Styczeń 9, 2015 at 10:10 pm

Octomama

Octomama

Wczoraj oglądnęłam reportaż o tzw. Octomamie, czyli mamie ośmioraczków, niejakiej Nadii Suleman, znanej także z tego, że przez serię zabiegów plastycznych próbowała upodobnić się do Angeliny Jolie , z naciskiem na próbowała. Przyznaję, że dokument oglądałam wybiórczo, bo mój własny jedynak w tym usilnie przeszkadzał. Ale udało mi się co nieco podpatrzeć, jak wygląda, życie matki ośmiorga, a właściwie czternaściorga, gdyż przed ciążą mnogą, Nadya urodziła wcześniej już szóstkę dzieci. W opiece nad wesołą czternastką pomagają Octomamie trzy nianie. Całodobowo. Koszt takiej opieki to 10 tysięcy dolarów miesięcznie. Jak uda się w końcu wyeksmitować starszą szóstkę do przedszkoli i szkół, Nadya w towarzystwie niań dwoma wózkami, który każdy mieści czwórkę pociech, rusza na spacer z najmłodszymi. Jak przyznaje w trakcie takiego pobytu na świeżym powietrzu stara się każdemu poświęcić trochę czasu. Ma na to patent. Najpierw bierze dwójkę dzieciaków, sadza na huśtawki, tu następuje element zabawy, i czułości dzieci z mamusią w trakcie huśtania. Czas na bliskość, jaką poświęca dwójce maluchów, to dziesięć minut. Potem zmiana, i na huśtawce ląduje kolejna dwójka. Dokładnie dziesięć minut na dwójkę dzieci, tylko sam na sam. Na więcej nie ma czasu. Bo przecież tych par dziecięcych jest cztery, co łatwo policzyć, że do kupy cały proceder bliskości zajmuje jej czterdzieści minut. Nie może być więcej, bo po czułościach, czas wracać do domu i uruchomić procedurę karmienia. W tym pomaga specjalny stół , w który wmontowany jest osiem fotelików, żeby ułatwić usadowienie wesołej ósemki oraz uskutecznić dystrybucję posiłków. Co ze starszakami? Dla nich już Nadya nie ma osobnych wolnych minutek, więc starszaki robią co mogą, żeby zwrócić jej uwagę. Najstarszy syn wyzywa ją od najgorszych, starsza córka biega po schodach i się nie słucha, kolejna z pociech pokłada się po podłogach i wydziera w niebogłosy. No nie ma lekko. Na pomoc własnej mamy Suleman nie ma co liczyć. W reportażu można było zobaczyć, jak Octobabcia wpada w odwiedziny, celem szpiegostwa jak twierdzi Nadya oraz, żeby jej po raz kolejnych wypomnieć, że ma o siedmioro wnuków za dużo.
Nadya, żeby utrzymać siebie i swoją dziatwę, uczyniła z dzieci i siebie samej produkty marketingowe, na sprzedaż, na potrzeby sensacyjnych wywiadów, sesji czy filmów. Z czegoś trzeba żyć, tłumaczy nam Octomama.
W dokumencie jest wyjaśnione, jakim sposobem przytrafiła jej się ciąża mnoga. Nadya zapragnęła po pierwszej szóstce po raz kolejny, metodą in vitro zostać mamą. Lekarz, w którego ręce się powierzyła, wszczepił jej zamiast dwóch, aż sześć zarodków, z tego dwa się jeszcze podzieliły. Zaproponowano mi aborcję selektywną – opowiada – ale którego z nich – tu wskazuje na dzieci – miałabym poświęcić?
Zapytana czy żałuje, odpowiada, że nie. Wprawdzie jak mówi, codzienność jest jak zamknięte koło, z którego nijak się nie da wyrwać, ale ona tak bardzo chciała być matką, i od samego początku, czuła, że jest w niej życie.
Na swój sposób jej wierzę. Nie oceniam i nie potępiam sposobu na życie, który zachodnie media nazwały żerowaniem na „anomalii przyrodniczej”. Zresztą w tym przydługim wpisie historia Octomamy to tylko początek zadumy i debaty mojej na temat wielodzietności oraz bliskości rodzic-dziecko i dziecko-dziecko w tak licznym gronie.

Przyjęło się, że wielodzietność zaczyna się od trójki dzieci wzwyż. Model rodziny 2+2 to klasyka. Ja sama jestem z takiego zestawu. Model 2+3 to już zaczyna się robić tłum.
W tłumie rodzeństwa wychował się mój tata, jest tzw. środkowym z siedmiorga. Babcia moja, a mama taty, żartuje nie raz, że ona nie wie, jak to się stało, ale wystarczyło, że dziadek rzucił w jej stronę majtkami a ona już, znów była w ciąży. Tato wspominając swoje dzieciństwo, czasami jako anegdotę opowiada, że „chował się pod spódnicą swojej babci”. Zresztą dom był pełen babć, cioć, stryjenek. Rodzina wielodzietna chowała się wśród wielopokoleniowości. Sama babcia też była z rodziny wielodzietnej. Jako siedmioletnia dziewczynka opiekowała się, właściwie to wychowywała młodszą siostrę. Mama moja na to nie miała czasu – wspomina – zajęta była pracą w polu. Takie to czasy ciężkie były.

