Ta Która Wie - Ekspertki

Jak wysłać faceta do lekarza? – rozmowa z Arturem Rakowskim.

10 kwietnia 2019
badania profilaktyczne mężczyzn, facet u lekarza

Pau: Ta rozmowa będzie dla mnie wyzwaniem, bo to wydarzenie precedensowe. Wyjątkowo nie będę rozmawiać z Tą Która Wie, tylko… z Tym Który Wie. Będziemy rozmawiać “po męsku” (zobaczymy czy też tak potrafię!) o zdrowiu mężczyzn.

Moim gościem jest Artur Rakowski, farmaceuta, ale i bloger, który na swoim blogu po męsku… pisze, opowiada o męskim zdrowiu. Arturze, tytułem wstępu przedstaw się moim czytelnikom.

Artur: Cześć Paulina, dziękuję za zaproszenie, zwłaszcza za to, że będę mógł tutaj doświadczyć czegoś nowego, bo to będzie moja pierwsza przygoda z podcastami. W zasadzie to wprowadzenie, które tutaj zrobiłaś wyczerpało w 100% moją działalność zawodową, blogową i rodzinną, ale chętnie korzystając z okazji zrobię sobie tutaj autopromocję. Zatem jestem Artur Rakowski, jestem magistrem farmacji pracuję w jednej zielonogórskich aptek, mam niespełna dwuletniego syna, kochającą żonę, po godzinach tworzę różne projekty w sieci promujące zdrowie, między innymi współpracuję z Panem Tabletką, Marcinem Korczykiem, a od niedawna mam także solowy projekt Artur Rakowski po męsku o zdrowiu.

Pewnie zapytasz, co mam na myśli: po męsku, no to już tłumaczę. Przede wszystkim chodzi mi o to, że ostatnio w internecie jest sporo informacji dotyczących zdrowia. Niestety nie zawsze są to informacje wiarygodne, ja staram się mówić o konkretach, nie owijam w bawełnę, i nie biję piany. Zajmuję się zdrowiem dzieci, facetów, moim konikiem od niedawna są testy sprzętów medycznych, jak również tematy około ojcowskie. Dlatego między innymi jestem tutaj z tobą.

Zgadza się, zostałeś zaproszony, żeby dać męską perspektywę do tematu o męskim zdrowiu. Zanim do niego przejdziemy, to tylko tak chciałam wspomnieć, że z Arturem jest to nasze drugie podejście do nagrywania. Pierwsze miało być dla mnie również wydarzeniem precedensowym, bo Artur zaproponował bardzo abstrakcyjną dla mnie porę do nagrywania, mianowicie blady świt między 5 a 6 rano. Do tego nagrania nie doszło, bo dzieci, bo rodzina i różne przypadki, każdy kto ma dzieciaki, ten wie, że potrafią nam wszystkie możliwe plany pozmieniać. Do tego nagrania o bladym świcie nie doszło, ale wiem Artur, że te poranki, takie właśnie bardzo wczesne, to jest już twój taki stały rytuał i jestem ciekawa, czy to jest związane z tym, że to tak dla zdrowia, skoro rozmawiamy o zdrowiu, czy być może przez wzgląd na dziecko? Bardzo chciałabym wiedzieć, skąd to upodobanie do bladych świtów?

