Ta Która Wie - Ekspertki

Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o sikaniu? Druga część rozmowy z fizjoterapeutką Barbarą Forczek.

20 grudnia 2018
Dzienniczek mikcji, nietrzymanie moczu, do jakiego specjalisty udać się z problemem

Pau: Basiu, to opowiedz nam teraz o dzienniczku mikcji, jak prowadzić dzienniczek mikcji, i do czego on jest nam potrzebny?

Basia: Dzienniczek mikcji to taka tabelka, w której zapisuje się dobowo pobierane płyny (wody, kawy, herbaty, zupy itp.) i ilość wydalanego moczu przez kolejno postępujące po sobie minimum 3 doby. Uciążliwością dzienniczka jest to, że trzeba skrupulatnie mierzyć w miarce dokładną ilość płynów, które się przyjęło i ilość moczu, którą się wydaliło.

W prowadzeniu dziennika przydają się pojemniczki z podziałką – takie plastikowe, jakie się wykorzystuje do odmierzania ilości składników do pieczenia / gotowania.

Właśnie taki miałam, jak robiłam ten eksperyment życiowy.

Czy później go wykorzystywałaś w kuchni?

Nie!!! (śmiech)

Dziennik jest o tyle fajny, że potrafi dać nam dużo informacji, związanych z tym, jak funkcjonuje pęcherz. Oczywiście, o ile zapis jest skrupulatny. Co nie zawsze jest łatwe do wyegzekwowania od pacjenta. Z reguły chodzi o zwykłe lenistwo 😉

Po dobowym zapisie wypitych płynów i wydalonego moczu, analizujemy częstość wizyt w wc, ich „porcje” oraz sumujemy ilość płynów wydalonych i pobranych, i porównujemy jak się ma jedno do drugiego. Poza tym ważne jest, żeby zaznaczyć, jaka była potrzeba pójścia do toalety. Ja np. w takiej analizie posługuję się iksikami, x – to jest wizyta na zapas, xx – to jest normalna potrzeba pójścia do toalety, natomiast xxx – to takie parcie, któremu towarzyszy konieczność pójścia natychmiast do toalety.

Bardzo często połowa wizyt w toalecie, wg analizy dziennika mikcji pacjentów pokazuje wizyty na sikanie na zapas: a tutaj gdzieś wychodziłam, tutaj wypiłam kawę, i bałam się, że mi się zachce, no to poszłam. Tych wizyt na zapas jest bardzo dużo, a one psują nam niestety robotę.

Zachęcam do prowadzenia dziennika – nawet dla swojej ciekawości. Dziennik jest pomocny w byciu uważną na swoją fizjologię. Uczy nas szukać zależności w naszym zachowaniu i reakcjach ciała.

Żeby mieć jakiś punkt wyjścia, i móc zacząć pracować ze sobą i nad sobą. W czasie pracy z pacjentami, co jakiś czas powtarzamy prowadzenie zapisów, i porównujemy wyniki. Sprawdzamy czy są jakieś efekty.

Przez ile dni trzeba prowadzić dzienniczek mikcji?

Minimum to są 3 doby. Zawsze na pierwszy dzień, kiedy zaczynamy, ma wpływ to, co się wydarzyło wcześniej, więc warto wytrzymać te 3 dni, żeby badanie było wiarygodne.

To, co jest ważne, to żeby nie rezygnować w tym czasie z życia towarzyskiego i aktywności fizycznej. Tak się często dzieje, że pacjenci wykorzystują do realizowania dziennika weekendy i siedzą specjalnie z tej okazji w domu – nawet rezygnują z wyjazdów. Tylko siedzą w domu, gdzie toaleta jest pod ręką…

…i piją i sikają…

Dokładnie, i oczywiście wszystko zapisują. Taki dziennik nie będzie miarodajny. To naprawdę ważne, żeby prowadzić zapiski w dzienniku i funkcjonować normalnie, tak jak na co dzień.

Czyli z jednej strony dzienniczek może nam pomoc wyłapać, z czym mamy problem, ale z drugiej strony może nas nauczyć zdrowych nawyków? Bo się będziemy bardziej pilnować, bo na bieżąco widzimy, ile płynów przyjęliśmy, ile wydaliliśmy. Pamiętam, jak prowadziłam ten dzienniczek, i tak się mobilizowałam: tak mi bardzo zależy, żeby Basia widziała, że ja tak w normie sikam, to 8 razy na dobę. Ale dokładnie tak, jest to taka świadomość ciała, co się dzieje w moim ciele, że ja to kontroluję, na początku muszę to kontrolować, później to już wchodzi w nawyk.
Pamiętam też, że mi opowiadałaś, że sama na sobie ćwiczyłaś, czy wręcz trenowałaś dochodzenie do takiego zdrowego nawyku pod względem ilości wizyt w toalecie. Ile czasu ci to zajęło?

