Ta Która Wie - Ekspertki

Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o sikaniu? Rozmowa z fizjoterapeutką Basią Forczek.

20 grudnia 2018
sikanie, zdrowie intymne kobiet, mięśnie dna miednicy, fizjoteraputa uroginekologiczny

Pau: U mnie i Basi bardzo przyjemny wieczór, jesteśmy przy kubeczku z ciepłą herbatą, i będziemy rozmawiać o sikaniu. Temat bardzo kobiecy, a Basia Forczek – specjalistka, ekspertka, którą zaprosiłam do tej rozmowy, świetnie się zna na sikaniu, ponieważ jest fizjoterapeutką uroginekologiczną. Basiu przedstaw się moim czytelniczkom.

Basia: Na co dzień zajmuję się rehabilitacją ogólną i rehabilitacja uroginekologiczną. Parę lat temu przypadkiem, a może i nie przypadkiem, zostałam zaangażowana do pewnego projektu, w którym trzeba było zająć się aspektem uroginekologicznym, którego notabene na studiach nienawidziłam. Wszystkie strony związane z nietrzymaniem moczu czy mięśniami dna miednicy po prostu przewracałam w skryptach i to chyba była taka przekora losu, że musiałam się wtedy z tym tematem zmierzyć, a że okazał się bardzo ciekawy i tak naprawdę dotyczy każdego z nas, to już z tym zostałam.

Tak tylko dodam, że z Basią znamy się osobiście, byłam jej pacjentką po pierwszej ciąży, przed drugą ciążą, w trakcie drugiej ciąży i po drugim porodzie. Także ręczę, że jest osobą, która zna się na nas kobietach i naszym zdrowiu intymnym.

Temat wybrałyśmy nietypowo, ponieważ mam takie wrażenie, i doświadczenie, że są takie sprawy kobiece, o których kobiety chętnie rozmawiają, a są takie, o których mniej rozmawiają. A sikanie, oddawanie moczu, jest czymś, o czym się nie mówi, a jeśli się mówi, to się mówi szeptem, mówi się tak mimochodem, nie zgłasza się tych problemów tak wprost, i właściwie, jak się jakiś problem pojawia, to nie wiadomo, gdzie się z tym problemem udać, a co za tym idzie nie szuka się rozwiązania problemu. Mam takie doświadczenie, że kobiety żyją z tym swoim problemem, z jakimś dyskomfortem, zamiast udać się do specjalisty. Basiu, jako że ty pracujesz, współpracujesz z kobietami, jak myślisz dlaczego tak jest? Dlaczego się wstydzimy tych tematów, takich bardzo fizjologicznych?

Dużo problemów związanych z dzieleniem się tym problemem wynika poniekąd z wychowania, dlatego że dla naszych mam i babć jest to temat kłopotliwy i wstydliwy. Temat, o którym zwłaszcza mężczyźni nie powinni słyszeć. Według nich to, co mężczyzna powinien wiedzieć, to jak spłodzić dziecko, a inne kwestie związane z „intymnością ciała” w ogóle nie wchodzą w grę. Na szczęście sytuacja między kobietami się zmienia, między innymi dzięki coraz bardziej popularnej edukacji na tematy zdrowia intymnego. Poza tym, co raz więcej kobiet odczuwa potrzebę i zgodę na to, żeby o tym opowiadać. Mogą, a nawet chcą to robić, bo jak się okazuje w domowym zaciszu niejedna kobieta przeżywa swój osobisty dramat, który może być związany z jakimkolwiek etapem ich życia, czy to okresem pokwitania, przekwitania, a może ciąży.

Jeszcze do niedawna, udając się do lekarza (bo lekarz to jest taka osoba pierwszego kontaktu) i zgłaszając swoje problemy, panie otrzymywały informację, że stan minie, że może się ustabilizuje, proszę czekać na poprawę, albo rodziła pani lub jest pani w okresie menopauzy, więc to normalne. Słysząc taką poradę, a raczej wyrok, panie rezygnują z dalszej próby szukania pomocy, bo się wstydzą i nie wiedzą gdzie jej mają szukać.