Szczerze powiedziawszy, ja nigdy nie byłem takim rannym ptaszkiem, czyli skowronkiem, raczej pracowałem wieczorami. Mówię tutaj o takiej pracy poza zawodowej. Natomiast jeśli chodzi o to poranne wstawanie to zostało ono wymuszane, kiedy zostałem ojcem, i wiele spraw mi się spiętrzyło w życiu. Wiadomo dziecko bardzo organizuje życie rodzica, i po prostu zwyczajnie przestałem się wyrabiać i zacząłem się interesować tematem produktywności, jak to wszystko sobie poukładać w życiu, i jak zarządzać sobą w czasie. Zacząłem czytać różne poradniki lepszej i gorszej jakości, i gdzieś tam wpadłem na takie rytuały czy też nawyki rożnych osób, które po prostu wstają rano i wiele rzeczy robią jeszcze przed rozpoczęciem aktywności reszty domu. I tak z dnia na dzień wprowadzałem sobie pewien nawyk porannego wstawania. Było ciężko przyznam szczerze, ale z perspektywy czasu muszę przyznać, że pomogło mi to poukładać swoje sprawy i znacznie więcej byłem wstanie zrobić w ciągu doby, w ciągu tygodnia czy w skali miesiąca. Właśnie dzięki temu porannemu wstawaniu. Wiadomo nie jestem świętszy od papieża, zdarza mi się również wstawać później, bo ta piąta rano to nie jest jakaś stała godzina. Natomiast jeśli mam taką możliwość, jeśli czuję się na siłach, i mogę wstać o tej piątej, to zawsze robię to z największą przyjemnością.

Nie rozmawialiśmy za pierwszym razem o 5 rano, za to teraz rozmawiamy po 22 wykorzystując właśnie na maksa dobę. Wracając do tematu męskiego zdrowia, chcę cię zapytać Artur bardzo wprost: kiedy ostatni raz byłeś na przeglądzie i zrobiłeś sobie wszystkie możliwe badania profilaktyczne?

Zastrzeliłaś mnie tym pytaniem, przyznam szczerze! Wiesz co, jestem dobry w doradzaniu innym, ale jeśli chodzi o swoje zdrowie i profilaktykę to przyznam szczerze jest z tym różnie. Jeśli pytasz o przegląd i właśnie takie badania profilaktyczne, to ostatni raz takie robiłem myślę, że około 30 urodzin, czyli w zasadzie 7-8 miesięcy temu. Czyli chyba nie jest tak źle ze mną.

Jak dbam o zdrowie? Staram się być aktywny. Zawsze byłem osobą, która lubi sport, oczywiście zawsze uprawiałem go amatorsko. Głównie trenowałem piłkę nożną, jeździłem na rowerze. Później troszeczkę mi się to zatarło, zwłaszcza w trakcie studiów, bo pochłonęło mnie trochę życie akademickie. Wiele rzeczy odłożyłem na bok, również ten aktywny tryb życia, zacząłem prowadzić taki typowo studencki. Natomiast wkraczając już w takie naprawdę życie dorosłe, zakładając rodzinę, jakoś tak dojrzałem do tego, że trzeba tutaj trochę wyhamować, i przyjrzeć się temu, jak wygląda moje życie, zrobić taki rachunek sumienia. I cóż, staram się dobrze odżywiać, pomaga mi w tym moja żona Aurelia, która jest naprawdę freakiem jeśli chodzi o zdrowe odżywianie, chyba jak większość kobiet w tych czasach…

Może też i mam…

Dokładnie tak, mam!

To się udziela – zdrowe odżywianie, ekologiczny styl życia, zero waste… Wracając do moich zdrowych nawyków, od niedawna także biegam, z różnym skutkiem…

Czy wykorzystujesz do tego poranki?

Różnie, mam pracę dwuzmianową, więc w zależności, jak na to pozwoli mi praca, obowiązki rodzinne, mój synek Amadeusz, tak staram się dopasowywać. Czasami wybiegam o 23 i robię jakiś szybki trening przed snem, a czasami rzeczywiście między 5 a 6 biegnę sobie do lasu, żeby zrobić taki poranny jogging. No tak to u mnie wygląda mniej więcej, czyli zdrowe odżywianie, plus jakaś umiarkowana aktywność, spacery, i bieganie.

Arturze, jak zapraszałam Cię do tej rozmowy, to mówiłam Ci, że potrzebny mi męski głos, męska perspektywa, żeby porozmawiać o męskim zdrowiu, a dokładnie o świadomości mężczyzn, jak ważne są badania profilaktyczne. Moja perspektywa jest taka: faceta do lekarza musi wysłać kobieta. Czy Ciebie z badaniami okresowymi pilnuje żona, czy też pilnujesz tych spraw sam? Perspektywa, i doświadczenie znanych mi kobiet jest taka: muszę go pilnować, jak go nie wyślę/umówię na wizytę, to nie pójdzie. Jak myślisz dlaczego panowie tak umiarkowanie pamiętają, a właściwie śmiało można powiedzieć, że bardzo skutecznie zapominają o swoim zdrowiu?