Właśnie próbuję to sobie teraz przypomnieć, ale myślę, że tak 8 do 12 tygodni, czyli wydaje się dużo, ale z drugiej strony w porównaniu z latami moich złych nawyków, to całkiem nie dużo.

Tak sobie myślę, że to jest taka ogromna inwestycja we własne zdrowie, zdrowie intymne, w tym stan naszych mięśni dna miednicy. Czasami drogie Panie odchudzamy się przez taki czas i teraz pytanie, co jest ważniejsze? W mojej ocenie to zdrowe sikanie, zdrowy nawyk sikania.

Zdecydowanie! I jeszcze tak a propos mojej sytuacji. Gdyby nie dziennik mikcji, to właściwie bym się tego nie dowiedziała. Bo na pierwszym kursie, na którym zetknęłam się z uroginekologią, instruktorka kazała nam prowadzić dzienniczek przez 5 dób, i wyobraź sobie 5 dni z miarką? Chodziłam z tą menzurką schowaną w torebce wszędzie – oczywiście do pracy też. Co chwilę wychodziłam z tą torebką do toalety, żeby się nie obnosić z tym, co ja tam noszę. Było to chwilami uciążliwe, ale dało się! Jak się chce, to naprawdę się da.

Pamiętam, że na początku to nawet chciałam oszukać w zapiskach. Po czym jak zaczęłam go jednak faktycznie wypełniać skrupulatnie, to się za głowę chwyciłam. Wynik miałam strasznie kiepski: 15 wizyt na dobę, do tego 2 wizyty w nocy (a wtedy to nawet nie wiedziałam, że w nocy nie powinno się odwiedzać wc), plus porcje moczu, które oddawałam były bardzo malutkie, choć parcie miałam bardzo duże. Sama się doprowadziłam do takiej nadreaktywności pęcherza.

Jak już nabyłam tej świadomości, że tak nie powinno być, to zaczęłam najpierw trenować sama siebie. Zaczęłam od tego, że kiedy pojawiała się potrzeba pójścia do toalety, patrzyłam na zegarek i wyznaczałam sobie 5 minut odczekania. 5 minut, i tak z czasem 10, 15, i dalej. Stopniowo odraczałam wizyty, odwracając uwagę od potrzeby. W którymś momencie się okazało, że naprawdę mogę pójść do tej toalety dopiero za 2 godziny od czasu uczucia impulsu z pęcherza.

Czyli wytrenowałaś sobie pęcherz?

Wytrenowałam! Aczkolwiek w trenowaniu zawsze warto mieć na uwadze różne czynniki, takie jak np. pora roku, odzież którą nosimy, aktywności fizyczne jakie uprawiamy. U mnie np. ilekroć rozpoczyna się sezon rowerowy i przesiadam się na ten typ komunikacji, to niemal od razu pojawia się drażnienie okolicy cewki i potrzeba wizyty w wc pojawia się częściej niż ma to miejsce poza sezonem rowerowym. Staram się nie dać zwieść podstępowi 😉

Czyli to tylko cewka próbuje mnie oszukać i zwabić do toalety?

Chyba tak 🙂

Parę razy już się pojawiło: nie sikamy w nocy! Dlaczego?

Ogólnie to w zdrowym ciele, to…

…nie ma moczu… (Śmiech)

W młodszym wieku (do ok 60 r.ż) w nocy nie powinna nas budzić potrzeba, żeby pójść do toalety. Często pytam w wywiadzie pacjentki, czy chodzą w nocy do toalety? Bardzo często odpowiedź jest twierdząca. Dodam, że moimi pacjentkami są w dużej mierze młode mamy, które w nocy wstają na karmienie. Pytam je zatem, czy idą do wc, bo budzi je potrzeba pójścia do toalety, czy też idą przy okazji karmienia? Z reguły pojawia się ta druga odpowiedź, że a przy okazji idę.

Znowu wracamy do wizyt na zapas, które już wiemy, że są niekorzystne.

Przyjmuje się, że po 60 roku życia jest dopuszczalna jedna wizyta w nocy, plus jedna nocna wizyta więcej na każde kolejne 10 lat.