Jest taka krakowska badaczka, Ula Herman, znana w środowisku kobiet, które są bardziej świadome, chcą być zdrowe i w tej kwestii uroginekologicznej szukają pomocy. Ula opracowała sprzęt PelviFly. To taka nowinka związana z telemedycyną, gdzie praca mięśni dna miednicy pacjentek jest kontrolowana na odległość przez wykwalifikowanych fizjoterapeutów. Ula rozpoczynając swoją pracę naukową badała,ile mija czasu od wystąpienia pierwszych objawów związanych z nietrzymaniem moczu, do zgłoszenia się przez kobiety do specjalisty. Rekordem było 20 lat od pierwszego pojawienia się pierwszej dysfunkcji.

No tak, bo to są takie problemy, z którymi ciężko nam się skonfrontować. Jako kobiety lubimy o siebie dbać, ale to „o się dbanie”: jest w stylu: byłam u fryzjera, zrobiłam sobie paznokcie,ale niekoniecznie poszłam się zbadać, nawet zrobić sobie usg piersi, cytologię, już nie wspomnę o skonfrontowaniu się z problemem typu: nie trzymam moczu, odczuwam dyskomfort w trakcji uprawiania seksu. I często kobiety z tymi problemami faktycznie zostają same, albo szukają rozwiązań na własna rękę w internecie.

Ale wróćmy do naszego tematu głównego, czyli sikania. Ostatnio spotkałam się z dyskusją w internecie: ile to jest zdrowo sikać? Przyznam Ci się Basiu, że wysikałam się dzisiaj (do naszego spotkania) pięć razy, pije kolejną herbatkę, i nie wiem jak to się skończy. I pytanie: ile razy jeszcze mogę odwiedzić toaletę,żeby to było zdrowe dla moich mięśni dna miednicy i pęcherza?

Jeśli chodzi o ilość wizyt w toalecie, to sytuacja jest troszkę zmienna.Gdy podejmowałam pierwsze szkolenie w tym zakresie, to otrzymałam wtedy taką informacje, że 8 to jest taki max. Parę lat później otrzymałam z kolei informację, że 7. Przyjmuje się, że pomiędzy3 a 8 wizyt w toalecie na dobę jest w porządku. To wszystko też zależy, jak długo i jak bardzo jesteśmy aktywne w ciągu doby, bo część z nas śpi trochę dłużej, część trochę krócej… Ale tych wizyt nie powinno być za dużo, do 8 maksymalnie, jeśli uda się to 7.

Przyznam szczerze, że ciężko mi sobie wyobrazić tylko 3…

Są takie osoby, które odczuwają małą potrzebę chodzenia do toalety. Może tak być dlatego, że dużo wody tracą przez skórę – bardzo się pocą, mniej piją, i/lub są bardzo aktywne fizycznie. Jeżeli łącznie wydalają około 1,5 litra moczu na dobę, co według badań jest to uznawane za zdrową ilość, to wszystko jest w porządku.

Pamiętam, jak razem z Tobą przeprowadzałam eksperyment w prowadzeniu dzienniczka mikcji, to dla mnie wyczynem, i ogromnym sukcesem było te 8 wizyt z nocką włącznie.

Bo z reguły tych wizyt było więcej, tak?

Zdecydowanie więcej. Ale do czego zmierzam, bo robiłam wywiad do tego wywiadu, i z racji tego że interesowało mnie doświadczenie innych kobiet, to okazało się, że dziewczyny potrafią być w toalecie nawet co 1,5h. Łączą sobie to z ilością wypitych płynów, niektóre pisały,że stres związany z tym, że wychodzą z domu, i nie wiedzą, czy gdzieś po drodze będą mogły się wysikać, więc sikają w domu na zapas. Pytanie czy dla naszego zdrowia intymnego, tak częste sikanie jest dobra praktyką?

