Ta Która Wie

Trzysta kroków

14 maja 2018

Zostało nam tylko trzysta kroków do domu, kiedy on zaczyna protestować, szamotać się, wyciągać rączki chcąc, żeby pomóc mu wyjść z wózka. Tylko trzysta kroków, a tu bunt, głośne nie i cały Tadeusz podszyty histerią. Wyciągam go, a co tam.

Tylko trzysta kroków, to jakieś 5 minut mojego dynamicznego marszu. W myślach skreślam już rzeczy z planu dnia, listy zadań, których nie zrobię, już czuję zadyszkę, bo przecież ten czas potrzebny na te trzysta kroków będzie trzeba nadgonić, podgonić, nadrobić.

Tymczasem Tadeusz stoi i się zastanawia. Wyciągam do niego rękę, i zapraszam do spaceru.

Nie! krzyczy, a jego stopa akompaniuje mu głośnym tupnięciem, jednym i drugim, a nawet trzecim. Nie, mama! Nie! Nie pódę! I do tego tup tup tup, i ryki dinozaura. To Tadeusz w wydaniu Tadżilla.

Stoi i się przygląda. Stanąć i przyglądać się muszę i ja. Rusza przed siebie, w trawnik, w zielone, kuca, znajduje patyk, patykiem dłubie w trawie.

Mama chodź! – przywołuje mnie. Mama mjówki – pokazuje swoje odkrycie. Dłubie patykiem dalej, przeczesuje trawę, odkrywca dmuchawca, zrywa go zamaszyście. Potem jeszcze jednego i drugiego, z dziką radością dewastuje ten puch, który naleciał mu we włosy, do nosa. Podchodzę do niego i pokazuję, że wystarczy delikatnie dmuchnąć i puszek leci do góry. Zrywa sam, chwyta w paluszki i dmucha, z całych sił dmucha. A potem kręci się w puchowym obrocie.

Gdy już myślę sobie, że zaraz ruszymy dalej, on zauważa kamyki. Nic niezwykłego, a jednak. I po kolei, kamyk za kamykiem pakują się do wózka, za nimi ląduje stado patyków, i kilka listków pamiętających zeszłoroczną jesień.

Przyglądam się tym odkryciom, tym pierwszym wiosny, i tego mikro świata odkryciom, eksploracjom na miarę tych małych rączek i stópek, na wysokość prawie 100 centymetrów. Wiem, że jego nie, to potrzeba decydowania, stanowienia o sobie. To niepowstrzymana żądza wybiegania do świata, badania go, sprawdzania, tropienia przyrody (mrówek, ptaków, kamyków, patyków).

To jego nie, nie pódę, Tadzio siam, to jest mówienie: zobacz potrafię, daj mi spróbować, pozwól zadecydować, też tu jestem, uczestniczę w tej wyprawie, zróbmy coś po mojemu, mówię, krzyczę, tupię.

Znienacka zaczyna biec przed siebie: Mama, belek! woła i zaprasza mnie do pościgu za sobą. Zatem biegnę. W tym swoim biegu ogląda się za siebie, i zaśmiewa się cały.

Mama tu! Siedzimy. -inauguruje odpoczynek. Siadamy na krawężniku i po prostu patrzymy sobie na drzewa, niebo, na siebie.

I gdy już sama straciłam rachubę, ile tych kroków do domu, on pakuje mi się na kolana, i zaprasza do tulenia. Wracamy do domu rączka w rączkę. On spokojny, bo jego rosnący apetyt na świat został dziś przyjemnie zaspokojony.

Tylko trzysta kroków. Ale każdy z nich to wielka przygoda.

 

 

 

To piękne zdjęcie autorstwa: Marzeny Rej – Brodowskiej, która niedawno zrobiła nam przepiękną rodzinną sesję. Bardzo domową, naturalną, taki reportaż z naszej codzienności. Jeśli macie ochotę na taką przepiękną pamiątkę, to odezwijcie się do Marzeny, znajdziecie ją TUTAJ .

&nbsp

Możesz polubić też