Styczeń 22, 2016 at 10:05 pm

Kasztan. Rzecz o samodzielności i nudzie

Kasztan. Rzecz o samodzielności i nudzie

Jeżeli nie wiesz od czego zacząć, zacznij od TU LEŻY KASZTAN, a reszta to już sama pójdzie.

Kubuś Puchatek

To było jakby wczoraj. Prawie już roczny Lord Franciszek wgramolił się samodzielnie na fotel, rozsiadł się wygodnie, a potem postanowił z niego zejść. Schodzenie okazało się być większym dla niego wyzwaniem niż wchodzenie. Kombinował, obracał się, sapał i chrapał, wiercił się i kręcił, wciąż szukając właściwej pozycji, która umożliwiłaby mu bezpieczne lądowanie na ziemi. A my siedzieliśmy, jak zaczarowani, wpatrując się w jego samodzielne wysiłki i działania. Ileż to razy zrywaliśmy się, żeby już biec, już pomagać, już pokazywać, jak to schodzenie łatwiejszym mu uczynić, ale za każdym razem pacyfikowaliśmy się nawzajem mówiąc: Zostaw, zobaczymy, jak sobie z tym poradzi.

Właściwie po dziś dzień, gdy nasz syn zabiera się za jakąś nową dla siebie eksplorację, chce podjąć się jakiegoś wysiłku, bez względu na to, czy to będzie próba splądrowania szuflad, założenia pierwszy raz samodzielnie skarpetki czy też ułożenie bardziej skomplikowanych puzzli, to siedzimy, lub stoimy obok pozwalając dziać się rzeczom.

Dajemy mu przestrzeń. Nie panikujemy i nie pokrzykujemy: uważaj, tylko nie to, co ty robisz, nie wolno, zostaw, tylko ostrożnie, bo spadniesz, powoli, patrz pod nogi, nie umiesz, jesteś za malutki. Nie stoimy nad nim, nie osaczamy go naszymi lękami, i strachami, na wodzy trzymamy wyobraźnię, która podpowiada nie stworzone scenariusze zakończenia akcji. Nie przeszkadzamy i nie ograniczamy. Dopingujemy i zachęcamy: umiesz, potrafisz, spróbuj raz jeszcze, a może tak, musi się udać. Pozwalamy dotknąć, powąchać, spróbować, włożyć palec, a nawet całą rękę, zrzucić, potrząsnąć, wywrócić, postukać, pogłaskać, pogmerać, podrzucić, wejść w interakcję z każdą nową rzeczą i przestrzenią.

Ma nasze wsparcie, gdy zaczyna pierwsze rozpoznanie w nowe tereny. Tak było, gdy pierwszy raz ruszył w stronę kuchni w kocie miski i wodopój, albo gdy znalazł się pod łóżkiem, a potem nie wiedział jak się stamtąd wydostać.

Oswajamy go z domową topografią. Z potencjalnymi niebezpieczeństwami i zagrożeniami kontaktów, wspinaczek wysoko półkowych, czy też kuchni, tu np. przykładając rączkę do drzwiczek rozgrzewającego się piekarnika, tłumacząc, i tłumacząc bez końca, że tu ostrożnie, że gorąco, że uważamy, bo rączkę można poparzyć. Efekt tych tłumaczeń jest taki, że jak widzi rozgrzewający się piekarnik, to trzyma się od niego z daleka, i jeszcze mi po swojemu tłumaczy, że fufu fufu, co należy tłumaczyć: uważaj matko, gorące.

Towarzyszy nam w codziennych czynnościach. Jak odkurzamy, to obowiązkowo musi chwycić za rurę i odkurzyć swoją część, jak śmigamy na mopie, to i on musi zrobić swoje mazy (albo chociaż włożyć łapę w tę puszystą pianę, to jest prawdziwe dziecko detergent), jak Smok Ojciec dłubie w śrubkach, to i on musi być wtajemniczony w robotę, jak ja szaleję w kuchni, to i on potrzebuje dorzucić swoje: przyprawić, zamieszać, spróbować czy też później czuwać przy piekarniku.