Ale jeśli jesteśmy w ciąży, to fizjologicznie jest wszystko ok, kiedy budzimy się w nocy?

W tym wypadku jest to bardziej naturalne – mam na myśli zaawansowaną ciążę, gdzie brzuch jest już duży, a macica mechanicznie naciska na pęcherz moczowy.

Zamykamy sobie temat wszystkich złych nawyków: sikanie na zapas, przetrzymywanie moczu. Teraz chciałam się dowiedzieć, jakie one mogą mieć konsekwencje dla naszego ciała?

I jedną z takich podstawowych konsekwencji, o której wciąż się mówi za mało, a jeśli już, to wciąż tak cichutko, o której świeżo upieczone mamy mówią nieśmiało: chodzi o nietrzymanie moczu.

Ja się z tym problemem spotkałam w pierwszej ciąży, kiedy chodziłam do mojego ginekologa, i on w tym samym gabinecie przyjmował też poza młodymi paniami w ciąży, starającymi się o dziecko, albo po prostu będącymi na badaniach profilaktycznych, ale miał też od groma pacjentek, które miały problemy z nietrzymaniem moczu. I wtedy mi się kojarzyło, że to jest taka przypadłość zarezerwowana dla starszych kobiet. A okazuje się, że problem dotyczy też kobiet młodszych.

Opowiedz nam o tym problemie więcej, skąd się bierze nietrzymanie moczu, jak zadbać o profilaktykę, i gdzie się udać, jak zdiagnozujemy u siebie ten problem?

Nietrzymanie moczu to jest problem naprawdę powszechny. Tak naprawdę jeśli chodzi o kobiety coraz częściej dotyczy bardzo różnych grup wiekowych.

Kiedyś miałam wyobrażenie, że to problem, który dotyczy tylko starszych kobiet, nawet nie takich w dojrzałym wieku, ale w wieku geriatrycznym. A teraz stykam się z nim bardzo często, na co dzień i nie tylko z kobietami w dojrzałym czy podeszłym wieku, ale też z młodymi dziewczynami.

Przyczyn jest tak naprawdę bardzo wiele. Rzecz, na którą nie mamy wpływu, to wiek, który nie działa na naszą korzyść. Oczywiście możemy wpłynąć na nasze ciało w takim sensie, żeby się zdrowo prowadzić się. Zdrowo jeść, uprawiać sport, dbać o wypoczynek i sen.

Wpływ na osłabienie naszych funkcji wydalniczych też mogą mieć choroby współistniejące, zabiegi operacyjne, a także przebyte ciąże i porody. To są takie czynniki względnie do zmodyfikowania.

Ale są też takie czynniki, na które mamy bezwzględny wpływ, które mogą nam „psuć” pracę zwieraczy. Obciążanie fizyczne, sport, ciężka praca fizyczna, wycieńczające treningi. Teraz np. jest moda na aktywności typu crossfit, które z jednej strony są fajne, intensywne, a z drugiej strony, dostaje się na nich niezły wycisk. Jeżeli mamy w repertuarze dużo takich bardzo intensywnych aktywności i nie dajemy ciału szansy i czasu na to, żeby się zregenerowało, rozluźniło, rozciągnęło, to na dłuższą metę możemy dorobić się nadmiernego napięcia obszaru dna miednicy, i to nie zadziała na korzyść naszych mięśni. Trzeba o tym pamiętać.

A treningi na trampolinach?

Trening na trampolinach to też jest dość kontrowersyjna dyscyplina. Moja koleżanka również fizjoterapeutka, wypowiedziała się kiedyś na ten temat na jednym z forum fitness, że jest to szkodliwa aktywność. Po prostu miała takie doświadczenie z praktyki gabinetu, więc napisała o trampolinach negatywnie – za co została zhejtowana.

Dlaczego trampoliny nie są dobre? W momencie kiedy intensywnie podskakujemy, to to powoduje odbijanie się narządów dna miednicy mniejszej o dno miednicy. Jeśli jest to jednorazowy trening (raz na czas), albo chwilowe podskakiwanie, jako zabawa z dzieckiem (też nie za często), to ok. Ale jeśli jest to 45 minutowy trening, gdzie podskakujesz non stop przez 45 min, to przez ten czas narządy będą uderzały intensywnie o dno miednicy. Jeżeli chodzi się na takie treningi regularnie, to ciało, które brzydko mówiąc jest materiałem, które się z czasem zużywa, w taki sposób zużyje się o wiele bardziej i szybciej.

