Marzec 2, 2017 at 8:48 am

Karpacz nasz zimowy

Karpacz nasz zimowy

Ja wiem, że ten zimowy post to może nie w porę, bo wszyscy teraz wypatrujemy wiosny. Ale do kolejnej zimy został niecały rok, zatem akurat będzie jak znalazł. Bo jeśli gdzieś w Polsce, w górach mielibyście spędzić zimę, to (nie w Zakopanem, ani w Białce Tatrzańskiej) tylko w Karpaczu.

Karpacz marzył nam się już od zeszłego roku. Planowaliśmy zimowe hasanie i łasicowanie. Ale jak już zabraliśmy się za szukanie idealnej miejscówki, to okazało się, że większość nas interesujących pensjonatów jest już zajęta. Inna sprawa, że w zeszłym roku nie znaliśmy jeszcze Joanny i jej pensjonatu TOREJA. Ale w tym roku już tak, zatem plan zimowego, cało rodzinnego podboju Karkonoszy i Karpacza powstał bardzo szybko.

Marzyła nam się taka prawdziwa zima pełna śniegu, świeże powietrze, dużo spacerów, górka na sanki i stok na narty, i jakieś przytulne knajpeczki na kawę i ciacho.

I Karpacz spełnił wszystkie te nasze zachcianki.

Zostawiamy Wam listę naszych ulubionych miejsc, taką gotową ściągawkę. Szlak przetarty, a Karpacz czeka.

 

Stacja narciarska Pod Wangiem

Podstawowy plan na ferie był taki: zarazić Fra fanem szusowania. Udało się znaleźć idealny stok Pod Wangiem: nie za trudny dla początkujących (Franciszek), ale i stanowiący małe wyzwanie dla średnio zaawansowanych (mama), z całą infrastrukturą: orczyk i wyciąg krzesełkowy, szkółka narciarska oraz wypożyczalnia sprzętu (kilka do wyboru), także jak się debiutuje na stoku, to nie trzeba się martwić o swój własny sprzęt. Przez cztery dni Franiu o poranku zaczynał lekcje z super cierpliwym instruktorem. Godzinna, indywidualna lekcja to koszt 80 zł, do tego wypożyczenie sprzętu (narty, buty, kask) 30 zł/doba, plus karnet na wyciąg (ilość zjazdów do ustalenia z instruktorem, cennik TUTAJ) Powrót do nart po czterech latach przerwy zaliczyłam też ja i powiem Wam coś, tego się nie zapomina!!!

 

Franiu na nartkach

 

Kilka osób pytało nas o te pierwsze szusy Franka, czy to nie za wcześnie, i jak sobie radził. Po konsultacjach ze znajomymi, których dzieci jeżdżą na nartach, fizjoterapeutą a także samym instruktorem uznaliśmy, że 3 lata to jest odpowiedni wiek, żeby spróbować. Spróbować, ale w trybie zabawa, a nie ostre treningi. Zdecydowaliśmy też, że jeśli Franiu ma się uczyć jeździć na nartach, to najlepiej z profesjonalnym instruktorem, a nie pod okiem któregoś z nas. Sami jesteśmy raczej amatorami narciarskiej jazdy, dlatego najodpowiedzialniejszej było oddać go pod skrzydła kogoś, kto nie tylko umie dobrze jeździć, ale i dobrze uczyć. Co potrafi Franek po 4 dniach nauki: zjeżdżać pługiem, hamować, bezpiecznie się przewracać i trochę skręcać.

 

Franiu na nartkach


Gdy Franiu się szkolił, ja szusowałam, Smok Ojciec spacerował z Tadeuszem nosząc go sobie elegancko w nosidle. Potem zawsze udawaliśmy się na regenerację do pobliskiego Hotelu Gołębiewski na kawę, herbatkę z konfiturą z róży i ciacho.

 

 

W okolicy stacji narciarskiej znajduje się też plac zabaw, tor saneczkowy, a także stajnia z kucykami, którą regularnie, bo codziennie odwiedzaliśmy, bo Lord Fra zapałał miłością do kucyka o imieniu Bella. Także całą rodziną bardzo przyjemnie można tam spędzić cały dzień.

 

 

Świątynia Wang

Nazwa stacji narciarskiej idealnie oddaje położenie tejże, czyli pod Świątynią Wang. I tak właśnie jednego dnia, po pierwszej przeprawie na nartach wybraliśmy się spacerem, żeby zobaczyć to architektoniczne cudo, które w XIX w. przypłynęło do nas z południowej Norwegii. Historię kościółka poznacie TUTAJ. Wspinaczka trochę czasu zajmuje, zwłaszcza jak się ma obciążenie w postaci 9kg dzidziusia, ale warto. Dla widoków samej świątyni, jak i okolicy. A korzystając z warunków zimowych wracać można w dół jadąc na sankach.