Niedawno odwiedziła nas koleżanka. Wpadła na całodniowy brunch. Biesiadowaliśmy cały dzień. Fra kręcił się przy stole, pod stołem, aż postanowił po krześle sforsować i sam stół. Jego poczynaniom przyglądała się koleżanka, zaniepokojona moim spokojem zapytała:
– Nie boisz się, że on zaraz zleci z tego krzesła?
– W sumie, to nie. Nauczył się bezpiecznie włazić na krzesło, z krzesła na stół, a potem złazić, i nigdy jeszcze nie zleciał. Ale zobaczmy, jak teraz sobie z tym poradzi.

Pokazujemy mu świat zewnętrzny i świat naszych pasji. Jest pełnoprawnym towarzyszem naszych codziennych spraw. Chcemy, żeby był ich częścią i je z nami współdzielił. Ale dajemy swobodę w wyborze rzeczy i spraw, które lubi, którymi chciałby się zająć. Dajemy mu przestrzeń i wolność. Bo samodzielność jej potrzebuje i wymaga.
Podobnie jest z nudą.

– Ja całe dzieciństwo spędziłem na stole wyglądając przez okno. – opowiadał mi Smok, po tym jak mu się zwierzyłam, że ostatnio ulubioną czynnością naszego syna jest właśnie wyglądanie za okno. Siedzi i wypatruje sikorek i innych ptaszków, które odwiedzają nasz zimowy karmnik. Wypatruje kocura, którego dokarmiają sąsiedzi z góry. Podziwia kopary lub dźwigi, które czasami zajeżdżają na bazę, która jest za naszym domem. Chucha i dmucha w szybę, a potem paluszkami maluje na nich wzory. Bywa, że przepędzi nasze kotki z parapetu lub łaskawie potraktuje je tulakiem. I potrafi tak bez końca.

Czasami jest mi głupio, że ja od rana rozpędzona pomiędzy pralką a kuchnią, nie zwracam uwagi na jego poczynania na dywanie. I że jak tak porzucony, na pastwę losu i swoich klocków, samochodów, układanek i sam, samiuteńki się sobą zajmuje.

Nie potrafię się oprzeć, żeby go w tej nudzie nie podglądnąć. Czaję za drzwiami i podpatruję, jak siedzi w okopach z poduszek i wertuje, przeczesuje i ogląda książeczki. Jedna za drugą. Czasami coś sobie sam opowiada wodząc paluszkiem po obrazkach. Potem nagle przerzuca się na podłogę, i tam konstruuje niestworzone tory dla swoich kolejek i brumów.

Nuda, nuda mu takie rzeczy podpowiada.

Przyznaję sama, że raz wpadłam w histerię i szał, żeby mu tej nudy oszczędzić, żeby ją zapełnić kreatywnymi i rozwojowymi zajęciami. Wybraliśmy się na specjalne zajęcia dla maluszków. Zabawy polegały na doświadczaniu różnego rodzaju struktur i faktur, a to kleistego, a to sypkiego, etc. Po piętnastu minutach wiedziałam, że pięćdziesiąt złotych jakie wydałam za udział w tej zabawie poszło na marnację. Bo przecież codziennie rano przy jedzeniu jaglanki w zależności od tego, jak mi się ona ugotuje, czy też w ogóle innej paszy, to ma sposobność po babrać się, a to w sypkim a to w kleistym.

