Styczeń 14, 2016 at 11:49 pm

O kobietach zadbanych intelektualnie

O kobietach zadbanych intelektualnie

Z okazji nowego roku zapewne wiele z was na swoich listach noworocznych postanowień wpisało: schudnąć o…, częściej bywać na siłowni/fitnesie, ciupać wieczorami skalpel z Chodakowską, pamiętać o malowaniu pazurów, nie zapuścić odrostów, zakupić krem pod oczy, popijać na śniadanie energetyzujący fit-vege koktajle itp.

I nie ma nic w tym złego. Wręcz dla własnego dobrego samopoczucia warto i formy, trzeba, potrzeba bardzo podjąć się wyzwania zadbania o swoją fizis.

Ale czy na waszych listach znalazły się także wyzwania intelektualne i rozwojowe, a nie tylko te dotyczące kontemplacji cellulitu i kolejnych zmarszczek?

To jest pewne charakterystyczne zachowanie, obserwuję je w zasadzie co tydzień. Grupa kobiet przebiera się w szatni i opowiada sobie nawzajem, jakie są grube. Jestem tym zmęczona, naprawdę mi się to przejadło. Dlaczego to sobie robimy? Rozumiem, że trzeba promować zdrowy tryb życia, trzeba ćwiczyć, ale nieustanne opowiadanie, że jest się grubym, wydaje mi się nudne. Tym bardziej że najczęściej mówią tak zgrabne dziewczyny. Te, które naprawdę mają nadwagę, nie użalają się publicznie nad sobą. Brzuchy pokazują zwykle te najszczuplejsze.
Powinnyśmy się skupić na innych naszych cechach, a nie na wyglądzie. Dlaczego nie powiemy na siłowni: „Boże, jaka jestem głupia! Nie przeczytałam żadnej książki w tym miesiącu!”. Czemu nie ma takich tekstów? Bo cały czas pokutuje przeświadczenie, że kobiety mają być piękne, idealne, ale niekoniecznie mądre. Najważniejsze, jak wyglądasz. Dlatego cały czas porównują się z innymi.

Tak o konkurencyjnym zachowaniu kobiet wobec siebie i nieustannym się porównywaniu, ulepszaniu i upiększaniu opowiadała w wywiadzie dla Wysokich Obcasach, Marta Frej. Cały wywiad do przeczytania TUTAJ.

W tym samym numerze WO, w krótkim felietonie Samobiczowanie Anna Dryjańska przytacza anegdotę, jak jej przyjaciółka z dzieciństwa po obronie pracy doktorskiej na pytanie swego dumnego dziadka, o to gdzie mieści się ta cała jej wiedza, odpowiedziała: Pewnie w tych moich wszystkich nadprogramowych kilogramach.

Dlaczego kobieta, która ma szansę zmienić życie wielu ludzi na lepsze, w jednym z najważniejszych momentów swojego życia, gdy liczy się jej intelekt, zajmuje się biczowaniem za to, jak wygląda jej ciało?

Mam wrażenie, że autorka felietonu, pyta nas wszystkie o to, dlaczego? Dlaczego my kobiety to sobie samym i sobie nawzajem czynimy?

No właśnie, dlaczego zadbanie i wychuchanie to fizyczne, to zewnętrzne napędza nam większych trosk, niż to rozpieszczanie się intelektualne? Czemu nie nakręcamy się swoimi wyczynami i pasjami, tylko popadamy w kilogramowe zapaści, jak tylko waga pokaże o tych kilka kilogramów więcej, niż byśmy chciały?

Niedawno w rozmowie, moja przyjaciółka zdradziła mi, że jej się tak przykro zrobiło, kiedy jeden z kolegów pod opublikowanym na fb jej zdjęciem, napisał, że pięknie wygląda; ale gdyby on, wiedział, gdyby on tylko wiedział, jak ona teraz na żywo wygląda, bo tyle i tyle przytyła, to by jej wcale tak nie komplementował.
Szczęściem dla niej, że mieszka kawał drogi ode mnie, że dzieli nas Bałtyk, bo jak ja bym ją za ten jej rudy łeb wyczochrała. Ten łeb, co mieści w sobie kilka języków, i sprawnie i bez miksów nimi operuje (tego talentu zawsze jej skrycie zazdrościłam); co kryje w sobie niepospolitą wiedzę, jak np. wytłumaczenie jak to się dzieje, że wszechświat nad nami się rozszerza. Kiedyś mi o tym opowiadała. Siedziałyśmy na dachu kamienicy przy calle Avinió, sączyłyśmy napoje alkoholowe i spoglądałyśmy w sam środek tego rozszerzającego się wszechświata. A ja chłonęłam te jej opowieści, i jedyne o czym myślałam, to jaka ona jest w tym opowiadaniu piękna i prawdziwie atrakcyjna.

