Kwiecień 22, 2015 at 9:40 pm

Piaskownica

Piaskownica

A kiedyś było tak pięknie. Ja i wózek gondolka, w środku w betach i powijakach Franiszcze. Wystarczyło ruszyć w spacer a on już spał, słodko i długo spał. Budził się jak wracaliśmy w domowe progi. A pomiędzy tymi progami był spacer plantami, parkam i bulwarami, w słońce, z wiatrem i pod wiatr, i ja z kawą na wynos: cappuccino, latte czy innym frappe. Ale z dnia na dzień wszystko się zmieniło. Dokładnie tak, z dnia na dzień, mimo tego, że kalendarz, ilość ubytych i nabytych kilogramów, odrosty, zmarszczki na czole, cienie pod oczami, pokazują co innego. Zatem z dnia na dzień, ten słodko na dnie wózka zasypiający dzidziuś, stał się chłopczykiem. A dokładnie temat ujmując modelem chłopczyka poruszającym się dość dynamicznie i za pomocą palca wskazującym kierunek swoich najbliższych wypraw. I skończyło się beztroskie spacerowanie, tak tylko, tak po prostu przed siebie. Od kilku miesięcy kierunek mamy jeden: plac zabaw. Fra po kolei oswoił się z kolejnymi atrakcjami dostępnymi na parkowym placyku: huśtawy, bujaczki, koniki, zjeżdżalnie. Gnany potrzebą nowych wyzwań i odkryć trafił w końcu tam, gdzie liczyłam jeszcze szybko nie trafimy. Do piaskownicy. Żywioł piasku zaaferował go na dobre. Poszedł w to, go na całego. I mnie pociągnął za sobą.

Piaskownica to państwo w państwie na placu zabaw. Państwo bezprawia, bez szeryfa. Dochodzi tam do regularnych aktów przemocy, jak wrzaski, rękoczyny, przepychanki, grabieże i łupieże. Poszczególnymi rewirami zarządzają klany dzieci i ich matek.

Są matki: „nawet nie myśl, że ja wejdę z tobą dziecko do piaskownicy, sam się tam baw”. Siedzą na ławkach okalających miejsca piaskowych zbrodni, co i rusz otrzepują domniemany piasek, który znienacka, siłą rozrzutu wypada z oka piaskowego cyklonu. Chowają się za okularami przeciwsłonecznymi, za gazetami typu Party, Gal, Tralala. Milczące, raz na czas tylko zerkają w stronę piaskowych burzy, żeby skontrolować, czy czasami ta nie pochłania jej pociechy. Gdy one oddają się lekturze, ich dzieciarnia z zapałem demoluje piaskowe rewiry.
Na sam koniec żeby czasami nie skalać się piaskowym brudem, dezynfekują siebie i dziecko chusteczkami nawilżającymi, jak tylko ta opuszcza piaskowy przybytek.
W piaskowym konglomeracie natkniecie się też na matki: „co się tak pokładasz po tym zimnym piasku, ty łajza mało jedna; no nałóż coś na siebie, bo jak się przeziębisz, to znowu będę musiała z tobą na chacie siedzieć”. Te też tylko ławki okupują, ale w przeciwieństwie do tych pierwszych, te na tyłku nie usiedzą. Biegają na około piaskownicy, a to wrzucają jakieś zabawki do niej, albo je wyciągają, co i rusz pokrzykując na swoje potomstwo „Nikooool, a co ty jakiś pies jesteś, że takie doły kopiesz?!?!?”, „ile razy mam mówić, żebyś nie sypał tym piaskiem”, niczym jakiś trener, wyrzucają z siebie pogróżki lub żołnierskie komendy, odliczają „liczę do trzech, i albo wyłazisz, albo cię tu zostawiam”. Krzepkie, wartkie, torpedyczne. Ich dzieci to piaskowy żywioł. Pokładają się, rzucają, miotają, wzniecają piaskowe burze i wichury, grabią i łupią wszystko co znajdzie się na ich drodze. Kres ich zabawy przychodzi, gdy zniecierpliwiona wołaniem i odliczaniem komendant matka wyciąga je za fraki z piaskowych odmętów.
W okolicy, tak nie za blisko ani nie za daleko krążą czujne, wyważone, bardzo zrównoważone matki montessorianki. Przechadzają się, rozważają i dyskutują z innymi matkami ze swojego klanu nad wyższością żłobków i przedszkól Montessori nad tymi innymi, państwowymi. Gdy wybija dwunasta wyważonym, odpowiednio nastrojonym głosem nawołują swe pisklęta: „Wiktorze Pankracy, proszę wychodzić z piaskownicy, mama zaraz serwuje drugie śniadanie…!” Według nich samych ich dzieci nie budują pospolitych zamków czy babek z piasku, one sensorycznie doświadczają materii sypkiej jakim jest piasek, tym samym stymulując swój układ nerwowy, ćwiczą i rozwijają małą i dużą motorykę, odkrywają czym jest akt kreacji . Na moje oko ich układ nerwowy i odpornościowy, i motoryczny także jest napędzany tym samym co dzieci z klanu nr 1 i 2: rozbojem i piaskową demolką. A matki nawet same przed sobą nie są wstanie się przyznać, że żeby je ewakuować z piaskowej oazy raz na czas muszą dokonać nierozważnego aktu przemocy.

