Wrzesień 24, 2015 at 9:26 pm

Matki Polki Terminatorki

Matki Polki Terminatorki

Gdybym pisała ten post kilka miesięcy temu, to bym się oburzała i obruszała, że jakie Matki Polki, Polki Matki? Że precz od matek z siatami, goniących w piętkę, i z wywieszonym ozorem na trasie dom, po drodze przedszkole, szkoła, praca, przedszkole, szkoła, zakupy, dom. Że jakie wstawanie bladym świtem, żeby obiad nastawić. Że jakie nocne prasowanie, skarpet cerowanie. Że to może tak kiedyś było. Że to może nasze matki, albo nasze babki, tak tyrać musiały od rana do świtu w pocie czoła i w zadyszce ku chwale rodziny. Wiecznie zmęczone, w niedoczasie, z brakiem czasu na siebie i swoje sprawy. Tylko dom, rodzina i praca.

Matki Polki Terminatorki. Maszyny bojowe, wielozadaniowe.

Z piedestałów bym zrzucała te ich męczeńskie figury. Mity o ich heroicznych, pełnych poświęcenia wyczynach dla dobra domu i jego spraw bym obalała. Opowiadałabym im, że dziś, dziś to przecież kobiety mają wybór.

Na potwierdzenie tej tezy, jeszcze kilka miesięcy temu miałabym dla was scenkę z pewnego serialu. Kancelaria prawnicza. Debiutująca prawniczka swoim dwóm starszym przełożonym składa wymówienie. Jest w ciąży i planuje poświęcić się tylko macierzyństwu. Zostań u nas, mamy dobry socjal dla przyszłych mam – zachęca jedna. Zostań, śmiało możesz łączyć karierę z byciem mamą. Nie trać takiej szansy – zachęca druga. No właśnie, a ja chcę mieć wybór. Teraz chcę po prostu być mamą.

Dziś kobiety mają, a przynajmniej chcą mieć wybór. Tylko czy ten wybór czasem nie jest pozorny, lub jednak nie odbywa się kosztem czegoś?

Jeszcze jaśnie panujący nam rząd sprezentował kobietom roczny macierzyński, z opcją współdzielenia go z partnerem. Tylko która z kobiet wybrała się na ten rok bez żadnych konsekwencji i wyrzutów sumienia? Ile kobiet usłyszało od swoich pracodawców, że nie tak się umawialiśmy droga pani? A ile było straszonych lub szantażowanych, że jak nie skrócą urlopu i nie wrócą wcześniej, to właściwie już nie mają do czego wracać? Bo im zespół rozwiążą, albo zabiorą ciekawy projekt. Ile było manipulowanych gadkami, no droga pani, gdybym ja pani nie lubił, to by już tu pani nie pracowała? Ile było wprowadzanych w poczucie winy, że rodzina rodziną, ale przecież nie można tak bez konsekwencji przerwać karierę zawodową? Ile musiało wcześniej wracać, żeby nie zaniedbać własnego biznesu? Ile faktycznie podzieliło się tym rokiem opieki nad dzieckiem ze swoim partnerem?

Na przywilej rocznego urlopu macierzyńskiego też nie każda z kobiet może sobie pozwolić, żeby nie powiedzieć zasłużyć. Tylko te zatrudnione na etat, albo te odpowiednio przedsiębiorcze na swojej działalności (a i tym ostatnim ta opcja została niesprawiedliwie zabrana). W tych staraniach o etat i związane z nim przywileje, ileż kobiet było upokarzanych pytaniem, o swoje plany rozrodcze? Ilu było sugerowane, że być może ich zatrudnienie jest ryzykowne, bo przecież w każdej chwili mogą zniknąć i porzucić firmowe targety na pieluchy? Ile też usłyszało swoje na temat wcześniejszych wyjść, lub zwolnień lekarskich na dziecko, i nieefektywności swojej pracy?

Nie znam konkretnych liczb odpowiadających na te pytania. Dość, że na każde wyżej opisane zdarzenie losowe, znam jeden konkretny przypadek, a to już pokazuje bardzo konkretną skalę.

W ostatnim numerze „Wysokich obcasów extra” przeczytałam artykuł: Praca czy dziecko? Czy istnieje dobry wybór? Pięć zaproszonych do rozmowy kobiet próbowało się zmierzyć z tym pytaniem. Jedne stały na stanowisku, że dom i dzieci, dopóki najmłodsze nie podrosną, żeby pójść do przedszkola, bo to jest ten czas kiedy one są najważniejsze. Drugie wrzucone w wir swoich zawodowych karier, realizujące je z dziećmi u piersi i u spódnicy. Każda świadoma kosztów, jakie ponosi w związku ze swoim wyborem. Te pierwsze zmagają się z etykietą „nierób”, „ta co się leni w domu na koszt męża” . Te drugie stojące naprzeciwko zarzutów, że pracując, poświęcając się swoim zawodowym sprawom, zabierają coś swoim dzieciom, i to jest już nie do odzyskania.

