Luty 24, 2016 at 1:29 pm

Miłość kobiet

Miłość kobiet

Niedawno napisałam post poradnikowy, o tym jak przygotować się do porodu. Starałam się podejść do tematu profesjonalnie, podzielić wiedzą, którą wyniosłam z kursów w szkole rodzenia, z lektury książek dotyczących porodu naturalnego, czy też z opowieści i doświadczeń innych kobiet, z których historiami porodowymi było mi dane się spotkać. Dorzuciłam też od siebie, to co mi najbliższe, swoje własne wspomnienia, przeżycia związane z pierwszym póki co, występem na porodówce. Pod wpisem na blogu znalazł się jeden komentarz, który mnie zdruzgotał, załamał. Historia bardzo szczera i dotkliwa, bo opisująca totalnie odmienne doświadczenia niż moje. Moją pierwszą reakcją był zwyczajnie wstyd, że ja tu popełniłam taki lekki i niefrasobliwy w wyrazie wpis o porodzie, z którego można domniemywać, że poród to była dla mnie fraszka i igraszka. A komuś innemu zwyczajnie i w ramach „szpitalnych procedur” wyrządzono krzywdę, i kogoś tą krzywdą, jako człowieka i kobietę złamano.

Znowuż nie tak dawno temu opisałam inne dla mnie ekscytujące doświadczenie, jakim jest nasze wciąż i nieustająco, i mimo wszystko karmienie piersią. Wciąż i nieustająco, bo Franciszek ma już dwa lata, a mimo wszystko, bo jestem już w dość zaawansowanej ciąży. To, że w tym jesteśmy razem w dwójkę, ba! już w trójkę, a za miesięcy kilka w tandemie, daje mi ogrom mocy, która zwyczajnie mnie roznosi, i o której mogłabym mówić i opowiadać, i podawać ją dalej. Mimo tego, że wiem, że wśród swoich dobrych koleżanek mam takie, którym się nie udało. Czasami dostaję od nich w rewanżu smutną i bolesną historię, o tym, jak i dlaczego nie było im dane karmić piersią, jak nie miały wsparcia, czy też zwyczajnie miejsca i odpowiedniej atmosfery w szpitalu, żeby móc swoim nowo narodzonym dzieciom chociaż laktatorem odciągnąć trochę pokarmu. Jak próbowały walczyć, a w końcu poległy. I jak bardzo by chciały cofnąć czas, żeby raz jeszcze spróbować.

Jakiś czas temu przeczytałam post u zaprzyjaźnionej blogerki o bólu porodowym. Z jeszcze większą przyjemnością chłonęłam komentarze pod nim, opowieści kobiet, które dzieliły się swoimi przeżyciami związanymi z szczęśliwymi i pięknymi, a nawet euforycznymi doświadczeniami bólu porodowego. Pojawił się też jeden komentarz piętnujący radość tych kobiet, przypinający im łatkę szalonych cierpiętnic, gotowych do znęcania się nad swoim już zmaltretowanymi przez ciążę ciałami.

Pomyślałam sobie, jakież to znajome, jakież to podłe i zwyczajnie niepotrzebne. Żadna z radujących się nie oczekiwała na oklaski, brawa czy wyrazy podziwu. Zwyczajnie chciała opowiedzieć swoją historię i jeśli coś uzyskać, to po prostu akceptację dla swoich wyborów.

Internet, wszelkiego rodzaju grupy i fora pełne są takich zachowań. Rzucania w siebie epitetami, wbijania szpil, szydzenia, okopywania się na barykadach swoich jedynych słusznych prawd, prowadzenia krucjat i nawróceń. Pochwal się, że karmisz piersią, dostanie ci się od laktoaktywistki. Przyznaj się, że karmisz mm, nazwą cię trucicielką. Nie ma miejsca na rozmowę, wymianę zdań, wsparcie, pocieszenie.

Nikt tak niszczycielsko nie kocha jak kobieta. Niszczycielsko dla siebie. I dla innych kobiet. (…) Każda z nas ma najprawdopodobniej gdzieś swoją rywalkę, którą pragnie utopić w łyżce wody. I vice versa. Kobiety z zupełnie nielogicznych powodów są dla siebie surowymi i bezwzględnymi wrogami. (…) Nikt tak jak kobiety nie ocenia macierzyństwa. Nikt tak boleśnie nie krytykuje najmniejszych potknięć. To one stoją nad głowami młodych matek i pouczają, wytykają, nakazują, wyśmiewają. Oburzają się na widok pieluchy czy karmienia piersią. (…) Szydzą publicznie z tego, czego same doświadczają: z kobiecości, z klimakterium, burzy hormonów.

Sylwia Kubryńska, Nikt tak niszczycielsko nie kocha, jak kobieta

A można inaczej.

Od jakiegoś czasu chodzę z Franciszkiem do Domu Kultury na zajęcia dla maluchów. On może się wyszaleć z rówieśnikami, ja mam okazję poznać nowe osoby. Jakże zabawne były te pierwsze zapoznania w stadzie obcych sobie kobiet, próbujących wyniuchać się nawzajem, nawołujących się hasłami-kodami: Ty z tych naturalnie rodzących?, Ja to wiecie karmię piersią, ale i flachę też daję… Po pierwszych zajęciach stworzyły się obozy z wyraźnym podziałem na predyspozycje związane z formą porodu lub żywienia dzieci, tydzień później po podziałach nie było śladu. Kotłowałyśmy się wraz z naszymi pociechami po podłodze. Dzieci dały przykład, że można tak bez segregacji i w szacunku dla drugiej osoby sobie towarzyszyć.

