Sierpień 11, 2015 at 8:41 pm

Lato w mieście

Lato w mieście

Znudzona wyprawami po okolicznych, dzielnicowych parkach, placach zabaw i plażach wzdłuż bulwarów, postanawiam, że pora opuścić nasz rewir i ruszyć, gdzieś w plener. Nie zastanawiając się długo, nie przemyśliwując tego pomysłu, pewnego poranka spontanicznie pakuję syna swego w wóz i z biletem w zębach biegniemy na przystanek.

Gdy podjeżdża tramwaj, wsiadamy i co…? Ano… pierwsze nogi pod koła.
– Ała! – zawodzi babcia z skarpetami w sandałach, tak ją nazwijmy na potrzeby tej opowiastki. Przejechała mi Pani wózkiem po stopie.
– Przepraszam, ale stoi Pani na miejscu dla wózków. Czy może się Pani przesunąć? – tłumaczę skarpecie w sandałach.
– Ale w tramwaju jest sporo miejsca! – zawodzi skarpeta.
– To fantastyczna wiadomość dla Pani, proszę zatem gdzieś sobie znaleźć miejsce. – mówię grzecznie, acz dobitnie.
Skarpety w sandałach ani drgną.
Siedem przystanków później, skarpety się ruszają.
– Wysiadam. Proszę teraz macie miejsce.
– Dziękujemy też wysiadamy.

Gnamy z Lordem, niczym turyści przez Rynek Główny. Lord od jakiegoś czasu jest fanem koni, kuców, kucików, dlatego z pełną ekscytacją reaguje na każdą parę koni zaprzęgniętych do karet i powozów. Jak tylko jakąś widzi, to radośnie wydaje z siebie takie śmieszne onomatopeiczne dźwięki, które mają naśladować stukot końskich kopyt. Jak Wam to zobrazować i w piśmie udźwięczyć? 😉 To takie klua-kla, no spróbujcie sami językiem konia przemawiać.* I to jego klu-kla towarzyszy nam całą drogę.
W zaułkach Świętego Jana ulicy szukamy cienia i kolejnych brrrum brrrumowych fascynacji Lorda Fra, czyli skuterów, motorów i melexów. Tropi je zawzięcie i każdego napotkanego paluchem wskazuje, żaden nie ujdzie jego uwadze.

Docieramy na Stary Kleparz i wpadamy w szał warzywnych polowań.
– Proszę, proszę, zapraszam, pyszny świeżutki koperek – zachwala pani straganiarka swoje zieleniny pewnej damie w kapeluszu.
Dama w kapeluszu przegląda, dogląda koperku i odchodzi rzucają zza ronda: ale ten koperek mi się nie podoba.
– Ale koperek to ma pachnieć, i smakować, a nie się podobać. No niechże go pani powącha.
Dama z kapeluszem nie garnie się do wąchania.
– To ja poproszę ten koperek – oferuję się z propozycją zakupu.
Dostaję koperek i jeszcze rzodkiewę, cebulki, sałaty. A potem ustawiam się w następnej kolejce. Tuż za parą niemieckich turystów. Pani straganiarka 2 płynną niemczyzną, jak na moje ucho dość średnio obyte z językiem niemieckim, rozprawia im o różnicy pomiędzy borówką amerykańską a leśną. Wysłuchawszy wywodu uprzejmie i grzecznie dziękują, poc zym informują panią straganiarkę 2, że oni to jednak ruszą w dalszy obchód po straganach.
– Litr leśnej poproszę – wołam, jak tylko german para zrobi mi miejsce. Gdy pani straganiarka 2 nakłada mi borówek w ramach targowego zagadywania rzucam: Ależ Pani śmiga po tym niemiecku.
– Ano bywało się tu i tam, to się języka nauczyłam. Jak mnie Niemcy pytają, gdzie ja tak się tego niemieckiego nauczyłam, to odpowiadam, że po prostu znam język roboty. Jak Ruscy pytają, bo i ruski dobrze znam, to to samo odpowiadam. Niby żart, ale oni już wiedzą, co ja tam mam na myśli.
Borówki spakowane, dobieram jeszcze śliwek i moreli, którymi w między czasie Fra sam się poczęstował. Na odchodne pytam:
– A nie wie Pani, gdzie jest tu jakiś dobry chleb kupię?
– Prosto, za budką „Jogurcik” jest piekarnia, całkiem dobry chleb mają. Pani powie, że ode mnie, to później mi rabat dadzą.
Idziemy za wskazówką do piekarni, wybieramy chleb żytni na zakwasie, pakujemy toboły.

Gdy tylko udaje nam się opuścić targowisko, Franisław dostrzega pierwsze skutery i motory, i uskutecznia swój brrum brrum koncert. W asyście jego brr rum brrrumowania oraz koni naśladowania przemierzamy plantami w stronę placu Szczepańskiego. Idziemy wzdłuż rozkopanej Dunajewskiego, gdzie pasie się stado koparek. Koparki to też ulubione brrum sprzęty Fra. Ileż ten mój syn ma radości z tego spaceru – raduję się ja. Docieramy do placu. Próbuję sobie przypomnieć, gdzież żesz tu była taka lodziarnia, co ją w Internetach chwalili. Raz na czas możemy zrobić smakowy skok w bok i zdradzić lody domowe u Pani Basi. Jest, dostrzegam szyld. Tyle dzikich smaków, że nie mogę się zdecydować, jest orzech włoski,  banan, cytryna, słonecznik, i szafran perski. Koniec końców wybieram śmietankę i zieloną herbatę. Rano w radio słyszałam, że mrożona zielona herbata jest najlepsza na upały. A upał się rozkręca. Franisław dostaje swojego wafelka i odrobinę lodów.