Ja to was podziwiam – powiedziała mi w te wakacje kuzynka – że wam się tak chce siedzieć w domu z dziećmi. Mnie to zależało, żeby szybko wrócić do pracy. Kuzynka mieszka we Francji, gdzie płatny macierzyński trwa cztery miesiące. Jej powrót do pracy był między innymi związany z finansami. Ale jak znam swoją kuzynkę, był po prostu życiową potrzebą powrotu do swoich dorosłych, zawodowych spraw. A czy Tobie się czasami nie nudzi w domu i nie tęsknisz za pracą? – pyta. Pewnie, że czasami się nudzi, i że czasami tęskno, ale teraz jest mój czas dla syna. Jak zatęsknię bardzo mocno za życiem zawodowym, to wrócę.

No wie pani, córka z mężem mają swoją kancelarię, klientów, sprawy, dlatego bardzo szybko wróciła do pracy. I ja siedzę teraz z chłopakami. – zwierzyła mi się ostatnio pełna całodobowa babcia, którą regularnie spotykam na placu zabaw. Mój Fra bawi się z jej starszym dwuletnim wnuczkiem, młodszy pół roczny śpi w wózku, albo jest zabawiany przez babcię. Patrząc na nich zastanawiam się, czy ich mamie czasami nie jest żal, że traci takie chwile? A czy mnie nie jest żal, że teraz nie robię kariery? Czasami oglądam zdjęcia moich koleżanek z kolejnych konferencji, wystąpień, i myślę sobie, że właśnie tam, teraz mogłabym być ja. A nie tu w piaskownicy robiąca babki synowi i jego kolegom. Ale i na to przyjdzie czas.

Boże, jak ja się cieszę, że już do pracy wróciłam, w robocie w końcu trochę odpocznę – cieszyła się moja przyjaciółka na szwedzkiej obczyźnie. Pamiętam, jak przy pierwszym dziecku zarzekała się, że dzieci tak szybko spod swojej opieki nie wypuści i żłobkom nie odda. Przy drugim dość szybko jej się to zmieniło. Ale wiem, że powrót do pracy dorzucił tylko kolejny klocek do jej worka codziennych obowiązków. Z dala od najbliższej rodziny, bez dostępu do usług babci, musi go targać sama. Ty, kiedy planujesz wracać? No, właśnie sęk w tym, że na moment przestałam planować.

Gdybym pisała ten tekst kilka miesięcy temu, to bym wam wmawiała śmiało i ochoczo, że tak! macie wybór.

Ale dziś wam dodam przypis: zawsze jakimś kosztem lub poświęceniem. Ja osobiście pogodziłam się z faktem, że nie wszystko na raz, i nie wszystko w ogóle. Bo życia nie można przejść bez poczucia straty. Niech sprawy się dzieją etapami, i może nawet bez planu.

Mówię to wam ja, także Matka Polka Terminatorka.
Choć słowo: Polka zamieniłabym na coś bardziej kosmopolitycznego. Macierzyńskie zmagania, wybory, poświęcenia, wszak nie mają granic, są wszechświatowe, ponadgraniczne i pełnometrażowe.

0 likes Ta Która Wie # , , , , , ,
Podziel się: / / /
Szukaj na 5razones

2 days ago

5razones

Wciąż jestem na fali Tadzinkowych okołourodzinowych wspominek. I przypominam sobie wszystkie moje przypadki ciążowe.
Część z nich nawet opisałam, a Smok narysował.

Też tak macie, w sensie, że wspominacie sobie swoje ciąże, i to zaokrąglanie się, przepoczwarzanie? Co Wam najbardziej ciążyło, a co Was najbardziej zaskoczyło?

<3
... See MoreSee Less

View on Facebook

4 days ago

5razones

Jak pisałam wczoraj, nasz najmilejszy z chłopczyków jest teraz w bardzo wrażliwym okresie
(kto nie czytał nowego postu, to zapraszam: 5razones.pl/trzysta-krokow/). Z racji czego dość często się złości, potrafi się szybko i bardzo zdecydowanie zapętlić w swoim nie i nie dla świata, i w tym wydaniu jako Tadżilla wymierza też razy temu światu.

I tak czasami dostaje się i nam, oraz starszemu bratu.

Szczęśliwie, rozumie, że tak nie można i nie wolno, za swoje zachowanie potrafi też żałować, a nawet przepraszać:

- Fjaniu plasam!

- Teraz Ci nie wybaczam - odpowiada starszy, i zraniony brat.
...ale przyjdź za pięć minut.

Zdjęcie: Rej-Brodowska Photolifestyle
... See MoreSee Less

View on Facebook