5razones.pl

Marzec 21, 2017 at 10:29 pm

Na miarę swoich możliwości kompetentna i zaangażowana, czyli macierzyństwo zrównoważone

Na miarę swoich możliwości kompetentna i zaangażowana, czyli macierzyństwo zrównoważone

A co z matką?

Niedawno zaalarmowała mnie znajoma, no prawie, że na sygnale do mnie gnała, żeby poinformować i opinii zasięgnąć, co też ja sądzę o tej blogerce Marcie z Superstyler, „no wiesz tej, która wrzuciła fotę zaraz po akcji porodowej na insta,  bo ona zostawiła kilkumiesięczne dziecko, wcześniaka, i pojechała z laktatorem do Nowego Jorku na jakąś konferencję, a co z karmieniem piersią, co z laktacją, co z jej maluszkiem, przecież takie maleństwo najbardziej teraz matki potrzebuje, a ta matka ma obowiązki, to nieodpowiedzialne, przecież są jakieś granice?”

A co z matką? – zapytałam znajomą. Co z jej potrzebami, marzeniami, planami, zachciankami?

Gdyby tak jakiś ankieter, zaczepił mnie na ulicy i zadał pytanie: czy zdecydowałaby się Pani zostawić malutkie dziecko i pojechać gdzieś hen w daleki świat np. celem udziału w konferencji/koncercie/wystawie?, to odpowiedziałabym, że nie.
Ale!
I to ALE jest cholernie ważne. Bo ale! Ja nie jestem Martą, to nie ja dostałam super propozycję wyjazdu do Nowego Jorku, to nie ja o Nowym Jorku marzyłam. Gdyby tak zgłosiła się do mnie Barcelona albo Sewilla, to kto wie, kto wie, co bym odpowiedziała i jakie czyniła plany.

Dlatego nie mnie osądzać kogoś za jego decyzje. Nie mnie decydować, strofować, obruszać się, dziwić, czy też piętnować. Nie mnie rozliczać z czyichkolwiek (w tym Marty) potrzeb i marzeń.

Stuprocentowa vs. co najwyżej 89%

Już jakiś czas temu w odmętach fejsbookowych odnalazła mnie moja koleżanka ze studiów, i tak od słowa do słowa, od wspomnień naszych egzaminów z literatury staropolskiej, obrony magisterki przeszłyśmy do tematów bieżących, czyli ciąże, porody, dzieci i całe to macierzyńskie tałatajstwo. W rankingu matek koleżanka postawiła mnie bardzo wysoko zakładając szarfę: zaangażowanej i stuprocentowej matki, bo karmię piersią, bo rodziłam siłami natury, bo siedzę z dziećmi w domu. Dla siebie była bardzo surowa, bo urodziła przez cesarkę, nie dała rady za długo karmić, dopadł ją stres, bezsenność. Na koniec przyznała, że w macierzyństwie szuka chwil tylko dla siebie.

Wiadomo zatem, że wybrakowana, niepełna, co najwyżej 89%, zła, zła matka. I oddawaj fartucha!

Jak świat światem, a matki matkami, same dla siebie jesteśmy najbardziej surowymi sędziami. W dniu, w którym rodzi się nasze dziecko, a my dostajemy fuchę matki, stajemy w szranki z całym światem, żeby udowodnić, że jesteśmy w tej robocie najlepsze. Ale nie wiedzieć czemu mamy nieustającą potrzebę dyskredytowania własnych poczynań, wbijania się w poczucie winy, bo coś (lista tych porażek jest długa) nam nie wyszło, tak jak byśmy chciały, jak planowałyśmy albo – co jest największą zbrodnią – jak inni by chcieli. Jesteśmy dla siebie krytyczne i surowe. Same dla siebie nie umiemy być wsparciem i różnie nam też wychodzi wspieranie innych kobiet (o kobiecej miłości pisałam TUTAJ).