Kierujemy się na fontannę. Bo fontanny wodne to jedne z ulubieńszych miejsc do zabaw Lordzisława Fra. Przy fontannie już odbywają się wodne zabawy. Jakieś dzieci przebiegają przez wodne kurtyny z wrzaskiem. Jacyś rodzice o czymś zawzięcie rozmawiają, i ekspresyjnie gestykulują. Mój wzrok krąży od punktów na jakie te gesty wskazują. I tak raz pokazują na jakiś bezdomnych co, to również zażywają kąpieli w fontannie, a potem odbijają na straż miejską, która po przeciwnej stronie placu właśnie spisuje młodzież nieroztropnie popijającą piwko. Straż miejska pochłonięta młodzieży spisywaniem, za nic nie chce zwrócić uwagę na wezwania rodziców gestykulujących, bezdomni dalej się kąpią w fontannie, my postanawiamy jechać dalej.

Przedzieramy się plantami przed siebie, po drodze decydujemy, że to już pora nas. Gnamy na tramwaj. Ścigamy się z dorożkami, skuterami i melexami. Fra szaleje, sam już nie wie, gdzie patrzeć, których dźwięków nasłuchiwać, którymi w świat koncertować.
W ostatniej chwili udaje nam się wpaść do tramwaju. Miejsce na wózki zaś w połowie zajęte. Pan z brzuchem i wąsem, który tam rezyduje zdaje się nas nie widzieć, brzucha podciąga, wąsa podkręca. Dwa przystanki dalej do wagonu próbuje wbić się kolejny wózek. Ani brzuch, ani wąs nawet się nie poruszy, żeby ten drugi wózek pomóc wtargać. Na pomoc decyduję się ja. Wózek na pokładzie, a ani brzuch ani wąs nie myśli miejsca ustępować.
– Usuńcie stamtąd tego mężczyznę! – nawołuje z czeluści wagonu jakaś babcia.
Wąs w końcu drgnie, brzuch się wytacza, wózek może wjechać.

Dobijamy do naszego przystanku. Wytaczamy się. Jeszcze tylko rondo. Śmigają motory, skutery. Fra już nie ma siły im salutować. Przetaczamy się drogą pod nasze domostwo. Wtarguję siaty latem pachnące. Wyciągam z wózka Fra. Wchodzimy do mieszkania. Zamykamy za sobą drzwi.

– Dobra synu! Wszędzie dobrze, ale w własnej dzielnicowej zagrodzie najlepiej. Tu lato najlepiej nam smakuje.
*Ej, to jak, wiecie jak robią konie? W sensie jakbyście to onomatopeją oddali…? Jak nie wiecie, to podglądniecie tutaj. A jak potraficie inaczej, to zostawcie swoje końskie dźwięki w komentarzach.

0 likes U Eleganckich # , , , , , ,
Podziel się: / / /
Szukaj na 5razones

1 day ago

5razones

Nie mam pojęcia, czy to dobry moment na publikację nowego postu, ale...

Ale może ktoś z okazji smogowego weekendu będzie miał ochotę na lekturę:

"Rodna, a jednak i wyrodna. Nie jestem mamą pełną gębą. Ja też bardzo potrzebuję dopełniaczy, i wypełniaczy, swoich odskoczni.
Czasami jest półgębkiem, na pół gwizdka, bywa że półmózgiem, bo drugie pół próbuje zasnąć, i doznać resetu, być gdzieś daleko hen, gdzie nie słychać, ale mamo, mamo, mamo, słyszysz? Czy ja mogę coś powiedzieć, ale mamo?! "

5razones.pl/matka-polgebkiem/
... See MoreSee Less

View on Facebook

2 days ago

5razones

Odkąd Franek odkrył, że piosenki "A ja wolę moją mamę" albo "Zabiorę brata..." to także piosenki z mojego przedszkola, i mojego dzieciństwo, to uprawiamy sobie wieczory z muzyką i z takimi hitami Fasolek, jak "Mydło lubi zabawę", "Bursztynek bursztynek", Witaminki dla chłopczyka i dziewczynki", obowiązkowo także "Fantazja, fantazja, bo fantazja jest od tego...", noi całą Akademią Pana Kleksa z "Kaczą dziwaczką" i "Na wyspach Bergamuta".

I tak mi w pamięć, i rytm ten Fronczewski Piotr teraz zapadł, a właściwie w pamięci, noi rytmie się obudził, że myślę sobie, że co to za edukacja muzyczna, jak nie puszczę Frankowi i Tadkowi klasyki totalnej, czyli...

"Nie rycz, mała, nie rycz

Ja znam te wasze numery

Twoje łzy lecą mi na koszulę

Z napisem:
"King Bruce Lee Karate Mistrz..."

.
.
.

- I tego też mamusiu słuchałaś, jak byłaś mała? - zapytał Franiu.

No tak jakby synu :D #kiedyśtobyłyczasy

Zatem wieczór zapowiada nam się z Frankiem Kimono.

HU! HA!

www.youtube.com/watch?v=zP12dAX0U_wadres gimnastyka areobic www.youtube.com/watch?v=PXwusnZRH6Y Proszę o dodawanie komentarzy Franek Kimono King Bruce Lee Karate Mistrz Nie rycz mała, n...
... See MoreSee Less

View on Facebook

2 days ago

5razones

Spontaniczna wycieczka na fermę strusi.
Zaszalałam i kupiłam jedno strusie jajko 🥚 czyli do zjedzenia w weekend będziemy mieli jakieś 1,5 kg jajecznicy 🍳🍳🍳🍳🍳🍳🍳🍳🍳🍳🍳🍳🍳🍳🍳🍳🍳🍳🍳🍳
... See MoreSee Less

View on Facebook