Niestety nie. Jest to zmienne osobniczo, jak bardzo nasz pęcherz może się wypełnić. Niektóre osoby maja pojemność 400 ml, ale są też i takie osoby, których pojemność wynosi i 700 ml. Ich pęcherz potrafi pomieścić wiele.

 Układ nerwowy tak steruje naszą potrzebą oddawania moczu, że pęcherz moczowy przez większość czasu jest w stanie wypełniania się. W pęcherzu znajdują się receptory, które na bieżąco przesyłają do mózgu informacje o stanie wypełnienia moczem. Nawet przy częściowym wypełnieniu, pojawia się lekkie uczucie parcia, ale z reguły wystarczy odwrócić uwagę, lub zająć się czymś innym i potrzeba zanika. Dopiero za jakiś czas – za godzinę lub dwie, okazuje się, że pęcherz jest już tak wypełniony, że musimy iść do toalety. I wtedy oddajemy sporą porcję moczu.

Pęcherz ma możliwość się rozciągnąć i skurczyć – jest to jakby nie było dla niego swego rodzaju gimnastyka. Jeżeli chodzimy sikać na zapas, czyli wtedy kiedy pojawia się ten pierwszy, lekki impuls, a czasem nawet go nie ma, tylko po prostu mamy toaletę pod ręką, tonie dajemy mu wykorzystać jego pełnych możliwości.

Jeżeli będziemy opróżniać pęcherz zbyt często – po jakimś czasie jego objętość znacznie się zmniejszy. Mięśniówka pęcherza już nie będzie taka sprawna i elastyczna, ponieważ pozbawiona tej gimnastyki związanej z rozciąganiem i kurczeniem, stanie się grubsza i sztywniejsza. Tak samo siła skurczu mięśnia wypieracza moczu będzie osłabiona. Tak więc raczej możemy sobie zaszkodzić.

Czyli zbyt częstym sikaniem możemy zmniejszyć objętość naszego pęcherza?

Dokładnie tak.

Ale jest jeszcze inna przykra konsekwencja. Tak jak powiedziałam – na poziomie struktury możemy mieć problemy z elastycznością ścian i siłą skurczu pęcherza, tak na poziomie funkcjonalnym może pojawić się problem, związany z dostosowywaniem codziennego harmonogramu dnia do wizyt w łazience. Nierzadko się słyszy w gabinecie, że panie wychodząc z domu, tak układają plan dnia, żeby zawsze była pod ręką toaleta. Przykład z mojego gabinetu: pacjentka, która już jakiś czas zajmuje się swoim zdrowiem i ma coraz większą świadomość swojego ciała, mimo wszystko nie potrafi opanować siły nawyku częstego chodzenia do wc. Np. będąc w galerii handlowej i widząc toaletę, od razu do niej idzie. Zamiast zaufać ciału, poddaje się przyzwyczajeniu, nawet jeśli to będzie wizyta tylko na „wyduszenie” z siebie 5 kropli moczu, do tego wypchniętych na siłę parciem.

Tutaj mogę też podać siebie za przykład. Zawsze myślałam, że taka jest „uroda mojego pęcherza”, że bardzo często chodzę do toalety. W ogóle tego też nie wiązałam z wychowaniem w domu. Myślałam, że tak już mam i koniec. Pamiętam, jak w liceum co przerwę chodziłam z koleżankami na wizyty „towarzyskie” do toalety. Wtedy wydawało mi się to normalne. Przez studia było tak samo. W ogóle się nad tym nie zastanawiałam, do czasu aż trafiłam (nie)przypadkiem na swój pierwszy kurs uroginekologiczny, gdzie zalecono nam robić przez 5 dni dzienniczek mikcji. Niestety okazało się, że potrafię chodzić do toalety po 15 razy dziennie plus 2-5 razy w nocy. To był szok!