Rozmawiam dużo z kobietami, mamami. W tych opowieściach bardzo często wybrzmiewa nuta żalu za utraconymi szansami. Jest gnębiące poczucie niespełnionych oczekiwań, odłożonych na bok ambicji. Jest biczowanie się za bycie nie dość kompetentną, uważną, zaangażowaną, poświęcającą się, czy też właśnie stuprocentową matką, żoną, kobietą.

Ale coś Ci powiem… Nie dostaniesz dodatkowych punktów za karmienie piersią, bonusu za spanie z dzieckiem, podwójnego doładowania konta za noszenie w chuście, gotowanie na parze czy też siedzenie z dzieckiem w domu do 3 roku życia. Nikt też nie odbierze Ci premii za poród przez cesarskie cięcie, wrzucenie dziecka do bujaczka na pół godziny, włączenie bajek na tablecie, podanie na kolacje parówek na zmianę z naleśnikami, wyjazdu na narty, gdy dziecko ma niecałe pół roku oraz wcześniejszy powrót do pracy.

Nikt, poza Tobą samą.

Ty i tylko Ty rozliczasz swoje konto, i od Ciebie zależy czy będziesz na minusie z ciągłym debetem, i uczuciem stałego zobowiązania, czy też wskoczysz na podium.

 

Jest totalnie

Macierzyństwo jest dla mnie doświadczeniem, przeżyciem totalnym. Przejmującym. Ale też i wyczerpującym. Przejmuje mnie piękno towarzyszenia moim synom w ich codziennym stawaniu się i uczeniu się świata. Wyczerpuje ilość emocji, zadań, pracy jaka temu towarzyszy. Mimo tego, nie czuję, żeby bycie mamą wymagało ode mnie poświęceń, nigdy nie czułam, że coś tracę, a raczej że zyskuję. Ale znam takie mamy, które na ołtarzu matczynej doli złożyły karierę, figurę, pasje. Tak o tym mówią, i tak to przeżywają. Ten czas, gdy dzieci małe biorą na przeczekanie, odgrażając się, że kiedyś, kiedyś, jak te dzieci urosną, zaczną przesypiać noce, wyjdą im wszystkie zęby, przestaną tak często chorować, że kiedyś, kiedyś, to one się wezmą za siebie.

Bycie mamą, to bycie w nieustającym szpagacie, co ostatnio powtarzam cały czas próbując opisać swoją codzienność, i zawsze się też zastanawiam, kiedyż w końcu się wywrócę. To balansowanie i szukanie równowagi pomiędzy potrzebami dziecka, a potrzebami własnymi. Gdy niezaspokojone, zaniedbane pozostają te drugie, ciężko zatroszczyć się o te pierwsze. Dlaczego by tak dla równowagi właśnie, i spokoju, nie wahnąć się raz na czas na swoją stronę?

Najlepsza rada, jaką dostałam od innych mam, to: czujesz, że nie dajesz rady? Odpocznij, deleguj zadania, odpuść sobie, zrób coś dla siebie, nie zapominaj o sobie.

Dlatego gdy czuję, że tracę równowagę, to ratuję się i uciekam, jak Marta, choć na chwilę po swoje (marzenia, plany, ambicje, przyjemności) z laktatorem i bez, i może niekoniecznie aż tak daleko, że aż do Nowego Jorku.

0 likes Ta Która Wie # , , , , , , ,
Podziel się: / / /
Szukaj na 5razones

21 hours ago

5razones

Wczoraj tu na swoim fb wrzuciłam kilka zdjęć lalek Barbie po metamorfozie, którą zrobiła im australijska artystka Betty Strachan All The Little Dolls.
Postanowiłam wrzucić znów przykładowe zdjęcie, żeby pokazać, jak je Betty "rewitalizuje", reanimuje, bo to jest prawdziwie nadanie drugiego życia tym lalkom: po lewej Barbie oryginał, czyli full make up, przeskalowane oczy, usta.
Po prawej: nowa, naturalna twarz z delikatnie zaznaczonymi cieniami pod oczami, praktycznie bez makijażu. Twarz człowieka.

