Ta Która Wie - Ekspertki

O klubie niebieskiej wstążeczki, czyli jak swoją rolę jako położna rozumie i realizuje Lucyna Mirzyńska

7 stycznia 2019

Pau: Dzień dobry, witam w kolejnym odcinku podcastu Ta Która Wie. Dzisiaj spotykam się z kobietą bardzo wyjątkową, bo ona również bardzo dużo wie, o nas kobietach, wie jak świadomie przygotować się do porodu, i świadomego, aktywnego, dobrego macierzyństwa. Spotykam się z Lucyną Mirzyńską, położną z 30 letnim doświadczeniem, laureatką rankingu Położna na medal, która w 2016 roku zajęła trzecie miejsce, ale śmiało powiedzieć, że trzecie miejsce to jak wygrana, bo tutaj decydują pacjentki. Zanim przejdziemy do wywiadu, Lucyno, proszę przedstaw się moim czytelniczkom.

Lucyna Mirzyńska, położna rodzinna, dla mnie to ogromny zaszczyt, że widzimy się tutaj, bo zdaje sobie sprawę, jak ważną role odgrywają dzisiaj blogi. Dlaczego jestem położną? Bo to zawód, którego nie wymieniłabym na żaden inny, nie ma zawodu, który dawałby taką bliskość i taką radość z bycia z drugim człowiekiem. Dlaczego jestem położną rodzinną? Bo daje mi to ciąg obecności, i opieki nad pacjentem, właściwie od poczęcia, do tego momentu kiedy zostawiam ich, rodziców i wysyłam na pierwszą randkę, żeby sobie pogratulowali, że wszystko im wyszło.

Muszę wspomnieć, że zmuszona jestem nie wpatrywać się w błękitne oczy Lucyny, bo one działają bardzo kojąco, a że jestem po lekturze jej książki, która jest pretekstem naszego spotkania, to śmiało mogę powiedzieć, że aż mi się zachciało być w ciąży trzeciej.

śmiech

O to to też troszeczkę chodziło!

Książka ma tytuł „Pierwsza pomoc w nauce macierzyństwa”, do niej za chwilę wrócimy, a naszą rozmowę chciałabym zacząć bardzo ważnym cytatem z książki „Czarne mleko” autorstwa pisarki Elif Şafak:

Nasze praprababki zdawały sobie sprawę z istnienia wszelkich odmian niestabilności poporodowej i dzięki temu były lepiej przygotowane. Przekazywały tę wiedzę swoim córkom i wnuczkom. Jednak dzisiaj jesteśmy oderwane od przeszłości, nie mamy do niej swobodnego dostępu. Kobiety nowoczesne. Gdy czujemy się znużone i wewnętrznie pokiereszowane, ukrywamy oznaki słabości dzięki najnowszym technikom makijażu. Wydaje nam się, że jednego dnia możemy urodzić, a kolejnego wrócić do dawnego życia. Oczywiście niektóre z nas tak robią. Problem polega na tym, że inne nie potrafią.

Turczynki ze starszego pokolenia wierzą, że najbliżsi nie powinni odstępować kobiety przez czterdzieści dni od porodu. Jeśli zostawią ją samą choćby na chwilę, mogą narazić młoda mamę na taki dżina, pogrążającego ofiarę w zalewie zmartwień, trosk i obaw. Dlatego rodziny hołdujące tradycjom nadal ozdabiają szkarłatnymi wstążkami łóżko kobiety, która właśnie urodziła, i rozrzucają po jej pokoju poświęcone nasiona maku, żeby odpędzić nadprzyrodzone moce unoszące się w powietrzu.

…kobiety z czasów przednowoczesnych – dzięki swoim zabobonom, tradycjom i przekonaniom – zdawały sobie sprawę z istotnej rzeczy, że z trudem godzimy się z rzeczywistością. (…) dlatego możemy potrzebować pomocy, wsparcia i porady, zanim na nowo odnajdziemy się w teraźniejszości.”