Opowiadając o sobie, powiedziałaś coś takiego, że pewne nawyki wyniosłaś z domu. Czy możemy łączyć sikanie na zapas z treningiem czystości, którym poddajemy dzieci? Często kiedy nawet nie ma w nich jeszcze gotowości do odpieluchowania się, i co wtedy robimy: wysadzamy dziecko, często co godzinę, a nuż coś uda się złapać, dziecko wtedy nie uczy się samo kontrolować oddawania moczu, tylko jak jest wysadzane, to zawsze coś się uda złapać. A jak już dziecko jest troszeczkę starsze i ma większą kontrolę, to też nie ufamy ciału, tylko wychodząc z domu, przedszkola mówimy do dziecka: wysikaj się. Zatem czy taka praktyka w okresie dziecięcym może mieć wpływ, jak sobie potem radzimy z tym sikaniem w okresie dorosłym?

Ma ogromne znaczenie! Właściwie wydaje mi się, że nawet nie zdajemy sobie sprawy jak bardzo. I tu znów odwołam się do swoich wspomnień. Mam troje rodzeństwa, i kiedy wychodziliśmy gdzieś całą rodziną, rodzicom zazwyczaj łatwiej było każdego z nas wysłać do toalety czy się chciało czy nie, żeby potem mieć święty spokój. Nie zdawali sobie sprawy, że robią źle. Tyle, że my potem wchodząc w dorosłe życie też powielamy te nawyki, tak jak powielałam je ja i wiele moich pacjentek. Jeżeli w którymś momencie zdamy sobie z tego sprawę, i zaczniemy działać w kierunku zmiany nawyków, można to odwrócić.

Dlatego jest ważne, żeby dziecku nie narzucać za wcześnie treningu czystości. Jeśli dziecko samo wcześniej wykazuje potrzebę załatwienia się do nocnika, to jasne – wysadzajmy. Ale nie wysadzajmy na zapas. Dzieci do 2,5 lat nie mają w pełni rozwiniętych zwieraczy i przy zbyt wczesnym odpieluszkowywaniu prą na stolec/pęcherz brzuchem. Inaczej nie umieją.

Potem niestety wchodzą w dorosłe życie z różnymi zespołami dna miednicy mniejszej. U mężczyzn np. nadmierne napięcie dna miednicy objawia się podwinięciem miednicy, które przypomina podkulony ogon u psa.

Ważne więc jest, żeby nie wyrabiać u dzieci złego nawyku, bo to potem będzie mieć przykre konsekwencje w przyszłości.

To tutaj zrobię takie didaskalia, jeśli ktoś się zastanawia, dlaczego rozmawiamy o sikaniu, to już wie, że prawidłowe sikanie,albo właściwe nawyki związane z sikaniem, mają ogromny wpływ na nasze mięśnie, postawę, całe ciało. Czyli już wiemy, ile razy sikać: od trzech do ośmiu razy na dobę…niech będzie od trzech do siedmiu.

Bez wizyt nocnych!

Bez wizyt nocnych, to teraz techniki sikania, jak jest zdrowo sikać?

Takie podstawowe zasady, które konieczne są do przestrzegania, dla zdrowia fizjologii, dla zdrowia naszego ciała. Po pierwsze ciało ma być rozluźnione. Często słyszę w gabinecie, że pacjentki mają opory przed obcymi toaletami, więc nagminnie wykorzystują tradycyjną pozycję „na Małysza”…

…czyli inaczej na narciarza?

Tak, dokładnie. Jeżeli taka wizyta zdarza się raz na czas, to pozycja na narciarza nie zrobi nam wielkiej szkody. Natomiast jeśli sytuacja będzie się regularnie powtarzać, to w końcu pojawi się problem. Niestety pozycja na narciarza wzmaga napięcie dna miednicy, co jak już wiemy nie przyniesie nam pożytku. Jeżeli już mamy dostęp do toalety, której możemy zaufać, lub mamy ze sobą nakładkę na sedes/dezynfekator bądź układamy tzw. gniazdo na desce, to siadamy wygodnie, w rozluźnieniu. Rozluźniamy mięśnie dna miednicy, tak żeby oddawanie moczu zachodziło właściwie samo, bez napinania i wypychania. Nie napinamy brzucha żeby strumień był szybki i wartki, bo np. się nam spieszy. Wizyta w wc ma się odbyć w swobodzie i rozluźnieniu. Warto sobie spokojnie pooddychać…

Taka medytacja w toalecie.

