Luty 27, 2015 at 8:02 pm

Moja podróż do flamenco

Moja podróż do flamenco

A zatem to było tak. Wybrałam się na takie ni to warsztaty ni wykłady o flamenco. I na scenie w Śródmiejskim Ośrodku Kultury zobaczyłam wtedy Lunę. Mój Księżyc Andaluzji. Zobaczyłam i usłyszałam. Pomyślałam sobie, chcę tańczyć flamenco. I poszłam na pierwsze zajęcia do Luny. Poszłam zatańczyć po raz pierwszy tangosa. To było dokładnie dwanaście lat temu.

Ale to nie wtedy historia się zaczyna. Bo wcześniej to ja zamarzyłam sobie, żeby się nauczyć hiszpańskiego. Bardzo, ale to bardzo chciałam hablar español. Zapisałam się na kurs do szkoły językowej. To właśnie ta szkoła zorganizowała wykład o flamenco, na którym tak zachwyciłam się Luną. To było mniej więcej dwanaście i pół roku temu.

Ale nie, to jednak jeszcze nie początek. Wcześniej to ja zakochałam się w języku hiszpańskim i Hiszpanii. Choć Kastylię było mi dane tylko w małym stopniu pozwiedzać: jej północne, oceaniczne brzegi, a potem te bardziej południowe. Nawet Gibraltar zdobyłam, a z Gibraltaru już afrykańską Ceutę. I Madryt zwiedzałam metrem i pieszo gubiąc się w jego czarownych uliczkach. Tak, wtedy się zakochałam w hiszpańskim, który jak czuję po dziś dzień jest moją drugą lingua materna.
A wiecie kiedy to było? W dwutysięcznym roku. Całe siedemnaście lat wtedy miałam.

Ale to też nie początek. Bo początek to ma miejsce kiedy ja ruszam w tę podróż do Kastylii. Choć zdobycie Hiszpanii nie było jej celem. My całą Europę odważnie chcieliśmy zdobyć. My, czyli, ja, moja kuzyneczka i tata kuzynki, a mój wspaniały wujek Czacho. Ruszyliśmy sforsowanym już życiem Fordziszczem. Jego bagażnik był wypakowany po brzegi namiotem, karimatami, śpiworami oraz paszą w postaci konserw, pasztetów, zupek w proszku. Codziennie w drodze z nowym celem przed nami, z nowymi widokami za oknem, z mapą i dziennikiem wyprawy na kolanach. Codziennie w innym miejscu, w rutynie czynności typu rozkładanie i składanie namiotu, szykowanie strawy, pakowanie. Ze śniadaniem jeszcze we Francji, a z obiadem już w Hiszpanii. Po to by kolację za kilkanaście dni pożreć w Portugalii. Z przygodami typu wymiana koła lub naprawa sprzęgła. Z jednym buntem na pokładzie, kiedy to para siwków, czyli jak z kuzynką przeforsowałyśmy, że „Wtorek jest dniem bez pasztetu”. Z jedną małą awanturą, po której ja z kuzynką się do siebie nie odzywałyśmy, aż do chwili kiedy na jednej ze stacji benzynowych ona zatrzasnęła się w kiblu i słowem proszącym o pomoc ona do mnie musiała się odezwać (pamiętaj kuzyneczko, a mogłam Cię wtedy na tej stacji zostawić). Z budzącymi się małymi miasteczkami gdzieś na północy Francji lub świętującymi na południu Portugalii. Tak się najeździliśmy, tyle napatrzyliśmy, tyle naprzeżywaliśmy. Pamiętam, jak gdzieś we Włoszech, kiedy wujek Czacho chciał jeszcze Rzym zdobywać, my z kuzynką zadecydowałyśmy, że już wracamy. Do domu, do babci, do pierogów, sznycli, schabowych, naleśników i pomidorowej. Tak właśnie, gdzieś pomiędzy Gibraltarem a Andorą dopadła mnie językowa strzała Amora.