Tak się składa, że Twoja książka rozpoczyna się podobnymi słowami:

Bo macierzyństwa naprawdę można się nauczyć, trzeba mieć jednak od kogo. Mama czy babcia są daleko, czasem w innym mieście, często brakuje wsparcia ze strony innych kobiet z rodziny albo choćby przyjaciółek. Ze smutkiem obserwuję głęboki kryzys autorytetów rodzinnych, a kręgi bliskich sobie kobiet, które jak świat światem były przy rodzącej i młodej mamie, dziś się rozpadły lub przeniosły do internetu.

Kobiety nowoczesne pozbawione są dostępu do bliskich sobie kobiet, do ich doświadczeń, skazane są często na samotne (mimo obecności partnera) wyzwania związane z macierzyństwem, ale…
Ale na szczęście dla nas: mamy położne rodzinne. Jak widzisz swoją rolę, jako położnej w tym towarzyszeniu najpierw kobiecie ciężarnej, a potem po porodzie w połogu?

Mówimy o Internecie, jako o takim źródle, miejscu spotkań, ale bardzo pustym i bardzo smutnym, bo prawdziwe spotkanie z człowiekiem to jest twarzą w twarz, takie też dzisiaj zaproponowałyśmy sobie. Nie wyobrażam sobie, żeby inaczej miało się to przeprowadzić. Powiem szczerze, że książka była dla mnie dużym wyzwaniem ze względu na to, że nie widzę tej osoby, która czyta, wolę widzieć, wolę czuć, chcę widzieć jej twarz, emocje, to jest potrzebne w kontakcie w pracy z drugim człowiekiem. Ale też ten drugi człowiek, ten człowiek, który czegoś potrzebuje, pokazuje nam czasami nieświadomie, np. wzrokiem pustkę, czy potrzebę, szukanie, czegoś, kogoś, najczęściej kogoś. Brak mamy, brak najbliższych osób spowodowany jest współczesnym światem, on jest bardzo mocno widoczny w dużym mieście, tutaj w Krakowie.

Wiem, że dużo kobiet biorących udział dzisiaj w zajęciach, to są przyjezdne, to są dziewczyny, które przyjechały tu na studia, które poznały tu swoją miłość, które zostały tu ze względu na pracę. I rodzi się niesamowita samodzielność, cudowne przygody związane z poznaniem nowych ludzi w dużym mieście. Może trochę poczucie braku tej rodziny, jeśli coś się dzieje, np. sesja za trudna, albo bluzka nie taka, i nikt nie zdążył podrzucić kanapki w odpowiednim momencie do torebki. Ale największy brak pojawia wtedy, kiedy okazuje się, że nie ma z kim podzielić się rozterkami o ciężkich trudach związanych z macierzyństwem.

No i wtedy cudną sprawa jest coś, a właściwie ktoś, kto istniał w opiece zdrowia od zawsze: położna. Tak naprawdę dawniej położna była potrzebna kobietom w porodzie, i byciem z kobietą w najważniejszym, wydawać by się mogło, że najważniejszym momencie macierzyństwa. Ja jednak wierzę, że teraz jesteśmy w stanie spełnić o wiele ważniejszą rolę, jako położna rodzinna, w edukacji, bliskości, zastąpieniu tego braku osób bliskich, i tak jak tutaj w cytacie mówiłaś, że w Turcji rozwieszane są szkarłatne wstążki, wspominałaś też moje błękitne oczy, to moje pacjentki wyposażone są w błękitne wstążeczki.

Które dostają od Ciebie?