Dokładnie! Oddychamy i rozluźniamy ciało. Jeżeli czytając ten wywiad siedzicie, to siedząc zwłaszcza na twardym podłożu możecie wyczuć pod jednym i drugim pośladkiem takie twarde kostne punkty. Pomocne może być kołysanie się przez te 2 punkty i w celu lepszego, sprawniejszego wysikania się, można się pochylić nieco do przodu. Wyobrażamy sobie, że miednica kostna jest naczyniem, z którego chcemy coś wylać.

Pochylamy miednicę do przodu, spokojnie oddychamy, jesteśmy rozluźnione,mamy rozluźnioną twarz, gardło, krtań. To są obszary, w których napięcie także może wpływać na napięcie mięśni dna miednicy. Załatwiamy, co mamy załatwić, wyczekujemy do końca, bo czasem tak jest, że już prawie kończymy, ale czujemy, że została nam końcóweczka, i ją dociskamy… Ważna uwaga: niczego nie dociskamy! Czekamy, aż pęcherz się swobodnie opróżni. To jest też bardzo ważne, żeby pęcherz opróżniał się do końca. Żeby nie zalegał w nim mocz. Taki zastarzały mocz drażni śluzówkę pęcherza i jeszcze bardziej pobudza go do oczyszczenia się i wypróżnienia. Poza tym może też być przyczyną rozwoju jakiejś infekcji.

I popsuje nam statystyki, jeśli walczymy o te siedem wizyt w toalecie,więc pamiętajcie: sikamy do końca i na spokojnie, bo to jest chwila tylko dla nas.

Tak! I jeszcze chciałam dodać, że (niestety w dalszym ciągu) często pojawia się w literaturze, sieci czy w poradach lekarskich, takie bardzo stare ćwiczenie, którego się już nie wykorzystuje:mianowicie przerywanie strumienia moczu. Oczywiście są przypadki kiedy można go wykorzystać – ale tak jednorazowo. Np. jeśli zdarza się osoba, która ma trudność z zlokalizowaniem mięśni dna miednicy i wyczuciem ich pracy. To w takich początkach nauki, można przerwać strumień moczu, żeby zobaczyć, o co chodzi. Natomiast jeśli traktujemy przerywanie strumienia moczu, jako regularny trening, a to się też zdarza, to możemy sobie rozregulowywać fizjologię i na dłuższą metę zrobić krzywdę. Proces wypróżniania ma zachodzić biernie, spokojnie, bez ingerencji. Ze spokojnym oddechem i rozluźnieniem. I nie siedzimy w toalecie nie wiadomo jak długo! Zdarza się sytuacja, że zanim się załatwimy, posiedzimy sobie, załatwimy się, dalej siedzimy, czytamy wszystkie etykiety na kosmetykach, czytamy, gramy na telefonie…

Albo się po prosty schowaliśmy przed dziećmi…

No albo… (śmiech) To to jest jedyna sytuacja dozwolona, ale tylko w pełnym ubraniu i na opuszczonej desce. Toaleta jest tylko po to, żeby załatwić nasze potrzeby.

To teraz mam nadzieję, że wszyscy już wiedzą, jak sikać, żeby się nie skrzywdzić. Wydawać by się mogło, że to taka czynność totalnie ludzka, którą robimy od urodzenia, a jednak wymaga treningu.

Kontynuując temat, rozmawiałyśmy o sikaniu na zapas, ale jest też praktyka odwrotna czyli trzymanie, wstrzymywanie, przetrzymywanie moczu, jak to może wpłynąć na nasze zdrowie intymne?