Jeśli chodzi o badania profilaktyczne, to staram się o nich sam pamiętać. W tym okresie międzyświątecznym, między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem planuję sobie cały przyszły rok, i poruszam się w różnych sferach: rodzinnych, zawodowych, ale również takich prywatnych, osobistych. I jednym z takich moich celów jest dbanie o zdrowie oraz kondycję, i sobie rozpisuję co w danym kwartale, czy półroczu mam zamiar z tym zrobić. Najczęściej wpisuję sobie do kalendarza, że zapiszę się do lekarza, zapiszę się do endokrynologa, zrobię badania profilaktyczne i tak dalej. Ale w ciągu roku wiesz, jak to jest z nami mężczyznami, że my, bez was kobiet to tak naprawdę sobie nie radzimy, i zdarza się że moją Aurelia budzi się w środku nocy i pyta się, kiedy zapiszę się do laryngologa, bo jeśli nie przestanę chrapać to weźmie ze mną rozwód. Więc jak sama widzisz różnie jest z męską profilaktyką. I tak jak powtarzam, wszyscy jesteśmy z tej samej gliny, może jestem specjalistą, pracuję z ludźmi w aptece, ale dotyczą mnie te same problemy.

Jeśli chodzi o profilaktykę czy organizowanie sobie tego czasu na dbanie o siebie, jak u większości facetów, rzeczywiście duży wkład w moje zdrowie ma moja żona. Z czego to może wynikać? Już odchodząc od moich osobistych doświadczeń, a próbując spojrzeć z szerszej perspektywy, np. moich pacjentów, znajomych, kolegów, myślę, że temat jest bardzo złożony.

Bo taką pierwszą przyczyną, dla której facet tak niechętnie dba o swoje zdrowie czy korzysta z opieki zdrowotnej jest przekonanie: mam świetne zdrowie. I ja też przez długi czas miałem takie poczucie, no bo tak jak wspominałem wcześniej, prowadziłem aktywny tryb życia. Cały czas żyłem takimi latami świetności, kiedy to pokonywałem 50 długości basenu, bez kompleksów zdejmowałem koszulkę na plaży, i chwaliłem się swoim sześciopakiem, i wrzucałem w siebie różne ilości różnego jedzenia, również śmieciowego, a miałem na tyle szybki metabolizm, że dawał radę. I przyznam szczerze, ocknąłem się, kiedy pewnego dnia odwiedziłem moją panią doktor, lekarza rodzinnego, ze zwykłą infekcją. I ona tak się na mnie popatrzyła, zwróciła uwagę na moją oponkę…

Czyli już się pojawiła oponka nagle znienacka?

Tak!

One generalnie atakują wszystkich znienacka te oponki.

Tu już generalnie nie ma odwrotu, troszeczkę poczułem się urażony z tego powodu, i sobie pomyślałem, kiedy pani doktor zakładała mi mankiet od ciśnieniomierza na moje ramię: zaraz zdziwisz się doktorko, jakie ja mam ciśnienie, no zaraz zobaczysz. Ale jedyną osobą, która była wtedy zdziwiona w gabinecie, byłem ja, bo jednak nie było 120 na 80, czyli książkowo, jak przez lata mojej młodości, tylko 160 na 90. Tłumaczyłem to sobie oczywiście stresem, racjonalizowałem, mówiłem, że to na pewno syndrom białego fartucha,

Co to jest syndrom białego fartucha?

To jest taka przypadłość w momencie pomiaru ciśnienia, że na widok kogoś z personelu medycznego ciśnienie ci skacze. To jest takie zaburzenie psychosomatyczne, podobne do omdlenia w czasie wkłucia.

