U Eleganckich

Siedemnasta

14 października 2015

Są takie dni, kiedy los, fortuna, no wszechświat cały sprzyja temu, żebym była na permanentnym wirażu.

Od rana na full obrotach, półobrotach, piruetach i w papilotach.

W tańcu hulańcu pomiędzy patelnią a pralką, w szpagacie na trasie łazienka i szafa, w falowaniu i spadaniu na stole i pod stołem.

I w rytmicznym wyciąganiu, składaniu, kaszy mieszaniu, kanapek smarowaniu, warzyw obieraniu, kredkami malowaniu, w garnku z rosołkiem mieszaniu.

I raz-dwa, raz-dwa, raz-dwa, raz-dwa / Raz-dwa, raz-dwa, raz-dwa, raz-dwa / Raz-dwa, raz-dwa, raz-dwa, raz-dwa, raz-dwa.

I jeszcze prasowanie, przewijanie, skarpet w kłębek zawijanie, naleśników podrzucanie, ziemniaków do taktu ubijanie.

I Raz-dwa, raz-dwa, raz-dwa, raz-dwa / Raz-dwa, raz-dwa, raz-dwa, raz-dwa / Raz-dwa, raz-dwa, raz-dwa, raz-dwa, raz-dwa.

I tak nagle znienacka, totalnie niezauważenie wybija ona. Siedemnasta. I raptownie i niespodziewanie ta siedemnasta cholerna zastaje mnie w piżamie.

No nie ma wstydu, komu się nie zdarzyło. I kto mnie w takim stanie zobaczy. No może tylko listonosz, ale czego ten listonosz już nie widział. Może jeszcze sąsiadka, która akurat w dniu mego wszechświatowego wirażu, zastuka do drzwi, żeby przypomnieć, że jutro będzie kontrola instalacji gazowych. A niech ma!

Ale nie ma wstydu drogie Panie, od rana do siedemnastej paradować w piżamie. Mówię to Wam ja, Dość Perfekcyjna i Elegancka Pau Domu.

Możesz polubić też