Po tym doświadczeniu doświadczania odpuściłam. Razem z Fra oddałam się nudzie. Pełnoprawnie sobie na nią pozwoliłam. I w nudzie nam czas wolno leci. Czasami robimy coś razem, np. chowamy się pod nasz kolorowy smoczy patchwork i rozpoznajemy kolory. Potem obżeramy się czekoladą lub kręcimy domowy budyń. Rysujemy, lepimy, kleimy, znaczy ja kleję, Fra degustuje klej. Bywa, że każde z nas działa solo. On ze swoją lekturą, ja ze swoją rozłożeni wśród kotów i koców. Nudzimy się, a w tej nudzie jesteśmy tacy wolni.

Z nudą, jak z samodzielnością, trzeba dać na nią przestrzeń, a w sobie znaleźć zgodę na to, że w tej przestrzeni może się ona w pełni zadziać.

Dlatego gdy nie wiesz, co zrobić i jak się zachować, to pomyśl sobie, to moje dziecko, a niechże się nudzi. Nuda jest jego najlepszym przyjacielem, z nudy w małych, a wielkich skokach, w próbach i doświadczeniach dzieją się samodzielne dzieci.

To co najlepszego możemy zrobić dla naszych nich, to pokazać im świat takim, jakim on jest, a potem…? Potem to już niech oni robią z tym światem, co chcą, i reszta sama jakoś pójdzie, lub się potoczy.

0 likes Ta Która Wie , U Eleganckich # , , , , , , ,
Podziel się: / / /
Szukaj na 5razones

9 hours ago

5razones

- Ale synku, nie mam pewności czy pozwoliliby Ci tam wejść. Bo to jest taki klubik dla maluszków do 3 roku życia, a ty już masz prawie 5 - tłumaczę Franiowi zasady jednego z klubików dla dzieci, który niedawno odwiedziliśmy z Tadziem.
Oczywiście brat straszy słysząc te opowieści zapragnął również takich przygód. Zresztą jemu zawsze teskno do tych spraw, które dzieją się z Tadkiem i ze mnę, kiedy on akurat jest w przedszkolu.

- Nie zgadzam się! On muszą mnie tam wpuścić - mówi stanowczo.

- Synku, nie wiem... musiałabym... - zanim kończę zdanie, Fra biegnie przed siebie i nawet nie ogląda się za siebie.

Gdy udaje mi się go dogonić, widze napięcie w ciele, smutek na twarzy...

- Ale synku... co jest...

- No mamo wyobraź sobie, że tobie nie pozwalają gdzieś wejść, no to jak byś się czuła?
.
.
.
.
No właśnie wyobrażam sobie.

Niedawno, jak opisywałam tu jedną naszą scenkę o emocjach w roli głównej z Franiem, to jedna z Was zadała mi pytanie, jak ja to zrobiłam że on jest taki świadomy swoich emocji?

No właśnie wyobrażam sobie.
Wyobrażam sobie, co dziecko może czuć.
Jak może przeżywać odmowę, stratę, lub jakiekolwiek inne zdarzenie.
Wyobrażam sobie, co to może z nim robić. Jaka to może być dla niego trudność. Jak emocja: złość, smutek, przykrość, żal uruchamia w nim ciało, bo to zawsze działa na zasadzie impulsu.
A to i tak pewnie część tego, co tam się w środku tego małego człowieka dzieje.

Tak. Zaczynam od wyobrażenia sobie.
... See MoreSee Less

View on Facebook

23 hours ago

5razones

Chór:
W Bajkogrodzie poruszenie,
Mały Książę nie chce spać,
nie pomaga cycolenie, kołysanie,
ani luli luli laj…

Dobra Wróżka:
Może to przez ząbkowanie
Może brzuszek boli Go
Może zwykłe wydziwianie
Utul Matka Syna no

Matula Księciula:
Toż to chyba zębuliszcza,
co je Książę dzielnie wyciska…

Dobra Wróżka:
Zatem taka moja rada:
Niech Matula czule gada,
Niech Matula da gryzaka
Mrożonego… i buziaka!

Matula Księciula:
Takoż Matka postępuje,
Swego Księcia czule tuli i całuje,
A w łapki maleńkie wkłada gryzakule!