Tak, ode mnie. Dostają wstążeczkę ode mnie wraz z pozwoleniem wyjścia na pierwszy spacer, i mogą ją sobie przywiązać do wózka. Jest to symbol, że należą do tej grupy pań, które mnie wybrały. Dzięki czemu na spacerach wyławiają się wzrokiem te niebieskie wstążeczki, czyli staram się przez ten błękit też połączyć ludzi. Wyposażone są też w telefon do mnie, tzw. telefon do przyjaciela, to jest moja komórka, i kiedy nie jestem wstanie odebrać, to mogą mi napisać smsa. Te smsy są wysyłane i w nocy i w święta. Oczywiście nie jestem w stanie zawsze odpisać, i rolą położnej nie jest bycie non stop z daną pacjentką, ale tak jak mi panie mówią, to jest dla nich taki zawór bezpieczeństwa, bo im wystarczy, że do mnie napiszą, i świadomość, że ja to przeczytałam, że miały o tym komu powiedzieć. Kolejną rzeczą jeśli chodzi o wsparcie, jest moja grupa facebookowa, która istnieje ponad 4 lata, grupa daje sobie nawzajem wsparcie i powiem szczerze, że mnie też. Administratorem tej grupy oprócz mnie są jeszcze 2 moje pacjentki, z jedną z nich zakładałam tę grupę. Po którejś wizycie siadłyśmy z laptopem (dziękuje Ci Ula za to, bardzo miło wspominam tamten czas), i stwierdziłyśmy, że moja obecność na swoim profilu prywatnym to za mało, i że musimy to zorganizować w inny sposób. Grupa jest zamknięta, są w niej osoby, które znam, moje pacjentki, dlatego w tej grupie nie ma hejtu, nie ma wytykania sobie błędów, jest pomoc, bardzo często też i pomoc materialna, kiedy jest potrzebna. Więc nie szkarłatna wstążeczka, tylko błękitna, nie narzekanie, i wytykanie tylko uśmiech, i słuchanie.

Dedykując niektórym moim koleżankom położnym na niedawno organizowanym Kongresie Położnych Małopolskiej Izby wpisywałam taką dedykację: nie zawsze dla naszych pacjentek jest ważna wiedza nasza, ale zawsze ważny jest uśmiech. I chyba z tym uśmiechem najtrudniej jest personelowi medycznemu, my czasami ukrywamy się za stertą papierów, to jest praca, która jest bardzo ciężka administracyjnie. Jeśli ktoś tak, jak ja prowadzi działalność na Narodowy Fundusz Zdrowia, to to są stosy papierów, w których zwyczajnie może polec człowiek. I tej bliskości wtedy nie ma.

Procedury bywają okrutne.

Nie no jest się wstanie z tym poradzić, tylko trzeba wysunąć głowę z tych papierów i się uśmiechnąć. Pacjentki do mnie trafiają, bo po prostu wiedzą, że to dostaną. Że dostaną kawałek ciepła, kawałek czasu, takie czasu, którego ja nie ograniczam do tych 4 wizyt po porodzie. Wiedzą bardzo dużo nt. spotkań w edukacji przedporodowej, a ja im już przy pierwszej rozmowie mówię, ż jeśli ktoś nie chce chodzić na taką edukację, to nie ma potrzeby, żebym chodziła do tej osoby po porodzie. Bo nie będzie moja pomoc wystarczająca, będzie oceniona, jako taka zwykła pomoc, normalna, na którą potem pacjentki narzekają, że przyszła, wypełniła papiery i poszła, jeżeli się poznamy i mamy do siebie zaufanie, to spotkania po porodzie są już samą radością.

Lucyna, twoja sława to cię wyprzedza, bo jak ja 3 lata temu byłam w drugiej ciąży, i wtedy moja koleżanka, z którą znam się z flamenco, Madzia (Magda pozdrawiamy!) poleciła mi Ciebie. Ja nawet nie wiedziałam, że ty jakieś rankingi wygrałaś, ale Magda polecała mi Ciebie, jako osobę, która faktycznie swój zawód traktuje, jako misję, ale rozumianą nie w taki służalczy sposób, tylko taki obecny, traktując pacjentkę z ogromną uważnością i serdecznością. Zresztą i mnie tą serdeczność okazałaś, bo my sobie trochę na FB popisałyśmy, i uczciwie mi powiedziałaś, że nie możesz zostać moją położną, bo mieszkamy w dwóch różnych dzielnicach, i nie będziesz wstanie dojechać, i zaleciłaś mi znalezienie w swoim regionie takiej położnej, która będzie mieć komfort bycia przy mnie szybciej.