Także przekonanie o swoim świetnym zdrowiu, to jest jedna rzecz, druga rzecz to nawyki. Nawyki, które wynieśliśmy z własnego domu rodzinnego. Niestety pokolenie naszych rodziców było inaczej wychowywane, i trochę zaszczepiło w nas taki inny model rodziny, bardziej patriarchalny, w którym znajdował się on pan i władca, wszechmocny i wszechogarniający, ale nie do końca dbający o swoje zdrowie. Mówię tu oczywiście o panu domu. Nie oszukujmy się, jeśli syn czy córka nie widzieli w domu takiego modelu, nawyku, że dba się o swoje zdrowie, a cały czas widziało uciekanie od tej służby zdrowia, nazywanie personelu medycznego konowałami czy że lepiej nie wywoływać wilka z lasu… no to nie łudźmy się, że taka osoba będąc już dorosłą będzie z automatu dbała o to zdrowie, więc myślę że nawyki są bardzo ważne.

Trzecia rzecz, tutaj też rozmawiałem z moimi znajomymi przygotowując się do tej rozmowy i jeden znajomy zwrócił mi uwagę na jedną bardzo ważną kwestię, a mianowicie męską dumę, rozumianą jako niepewność czy ich rodzina zostanie należycie zabezpieczona finansowo, gdyby coś mu tam w trakcie tego badania wyszło, co by go wykluczyło z aktywności finansowej przez dłuższy czas. Więc tak naprawdę chodzi o troskę… Mężczyźni są trochę mniej otwarci, nie potrafią tak bezpośrednio rozmawiać na te tematy. Więc ten aspekt ekonomiczny też ma znaczenie, mówię tutaj o takich facetach 40 i 50 plus.

No i ulubiony argument chyba nie tylko mężczyzn, ale raczej wszystkich: brak czasu, nie mam czasu. Ale rzeczywiście świat pędzi nieubłaganie. Teraz kiedy sam jestem ojcem, widzę, jak jeszcze bardziej przyspieszył czas, bo my młodzi ojcowie rzeczywiście mamy sporo na głowie, zresztą mamy również. Często priorytety ustawiamy pod nasze dzieci i rodziny, na siebie zostawiamy dosłownie minuty z tej doby. A nasz system opieki zdrowotnej też nie nadąża za bardzo, za tym pędem życia, bo jesteśmy takim społeczeństwem mobilnym, wszystko chcemy tu i teraz. Kiedy pojawia się jakaś okazja, to może i byśmy poszli do tego lekarza, ale jeśli na specjalistę czeka się miesiącami, to nam pozostaje już tylko prywatna służba zdrowia.

A jeszcze swoje trzeba odczekać na miejscu, brać wolne etc.

Jasne! Presja otoczenia, presja w pracy, zwolnienia, l4, więc to też ma znacznie. Zatem pozostaje nam prywatna służba zdrowia. Przeciętny Polak wydaje na pielęgnację swojego samochodu dwukrotnie większą kwotę niż na swoje zdrowie, więc koło się zamyka.

Podsumowując, częściej jeździmy na przeglądy z samochodami niż sami z sobą do lekarza.

Dokładnie, to o czym będę tutaj jeszcze mówił, to jest też kwestia nawyków. Przeglądy samochodów weszły nam w krew, na tyle, że robimy to bez świadomości, i to jest jasne, że co roku musimy ten samochód oddać do przeglądu. No marzy mi się, żeby taka sytuacja dotyczyła także naszego zdrowia.

Tak zastanawiałam się jeszcze odnośnie tych przyczyn, dlaczego panowie tak jakby mniej entuzjastycznie zapisują się na wizyty do różnych specjalistów, i sobie pomyślałam, że być może jest jakaś część badań, która dla mężczyzn jest krępująca. Wydaje mi się, że kobiety mają większą swobodę w rozmawianiu o swoim zdrowiu niż mężczyźni, jak myślisz?