Z zaskoczeniem wczoraj czytałam komentarze nt. takiej naturalnej, normalnej wersji lalki:
"styrana baba w depresji"
"robienie z niej „zwykłej kobiety” jest takie.... żenujące"
"Barbie wycieruch"
"umęczona lalka"
"smętna"
"nie chciałabym, żeby moje dziecko bawiło się taką smutną lalką"
"takie zmęczone życiem"

Te komentarze, ta krytyka, bardzo, ale to bardzo mnie zaskoczyły.

Zastanowiłam się, czy te kobiety też tak na siebie patrzą? czy też są tak surowe dla swoich niedoskonałości, choć dla mnie naturalności.., bo cienie, wory pod oczami, zmarszczki, piegi, pryszcze etc to przecież nasze naturalne atrybuty, znaki czasu, pamiątki z wakacji, no tacy jesteśmy?!

Barbie, to lalka jak lalka. Sama miałam jedną w dzieciństwie. Marzyłam o niej, i wreszcie dostałam, kupiona jak dobrze pamiętam w Pewexie (no takie czasy). Nie pamiętam, żebym bawiąc się z nią patrzyła i myślała sobie: oto Barbie, ideał mody i urody! Była dla mnie po prostu lalką, nie sprawiła, że chciałam być szczupła, piękna i zawsze z makijażem.

Ale komentarze innych bliskich mi kobiet już tak. Bo to od nich dowiedziałam się, że trzeba sie odchudzać i to cały czas, że ciało jest wciąż nieidealne, że bez makijażu ani rusz, że włosy zawsze muszą być zrobione.

Tak to inne kobiety (w tym tez w pewnym momencie własne rówieśniczki) były mi świadectwem, tego co jest ideałem i kanonem, i do czego, jako dziewczynka, a potem kobieta należy dążyć. Nie lalka.

Dlatego myśląc o tych słowach krytyki w stosunku do zwykłej, ludzkiej, dla niektórych wycior Barbie zastanowiłam się czy te kobiety poza tym, że tak może myślą czasami o sobie, to czy też tak na głos, przed lustrem, i za świadka mając swoje córki, nie powtarzają takich słów o swojej urodzie, ciele?

Bo...

" 57 proc. dziewcząt otrzymuje więcej komplementów i komentarzy na temat swojego wyglądu niż na temat swoich osiągnięć. 7 na 10 dziewcząt uważa, że piękne kobiety mają więcej możliwości w życiu.

47 proc. dziewcząt uważa, że aby dobrze radzić sobie w życiu, muszą wyglądać w określony sposób. Stąd przekonanie, że w dzisiejszym społeczeństwie kluczowe jest spełnianie pewnych standardów urody...."

Po więcej zapraszam do tego artykułu: bit.ly/2yKYU2v.
... See MoreSee Less

View on Facebook

2 days ago

5razones

Barbie Mama, a dokładnie Mamas Worldwide Barbie, to projekt australijskiej artystki Betty Strachan All The Little Dolls.
O tym projekcie pisałam kiedyś u siebie na blogu w artykule o wymownym tytule: Barbie karm i się uśmiechaj.

Bo dzięki Betty, światowej sławy, perfekcyjna, i zawsze uśmiechnięta lalka Barbie zyskała ludzkie atrybuty:
cienie pod oczami, smutek a może melancholię w oczach, piegi, zmarszczki, niedbale ułożone włosy...
Niedoskonałości, choć ja wolę określenie naturalności.

Betty przywróciła Barbie ludzką twarz, a właściwie ściągnęła jej maskę z twarzy (zobaczcie na jej stronie, jak wyglądają metamorfozy lalek, efekt przed i po jest piorunujący).

<3
... See MoreSee Less

View on Facebook