5razones.pl

Czerwiec 25, 2018 at 9:29 pm

Swystowy sad. Nasz detoks od miasta w bardzo dzikim sadzie.

Swystowy sad. Nasz detoks od miasta w bardzo dzikim sadzie.

Zachciało nam się ucieczki. Ucieczki od miasta. Taki prawdziwy detoks od cywilizacji, pędu, hałasu. I uciekliśmy w sad. Bardzo dziki sad. A dokładnie to w Swystowy Sad.

 

Wiecie jak jest w Swystowym Sadzie?

Jest zieleń po horyzont, aż po sam strumyk. Jest zieleń, aż po samo niebo. Są drzewa, kwiaty, zioła, trawa. Jest strumyk, w którym można uprawiać spacery i najprawdziwsze przygody, albo rzucać do strumyka kamyki. Są kozy, kozy na dzień dobry i kozy zamiast dobranocki (serio, nie ma bardziej fascynującej powiastki przed snem). A pośrodku sadu jest dom. Duży drewniany dom, którego właściciele przenieśli z innego miejsca. I właśnie tu, w tym sadzie znalazł dom swój drugi dom.

 

 

Dom z kuchnią pełną ludzi, w pełni życia, i zapachów. Z jadalnią, w której stoły zapraszają do wspólnych posiłków i rozmów. Tam też rozsiadły się kanapy tak na wyciągnięcie ręki od kącika z książkami i kominka. Zaraz obok czają się skrzynie pełne zabawek i skarbów: Mamo, tu musi mieszkać jakiś chłopiec! – z swoim odkryciem przybiega do mnie Franiu. Wszystko się zgadza to Julek, syn gospodarzy, który jako nowy bohater Frania i Tadzinka buduje dla nich pojazdy, statki kosmiczne ze swoich klocków.

 

 

Czas się nam zatrzymał, w tym sadzie, w domu z drewna, w zapachu drzew i kominka. Siedzieliśmy na leżaku i na trawie przytuleni przez sad. Czytaliśmy, sączyliśmy cydr i patrzyliśmy. Przed siebie, na niebo, na siebie.

Z fascynacją przyglądaliśmy się, jak nasze dzieci opuszcza to miejskie napięcie, które w Krakowie wciąż gdzieś każe biec i szukać sobie zajęcia. Jak się uspokajają, jak szukają same wyciszenia. A to w piaskownicy, a to na kocyku budując wieże i smoki, a to odkrywając dziką przyrodę.

Jak wpadają w ten najlepszy, najprawdziwszy rodzaj skupienia, obecności, uważności. Jak zaczynają dzień od biegania w trawie, w rosie. Jak kończą go spacerem w strumyku, szaleństwem na huśtawce.

I jak potem nie chcą wracać do domu.

 

 

Dobrze nam było w sadzie, poza zasięgiem miasta, internetu, domagających się uwagi i załatwienia spraw telefonów.

Jedyne co nas rozpraszało to rozterka, co wybrać do popołudniowej kawy: drożdżowe z wczoraj czy świeżą tartę cytrynową. Szczęśliwie z ani jednej z tych pyszności nie musieliśmy rezygnować.

Za niczym nie tęskniliśmy, nigdzie się nam nie spieszyło, po prostu sobie w tym sadzie, jak zaczarowani byliśmy w pełni.

 

 

I sami nie wiemy, czy to sam urok tego domu, czy też jego gospodarzy (no dom to przecież ludzie, czyli Grażyny i Michała), ich serdeczności, serca, uśmiechu, ale ciężko nam było opuścić sad.

Obiecaliśmy sobie, że jeszcze do sadu wrócimy. Przyjedźcie jesienią, wtedy jest tu najpiękniej – zapraszała nas Pani Grażyna.
Ciężko nam to sobie wyobrazić, ale po prostu musimy to sprawdzić.

 

 

Jeśli i Wam marzy się taki odwyk od miasta, bycie poza zasięgiem, to Dom w Swystowym Sadzie ma dla Was aż 5 bardzo klimatycznie urządzonych pokoi (drewniane łóżka, stare skrzypiące szafy i podłogi). Jest też mniejszy domek z pokojem karmazynowym oraz pokojem z kominkiem (w tym my spaliśmy). O Wasze brzuchy nie musicie się martwić, kuchnia rękami Pani Grażyny i Michała codziennie wydaje pyszne wegetariańskie posiłki: śniadania (tu obłędne domowe kozie sery, domowe dżemy, domowy chleb) i obiado-kolacje.

 

 

Komu się chce, komu się marzy, kto potrzebuje ten rusza na szlak. Bo z Swystowego Sadu można ruszyć turystycznym szlakiem i zdobywać Beskid Niski.

Nam się nie chciało. Może ruszymy sobie właśnie jesienią.

 

 

0 likes Projekt łasicowanie # , , , , , , , , ,
Podziel się: / / /
Szukaj na 5razones

5 days ago

5razones

Ten moment, kiedy dziecko bardzo chce odpowiedzieć tacie na pytanie: co robi mama?, a że tak jakby brakuje mu odpowiedniego słowa z kategorii: dom/gospodarstwo domowe i tłumaczy najlepiej jak potrafi...
.
.
.
.
.
.
.
- Ogrzewa* nasze ubranka...

* czyli prasuje. Po rzeczowniku żelazko, przyszła najwyższa pora na nauczenie się czasownika, który wchodzi w ścisłą relację z w/w przedmiotem.
... See MoreSee Less

View on Facebook

7 days ago

5razones

W prowadzeniu bloga i w pisaniu do Kwartalnika Laktacyjnego najbardziej lubię spotkania, rozmowy, wywiady.

I ostatnio miałam przyjemność porozmawiać i poznać lepiej Ewę Dymek-Dudzińską (malarkę, performerkę, pisarkę). O Ewie "zrobiło się głośno" po tym, jak na na jednym z koncertów stanęła za konsoletą djską, grając koncert techno i jednocześnie karmiąc piersią swoją kilkumiesięczną córeczkę. Ewa przyznaje, że hejterskich komentarzy, jakie popłynęły po tym spontanicznym występie w jej stronę, starała się nie czytać, bo zna wartość swojego macierzyństwa.

Rozmawiałyśmy o karmieniu piersią (a jakże!), o bliskości i więzi, jaka się rodzi nie tylko w trakcie karmienia, i także o muzyce.

- Karmienie piersią zmusza do ciągłego przytulania... - powiedziała Ewa - a ja lubię się przytulać.

<3

Całą rozmowę możecie przeczytać w najnowszym jesiennym Kwartalniku Laktacyjnym:

issuu.com/fundacjapromocjikarmieniapiersia/docs/kwartalnik_laktacyjny_3_2018_issuu_/60
... See MoreSee Less

View on Facebook

1 week ago

5razones

Noworodki tak mają.
Kilkumiesięczne dzidziusie też.
I roczniakom też w tym najlepiej.
Dwulatki potrafią się o to ciągle upominać: Przytulaj mamusi!
A jak czterolatek tego pilnuje: Najmocniejszego przytulacka poproszę!

Hej, my ludzie-huby tego potrzebujemy.

<3
... See MoreSee Less

View on Facebook