5razones.pl

Luty 21, 2018 at 9:30 pm

Odchudzanie to nie wyzwanie sezonowe. Rozmowa z dietetyczką Kamilą Wrzesińską.

Odchudzanie to nie wyzwanie sezonowe. Rozmowa z dietetyczką Kamilą Wrzesińską.

Kamili zawdzięczam cztery kilogramy na minusie, dzięki diecie którą dla mnie opracowała, na której czułam się najedzona, spokojna i szczęśliwa. A także zdrowe nawyki, które wg jej zaleceń sobie wypracowałam. To dzięki niej po raz pierwszy świadomie i pod kontrolą zabrałam się za odchudzanie. Od ponad roku zaczynam dzień od szklanki letniej wody z cytryną, jem regularnie 5 posiłków dziennie, szczególnie pilnuję śniadań, picia wody. Nie tyle jem, co się odżywiam. Może już nie chudnę, ale zdrowo i bardzo dobrze się czuję.

Kamila Wrzesińska z zawodu (i z zamiłowania) jest dietetykiem klinicznym oraz doradcą żywieniowym. Swoją pasją do zdrowego odżywiania, a przede wszystkim życia dzieli się na blogu Zielony Talerz.

Z racji tego, że wiosna już czai się zza ostatnimi przymrozkami i pogróżkami zimy, to pewnie zaraz ruszą różne fit challenge, diety i detoksy, fitness kołczingi przypominające nam, że pora zabrać się za siebie.

Jak z odchudzania nie zrobić wyzwania sezonowego, tylko wielką zmianę na całe życie? O tym właśnie rozmawiam z Kamilą w ramach cyklu Ta-Która-Wie Ekspertki.

 


Pau: Wiosna się zbliża. Wiesz po czym to poznać? W social media, czyli na fb i instagramie u różnych obserwowanych przeze mnie blogerek ruszyły diety i detoksy warzywno-owocowe, nie wiem, czy to jeszcze pokłosie noworocznych postanowień, czy to już pierwsze fit czellendże? Też to zauważasz?

Kamila: Coś mi się obija „o oczy” 🙂 Podejrzewam, że stoi za tym zbliżająca się do nas nieśmiało wiosna i przygotowań czas 🙂 Statystycznie rzecz ujmując o swoich postanowieniach noworocznych niestety większość z nas już dawno zapomniała.


Średnio kilka razy w roku również za sprawą fit trenerek przypomina się kobietom, że to już pora się odchudzać, bo a to wiosna za pasem, sylwester tuż tuż, albo bikni challenge. Czy takie kompulsywne, sezonowe, okolicznościowe odchudzanie ma sens?

Nie ukrywam, że z mojego zarówno zawodowego jak i prywatnego punktu widzenia nie ma sensu. Dla mnie po prostu sezon na zdrowie trwa cały rok. Dokonując świadomie codziennych wyborów żywieniowych poza smakiem kieruję się przede wszystkim chęcią utrzymania siebie w dobrej kondycji psychicznej i fizycznej, stworzenia swojemu organizmowi odpowiednich warunków do pracy, poczuciem komfortu we własnym ciele. Ciało jest dla mnie pewnego rodzaju „narzędziem”, takim pojazdem, którym jadę przez życie. Nie chcę krytykować „fit challenge’ów”. Dla części kobiet to początek długofalowej, trwałej zmiany stylu życia. Na wstępie zawsze potrzebna jest motywacja i podjęcie decyzji. Jeżeli kogoś motywuje zbliżający się sezon bikini, to dla mnie jest to ok. Nie chcę i nie mogę nikomu narzucać własnych pobudek. Byle wszystko co robimy wynikało z troski i szacunku do siebie. A motywacja i tak zmienia się i dojrzewa razem z nami.


Obserwuję również fascynację wszelkiej maści detoksami, dietami oczyszczającymi, w których królują zupy, soki, koktajle – czy takie detoksy, na granicy z głodówkami w ogóle pomagają nam skutecznie zrzucić wagę, wspomóc odchudzanie?