Ale wiecie, ta podróż zaczęła się jeszcze wcześniej. Ona zaczęła się wtedy, kiedy nie zaczęła się inna. Bo ja w tamto lato dwutysięcznego roku, to miałam ruszać z paczką moich „Czarnych” gdzieś na Mazury czy na Kaszuby. Już zaliczki były popłacone, już plany kajakowych wypraw były poczynione, ale doszło do jakiejś sprzeczki, czy innej dziewczyńskiej awantury. Poobrażałyśmy się na siebie, jedna na drugą i wyjazd odwołałyśmy. Ja pamiętam, ja w tamto lato to nawet miałam kończyć kurs na prawo jazdy. I wtedy kiedy ja w rozpaczy byłam, że te wakacje już przepadły, to kuzynka z wujkiem mnie namówili na ten podbój Europy: Uczyć jeździć się będziesz gdzieś tam pod palmami, z pomarańczy zrobimy ci pachołki.

Tak było, tak to się wszystko zaczęło. Ta kłótnia, ta awantura z koleżankami pchnęła mnie w najprawdziwszą podróż! I gdzie to mnie doprowadziło? Jak to mnie wytańczyło!
Przetańczyłam już tangosa, tientosa, wywdzięczałam się w alegriasie, przechodziłam z solei w bulerię, kroczyłam w martinete, wyklaskiwałam garrotina, malowałam obrazy malagueñą, wirowałam w sevillanas, opowiadałam liryczne historie petenerą, wpadałam w szał w siguiriyas… Doświadczyłam już kilku wspaniałych, i tak różnych w niuansach instruktorów. Próbowałam się z mantonem, bastonem, kastanietami, wachlarzem i kapeluszem.

Dzisiaj jestem tu, na La Pasión parkiecie. Dziś mam przed sobą nowe wyzwanie. Dziś na tym parkiecie stoi nade mną mała czarna jędza, co się każe puchatym chomiczkiem zwać, choć wszyscy wiedzą, że to terminator wśród instruktorów, i ona mi dziś tak rzecze:
Pau Elegancka, no teraz na siete robisz skok jak gepard na gazelę! No Pau, Ty jeszcze te vuelty będziesz kręcić jak ja ci zaklaszczę.

Pasja to prawdziwa, pełna wyzwań przygoda. Ale droga do niej, to też nie lada podróż.

Siete!

Poniżej prezentuję pamiątkowe zdjęcia z tej zachwycającej podróży Vuelta de Europa. Jakość zdjęć zachwyca mniej, ale pamiętajcie, że piętnaście lat temu zachwyt swój uwieczniało się na kliszy. Kolejność zdjęć przypadkowa.

 

0 likes Dancing shoes , Projekt łasicowanie # , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,
Podziel się: / / /
Szukaj na 5razones
O mnie
To ja Pau Elegancka Wszystko co chcecie o mnie wiedzieć, znajdziecie tu. W każdym poście. Przeczytacie w każdym zdaniu i pomiędzy zdaniami. Rozpoznacie na granicy kropki kończącej jedną myśl, a akapitem rozpoczynającym następną. Zdjęcia, rysunki, szkice to pocztówki z naszej codzienności. Łapcie!

2 hours ago

5razones

Będąc w ciąży z Tadziem, a wciąż karmiąc Frania napisałam kiedyś tekst o piersiach, normach i długim karmieniu piersią (bo my wtedy karmiliśmy się już 2 lata).