Mam koleżankę. Dzieli nas absolutnie wszystko jeśli chodzi o kwestie związane z macierzyńskimi drogami: ona wie, że ja nie jestem przeciwniczką cc, tylko zwyczajnie fanką naturalnych rozwiązań, ja nie zastanawiam się, co stoi za jej wyborami, nie oceniam ich, tylko je akceptuję. Nie rozdrabniamy się w naszych rozmowach nad tym, co nas dzieli, skupiamy się na tym, co nas łączy. A łączy codzienny trud bycia mamą, i realizowania siebie.

Kiedyś uczestniczyłam w wyjątkowym spotkaniu, tzw. Kręgu Opowieści Porodowych. Fra miał wtedy niecałe dwa miesiące, a ja wraz z nim zasiadłam w kręgu obcych sobie kobiet, gotowa opowiedzieć naszą historię. Płakałam wspominając i opowiadając nasz poród. Płakałam słuchając innych opowieści, tych dobrych, ekstatycznych, pełnych siły, oraz tych smutnych, bolesnych, szukających pocieszenia.

Wtedy po raz pierwszy poczułam moc kobiecych zwierzeń.

Opowieści krzepią, wspierają.

Najlepszym, znanym mi sposobem na oparcie się przerażającym historiom jest słuchanie lub czytanie takich, które nas wzmacniają. Mam na myśli historie, które zmieniają cię, gdy ich słuchasz lub je czytasz, ponieważ osoba snująca opowieść uczy cię czegoś nowego lub pomaga spojrzeć na coś z zupełnie innej perspektywy.

Ina May Gaskin, Poród naturalny, s. 17.

Wierzę w moc dobrych opowieści. Wierzę, że jak żadne inne, niosą zwyczajnie wsparcie. Sama doświadczyłam tego nie raz. Wierzę, że jako kobiety możemy sobie tak wiele dać. Wierzę, że w różnicach możemy siebie nawzajem, bez oceniania odnaleźć i próbować zrozumieć.

Wierzę, że miłość kobiet wcale nie musi być okrutna, krytyczna, rywalizująca. Może być łaskawa, dobroduszna, słuchająca i akceptująca. Dając sobie nawzajem inną perspektywę możemy inaczej, głębiej coś przeżyć, dotknąć, poczuć, doświadczyć.

Wierzę w moc dobrych opowieści. Gdy piszę w ekscytacji o doświadczeniu siły swojego porodu czy też radości i błogości, jaką daje mi karmienie syna, to nie robię tego przeciwko komuś. Ja się nie chwalę, nie wywyższam, nie czekam na oklaski i słowa podziwu. Nie czuję się lepsza czy też bardziej spełniona. Daję Wam po prostu moją perspektywę.

Dlatego jeśli pozwolicie, i nie macie nic przeciwko, to ja z miłości do Was, będę dalej snuć te dobre opowieści.

 

ps. na rysunku ja z moimi przyjaciółkami: Olą – moją słowiańską siostrą na szwedzkiej obczyźnie i Aną – wprost z Meksyku.

0 likes Ta Która Wie , U Eleganckich # , , , ,
Podziel się: / / /
Szukaj na 5razones

3 days ago

5razones

Ten moment, kiedy dziecko bardzo chce odpowiedzieć tacie na pytanie: co robi mama?, a że tak jakby brakuje mu odpowiedniego słowa z kategorii: dom/gospodarstwo domowe i tłumaczy najlepiej jak potrafi...
.
.
.
.
.
.
.
- Ogrzewa* nasze ubranka...

* czyli prasuje. Po rzeczowniku żelazko, przyszła najwyższa pora na nauczenie się czasownika, który wchodzi w ścisłą relację z w/w przedmiotem.
... See MoreSee Less

View on Facebook

5 days ago

5razones

W prowadzeniu bloga i w pisaniu do Kwartalnika Laktacyjnego najbardziej lubię spotkania, rozmowy, wywiady.

I ostatnio miałam przyjemność porozmawiać i poznać lepiej Ewę Dymek-Dudzińską (malarkę, performerkę, pisarkę). O Ewie "zrobiło się głośno" po tym, jak na na jednym z koncertów stanęła za konsoletą djską, grając koncert techno i jednocześnie karmiąc piersią swoją kilkumiesięczną córeczkę. Ewa przyznaje, że hejterskich komentarzy, jakie popłynęły po tym spontanicznym występie w jej stronę, starała się nie czytać, bo zna wartość swojego macierzyństwa.

Rozmawiałyśmy o karmieniu piersią (a jakże!), o bliskości i więzi, jaka się rodzi nie tylko w trakcie karmienia, i także o muzyce.

- Karmienie piersią zmusza do ciągłego przytulania... - powiedziała Ewa - a ja lubię się przytulać.

<3

Całą rozmowę możecie przeczytać w najnowszym jesiennym Kwartalniku Laktacyjnym:

issuu.com/fundacjapromocjikarmieniapiersia/docs/kwartalnik_laktacyjny_3_2018_issuu_/60
... See MoreSee Less

View on Facebook

6 days ago

5razones

Noworodki tak mają.
Kilkumiesięczne dzidziusie też.
I roczniakom też w tym najlepiej.
Dwulatki potrafią się o to ciągle upominać: Przytulaj mamusi!
A jak czterolatek tego pilnuje: Najmocniejszego przytulacka poproszę!

Hej, my ludzie-huby tego potrzebujemy.

<3
... See MoreSee Less

View on Facebook