze, a pięciolatek samodzielnie ścielił łóżko, raz w tygodniu ścierał kurze, i odkurzał? O co mi chodzi, co dla mnie jest ważne? Co ważne jest dla moich dzieci? Bo pamiętajmy, że dzieci mogą mieć, a właściwie więcej niż pewne, że mają swoje priorytety.

Zadanie sobie takich pytań w kontekście obowiązków dla dzieci poleca Małgorzata Musiał w jednym ze swoich webinariów. Gosia zachęca w nim do przeformułowania w sobie, i dla dobra całego rodzinnego ekosystemu, pojęcia obowiązek, które jednoznacznie kojarzy się z przymusem, że ja muszę coś zrobić, w którym rodzic jest w funkcji nadzorcy delegującego zadania, a dziecko swego rodzaju podwładnym. A przecież każdy, nawet dziecko chce mieć wolność wyboru. Dzieci potrzebują sensu, potrzebują wiedzieć, po co ja to robię, dlaczego to jest ważne.


Zaproszenie ich do wspólnego działania, do towarzyszenia nam w sprzątaniu, układaniu, gotowaniu, czy choćby np. segregowaniu skarpetek (u nas świetna zabawa na szukanie skarpetki do pary) jest przestrzenią, okazją do budowania relacji. Pokazanie dzieciom, że ich praca na rzecz domu, to ich własny wkład w życie rodzinne (pomogę mamie wieszać pranie – to szybciej będzie mieć czas na zabawę ze mną, pomogę tacie sprzątnąć po śniadaniu), a to jest fajne, ważne, wartościowe.

A dzieci chcą czuć się w tych zadaniach ważne. Chcą być pełnoprawnymi obywatelami swojego domu. Po prostu.

A webinar Małgosi do obejrzenia tutaj:

Dzieci i obowiązki

Opublikowany przez Dobra Relacja – Małgorzata Musiał Poniedziałek, 12 listopada 2018

Możesz polubić też