Czerwiec 9, 2015 at 11:05 am

Szamanki. Portret uzupełniony

Szamanki. Portret uzupełniony

Jest taka Jadźka. A bo wy nie znacie Jadźki. Tu proszę link do jej królestwa i się pilnie zapoznawać. Jadźka jest Matką Jadźką Wyrodną rock’and rollowo panującą i zarządzająca swoją rodziną w postaci małżonka Mojżesza i dwóch synów. Jadźkę ktoś kiedyś próbował utemperować, podciąć jej kolorowe skrzydła, bo Jadźka to ptak kolorowy, wmawiając jej, że no nie wypada. No nie wypada Jadźce być Jadźką, kiedy Jadźka jest matką. Więc tatuaży nie wypada mieć, że kolczyków nie wypada nosić, i te dziury w spodniach zacerować, bo z dziurami na tyłku nie wypada, a już zwłaszcza to nie wypada pod sceną w Jarocinie hasać. Bycie matką wyklucza, zabrania, i absolutnie eliminuje z życia, bycia Jadźki, to co najbardziej Jadźkowe. Ale na szczęście dla Jadźki, Jadźka ma usposobienie przekorne i pod prąd wszelkim konwenansom chadza. Ku radości!

Jest taka Marta. Marty też raczej nie znacie. I ja też nie znam Marty osobiście. Poznałyśmy się przez FB i tak póki co nasza znajomość się realizuje. Marta jest mamą na pełny etat, wkręciła się w macierzyństwo, rodzicielstwo. I Martę ktoś ostatnio spróbował sklasyfikować i dobrą radą służąc zaproponował, żeby na bok odstawiła swoje rodzicielstwo i zajęła się sobą, by przez chwilę poczuć się kobietką. No ja przepraszam bardzo, ale żeby Marcie-Matce brak Marty-Kobiety wytykać? Ja Martę w sieci raz na czas podglądam i obserwuję, i ja nie zauważyłam, żeby z Marty, Kobiety coś ubyło. Ja to się nawet przyznam, że ja to nie Martę –Matkę obserwuję i podglądam, tylko właśnie Martę-Kobietę, jak Marta zupę gotuję, jak Marta z synem kwiatki przesadza, jak Marta się zastanawia na jaki koncert by się wybrała? Bo co by Marta-Matka bez kreatywnej, wielowymiarowej, kolorowej, ciekawej siebie i świata Marty-Kobiety zrobiła?

Jest taka Kaja. Niektórzy z Was mogą znać Kaję. A ci którzy nie znają, mogą poznać. Zapraszamy do La Pasión. Kaja jest tancerką, instruktorką flamenco. Jak czasami dzwonię do Kai, to w tle słyszę głosy jej dwóch rozbrykanych córeczek. Najczęściej są wtedy na jakimś spacerze bądź w piaskownicy, bo Kaja liczy, że jak się dobrze córy zmęczą, to szybciej pójdą spać. Z tego co wiem, to jeszcze nigdy misja zmęczenia totalnego pociech się nie udała. Zapytałam kiedyś Kaję, czy udaje jej się ćwiczyć choreografie przy córkach. Nie udaje się, mówią zawsze, mamo no nie tańcz już. Kaja musi czekać, jak córki pójdą spać. I Kaja wymyśla, i tańczy i ćwiczy nocami. Nawet jak leży już w łóżku, zegar wybija pierwszą, a potem drugą godzinę, a ona myśli albo o obiedzie na drugi dzień albo o jakimś wymyślnym remate, którym wzbogaci nasze choreo. I noga Kai tańczy, i ręka. Tancerka w Kai nigdy nie śpi. Matka także. Dlatego biedna Kaja nigdy nie może się wyspać.

Jest taka Kuku. Kuku na pewno nie znacie. Kuku jest moją koleżanka z liceum. W tamtych jakże odległych już czasach polowałyśmy na tego samego chłopaka, Miodzik mu pseudonim wymyśliłyśmy. Na zielonej szkole przy ognisku w trakcie dziewczyńskiej rozmowy ustaliłyśmy honorowe zasady rywalizacji o potencjalnego lubego: kto pierwszy, ten lepszy. Ona wygrała. Na około dekadę straciłyśmy się z oczu. Teraz znowu połączyła nas płeć męska, nasi synowie. Kuku miała być ginekologiem, i jak nam ten jeszcze za czasów licealnych plan przedstawiała, to nie mogłyśmy się jej w tej roli lekarki naszych macic, jajowodów, szyjek macicy doczekać. Koniec końców w swojej karierze lekarskiej na serca postawiła i to całym sercem. Pewnego dnia Kuku całym sercem wybrała swoją macicę, swoją rodzinę, większość się w głowy pukała, gdzie taką lekarską karierę teraz przerywać na ciążę i dzieci, jak to kitel na fartuch i pieluchy zamieniać? Ale Kuku zna się na sercach, wie, że jak ono puka i się wyrywa, i swego się dopomina, to trzeba się go słuchać.