Głos z ciemności:
W Jelitowie wielka draka… oto znów nadciąga sraka!

Matula z ludu 1:
To i ja posłużę radą
Na Księżniczce testowaną
Co raz w Łodzi ocaliła
Matulinę załamaną.
Jeśli Księcia męczą zęby,
Lepiej będzie, gdy mu damy
Nie gryzaki, nie buziaki,
Lecz do ssania palec Mamy…

Matula z ludu 2:
Ile dzieci, tyle rad,
Gdy nam kwili Nieborak,
U nas zatem skutkowało:
Gdy se Dziecię sznurek ssało.

Matula Księciula:
Jeśli chodzi o zębiszcza
Takiż patent nam się ziszcza,
Książę w paszczę pieluchę ładuje,
I ją międli, męczy, miętoluje!
Głos z ciemności:
Draka, draka, wielka draka…
Książę nie śpi, bo go ciśnie sraka.

Błazen dworski:
Ach swawole, te swawole,
Książę smutny, więc płakoli
Niech mnie matka do Księcia dopuści,
Ja go bajką na dobranoc rozchichrolę.
Przegonimy smutki precz,
I nim się matka obejrzy, Książę zaśnie wnet.

Matula Księciula:
A to już matczyna dola,
Że gdzie dzidziuś, tam poetycka swawola,
Rym do rymu matka co dzień składa,
I bajeczki na dobranoc opowiada.

🌃🌌🌠🌛⭐

„Bajka o Małym Księciu - co nie chciał spać” - powstała, jak Franiu miał niespełna 5 miesięcy. I wtedy wydawało mi się, że ja już nigdy nie zasnę i nie pośpię.
Ale było minęło: i noszenie, tulenie, maratony na piersiach, zęby, zebiszcza (wszystkie wylazły, i jeszcze trochę czasu nam zostało do pierwszych odwiedzin Wróżki Zembuszki), różne infekcje, choroby (w tym maskara ospa). Potem to samo się przeżyło z Tadeuszem. Trochę na większym luzie, bo pewne rzeczy już człowiek zna, one nie są niespodzianką, więc tak jakby mniej zaskakują, a przez brak efektu niespodzianki mniej eksploatują.
Franiu za niedługo skończy lat pięć, i wciąż zdarza mu się być Małym Księciem, któremu nie chce się spać: „bo ale mamo… moje oczy nie chcą się zamknąć”. Bywa, że i całej nocy nie prześpi: bo pić, po siku, albo nocne manewry w poszukiwaniu drugiego człowieka, do którego mógłby się nocą przytulić (komu tego ciepła nocą nie brakuje?).
Zatem jeśli przed Wami nocka z Księciem albo Księżniczką, a nawet z całym Królestwem, to pamiętajcie kiedyś zaśnie, kiedyś pośpicie. Kiedyś...

A ciąg dalszy kołysanki w linku w komentarzu
... See MoreSee Less

View on Facebook

1 day ago

5razones

A ja piekę i piekę. Ta kompozycja warzyw tuż przed straceniem oznacza jedno, że ten pyszny upieczony miąższ warzywny wcale nie niecnie wykorzystam do dalszej obróbki.

Z pieczonych pietruszek zrobię aromatyczną, bardzo jesienną zupę. 🥘

Pieczone buraczki na pewno zagrają w #brownieburaczkowe (przepis w komentarzu) 🍫💜

Część może wykorzystam do #hummus albo do sałatki z kozim serem, granatem, i dużą ilością natki pietruszki. ☘🍃

Pieczona dynia skończy jako dodatek do #pumpkinlatte, dyniowych gofrów i placuszków. 🍊☕

A Wy jakie macie pomysły na pieczone warzywa 🍊🌶🥕🍆, wrzućcie w komentarzu swoje propozycje.
... See MoreSee Less

View on Facebook