U Eleganckich

Potrzeby

17 stycznia 2016

Potrzeby, jak i żądze, nie znają dnia ani godziny.
Czają się i atakują znienacka.

Potrafią wybudzić cię z najgłębszego snu, albo sprawią że będziesz mieć nie lada problem, żeby w niego zapaść (a i tak zamiast hasających przed oczami baranów, przewijać i odliczać ci się będą żelki, ptysie czy inne żrećisikuteżprzepadliściechcemisię).

Napastować będziesz swojego męża, partnera, konkubenta, żeby gnał co prędzej do kuchni: i no przynieś mi soczku, i może jeszcze herbatki, i kromeczkę mi posmaruj i masłem i majonezem, na to połóż serek i szyneczkę i serek, i jeszcze raz posmaruj majonezem i musztardą, albo od razu zrób dwie, co będziesz dwa razy do kuchni latał, i zejdź do piwnicy, tam powinny być jeszcze kiszone od twojej mamusi, wracają, jednak pójdź jeszcze do kuchni, i tak ze trzy ciasteczka owsiane, albo nie dawaj całą paczkę. Wygnasz go nocą, nie bacząc na pogodę, na miasto, żeby w ostatniej otwartej na dzielnicy budzie upolował ci kebaba lub inne fastfooda.

Nie będziesz mieć litości dla własnego dziecka. Od ust sobie nie odejmiesz i niczym się nie podzielisz. Niechże nawet rączek w twoją stronę nie wyciąga. W ostateczności jesteś wstanie szukać schronienia w spiżarce, łazience czy też w szafie wnękowej.

Przezorna i na okoliczności potrzeb ubezpieczona, w kieszeniach kurtek i płaszczy, a także w sekretnych przegródkach torebki pochowane masz kilogramy krówek, batoników, cukiereczków, słodkich ale też i słonych orzeszków. Zapasy uzupełniasz i gromadzisz regularnie.

Przyłapana nocą, lub bladym świtem w oparach lodówki przegryzając kabanosa resztkami szarlotki, odpowiadasz: ja nie żrę, ja tylko przekąszam.

Potrzeby. Nie walcz z nimi. Nie stawiaj oporu. Poddaj się.
I tak cię dopadną.

Możesz polubić też