Jest taka Maria. Nie wskażę Wam kto to dokładnie jest. To może być Wasza sąsiadka, koleżanka z pracy, kuzynka. Marii gwiazda rozbłyska w akcji, w przyspieszonym tempie dnia, w zadyszce codzienności pomiędzy pracą a jej ekstremalnymi hobby, w podróży (czasem do Paryża, czasem do Tokio, a czasem i zwyczajnie w Bieszczady), pomiędzy konferencjami, szkoleniami, warsztatami, na topie i na fali, w trendach kwiatów i hashtagów, na rowerze, na rolkach, w biegu. Na pytanie o to, czy myśli o tym, żeby kiedyś zwolnić, żeby zostać mamą, odpowiada: to nie moja droga, to nie dla mnie rola. Nie każda Maria musi matką zostać. Pomyślicie sobie, że się spala i kiedyś tego pożałuje. Nie, ona płonie. Żałować nie będzie. Może tylko chcieć kiedyś zmienić zdanie, bo jak sama mówi: tylko krowa nie zmienia zdania.

Jest taka Madre Wanda. Ach! jakbyście tak Madre Moją Wandę poznali! Stron w internecie by nie starczyło, żeby ją opisać. Madre jest dla mnie La Que Sabe, czyli Tą Która Wie. Jest matką, jest babcią, jest moją Madre, kim Wanda nie jest? Jej kuchnia to mój konfesjonał, w której przy naleweczce z pigwy odbywa się sakrament wysłuchania, opowieści, zrozumienia. Jej kuchnia to nasza sala treningów flamencowych, ku uciesze względnej sąsiadki z dołu. Ja nie wiem, czy to już taki wiek, ale Madre wszystko może. A już zwłaszcza to, czego nie wypada. Madre, jak zamawia drinka, to prosi o mało lodu, bo lód niepotrzebnie rozcieńcza alkohol. Jak planuje, to z dnia na dzień, spontanicznie. Jak tańczy, to jej sceną jest rynek albo przystanek, bo czasu stojąc na przystanku szkoda marnować. Jak leci do Andaluzji, to obowiązkowo z czerwonym pazurem. Madre już ma ten komfort, nikt jej nie podskoczy, nikt się nie odważy coś w niej samej wytknąć, coś w niej przestawić, o coś się w niej upomnieć, a na tych, którzy się jednak odważą, rzuca czar. To taki przywilej bycia Szamanką.

Taka Jadźka, taka Marta, taka Kaja, taka Kuku, taka Maria i taka Madre Wanda. Znacie je? A może rozpoznajecie je w jakiejś kobiecie, matce, babci, kuzynce, siostrze? Rozpoznajcie? Tak? Zachowują się znajomo? Tak?! To dajcie im spokój. Dla siebie zostawcie swoje etykiety, konwenanse, rady, wskazówki. Nie wyciągajcie z nich Matek, a jeśli nie są Matkami, to nie wpychajcie je w matkowanie, nie troszczcie się o ich niespełnione ambicje lub macice. Nie dźgajcie w nie Kobietami. Nie upominajcie się o ich kariery. Nie machajcie im przed nosem ich pasjami. One są sumą swoich doświadczeń. Kompilacją swoich ról i wcieleń. Prawdziwe Szamanki.

 

***Grafika inspirowana obrazem „Szamanka” autorstwa Agnieszki Nosek, jeszcze do niedawna do kupienia w tej galerii

0 likes Ta Która Wie # , , , , , , , , ,
Podziel się: / / /
Szukaj na 5razones

1 day ago

5razones

Ten moment, kiedy dziecko bardzo chce odpowiedzieć tacie na pytanie: co robi mama?, a że tak jakby brakuje mu odpowiedniego słowa z kategorii: dom/gospodarstwo domowe i tłumaczy najlepiej jak potrafi...
.
.
.
.
.
.
.
- Ogrzewa* nasze ubranka...

* czyli prasuje. Po rzeczowniku żelazko, przyszła najwyższa pora na nauczenie się czasownika, który wchodzi w ścisłą relację z w/w przedmiotem.
... See MoreSee Less

View on Facebook

3 days ago

5razones

W prowadzeniu bloga i w pisaniu do Kwartalnika Laktacyjnego najbardziej lubię spotkania, rozmowy, wywiady.

I ostatnio miałam przyjemność porozmawiać i poznać lepiej Ewę Dymek-Dudzińską (malarkę, performerkę, pisarkę). O Ewie "zrobiło się głośno" po tym, jak na na jednym z koncertów stanęła za konsoletą djską, grając koncert techno i jednocześnie karmiąc piersią swoją kilkumiesięczną córeczkę. Ewa przyznaje, że hejterskich komentarzy, jakie popłynęły po tym spontanicznym występie w jej stronę, starała się nie czytać, bo zna wartość swojego macierzyństwa.

Rozmawiałyśmy o karmieniu piersią (a jakże!), o bliskości i więzi, jaka się rodzi nie tylko w trakcie karmienia, i także o muzyce.

- Karmienie piersią zmusza do ciągłego przytulania... - powiedziała Ewa - a ja lubię się przytulać.

<3

Całą rozmowę możecie przeczytać w najnowszym jesiennym Kwartalniku Laktacyjnym:

issuu.com/fundacjapromocjikarmieniapiersia/docs/kwartalnik_laktacyjny_3_2018_issuu_/60
... See MoreSee Less

View on Facebook

4 days ago

5razones

Noworodki tak mają.
Kilkumiesięczne dzidziusie też.
I roczniakom też w tym najlepiej.
Dwulatki potrafią się o to ciągle upominać: Przytulaj mamusi!
A jak czterolatek tego pilnuje: Najmocniejszego przytulacka poproszę!

Hej, my ludzie-huby tego potrzebujemy.

<3
... See MoreSee Less

View on Facebook