 

 

Zamek w Chojniku

Wyprawa na zamek w Chojniku była przygodą urodzinową z okazji trzecich urodzin Fra. Wielki entuzjasta rycerskich potyczek podjął wyzwanie dobycia zamku. Trochę samodzielnie, trochę na barana u taty pokonał trasę lasem, lasem, lasem! na górę. Do zamku prowadzi kilka szlaków, my wybraliśmy czerwony, z racji wcześniej wspomnianych dodatkowych dziecięcych ciężarów na nas. Zamek tego dnia zdobyliśmy pierwsi, byliśmy sami i mogliśmy wejść w każdy zakamarek. Zamek zachwyca. Polecamy wdrapać się na sam szczyt wieży i podziwiać widoki.
Wskazówki podróżnicze: my startowaliśmy z ostatniego parkingu pod Karczmą, i przejście całej trasy zajęło nam ok. 1,5 h (zaznaczam, że szliśmy w śniegu, i każde z nas miało dzidziusia na sobie; opłata za wejście do Karkonoskiego Parku Narodowego to 6zł/osoba dorosła, opłata za wejście na zamek to 6zł/osoba dorosła.

 

 

Cukiernia Spokojna

Nie ma wypoczynku bez odrobiny słodyczy. Tę najlepszą, bo domową zaznaliśmy w cukierni Spokojna tuż przy najbardziej turystycznym deptaku Karpacza. Osobiście przetestowałam, nadrabiając ubytki kaloryczne z całego dnia, gorącą czekoladę, rurki z kremem, domowe lody, drożdżówki z serem, tort śmietanowy.

 

 

Toreja znaczy rodzina

Tak się koleje naszego świata toczą, że szczęśliwie trafiamy w swoim życiu na dobrych ludzi, którzy znają dobrych ludzi. Zatem dobry i piękny człowiek Lidia, poznała mnie z dobrym i o ogromnym sercu człowiekiem Joanną. Jak do Karpacza, to tylko do Joanny – rzekła Lidia, zatem nie mieliśmy wyjścia. Toreja jest pensjonatem rodzinnym: duże przestronne pokoje, wspólna kuchnia z jadalnią, duży ogród z grillem (to do przetestowania wiosną), możliwość wykupienia śniadań i obiadokolacji (pyszna domowa kuchnia, dla nas super, bo można odpocząć od gotowania i odpuścić sobieposzukiwania knajp na mieście). I do tego ludzie, którzy służą pomocą: ugotować dla dziecka warzywka na obiad? – nie ma problemu, pomóc załatwić tort na urodziny – proszę bardzo, nie zdążycie na obiad – spakujemy jedzenie i będzie czekać na was w kuchni. Jak wypoczywać, to właśnie tam! – Lideczka miała rację <3

 

 

Po prostu spacer

Nałaziliśmy się w trakcie naszego pobytu w Karpaczu. Po przymusowych i niekończących się kwarantannach smogowych w Krakowie, zachłyśnięci czystym powietrzem, dostaliśmy normalnie szału. Jak nie jeździliśmy na nartach, to łasicowaliśmy w te i wewte, włócząc się po bliższej i dalszej okolicy, łażąc za szlakiem i szukając dziwnych dróg na skróty, do pensjonatu wracając tylko na obiad, albo spanie. Przecioraliśmy się okrutnie, ale i z przyjemnością. Z dzidziusiem Tadeuszem w nosidle (wózkiem raczej za daleko nie pojedziecie), z Franuszkiem na sankach.
Ruchu, słońca, powietrza bardzo nam brakowało.

 

I dla tego ruchu, słońca i powietrza wrócimy tam na wiosnę.

0 likes Projekt łasicowanie # , , , , , , , , , ,
Podziel się: / / /
Szukaj na 5razones

14 hours ago

5razones

Lato latem, wakacje wakacjami... nie wiem jak u Was, ale u nas listy do świętego Mikołaja już narysowane 😂👌😅

PS. Kto zgadnie o czym marzy Franciszek?
... See MoreSee Less

View on Facebook

19 hours ago

5razones

Nawet taka gwiazda PINK potrzebuje l4... bo dzieci chore.

"I mother with everything I have whilst handling all the rest."

www.instagram.com/p/BmALVhblDhv/?taken-by=pink
... See MoreSee Less

View on Facebook

3 days ago

5razones

My wciąż w trybie bardzo wakacyjnym i obowiązkowo na bosaka. 👣👣👣👣
Ale ja mam już szkice do nowych postów, i tu pytanie do Was: o czym najpierw chcecie przeczytać? 🤔

👣⛺
... See MoreSee Less

View on Facebook