Wrzesień 6, 2016 at 8:30 pm

To nie kok, to stan umysłu

To nie kok, to stan umysłu

Pamiętam jeszcze te czasy, jak raz na kwartał odwiedzałam mój ulubiony team stylistów fryzur (Magdo, Jarku pozdrawiam Was serdecznie! Jakże bym chciała móc oddać swoje kudły w Wasze dłonie) i choć na jeden dzień zamieniałam się a to w Gosie Kożuchowską, bywało że i w Magdę Cielecką, a nawet Aniołka Charliego, były zapędy u zwłaszcza Jarosława na Violettę Villas, raz to nawet byłam Czarodziejką z Księżyca.

Dlaczego piszę, że „choć na jeden dzień”?

Ano bo statystyczna matka (nie tylko Polka) nie ma szans absolutnych, żeby utrzymać na głowie dłużej niż jeden dzień, inną fryzurę niż ta nazwana przeze mnie roboczo: Jestem matką. Nic się na łbie nie utrzyma, żadne loki, fale, ufryzowane pukle czy inne mokre włoszki.

Ten międzynarodowy, ultra powszechny, z daleka rozpoznawalny fryz, to ni mniej, ni więcej tylko bardzo wyrafinowany kok uplątany na czubku głowy z włosów, które ostały się po kryzysie „trzeciego miesiąca” (chodzi o okres 3 miesięcy po porodzie, kiedy to kudły wypadają garściami) oraz tych, które jakimś cudem nie wyrwała jeszcze dziatwa.

Jakże się tego misternego koka upina?
Nic skomplikowanego, bowiem on, ten kok upina się właściwie sam.

Wystarczy rano tuż po przebudzeniu zebrać porozrzucane na poduszce włosy, delikatnie je wyswobadzając z rączych rączek dzieci. Tylko ostrożnie, bo tutaj liczy się każdy włos.
Uratowane pukle zebrać na czubku głowy. Tak nonszalancko, niby od niechcenia, i koniecznie bez użycia szczotki. Zaplątać włosy w supeł, tak rachu ciachu i po strachu, zamotać gumką do włosów, i gotowe.

Koka dumnie nosić, i się z nim obnosić, wszak jest jawnym znakiem naszego statusu społecznego. Ten kok to nie fryzura, to stan umysłu.

I uwaga nie wdawać się w żadne zaczepki z pociechami, a nuż zamarzy im się wysupłać lub wytargać kilka pasm i wtedy tragedia fryzjerska gotowa.

0 likes U Eleganckich # , , , , , ,
Podziel się: / / /
Szukaj na 5razones
O mnie
To ja Pau Elegancka Wszystko co chcecie o mnie wiedzieć, znajdziecie tu. W każdym poście. Przeczytacie w każdym zdaniu i pomiędzy zdaniami. Rozpoznacie na granicy kropki kończącej jedną myśl, a akapitem rozpoczynającym następną. Zdjęcia, rysunki, szkice to pocztówki z naszej codzienności. Łapcie!

Tadzinku, czy ja cię mogę zjeść?
.
.
.
.
.
.
- Am ahym! - wyraził zgodę Tadeusz, i ta wypowiedź kwalifikuje się jako jego drugie zdanie w życiu.

Bo pierwsze to było: sio tam! - i to jest szalenie ważne zdanie, bo za jego pomocą można przegonić kota z terytorium matka, o które to ziemie nieustająco się rywalizuje z domową zwierzyną. Można też nadać kierunek rodzinnej wyprawie.

I ja właśnie próbuję przegonić dzieciarnię za drzwi wołając: sio tam dzieci, sio!
... See MoreSee Less

View on Facebook

Ten wpis powstał na zamówienie tych, którym zamarzyło się ruszyć śladem naszych rowerowych przepraw. Mapy oraz wskazówki opracował Ojciec Smoków. To jego wpisowy debiut, zatem domaga się aplauzu. 👏👏👏

5razones.pl/rowerem-sladami-zubra/
... See MoreSee Less

View on Facebook