Dziękuję, że to pamiętasz, ja właśnie zawsze staram się uczciwie, i wprost mówić pacjentkom: nie dojadę, nie dam rady, nie będę na tyle dyspozycyjna. Nie chodzi o to, żebyś miała położną z rankingu, tylko macie mieć położną żywą, która z wami siądzie, zobaczy, wytłumaczy, która wysłucha. I jeśli faktycznie ktoś daleko mieszka, to na pomoc tej położnej, którą sobie akurat wymarzyłaś, to czasami nie ma możliwości, żeby ona dojechała.

Bardzo ważny jest też ten czas spotkania z położną. Tutaj reguluje nam to już standard opieki około porodowej i obowiązek prawny, który narzuca na lekarza prowadzącego ciążę obowiązek przypomnienia pacjentce, że od 21 tc może uczestniczyć w bezpłatnych zajęciach, spotkaniach z położną, właśnie przez siebie wybraną. Więc znajdź, poznaj, zapytaj, dopytaj, po pierwszych zajęciach możesz wyjść, jak komuś nie odpowiada, to może zmienić, ale zrób to na tyle wcześniej żeby sprawdzić, czy faktycznie tę kobietę chcesz wpuścić do swojego domu, czy ona faktycznie ci pomoże, czy ona tylko w rankingach jest świetna…

Można też personalnie się nie dopasować, bo to przecież relacja człowiek-człowiek.

Może tak być, że ktoś nam zwyczajnie wizualnie nie spasuje.

No to tutaj muszę opowiedzieć anegdotę, ale to z życia mojej przyjaciółki, która rodziła w Szwecji, i opowiadała, że jak zobaczyła swoją położną, która miała ją wspierać w porodzie, to sobie pomyślała: Boże jaka brzydka kobieta, ja nie przeżyję z nią porodu! Potem dostała gaz rozweselający i po trzech sztachnięciach mówi, że wchodzi położna, a ona: Boże jaka piękna kobieta. (śmiech)

No jak to działa magia! No ale może w trakcie ciąży nie traktujmy się gazem, żeby zapałać sympatią do położnej, tylko postarajmy się świadomie tego wyboru dokonać.

W 86 roku po zdaniu matury, wybierałam dla siebie swój zawód, wiedziałam, że to będzie któryś z tych kierunków medycznych, i padło na coś najpiękniejszego, to jednym z kryteriów przyjęcia do szkoły też był, i to się nazywało poprawny wygląd zewnętrzny. Chodziło o to, żeby tej pacjentki sobą nie wystraszyć, więc faktycznie było zastanawiające co, to znaczy ten poprawny wygląd. Mam nadzieję, że pod tym kątem sama sprostałam swoim pacjentkom, i nie straszę sobą. Aczkolwiek tak, to też jest bardzo ważne, żeby sobą pokazać, że nie wchodzi jakiś kocmołuch, ktoś, kto nie dba o siebie, kto nie ma w sobie krzty kobiecości, nie przerysowana kobieta, tu trudno wejść z długimi paznokciami, tipsami, z wyglądem lali – przepraszam za określenie – ale trzeba swoim rękom dać jakiś kształt ciepła, chociażby w tym dotyku, no ta fizyczność też jest ważna.

No choćby po to, żeby się chciało oddać w te ręce położnej.

Lucyno, wyprzedziłaś już moje kolejne pytanie, właśnie odnośnie standardów opieki okołoporodowej. W swojej książce zwracasz na to uwagę, i w niej często pojawiają się trzy kluczowe słowa: głowa – prawa – edukacja przedporodowa.Skupmy się na tym drugim: czyli prawo. Proszę wyjaśnij dokładnie, jakie prawa wynikające ze standardów opieki porodowej ma ciężarna?