Cieszę się, że poruszyłaś ten temat. Niestety nie pomagają, chyba, że „dieta oczyszczająca” będzie wstępem do trwałej i kompleksowej zmiany stylu życia. Wszelkiego rodzaju detoksy paradoksalnie osłabiają nasze wewnętrzne mechanizmy oczyszczania, które całkiem niezależnie od naszej woli działają nieprzerwanie w organizmie (zwłaszcza w wątrobie i nerkach). Jeżeli jesteśmy w pełni zdrowe, to od czasu do czasu możemy przeprowadzić jednodniową głodówkę (kilka razy w roku), która ma na celu intensyfikację procesów naprawczych/regeneracyjnych. Nie ma to jednak nic wspólnego z odchudzaniem.


Niektóre osoby korzystają teraz z bardzo modnych tzw. gotowych diet pudełkowych? Czy to nie jest droga na skróty? Bo owszem efekt odchudzenia osiągniemy, ale przecież w odchudzaniu nie chodzi o sam fakt zrzucenia zbędnych kilogramów, ale przede wszystkim o naukę nowych nawyków żywieniowych, nauczenie się planowania posiłków, zdrowego gotowania?

To prawda. Właśnie o to chodzi, by nauczyć się nowego sposobu odżywiania na życie, organizacji czasu na zakupy i przygotowywanie posiłków. Raczej nikt tego za nas nie zrobi. Zdrowe odżywianie tylko pozornie zabiera nam czas. Ostatecznie oddaje go nam z procentem 😉 Dodaje życia do lat i lat do życia. A szczupłą sylwetkę „dostajemy” w gratisie 😉 Jest efektem ubocznym naszych dobrych nawyków. Catering – „dieta pudełkowa” to tzw. żywienie zbiorowe, które rządzi się nieco innymi prawami niż kuchnia domowa. Lepiej włożyć choć odrobinę wysiłku i zaangażowania i przejąć odpowiedzialność za swoje odżywianie i zdrowie. Droga na skróty niestety nie istnieje 😉


Producenci wszelakich suplementów diety również polecają się naszej uwadze sugerując, że tylko ich preparaty przyspieszą metabolizm lub spacyfikują nasze łaknienie? Czy potrzebujemy takich wspomagaczy?

Zdecydowanie nie! Wspomagacze są zupełnie zbędne. Żaden „wspomagacz” nie jest lepszy, doskonalszy od tego, w co naturalnie jest wyposażony nasz organizm. Wszystko we wszechświecie dąży do równowagi. Nasze ciało również. Wystarczy mu nie przeszkadzać i stworzyć odpowiednie warunki do działania.


A co z suplementami typu witamina d3, magnez, kwasy omega3?

Suplementacja to temat bardzo obszerny i złożony. W warunkach fizjologicznych, gdy jesteśmy zdrowe i odżywiamy się prawidłowo, w urozmaicony sposób, nie jest potrzebna. Bywa i tak, że jest niezbędna, a nawet ratuje życie. Jeżeli chorujemy na tężyczkę lub anemię, to bez suplementów się nie obędzie. Gdy decydujemy się odżywiać wyłącznie roślinami, musimy pamiętać o uzupełnieniu w diecie witaminy B12. Przestrzegam przed przyjmowaniem suplementów „na wszelki wypadek” i na własną rękę. Jeżeli obserwujemy u siebie objawy, które mogą sygnalizować jakieś deficyty, to zacznijmy od wykonania badań określających poziom witamin i minerałów w surowicy krwi.


Jak zatem przygotować się do odchudzania? Czy koniecznie potrzebny nam dietetyk, czy możemy działać na własną rękę w oparciu o dostępne w różnych książkach lub Internecie diety?