Jeśli chodzi o przetrzymywanie moczu, to możemy to rozważyć dwojako.Jeżeli jesteśmy bardziej aktywne, np. wędrujemy w górach lub podejmujemy jakiś inny dłuższy wysiłek, regularnie się nawadniamy i równocześnie wypacamy sporo wody przez skórę, to w takim przypadku rzadkie wizyty w toalecie nie zrujnują nam układu moczowego. Często nasza głowa wspomaga nam odraczanie mikcji, bo jeżeli mamy świadomość, że przez najbliższy długi czas nie będziemy mieć dostępu do toalety, to nasza potrzeba na siku zostanie utajniona, i dopiero w momencie kiedy będą korzystne warunki do tego, aby się wysikać, to organizm przypomni sobie, że chciałby zostać opróżniony.

Natomiast są też takie sytuacje, gdzie przy silnej potrzebie pójścia do wc, jesteśmy tak zaabsorbowani pracą, zabawą, czy jakieś inne względy nas powstrzymują, że przetrzymujemy tą nawet silną potrzebę. Jeśli to się zdarza „raz na czas”, to nie ma dramatu, ale jeżeli robimy to regularnie, to tak jak w przypadku zbyt częstych wizyt w toalecie pęcherz może się skurczyć, tak regularne przetrzymywanie moczu może stopniowo prowadzić do nadmiernego rozciągnięcia pęcherza. Wtedy jego ściany stają się cieńsze  i tracą siłę skurczową, co w konsekwencji może prowadzić do przepełnienia pęcherza, i nietrzymania moczu z przepełnia.

Takim problemem, zgłaszanym w kontekście sikania jest również zgłaszane sikanie na tle nerwowym. Dziewczyny, z którymi robiłam takie wstępne rozmowy przed tym wywiadem mówiły, że w sytuacji kiedy mają jakiś ważny dzień, dużo zadań do zrobienia, są tak pobudzone, że miałyby ochotę co chwilę siedzieć w toalecie, co wtedy?

Rzeczywiście stres nigdy nie działa na naszą korzyść, więc tutaj bardzo fajne by było zadziałać na ciało relaksująco. Można popracować się z oddechem i wizualizacją aby włączyć się na bardziej tryb spokojny. Ważne jest przemawiać do samej siebie, i przekonywać się że….

Nie chcesz sikać dziś już piąty raz!

No na przykład, albo: nie potrzebujesz teraz znowu sikać! 
Kiedy ciało jest pobudzone możemy zadziałać na niego mentalnie. Spróbować jakiejś medytacji, oddechów, czy też spokojnego przemawiania do pęcherza. W sytuacji stresu i zwiększonego napięcia psycho-ruchowego, ciągle myśli się (trochę histerycznie) o potrzebie: muszę iść do toalety. Do tego dochodzi pośpiech. Plus jeszcze być może zmniejszona pojemność pęcherza i możliwość utraty moczu przed drzwiami toalety gotowa.

Chodzi o to,żeby tak zadziałać, żeby przekonać same siebie, że to my dowodzimy naszym ciałem.

Czyli że my zarządzamy naszym pęcherzem?

Tak!

To właśnie ja wykorzystuję teraz przemawianie do pęcherza, próbuję go mentalnie przekonać: że musisz wytrzymać do końca wywiadu, po tej pysznej herbacie. Pęcherzu słyszysz? (śmiech)

Ja też przemawiam właśnie do swojego. Aczkolwiek wiem, że u mnie to są dopiero symptomy tej początkowej fazy wypełniania się pęcherza.

To skoro wspomniałyśmy o piciu, ja już trochę tej herbaty za cały dzień wypiłam, to skoro rozmawiamy, ile to jest zdrowo sikać, to z racji tego, że w w naszym ciele to są naczynia połączone, to ile to jest zdrowo pić? Jest moda na to, żeby dużo pić, ale jeśli pijemy za dużo, to chyba też nie jest dobrze. Ile to jest zdrowotnych płynów przyjąć?

Są różne teorie na temat picia. Mówi się, że 1,5 litra płynów przyjętych w ciągu doby (w tym zawiera się kawa, herbata, zupa, a nawet soczyste owoce), jest wystarczające. Ale tak naprawdę jest to minimum do sprawnego funkcjonowania całego naszego organizmu.