Nie można zapomnieć o sekcie babć. Babcie jakoś tak lubią się tłoczyć zaraz przy swoich najmilejszych wnusiach. Te ostatnie poznać po tym, że czy słońce czy słota przyodziane są, jak na trzaskające mrozy: w czapeczkę, koniecznie coś pod szyjkę, i jakby się dało to w rękawiczki. Asekurują swoje pociechy przy każdym ruchu, co i rusz im czapeczki na uszy naciągają, szaliki zawiązują. Ciumkają i gruchają, dziamdziają i klaskają. Uzbrojone w cały arsenał przekąsek: chrupeczek, babeczek, kanapeczek, batoników, biszkopcików, owocków, soczków, trzy termosy z zupami: pomidorową, rosołkiem i jarzynową, bo przecież nie wiadomo na co wnusia najdzie ochota. Siedzą i wyczekują, i wciąż coś proponują. Jak człowiek dobrze siądzie, to się załapie na małe co nie co. Bo babcie swoim kulinarnym dobrem dzielą i obdarowywują wszystkich w myśl zasady: wszystkie dzieci nasze są. Jako jedyne, nie mają problemu, żeby dziatwę z czeluści piaskownicy wyprowadzić. Kuszą tymi swoimi frykasami i tak ruszają za nimi pochody ich wnuków, i te nie ich też.

Zapytacie, czy w tym piaskowym szale, znajdzie się jakiś ojciec? Ano znajdzie. Najczęściej sztuk jeden. Przyczajony w jednym kącie piaskownicy, z największą łopatą, w szale i skupieniu kopie najgłębszy dół. W szale kopania nie zauważa nawet, że towarzyszące mu dzieci, znudzone już dawno opuściły rewir i szukają atrakcji gdzieś poza piaskownicą. A ten kopie i kopie. Wołami z tego szału i piasku go trzeba później wyciągać.