To trudne pytanie i nie ma na nie jednoznacznej odpowiedzi. Wiele zależy od tego z jakiego punktu startujemy, na jakim etapie aktualnie jesteśmy. Przygotowania zaczęłabym od listy powodów dla których chcę schudnąć. Jak już wiem dlaczego, to mogę zacząć myśleć jak to zrobić, czego będę potrzebować, kto może mi w tym pomóc, jakie przeszkody mogą się pojawić i jak sobie z nimi poradzić. Konkretny plan działania znacznie zwiększa szansę na sukces 🙂 Kolejnym etapem może być przygotowanie listy wszystkich produktów spożywczych i dań, które lubię jeść. Na zielono zaznaczam te, o których wiem, że są zdrowe i wartościowe. To będzie baza (jakieś 90%) mojego codziennego menu. Ok. 10% zostaje na „hulaj dusza, piekła nie ma” 😉 Pamiętajmy, że zdrowie to ogólny dobrostan fizyczny, psychiczny i społeczny. Optimum zdrowia osiągamy w sytuacji, gdy jesteśmy radosne, uśmiechnięte i mamy dobre relacje z otoczeniem. Kawa z ciastkiem w towarzystwie koleżanki, romantyczna kolacja z partnerem to w pewnym sensie także dbanie o zdrowie. Co do działania na własną rękę, to mam dylemat. Z jednej strony chciałabym powiedzieć, że jak najbardziej można, bo wierzę w to, że każdy z nas jest najlepszym ekspertem ds. potrzeb swojego ciała, z drugiej zaś w internecie i poradnikach panuje taki chaos informacyjny w temacie odżywiania, że naprawdę trudno się w tym wszystkim odnaleźć i lepiej nie prowadzić na sobie „eksperymentów”, których konsekwencją może być utrata zdrowia.


Czy przed uskutecznieniem planu odchudzania trzeba skonsultować się z jakimś lekarzem specjalistą (internista, endokrynolog – tu kwestia problemów z tarczycą, które mogą utrudniać zadanie) lub zrobić badania?

Nie ma takiej konieczności. Oczywiście raz w roku warto wykonać profilaktyczne badania (morfologia krwi, badanie ogólne moczu, profil lipidowy, poziom glukozy na czczo), ale nie musimy tego robić akurat przed zmianą sposobu odżywiania. Nie zakładajmy z góry, że coś nam dolega, spodziewajmy się dobrych efektów (oczekujmy najlepszego!). Jeżeli z poprawą nawyków żywieniowych nie idą w parze rezultaty „wagowe”, to albo popełniamy nieświadomie jakiś błąd albo wywieramy na sobie zbyt dużą presję albo występują jakieś dolegliwości zdrowotne. Wtedy szukamy przyczyny, robimy dodatkowe badania, a wyniki konsultujemy z lekarzem.


Jaka jest dobra pora na odchudzanie? Na jednym blogu przeczytałam, że najlepiej wystartować jesienią…

Absolutnie każda pora jest dobra! Nie ma znaczenia czy jest zima, wiosna, lato czy jesień. Każdy moment, w którym poczujemy gotowość do zmiany, jest dobry! Byle był to „nasz” moment, nasz wybór i samodzielna decyzja.


Czy do odchudzania potrzebujemy sparing partnera dla motywacji, czyli np. jakieś koleżanki z która nawzajem będziemy się kontrolować, pilnować i wspierać?

I znów nie ma jednoznacznej odpowiedzi 😉 Każdy potrzebuje czego innego. Najważniejsze by decyzja o zmianie stylu życia była naszą autonomiczną decyzją i byśmy z biegiem czasu szukały niezależnej od czynników zewnętrznych motywacji wewnątrz. I nie porównujmy się do innych. Bądźmy dla siebie nawzajem faktycznym wsparciem, a nie dodatkowym źródłem frustracji.


Jakie wprowadzić zmiany, nawyki żywieniowe, żeby to nie było tylko schudnięcie na jeden sezon, ale na całe życie?

Kluczem do trwałego sukcesu jest dla mnie zmiana nawyków mentalnych – zmiana sposobu myślenia o jedzeniu, zdrowiu, sobie samym. Jeżeli chodzi o konkretne nawyki żywieniowe, to pamiętajmy, że najważniejsza jest wartość odżywcza, jakość naszej diety, ile w tym co na talerzu jest witamin i składników mineralnych. Podstawą dobrze skomponowanego menu są warzywa (to w duecie z owocami baza Piramidy Zdrowego Żywienia!). Niech na naszych talerzach będzie kolorowo. Jedzmy w pozycji siedzącej (to może wydać się dziwnym zaleceniem, ale wierz mi – mnóstwo ludzi w XXI wieku ma z tym poważny problem!). Dbajmy o dobry nastrój podczas posiłków i unikajmy żywności wysoko przetworzonej. To co jest zdrowe broni się samo – nie potrzebuje pięknych opakowań ani reklamy w telewizji.