Opieka nad kobietą jeszcze w okresie ciąży jest gwarantowana przez państwo, a zapisy jeszcze z 2011 roku mówią o bezpłatnej edukacji przedporodowej, o której ciężarną powinien poinformować lekarz ginekolog prowadzący ciążę. Powinien też w myśl najnowszych zapisu standardu, które wyszyły 11 września 2018 dokonać wpisu w swojej dokumentacji, że taka informacja została przekazana i wpisać nazwisko położnej środowiskowej. Więc będzie to w jakiś sposób ułatwienie dla kobiet – mam nadzieję, że nareszcie – bo 7 lat ten standard był można powiedzieć pusty. Wiele osób, nie realizowało tego standardu, bo wydawało się, że pacjentka poradzi sobie, że jak rzuciła hasło, że chodzi do szkoły rodzenia, no to już przecież nie potrzeba, albo po staremu: no ktoś przyjdzie do pani do domu. Ja zawsze wtedy mówię: nie chcę kogoś, tylko chcę konkretną osobę, a do tego masz prawo, i podaję ten standard. Czyli powtarzam: masz prawo do bezpłatnej opieki w okresie okołoporodowym, do bezpłatnej edukacji od 21. tc, do wizyt po porodzie u siebie w domu, i jeżeli ktoś nie realizuje tego standardu, to tak naprawdę nie powinien pracować w tym zawodzie.

Ta edukacja możliwa jest do przeprowadzenia w każdych warunkach. Widzisz tutaj nie ma jakiś szalonych warunków…

Jesteśmy w przychodni…

Jesteśmy w starej przychodni, to jest budynek zewnętrznie wcale nie ładny, wcale nie atrakcyjny, ale stworzyłyśmy z moimi koleżankami – dlatego że jestem w spółce partnerskiej, jest nas w sumie 8 położnych – taki kawałeczek naszego świata. Nawet te drzwi tutaj przeszklone oddzielają ten korytarz, gdzie siedzą pacjenci do lekarzy. Do nas przychodzą kobiety zdrowe i uśmiechnięte na spotkanie z położną. Na pewno brak jakiejś większej sali, gdzie można by prowadzić większe spotkania z większa ilością osób, lub choćby nawet prezentacje. Ale na każdym kawałku, gdzie jesteśmy w stanie coś kobietom pokazać, możemy to zrobić, także warunki lokalowe nie powinny być przeszkodą – choć podejrzewam, że wiele położnych będzie się za tym ukrywać, że nie ma gdzie spotkać się z pacjentką. Możemy też spotykać się z pacjentką w trakcie tej edukacji przedporodowej w domu, ale to są indywidualne spotkania, w takich warunkach szczególnych, kiedy kobieta nie może dojechać z jakiś powodów zdrowotnych do gabinetu; ja w tym momencie mam jedną taką panią, którą się w taki sposób opiekuję, ale cieszę się bardzo (i z tego miejsca pozdrawiam Ewelinkę), że już w najbliższą środę będzie tutaj, bo dostała pozwolenie wyjścia z łóżka i bardzo się z tego cieszy.

Myślę, że to dla niej też będzie ważne.

Bardzo ważne! Dla mnie te wizyty indywidualne są trudne, bo muszę w taki skondensowany sposób przekazać tę wiedzę, jak najwięcej, żeby zdążyć zrealizować te 30 spotkań. Ale jeśli chodzi o nią, to to jest bardzo ważne, żeby dotarła tu do gabinetu, bo potrzebuje spotkań z kimś innym, z innymi brzuszkiem, uśmiechem, doświadczeniem.

Bo to jest bardzo ważne: spotkanie z innymi kobietami, z inną perspektywą. Dla mnie to było bardzo inspirujące – akurat chodziłam do szkoły rodzenia – i z jedną znajomą ze szkoły rodzenia wylądowałyśmy razem na porodówce, dzieliły nas 3 dni, ale to było fajne, bo my się już znałyśmy, i byłyśmy dla siebie ważne, wspierające.

Ja też często dostaję smsa od pacjentek: Pani Lucynko, na korytarzu spotkałam, jak ona się nazywała, siedziała tam, i określa mi gdzie siedziała, albo: leżałyśmy na sali razem, czy też ja wchodziłam na oddział, ona wychodziła, więc tak, to jest niezmiernie ważne,

Czyli to co się dzieje w trakcie tych spotkań, to zawiązuje się taka wspólnota kobiet?