Również niedawno toczyłam dysputę z moją inną przyjaciółką. Rozmowa dotyczyła jeszcze innej znajomej, a niech będzie, mogło to nosić znamiona obgadywania. Z moich ust padło określenie: ona jest nijaka. Przyjaciółka zareagowała: Wg mnie ładna laska! Prędko wyjaśniłam, że dla mnie nijaka, znaczy nudna, mało atrakcyjna intelektualnie. Że może i jest ładna, i może nawet laska, ale nie ma nic takiego w sobie co by mnie pociągało, kręciło czy inspirowało.

A przyznaję nie pierwszy raz, że doznaję niebywałego olśnienia i natchnienia w zetknięciu z czyjąś pasją (a już zwłaszcza, jak realizuje ją inna kobieta), choćby to było tylko dzierganie na drutach, tańczenie salsy, niedzielne wypieki czy kręcenie domowego hummusu. Uwielbiam przeglądać się w czyichś zainteresowaniach, małych czy większych obsesjach i fascynacjach, przykładać je do siebie z zastanowieniem, a może spróbuję? Czasami przymierzam i sprawdzam, czy to dla mnie, czy dałabym radę, czy znajdę czas.

Ale w pierwszej kolejności staram się dbać o te moje własne manie i talenta, nieustannie je dopieszczam celebruję i szlifuję, czy zwyczajnie się nimi cieszę. A jeśli tylko kogoś mogę zarazić swoim umiłowaniem czy to tanecznym, czy to podróżniczym, to traktuję to jak skarb, których chętnie i z przyjemnością podaję dalej.

Takimi skarbami, podarunkami siebie traktujmy. I zamiast siebie samobiczować, że tu za dużo, a tu zwisa, a tu opada, nakładajmy i wcierajmy w siebie te swoje pasje, jak odżywkę, wklepujmy i ujędrniajmy nimi, niczym najlepszym kremem, szminkujmy jak nawilżającym i soczystym błyszczkiem. I po prostu błyszczmy. Te starania, te zadbania są naprawdę warte naszego wysiłku.

A jak ja planuję o siebie intelektualnie zadbać w nowym roku?
Więcej książek. O moim książkowym projekcie: 33 książki na 33 rok życia, już pisałam na fb. Jakby ktoś miał życzenie podzielić się ze mną swoimi literackimi fascynacjami, to czekam, mam jeszcze parę miejsc na czytelniczej liście do zagospodarowania.
Więcej tańca. Wprawdzie mój środek ciężkości znów się powiększa, ale póki co, taniec mu służy. A skoro jemu i mnie taniec służy, to będziemy sobie w tańcu folgować.
Więcej flamenco, a zwłaszcza więcej tangosa i bulerias. Poza tańczeniem, też słuchania, osłuchiwania się, wyłapywania tych momentów, gdy atakuje remate lub llamada, albo gdy można odpocząć przy marcaje.
Więcej podróży. W tym roku chcemy odwiedzić i poznać różne miejsca w Polsce, w których jeszcze nas nie było. Zapowiada się pięknie.
Więcej hiszpańskiego. Czyli mojej drugiej lingua materna. Rozmówek, czytania i oglądania. Bo jak już rozszerzymy plan wojaży o Europę, to koniecznie chcę zabrać moich chłopaków do Barcelony.
Więcej rozmów. W cztery oczy. Ręka w rękę, na kanapie, pod kocem, z głową na poduszce.
Więcej Szamanek w moim życiu. Żebym miała z kim na pasje w szranki stawać.

A wy jak planujecie o siebie zadbać? Jakimi przyjemnościami i pasjami będziecie siebie rozpieszczać?

*Dobra, przyznam się, na mojej prywatnej liście postanowień i wyzwań jest też zadbanie o formę (jakieś spacery i pilatesy czy coś, i nawet zdrowe koktajle na bazie szpinaku lub jarmużu). Bo o chudnięciu to ja nie mam co marzyć. Pierwszy kwartał to raczej systematyczne tycie i nabieranie masy, może potem uda się coś siłą mlecznego napędu zrzucić.

0 likes Ta Która Wie # , , , , , , , , ,
Podziel się: / / /
Szukaj na 5razones
O mnie
To ja Pau Elegancka Wszystko co chcecie o mnie wiedzieć, znajdziecie tu. W każdym poście. Przeczytacie w każdym zdaniu i pomiędzy zdaniami. Rozpoznacie na granicy kropki kończącej jedną myśl, a akapitem rozpoczynającym następną. Zdjęcia, rysunki, szkice to pocztówki z naszej codzienności. Łapcie!

On lubi gryźć. To jest jego obrona i super moc!
.
.
.
.
.
.
.
.
Lubisz gryźć Tadeusz, prawda?

Nie ma to jak przedstawić brata w samych superlatywach kolegom z przedszkola.

💝👬💓
... See MoreSee Less

View on Facebook

Rano, wieczór, we dnie, w nocy.
Świątek, piątek czy niedziela.

💝💖💓

#breastfeedingarea
... See MoreSee Less

View on Facebook