Grudzień 13, 2014 at 7:51 pm

Sztuczki

Sztuczki

Przyznaję się, czasami, żeby odwrócić jego uwagę – oczywiście od siebie, bo ostatnio to co robi mama jest zawsze takie interesujące – i zyskać parę cennych minut dla siebie włączam mu TV i jakąś baję. Mówię mu wtedy: Kochany syneczku, Ty teraz siedź i oglądaj smerfowy las, a mama pędzi na trzy minutki zrobić siku. Albo: Franciszku, zostań proszę z Domisiami, a mama w tym czasie skończy obierać ziemniaki. Albo jeszcze tak: Pobzikuj z Reksiem, a mam dokończy robić zupkę. No tak robię, zdarza się. Ale to w naprawdę awaryjnych sytuacjach.

Wyznać muszę, że czasami gdy Lord Francisław postanowi za wcześnie powstać o poranku, czyli np. ok. 6.30, to zanim nabędę na nowo ostrości widzenia (bo nawet po założeniu okularów o tej godzinie, po nocnym czuwaniu wszystko się zdaje takie rozpikselowane), po śniadaniu na cycach, wrzucam go z powrotem do łóżeczka. Dorzucam mu dla towarzystwa furę wszystkich dostępnych pod ręką zabawek i mamroczę: Synneczku maleeenńki, ty się tu baw grzecznie, mammmunia podrzemieee jeszcze chwilunię tuż obok lub recytuję: Krzycz głośno mały, może usłyszy cię twój stary. Tu liczę, że szloch pierworodnego dosłyszy ojciec i go porannie zaopatrzy. No raz na czas zdarzają się nam takie poranki.

Nie będę udawać, że tak się nie dzieje, ale czasami, jak mam do ogarnięcia sprzątaniowo mieszkanie, to żeby mi nie przeszkadzał wesoły tupot jego wszędobylskich stóp, wkładam go np. do krzesełka, zapinam pasy. Na blacik podrzucam jakąś zabawkę lub książeczkę. I gdy widzę zaaferowanie tym tymczasowym uziemieniem, to sama beztrosko mogę śmigać na szmacie.

Wyznać muszę, że i bywają takie dni, kiedy muszę go na chwilę w bezpiecznym miejscu porzucić. A jedyne takie to łóżeczko. Sama np. w tym czasie w drugim pokoju oczywiście muszę coś na prędkości ogarnąć: pranie poskładać, z pralki wyciągnąć, rozwiesić (hmmm właściwie non stop coś tym praniem robię). Żeby nie czuł się samotny i porzucony za szczebelkami, włączam mu radio lub płytę z odpowiednio skoczną muzyką. Wtedy on sobie dla przyjemności hasa, a ja działam: składam, wyciągam, wieszam; i składam, wieszam i wyciągam do tego odpowiednio skocznego rytmu.

Wiem, że to żaden powód do dumy, ale jak nie ma wyjścia, to pragnący chwili spokoju kota się chwyta. Zatem, gdy potrzebuję zainteresować go jakąś dywanową rozrywką – żeby w tym czasie najzwyczajniej w świecie sobie choć na chwilę przysiąść, i dla wytchnienia dychnąć lub dopić kawy z poranka – do zabawy zapraszam naszą kotkę Flanelkę. Więcej niż pewne, że jego sprytne, skore do czułości rączki pozbawią kota około kilkudziesięciu gramów sierści. Ale sorry koteczki, każda wojna ma swoje ofiary, a taką cenę ma matczyny just relax.

No wyznaję, przyznaję się i nie będę pisać, że jest inaczej, no ale czasami nie mam wyjścia i innej sposobności, więc takie taktyki muszę stosować.

A Ty jakie sztuczki stosujesz na swoim dziecku, żeby jakoś przetrwać dniówkę?

0 likes Ta Która Wie , U Eleganckich # , , , , , , , , ,
Podziel się: / / /
Szukaj na 5razones
O mnie
To ja Pau Elegancka Wszystko co chcecie o mnie wiedzieć, znajdziecie tu. W każdym poście. Przeczytacie w każdym zdaniu i pomiędzy zdaniami. Rozpoznacie na granicy kropki kończącej jedną myśl, a akapitem rozpoczynającym następną. Zdjęcia, rysunki, szkice to pocztówki z naszej codzienności. Łapcie!

Wczoraj przyszła narzuta patchworkowa uszyta przez sprytne i czułe paluszki Agnieszki MaAteria patchworki w której zaszyte są skrawki z pierwszych ubranek Tadzinka.
Niedźwiadkowa kołderka przechodzi właśnie najmilejsze crashtesty. No stworzona jest do tulania!!! 🐻🐻🐻
... See MoreSee Less

View on Facebook

Fejsbuczek mi przypomniał, jak to 4 lata temu przy Franiu już bardzo, ale to bardzo nie starczało mi... niczego! Odzieży, sił i gibkości, żeby sobie buty samej założyć. 😅😄😃🤣😂

Mam tu jakieś ciężarne, którym również nie starcza?
... See MoreSee Less

View on Facebook

Zrobiliśmy dziś sobie spontaniczną wyprawę do gospodarstwa ekologicznego Dębnik 52
Niezapowiedzianie zaskoczyliśmy Gospodarzy, ale mimo tego każda kózka (no prawie każda) została nam przedstawiona z imienia. 🐐🐐🐐 Zwierzaki mogliśmy pogłaskać, nakarmić, tylko uważać trzeba, bo łakome kózki lubią skubnąć kieszenie szukając czegoś do schrupania.

Miejsce niezwykłe, zaledwie 25km od Krakowa, z własną stadniną🐎🐎🐎 koni rasy Haflinger i American Quarter Horse. Do tego te czarowne kozy, z których mleka Gospodarze robią wyborne jogurty i sery (my zaopatrzyliśmy się w twarożek i fetę w oleju z czosnkiem, czosnkiem niedźwiedzim, ziołami dębnickimi i chili).

Wrócimy, bo raz że blisko, dwa serdeczni Gospodarze i ich zwierzyniec, a trzy... to ja bardzo chcę zrealizować swoje marzenie o jeździe konnej.
... See MoreSee Less

View on Facebook