Wielodzietne rodziny kojarzą mi się właśnie z rozproszeniem obowiązku wychowywania: rodzice się wycofują, a starsze dzieci są namaszczane, i pełnią rolę opiekunów tych młodszych, oddając, poddając tym samym swoje dzieciństwo. Tu przypomina mi się rozmowa z jedną moją koleżanką, najmłodsza z trójki. Swoje dziecięce lata wspomina jako cudowne, wspaniałe, zawsze w towarzystwie starszego rodzeństwa. Ale mojej starszej siostrze, to bardzo ciążyło – dodaje – To że musi się mną zajmować, opiekować, że nigdzie nie może iść sama. Wychowała mnie, tak to czuję.

Myślę sobie, że nie ma w tym nic złego, że starsze dzieci, opiekują się młodszym rodzeństwem, ucząc się tym samym odpowiedzialności. Pod warunkiem, że jednak rolę główną wciąż odgrywają rodzice, to oni pełnią pieczę wychowawczą, dbając o potrzeby i tych malućkich i tych większych. Tu jak wakacyjnie wspomnienie wraca taka sytuacja: siedzimy we Włoszech w takiej malutkiej tratoryjce. Stolik obok nas siedzi niemiecka rodzina: rodzice i piątka dzieci w przedziale wiekowym od roczniaka do około piętnastolatka. Pomiędzy skrajnym rodzeństwem, jak na oko oceniamy, jest dziesięciolatek, ośmiolatek i może pięciolatka. Dzieci starsze pomagają młodszym, dzielą się pizzą, ale i po bratersku wymierzają sobie kuksańce. Rodzice rozmawiają i z jednakową uwagą, jak nasze oko wychwytuje, traktuję każde ze swojej piątki. Po kolacji wszyscy grają w kalambury. Czuć, że jest im wszystkim ze sobą zwyczajnie dobrze. Jest w tej rodzinie coś takiego, że nie możemy oderwać od nich oczu.

Prawdziwa bliskość jest w takim stadzie możliwa. I można ją dzielić na troje, czworo, pięcioro. I nic nie traci ona na wartości, ani na jakości. I dla nikogo jej nie braknie. Czy jest jakaś masa krytyczna, którą człowiek – rodzic, albo człowiek-brat/siostra może przyjąć na siebie?
Wiesz, moja żona się nie chce zgodzić. Nie wyobraża sobie, że mogłaby pokochać drugie dziecko tak mocno, jak Młodego – odpowiada mi kolega zagadnięty o to, czy planują dalsze powiększenie rodziny. Trójka no maksymalnie piątka. Takiej ilości dzieci jesteś w stanie zapewnić odpowiednią ilość uwagi, czułości i nie zaniedbać potrzeby bliskości – radzi moja dobra przyjaciółka, z zawodu psycholog.

Jak pomyślę o Octomamie, i jej maluchach na huśtawce, i tych dziesięciu minutach, to mnie się serce kraje, pęka, kruszeje, płacze. Mając dziesięć minut dziennie na sam na sam bliskość z jednym z czternaściorga, tyle można stracić. Tyle może umknąć, tyle można przegapić. Ale może się mylę. W końcu jestem tylko matką jednego.

A jakie są Wasze doświadczenia z życia w stadzie? O to pytam ja, póki co jeszcze Unusmama.

0 likes Ta Która Wie # , , , , , , , , , , , , ,
Podziel się: / / /
Szukaj na 5razones

15 hours ago

5razones

Zbliża się Dzień Matki.
Który to już raz będziecie świętować?
Bo ja piąty! 🎈🎈🎈🎈🎈
Ale dopiero w tym roku świętuje bez czerwonej pelerynki.

5razones.pl/mam-moce-i-peleryne-obalmy-mit-matki-superbohaterki/
... See MoreSee Less

View on Facebook

1 day ago

5razones

- Mamo, poproszę czapkę z batmanem.

- I jeszcze bluzę w roboty.

- No dobra, to jeszcze sprawdzę w lustrze jak wyglądam.

- Jest szałowo, mogę iść do przedszkola.

😍😋😎

Czy Wasze przedszkolaki też już odpowiadają za swoje stylówki? :D
... See MoreSee Less

View on Facebook

5 days ago

5razones

Wciąż jestem na fali Tadzinkowych okołourodzinowych wspominek. I przypominam sobie wszystkie moje przypadki ciążowe.
Część z nich nawet opisałam, a Smok narysował.

Też tak macie, w sensie, że wspominacie sobie swoje ciąże, i to zaokrąglanie się, przepoczwarzanie? Co Wam najbardziej ciążyło, a co Was najbardziej zaskoczyło?

<3
... See MoreSee Less

View on Facebook