Tak! Tak zdecydowanie tak, my to potem kontynuujemy na tej grupie facebookowej, panie dojeżdżają często z jednego miejsca, umawiają się na wspólny dojazd, wspólny posiłek, więc to też jest bardzo cenne, wiem, że obgadują wtedy każde zajęcie…

i swoją położną!

Czasem też dopóki książki nie było, to wymieniały się notatkami. Ja się nawet obawiałam, że ktoś mnie wyprzedzi z tą książką, na podstawie tych moich notatek. Niektóre notatki były naprawdę niesamowite! Na konkursie który za niedługo czeka moje panie, w trakcie takiego naszego wewnętrznego spotkania Mikołaj 2018, będzie konkurs Położna pyta. To w ten jeden dzień, to ja będę pytać… uhonorowaniem udziału w tym konkursie dla każdej z pań są nagrody, które udało mi się zorganizować od rożnych partnerów. Ale do czego zmierzam: jedna z pacjentek, która jest na początek zawsze obdarowana to ta, która na to spotkanie przyniesie swój zeszyt z edukacji. I wtedy ona, jako pierwsza wybiera sobie nagrodę. I w tamtym roku byłam naprawdę zadziwiona, jak pięknie te notatki były zrobione, nawet dopytywałam, czy ona specjalnie na to wydarzenie przepisywała te notatki? Bo były podkreślenia, na kolorowo zaznaczenia, fiszki włożone, no coś niesamowitego, jak ten zeszyt wyglądał.

Ja jestem już po porodzie, ale Twoją książkę oczywiście przygotowując się do naszego spotkania przeczytałam, i generalnie ja bez podkreśleń, zaznaczeń ulubionych cytatów, to ja nie potrafię, ja w ten sposób sprawiam, że książki są jeszcze bardziej moje.

One są żywe.

W ten sposób czytałam książkę Iny May Gaskin „Poród naturalny”, nie wiem, czy ją może polecasz swoim pacjentkom, bo to jest książka która traktuje o przygotowaniu do porodu siłami natury, i zawiera opowieści porodowe, takie wspierające. Zaczytywałam się w niej będąc w drugiej ciąży, i pamiętam, że będąc dopiero w 20tc mówiłam do mojego męża: ja już tak bardzo chciałabym rodzić! Bo książka opisuje i przygotowuje kobiety do tego, że owszem poród będzie bolał, ale ten ból jest po coś. I ty też piszesz o tym w swojej książce, że ból jest takim przewodnikiem w porodzie, opisujesz, że poród może być dobry i piękny, jeśli będziesz wiedziała, jak się do niego przygotować, będziesz aktywna w porodzie, a nie tylko skazana na personel medyczny.

Bo rodzi kobieta, a personel przyjmuje dziecko, ma tylko towarzyszyć.

Rodzi kobieta! Ale jeśli kobieta o tym nie wie, oczekuje w jakiś dziwny sposób pełnej obsługi, obsługi tego, że nie będzie boleć, że szybko urodzi, a to nie prawda i tak się nie da. Trzeba wejść w głąb swojej natury, swojego ciała, dać się ponieść emocjom, i pokrzyczeć, i popłakać…

I potańczyć. Poruszać się…

Tak, tak, w Internecie jest dużo takich filmików, pokazujących taniec w trakcie porodu.

Ja np. tańczyłam flamenco.

Cudownie! I ten ruch przecież pomaga.

Zdecydowanie. Polecam!

To są te endorfiny, które jesteśmy w stanie same sobie za dawkować, nie trzeba wtedy stosować gazu rozweselającego, nie wykluczam oczywiście tej pomocy, no ale chodzi o to, że mamy świadomość, że coś się dzieje ze mną, ale ja to przyjmuje, nie jestem przeciw. W końcu wszystkie oczekujemy tego momentu, zresztą to sama powiedziałaś, że byłaś w 20 tc i już chciałaś rodzic, ale rodziłaś drugi raz i rodziłaś bardziej świadomie, jak to przekazać pacjentce, która jest pierwszy raz w ciąży? Czasem przewrotnie mówię: ciesz się tym, co jest, bo już jesteście w trójkę, i to jest radość, bez tych obowiązków i tej odpowiedzialności, że np. nie można wyjść z domu. Też ten mit trochę obalam, bo jak jest dziecko to można wyjść z domu, nawet jak się karmi piersią…

Potwierdzam.