Mężczyźni, tak jak cały czas już o tym mówimy, nie są otwarci, mają niechęć do odpowiadania na jakieś osobiste pytanie, obawiają się, że lekarz może zadać jakieś krępujące pytanie w czasie badania. Niestety internet nie ułatwia nam zadania, pokutuje wiele mitów odnośnie właśnie męskich badań, jak choćby badanie prostaty per rectum, które rzekomo jest bolesne, krępujące, wstydliwe. A wcale tak nie jest. Musimy sobie zdawać sprawę, że w sieci są zawsze skrajne emocje, dzielimy się najchętniej tymi negatywnymi, jesteśmy raczej ludźmi narzekającymi, taka jest po prostu nasza natura. Zatem powinniśmy odsuwać na bok, te opinie z internetu czy też nawet opowieści znajomych dotyczące różnych badań, bo lepiej doświadczyć czegoś na własnej skórze. I na prawdę większość badań jest nieinwazyjnych, większość badań możemy w ogóle wykonać w zaciszu domowym, bo dysponujemy różnymi testami diagnostycznymi takimi do wykonania w domu, możemy je kupić w aptece, może nie mają super wartości diagnostycznej, natomiast spełniają swoją rolę jako punkt wyjścia do dalszego działania w kontekście zdrowia.

Przypomniała mi się taka scenka, której byłam świadkiem w prywatnym laboratorium diagnostycznym. Tam najpierw trzeba się było zarejestrować, powiedzieć, jakie chce się badanie zrobić. Ja akurat miałam takie mało krępujące, bo zaledwie morfologię, ale za mną stał pan w kolejce, i pani go pyta, ale tak głośno na całą kolejkę, czego on tam potrzebuje, a on odpowiada szeptem, że potrzebuje taki test do zrobienia w domu, ale co co co? dopytywała pani i tak naciskała na niego, żeby on głośno odpowiedział, a on na to: no na chlamydię! No i dostał od pani specjalny zestaw do pobrania próbki w zaciszu domowym. Wyobraziłam sobie, że musiało go to wiele kosztować, żeby tak na forum całej przychodni powiedzieć po co przyszedł.

Pomijając, że pewnie 90% ludzi w kolejce nie wiedziało co to chlamydia, więc być może nie miał się czego wstydzić.

No właśnie nie wiem… ale zabawne, że tutaj panie to chyba nie umiały w Rodo…

To też jest bardzo ważny aspekt, który poruszyłaś. Niestety tutaj też nasza służba zdrowia cały czas ewoluuje. Jesteśmy dosyć młodą demokracją, służba zdrowia, nadal jest trochę skostniała, i ta komunikacja na linii pacjent-farmaceuta, pacjent-lekarz, pacjent-analityk medyczny, cały czas kuleje, a prawda jest taka, że faceci mimo tego, że można powiedzieć, że mają grubą skórę, to jednak są wrażliwi, boją się wyśmiania czy też krytyki, szczególnie u lekarza. No przecież tutaj wspominałem moją anegdotę, że lekarz wskazał na moją oponkę i że przydałoby mi się odstawić fast foody, natomiast ja się poczułem strasznie urażony z tego powodu.

…i stwierdziłeś, że do lekarza to ty już nigdy nie pójdziesz…

No właśnie też tak sobie pomyślałam, a ty nawet o tym wspomniałeś, że tu może grać ta duma męska, i to może uderzać w poczucie: no nie chcę, żeby mi ktoś coś powiedział niefajnego…

Dokładnie! …no ale jak to, lekko zaokrąglony brzuszek, a tutaj od razu opona, także coś w tym jest.


Druga część naszej rozmowy: Furtki i inne chłosty – czyli jak sprawić, żeby facet poszedł wreszcie do lekarza? Cd. rozmowy z Arturem Rakowskim.

Jeśli chcesz poczytać więcej o męskim zdrowiu, to zapraszam na fanpage Artura oraz jego stronę.

A dla lubiących słuchać, moja i Artura rozmowa w postaci podcastu do posłuchania TUTAJ.

Możesz polubić też