Inne źródła podają, że powinno się przyjmować 30 ml na kilogram masy swojego ciała.

Teoria teorią, ale w praktyce nie jest tak prosto. Wszystko zależy od tego, jak bardzo jesteśmy aktywni ruchowo. Jeżeli nasza codzienna aktywność ogranicza się do pracy biurowej i przemieszczania się z punktu a do punktu b, to takie 1,5l płynów będzie wystarczające. Ale jeśli ktoś jest bardzo aktywny ruchowo, pracuje fizycznie i przy okazji dużo wypaca, to musi dostarczyć swojemu ciału więcej płynu.

Bardzo często na wizycie pytam pacjentów o to ile piją na dobę. Jak pacjent mówi, ze pije dużo, to pytam ile to jest dużo? I np.dostaję odpowiedź, że 3 litry na śniadanie. Wiadomo, że do wieczora pewnie jeszcze coś wypije, więc taka ilość może być za duża. 1,5 do 2 litrów to jest optimum, więcej – jeżeli czujemy potrzebę i jesteśmy aktywni.

Natomiast picie 3, 4 nawet 5 litrów, to już może być zbyt obciążające dla naszego organizmu.

To jest – jak rozumiem – obciążające dla pęcherza, tak?

Dla pęcherza, ale i dla całego organizmu. Dlatego tutaj warto zachować równowagę. Przy okazji może wspomnę co też warto pić. Jest duży focus na wodę. I ja też ją piję – tak zdroworozsądkowo, bowiem, że trzeba, ale żeby woda była dla mnie przyjemniejsza w smaku, lubię do niej dodać trochę miodu, cytryny, albo odrobinę soku domowej roboty od mojej mamy. Natomiast poza wodą polecane są różnego rodzaju herbatki ziołowe: biała, rumianek, mięta, melisa. Rumianek, dziurawiec i krwawnik to są też takie ziółka, które działają przeciwzapalnie na nasze drogi moczowe, więc ich picie może nam wyjść z podwójną korzyścią.

Warto też zwrócić uwagę na to, z czym nie przesadzać. Wiadomo, że wszystko jest dla ludzi, ale jeśli pijemy dużo kawy, czarnej, bardzo mocnej herbaty, dużo soków cytrusowych, to są to takie napoje, które pobudzają śluzówkę pęcherza do tego, żeby się z nich szybko oczyścić. Podobnie działa alkohol.

Czyli mają działanie moczopędne?

Tak. Ich skład powoduje drażnienie śluzówki pęcherza, który chce się z nich szybko wypróżnić.

Jak powiedziałam wcześniej – wszystko jest dla ludzi, ale starajmy się nie przesadzać z kawą, czarną herbatą, czy używkami.

Dzisiaj miałam taką pacjentkę w gabinecie, która na pytanie, jak dużo pani pije, przyznała, że nie dość że niedużo, to jeszcze 90% tych napojów to kawa. Czyli pije mało i jeszcze odwadniająco.Jeśli miewamy takie sytuacje raz na czas, to nie ma się czym martwić. A jeśli jest to sytuacja permanentna przez dłuższy czas, to po jakimś czasie można spodziewać się rożnych konsekwencji.

Druga część wywiadu: Wszystko, co chcecie wiedzieć o sikaniu. Dzienniczek mikcji, nietrzymanie moczu, do jakiego specjalisty udać się z problemem.

Chcesz wiedzieć więcej o zdrowiu intymnym kobiet? Odwiedź stronę Basi http://forczekfizjo.pl/ oraz jej profil na FB: Barbara Forczek, Fizjoterapia Uroginekologiczna

DZIENNICZEK MIKCJI

A dla lubiących słuchać, moja i Basi rozmowa w postaci podcastu do posłuchania TUTAJ.

<3 Partnerem tej bardzo kobiecej produkcji jest firma MilkandLove produkująca odzież dla kobiet (ciążową i do karmienia). Dziękujemy elegancko!

Możesz polubić też