Ale zdecydowanie przy tym porodzie, to trzeba wiedzieć, że coś się dzieje ze mną, że ja chcę tego, doczekałam tego momentu. Poród bardzo zmienia kobietę, otwiera ją, każda z nas po porodzie staje się inną kobietą. Ja wiem, że jako położna po urodzeniu swojego pierwszego dziecka stałam się inną położną, położną zdecydowanie lepszą, bardziej empatyczną, odczuwającą, nie tylko wiedzą, ale i swoim ciałem, taka głębia empatii, ale trzeba to przeżyć.

Oburzałam się, jako młoda adeptka położnictwa, jak na historii położnictwa opowiadano, że jednym z warunków przyjęcia do szkoły położnych, było to że kobieta musi być już mamą. Myślałam sobie, że to takie niesprawiedliwe, bo co to znaczy? Zrozumiałam intencje tego zapisu dopiero po urodzeniu swojego syna. Wiem, że wartość zawodu wtedy jest inna, i wartość bycia z drugim człowiekiem, też jest inna, dlatego też np. przy karmieniu piersią pierwszą rekomendację jaką ja wspominam, dlaczego warto karmić piersią, to jest ta, że ja sama wykarmiłam dwójkę swoich dzieci. Jest to dla bardziej wartościowe, większe, ważniejsze, niż wszystkie kursy, niż moje kompetencje jako położnej. Podaję im kompetencje, jako mama, ja te kompetencje zdobyłam, bo wykarmiłam swoje dzieci.

Proszę bardzo stoją, żyją…

Są piękni, mądrzy, cudowni, zobaczcie możecie ich nawet podziwiać na Facebooku. Syn mając chyba 17 lat założył podkoszulek, na którym był napis: facet wykarmiony piersią.

Serio? Muszę zrobić moim syneczkom.

Serio. Cudowne to było, miał różne komentarze pod tym zdjęciem, ale pięknie potrafił się wybronić: A co ty się wstydzisz, że twoja mam cię karmiła piersią?

Lucyna nie sądziłam, że wdepniemy w taki temat intymnych zwierzeń związanych z karmieniem piersią. Ja tez się mogę pochwalić, że posiadam dwóch synów, małych facetów wykarmionych piersią. I tak się właśnie zastanawiam, czy oni będą pamiętać ten okres karmienia piersią, i tej takiej niesamowitej bliskości. Póki co, nazywam ich beneficjentami długiego karmienia piersią, co się realizuje w ten sposób, że dla nich widok mamy karmiącej dziecko, jest absolutnie naturalny. Idziemy gdzieś i oni widzą dzidziusia płaczącego, i komentują: mamusia musi mu dać cycusia, żeby się uspokoił, i ciekawa jestem czy moi synowie, kiedyś też sprawią sobie taką koszulkę? Podoba mi się to, w jaki sposób zachował się twój syn w odpowiedzi na głupie komentarze, bo to jest trochę tak, jakbyśmy się mieli wstydzić tego, ze jesteśmy ludźmi, ze jesteśmy ssakami, jakbyśmy się mieli wstydzić tej natury.

Druga część wywiadu: O edukacji przedporodowej, przygotowaniu głowy oraz ciała do porodu… i macierzyństwa.
Chcecie wiedzieć więcej o edukacji przedporodowej? To zapraszam na profil Lucyny na Facebook’u i stronę Lucyny.
Książka Lucyny „Pierwsza pomoc w nauce macierzyństwa”
A dla lubiących słuchać, moja i Lucyny – pełna zachwytu – rozmowa w postaci podcastu do posłuchania TUTAJ.

Partnerem tej kobiecej produkcji jest moja marka własna 5razones by Elegancki Smok – czyli elegancki sklepik z autorskimi koszulkami i torbami.

Możesz polubić też