 


Z racji tego, że mojego bloga czyta wiele mam, w tym mam karmiących piersią, czy mogłabyś doradzić, kiedy i jak zacząć myśleć o zrzuceniu ciążących nam po ciąży kilogramów, ale tak żeby to było bezpieczne i dla mamy i dziecka?

Zdrowe odżywianie jest bezpieczne (wręcz wskazane) na każdym etapie życia, a utrata zbędnych kilogramów to tylko efekt uboczny wprowadzanych zmian.

W czasie ciąży magazynujemy dodatkowe 2-3kg tkanki tłuszczowej zapewniające pokrycie zwiększonych potrzeb energetycznych w okresie karmienia piersią. Powrót do wagi sprzed ciąży jest fizjologią (nie wymaga „odchudzania”). Jedyne czego potrzebujemy to czasu, cierpliwości, wyrozumiałości wobec swojego ciała i zdrowych, pełnowartościowych posiłków. Wszystko w zakresie własnych, aktualnych możliwości. Z pełną akceptacją przejściowych ograniczeń, które (nie da się ukryć ;)) pojawiają się po przyjściu na świat naszych dzieci.

 

*******

A jeśli Wy potrzebujecie wsparcia w odchudzaniu to ogromnie i szczerze polecam Wam Kamilę. Znajdziecie ją na Instagramie: TU, na Facebooku: TUTAJ oraz na jej blogu Zielony Talerz.

 

 

0 likes Ta Która Wie , Ta Która Wie - Ekspertki # , , , , , , , , , , ,
Podziel się: / / /
Szukaj na 5razones

3 days ago

5razones

Ten moment, kiedy dziecko bardzo chce odpowiedzieć tacie na pytanie: co robi mama?, a że tak jakby brakuje mu odpowiedniego słowa z kategorii: dom/gospodarstwo domowe i tłumaczy najlepiej jak potrafi...
.
.
.
.
.
.
.
- Ogrzewa* nasze ubranka...

* czyli prasuje. Po rzeczowniku żelazko, przyszła najwyższa pora na nauczenie się czasownika, który wchodzi w ścisłą relację z w/w przedmiotem.
... See MoreSee Less

View on Facebook

5 days ago

5razones

W prowadzeniu bloga i w pisaniu do Kwartalnika Laktacyjnego najbardziej lubię spotkania, rozmowy, wywiady.

I ostatnio miałam przyjemność porozmawiać i poznać lepiej Ewę Dymek-Dudzińską (malarkę, performerkę, pisarkę). O Ewie "zrobiło się głośno" po tym, jak na na jednym z koncertów stanęła za konsoletą djską, grając koncert techno i jednocześnie karmiąc piersią swoją kilkumiesięczną córeczkę. Ewa przyznaje, że hejterskich komentarzy, jakie popłynęły po tym spontanicznym występie w jej stronę, starała się nie czytać, bo zna wartość swojego macierzyństwa.

Rozmawiałyśmy o karmieniu piersią (a jakże!), o bliskości i więzi, jaka się rodzi nie tylko w trakcie karmienia, i także o muzyce.

- Karmienie piersią zmusza do ciągłego przytulania... - powiedziała Ewa - a ja lubię się przytulać.

<3

Całą rozmowę możecie przeczytać w najnowszym jesiennym Kwartalniku Laktacyjnym:

issuu.com/fundacjapromocjikarmieniapiersia/docs/kwartalnik_laktacyjny_3_2018_issuu_/60
... See MoreSee Less

View on Facebook

6 days ago

5razones

Noworodki tak mają.
Kilkumiesięczne dzidziusie też.
I roczniakom też w tym najlepiej.
Dwulatki potrafią się o to ciągle upominać: Przytulaj mamusi!
A jak czterolatek tego pilnuje: Najmocniejszego przytulacka poproszę!

Hej, my ludzie-huby tego potrzebujemy.

<3
... See MoreSee Less

View on Facebook