Są jeszcze takie matki jak ja. Matki nowicjuszki, które wręcz nie mogą się doczekać tych pierwszych piaskowych doznań. Z torbą pełną odpowiednich piaskowniczych akcesoriów, jak grabki, łopatki, wiadereczka, foremki oraz z głową wypełnioną wyobrażeniami, jak to za ich pomocą, z własnym swoim dziecięciem będą kopać, i babki budowć, i zamki konstruować. Marzenia o piaskowym nowym świecie sypią się, jak nomen omen zamki na piasku, zanim jeszcze druga stopa zdąży przekroczyć granicę ziemia – piaskownica. Wtedy okazuje się, że ta pierwsza już jest bez buta, już jakiemuś grabieżcy służy jako foremeczka. Zanim się taka nowicjuszka orientuje w jakie piaskowe szambo wpadła, już zmierzają w jej stronę niczym zombiaki do świeżego mózgu, albo sępy do ciepłej jeszcze padliny dzieciory ze wszystkich klanów. Te z pierwszego bez słowa, patrząc ci prosto w oczy wyciągać będą z siaty po kolei twoje skarby. Gdy ratunku będziesz szukać w schowanym za okularami wzroku ich matki, wygarną resztę. A ta się nawet nie ruszy, nawet nie drgnie, choć czujesz, że zza swojej gazetki obserwuje całą sytuację. Te z klanu drugiego zakomunikują ci to wprost: Daj mi to! I paluchem celować będą w wiaderko, które próbujesz chować za swoimi plecami. „Nikoś, a co ja mówiłam! Nie wolno, no nie wolno ci brać nic bez pytania, no co się jak ciele na matkę gapisz, oddawaj prędko co nie twoje” – już słychać wrzask matki komendanta. Dziatwa z rodu montessoriańskiego przyczłapie, i niby że siedzi, niby że się czymś innym bawi, a tu ukradkiem hyc wprost z twoich rąk foremeczki ci wytarga. „Mój drogi Ignacy Jakubie, proszę tak się nie zachowywać, proszę oddać dzidzi i pani foremki” – zaraz za twoimi plecami usłyszysz ton matki mediatorki. Chwilę później zostajesz bez niczego, wszystko porwane, wszystko pojmane, wszystko rozgrabione. A cała żeś w piasku. Piasek masz w jedynym bucie, jaki ci się ostał, w majtach, we włosach i między zębami. Z pociechą bieży jedna z babć, proponując ciasteczko. Bierzesz dwa. W tych piaskowych odmętach próbujesz wyłowić swego zagubionego buta, i kiedy myślisz, że już wszystko stracone, znajdujesz go w najgłębszym dole, wykopanym przez największą łopatkę w piaskownicy. Rzucasz się na ratunek.
Rozglądasz się wokół, szukając wzrokiem swojego syna. A ten na równi z innymi idzie jak tornado, grabi i łupi, no jakby do takich łupieży był stworzony, przejmuje czyjeś dobra, grabki wymienia na samochody, samochody na wiaderka, plądruje i demoluje, rozpętuje burze piaskowe, no jakby w piasku urodzony.

Dlatego za prawdę radzę wam: strzeżcie się piaskownicy. Raz wleziesz i jesteś stracony.

 

0 likes U Eleganckich # , , , , , , , , , , ,
Podziel się: / / /
Szukaj na 5razones

1 day ago

5razones

Zanim popełnię dla Was jakiś nowy tekst, przypomnę taki z przed kilku (dokładnie trzech) lat, który niedawno szczęśliwie przypomniał mi sam Facebook.

Szczęśliwie, bo czasami sama lubię i potrzebuję wracać do swoich tekstów.

Rzecz o szczęściu. Codziennym. Z cytatami z Zadie Smith:
"Moim lekarstwem na wszelkie żale, frustracje i wątpliwości jest po prostu robienie. W moim przypadku to odbywa się poprzez pisanie, ale też przez wykonywanie codziennych, realnych rzeczy dla realnych osób – gotowanie, ubieranie dzieci do szkoły, naprawienie czegoś. Może to nie jest seksowne credo życiowe, ale to prawda. Szczęście to wykonywanie potrzebnej pracy i patrzenie na jej efekt."

<3

5razones.pl/koncept-szczescie/

Zdjęcie: Rej-Brodowska Photolifestyle
... See MoreSee Less

View on Facebook

7 days ago

5razones

Wreszcie jakiś praktyczny gadżet dla facetów :D :D :D

I Want One
These straps keep your shirt tucked in all day

Get yours here: bluecrate.com/products/tidy-tuck
... See MoreSee Less

View on Facebook