To jakie formy aktywności są bezpieczne?

Ja generalnie wyznaje zasadę, jak już zresztą wcześniej wspomniałam: RÓWNOWAGI. To taka moja mantra. I jeżeli ktoś bardzo lubi intensywny wysiłek intensywny, to trudno mu kazać leżeć i oddychać, więc jeśli podejmuje taką aktywność jak crossfit, intensywne bieganie, ty np. tańczyłaś flamenco, to warto to równoważyć czymś spokojnym…

Tak, flamenco to jest dużo tupania, i podobno tancerki flamenco intensywnie tańczące, trenujące, które równolegle nie wspierają ciała treningami wzmacniającymi mięśnie dna miednicy, to mają problemy z nietrzymaniem moczu i niestety posikują.

No właśnie, dlatego wszystkie aktywności powinny być w jakiś sposób zrównoważone. Warto poświęcić czas, żeby popracować nad relaksacją i nie tylko dna miednicy, ale właściwie całego ciała i umysłu. Dobrze jest też pamiętać o rozciąganiu się, zwłaszcza jeżeli w treningu jest dużo wzmacniania. Najlepiej żeby każda część naszego ciała mogła pracować we wszystkich możliwych kierunkach i zakresach. Więc dla równowagi niech będzie trochę intensywności, ale też trochę czegoś ala bodyminds, stretching, zdrowy kręgosłup…

Joga, pilates…

Dokładnie. To są aktywności, w których dużą uwagę kładzie się na oddech, a oddech to życie 🙂 Oddech też jest bardzo ważny w pracy mięśni dna miednicy. Z resztą całego ciała także.

Co jest ważne, żeby poza aktywnością fizyczną rozumianą jako trening, to to żeby zdrowy ruch towarzyszył nam ciągle, w naszym, codziennym życiu. Czyli trzeba zwracać uwagę na to w jakiej pozycji siedzimy, stoimy, spożywamy posiłki, czekamy na przystanku na autobus, sprzątamy…

Sikamy…

A jakże! Przemieszczamy się do pracy, spacerujemy, odkurzamy, prasujemy, wszystkie takie najbardziej życiowe, codzienne, prozaiczne aktywności też muszą być wykonywane zdrowo, bez obciążenia naszego ciała.

Ciąża, poród, rodzaj porodu, czy to też ma wpływ na formę naszych mięśni dna miednicy?

Ciąży zmienia ustawienie ciała. Pewne mięśnie ulegają skracaniu, inne z kolei się rozciągają. Plus dodatkowe kilogramy nasze i dziecka powodują, że jest większe obciążenie dna miednicy. Przy okazji w zaawansowanej ciąży macica naciska na pęcherz, co powoduje, że pęcherz jest mniej pojemny, i się chce częściej chodzić do toalety. Czyli zmiany w obrębie układu kostnego, układu mięśniowego, permanentnie podniesione ciśnienie w jamie brzusznej, to wszystko dodatkowo obciąża mięśnie dna miednicy.

Z jednej strony miednica i dno miednicy są anatomicznie przystosowane do tego, żeby nosić i utrzymać ciążę, a później urodzić dziecko, ale z drugiej strony te zmiany przystosowawcze bardziej predestynuje kobiety do problemów okolic intymnych w porównaniu z mężczyznami.

Dlatego dla wszystkich pań w ciąży powinno być ważne przestrzeganie podstawowych zasad profilaktyki – pilnowanie postawy, tego jak zdrowo siedzieć, stać czy korzystać z toalety.

Natomiast w kwestii samego porodu zarówno cesarskie cięcie, jak i poród siłami natury mogą wywoływać problemy funkcjonalne dna miednicy. Dno miednicy jest na pewno bardziej „zmęczone” porodem naturalnym.

Czasami ta faza parta jest bardzo intensywna.

Jeżeli kobieta ma trudności z rozluźnieniem – i tutaj informacja dla bardzo intensywnie ćwiczących pań, które mają bardzo mocno wyrzeźbione ciała, że muskulatura i rzeźba nie pomagają w porodzie. Napiętemu ciału trudniej się przestawić na rozluźnienie jakiego potrzebuje poród silami natury. Wtedy uszkodzenia okołoporodowe mogą zdarzyć się częściej.

Dlatego w ciąży warto zwrócić uwagę na relaksację i rozluźnienie mięśni, żeby wspomagać proces otwierania dróg rodnych.