To fragment tego tekstu:

"Świat i niektórzy ludzie będą się dziwować także, czy będzie pamiętał fakt trzymania piersi matki w buzi? I co to wspomnienie z nim zrobi? Gdzie jest granica, do której to, czyli karmienie jest normalne, a kiedy już jest anomalią? Niektórzy będą wskazywać i wyznaczać normy estetyczne, w ramach których czynność karmienia kilkulatka jest już czynnością niesmaczną, nieładną, brzydką, no zwyczajnie nieestetyczną. Inni będą doszukiwać się pewnych podtekstów seksualnych, wszak wiadomo w dzisiejszych czasach naszej nowoczesnej zachodniej kultury pierś jest przede wszystkim obiektem seksualnym i do kuszenia stworzonym (w tym wypadku proszę bardzo, może się negliżować). Jeszcze inni, powołując się na naukowców zza Oceanu z doktoratami z neurobiologii, psychiatrii i psychologii będą udowadniać, że długie karmienie piersią może rzutować (zwłaszcza u chłopców) w życiu dorosłym na pożycie seksualne. Tyleż szkód i krzywd, no tyleż wypaczeń, zaburzeń niezdrowych i destrukcyjnych może spowodować to przedłużające się i długodystansowe karmienie piersią. I do tego jeszcze te przebłyski i wspomnienia cyckanej maminej piersi."

Dziś karmię Tadzia, też już prawie dwuletniego, i na prawdę ostatnią rzeczą, jaką się martwię, jest to czy moi synowie będą pamiętać te nasze wspólne chwile.

Franiu zdaje się, że pamięta. Ale nie wiem, czy sam akt karmienia, czy po prostu naszą bliskość, tulenie. I dla niego bardzo naturalnym i normalnym jest to, że gdy jego brat młodszy płacze, to być może potrzebuje właśnie tej bliskości. Albo mojej i karmienia, albo bliskości i obecności brata. A ten brat wcale mu tego nie szczędzi.

Nie bójcie się bliskości.

5razones.pl/piersi-normy-i-dlugie-dystanse/

ps. To zdjęcie to przepiękna pamiątka z naszej domowj sesji, którą zrobiła nam niesamowita Marzena Rej-Brodowska Photolifestyle. Za niedługo pokażę Wam trochę więcej kadrów. <3
... See MoreSee Less

View on Facebook

20 hours ago

5razones

W weekend niczym Was nie spamuje, bo tak sobie myślę, że to Wasz czas na Wasze sprawki, rodzinę, małe i wielkie przygody, więc co ja Was będę zaczepiać... 😎🏡🌹🍺🍓🚴‍♀️🚴‍♂️☕🍦

Ale jeśli naszła by Was ochota na sprawdzenie co tam u nas, to zapraszam na nasze konto na IG.

My kończymy słoneczny, prawie że wakacyjny weekend leżakowaniem w naszym ogródku.

www.instagram.com/p/Bh4KIkXF69C/
... See MoreSee Less

View on Facebook

4 days ago

5razones

Tak jeszcze nie karmiłam....

:D

#breastfeedingareaHow specatular is this mammal?

Breast feeding its young whilst in full flight!

The Grey-headed flying-foxe (Pteropus poliocephalus) is vitally important for native seed dispersal and gum tree pollination - in effect they serve like bees for many Australian forests. They feed on over 100 species of flowering trees and fleshy-fruited trees and liana, and many rely on them for their survival. In a single night, a flying fox can travel over 40 kilometres in a night, pollinating trees and spreading seeds as it goes. A single flying fox can disperse up to 60,000 seeds in one night.

Listed as #vulnerable, key threats include #habitat #destruction, camp disturbance, #heat stress, #entanglement in backyard netting and barbed wire, #electrocution on power lines, and climate change related impacts (and there are a few).

For more information on their plight and more photos, please go to: gimesy.com/melbournes-grey-headed-flying-foxes/

#flyingfox #fruitbat #mammal #flyingmammal #wildlife #greyheadedflyingfox #pollination ‪#nature #biodiveristy #breastfeeding #young #pup‬‪ #naturephotography #Australia #melbourne #yarrariver #kew Environment Victoria Australian Conservation Foundation Fly By Night Bat Clinic
... See MoreSee Less

View on Facebook