Jeśli niestety dochodzi do jakichś uszkodzeń okołoporodowych, albo istnieje konieczność nacięcia krocza, to wtedy na przeciętej lub pękniętej tkance formuje się blizna, która jest gorszej jakości tkanką, niż ta nasza pierwotna. Jest mniej elastyczna, mniej rozciągliwa, może powodować ból przy współżyciu, czy też sprzyjać nietrzymaniu moczu.

Jeśli poród jest rozwiązany przez cesarskie cięcie – poważny zabieg, to tak samo trzeba się zająć blizną, która się tworzy w miejscu po nacięciu. Nawet jeśli blizny prawie nie widać, to jednak robią swoje i zbierają żniwo, w postaci zaburzenia czucia, uczucia sztywności, ciągnięcia, czy bólu. Z blizną trzeba pracować, żeby tkanki były mobilne i elastyczne. Usłyszałam kiedyś takie dobre porównanie cc do pozszywanych kilku warstw odzieży – teoretycznie możemy się poruszać w zeszytych ciuchach, ale praktycznie mamy jednak pewne ograniczenia, które negatywnie wpłyną na pracę całego naszego ciała.

A znowu cięcie cesarskie zachodzi w obszarze miednicy, a tu wszystko ze sobą ściśle współpracuje, i ma wpływ na nasze dno miednicy.

I tutaj powiem taką ciekawostkę. Ponieważ niejednokrotnie spotkałam się z porodami przez cesarskie cięcie z wyboru – na życzenie, ze względu na ochronę krocze i zachowanie lepszego życia seksualnego: cc też może powodować bolesne stosunki! Niedawno miałam serię pacjentek po cięciu i wszystkie zgłaszały bolesność w trakcie stosunku. Więc jednak cc wcale tak nie chroni przed bolesnym seksem.

Wydaje mi się, i mówię to z własnego doświadczenia, że jest jeszcze niska świadomość tego, że można tak się przygotować do porodu siłami natury, że po pierwsze nie będzie potrzebna żadna interwencja medyczna w postaci nacięcia krocza, nie będzie pęknięcia krocza, więc może się obejść becz szycia krocza, i wtedy można bardzo szybko dojść do siebie. Tylko trzeba wiedzieć ,jak się przygotować, ja tu polecam masaże krocza robione odpowiednio wcześniej przed porodem, różne techniki relaksacyjne, dobra szkoła rodzenia, dobra położna, i można dobrze urodzić, tak że później nic się nie dzieje.

Faktycznie świadomość jest mała – choć i tak coraz większa, że jest dużo sposobów na to, żeby przygotować krocze do porodu drogami natury. Kobiety także nie wiedzą, że dłuższa jest rekonwalescencja po cesarskim cieciu.

Podsumowując: kiedy czujemy, że mamy problem, że mamy złe nawyki w toalecie, nietrzymanie moczu, to pytanie do kogo się udać, kto powinien być pomocą pierwszego kontaktu? Ginekolog, uroginekolog, fizjoterapeuta, o takiej specjalizacji jak ty?

Tutaj powinien działać zespół interdyscyplinarny. Zastanawiam się, kto powinien być pierwszy, bo jednak posiadamy różne narzędzia w swojej pracy, różną wiedzę, i na różne rzeczy zwracamy uwagę. Myślę, że najlepiej by było, aby opieka szła równolegle – ginekolog, fizjoterapeuta/osteopata, psycholog, seksuolog, neurolog…

Zaledwie kilkunastokrotnie spotkałam się z tym, że ginekolog zalecił pacjentce, żeby dodatkowo wybrała się do urologa, fizjoterapeuty czy seksuologa – psychologa. Może dlatego, że lekarze mają mało czasu dla pacjenta, a może sami nie wiedzą, że można panie pokierować dalej.

Wizyta u fizjoterapeuty jest z reguły dłuższa, więc paniom jest się łatwiej otworzyć zaufać. Jeśli widzę, że potrzebny jest jakiś specjalista, to do takiego kieruje pacjentkę.

Na pewno ważne jest wsparcie psychologa – seksuologa. Zwłaszcza w przypadku młodych mam, które miały inne wyobrażenia o macierzyństwie, są nagle wrzucane w wir intensywnych wydarzeń. Ich świat się bardzo zmienia i nie zawsze są na to gotowe. W takich chwilach bardzo ważne jest wsparcie.

My jako fizjoterapeuci możemy popracować z ciałem, ale już popracowanie z głową, emocjami, to nie nasza broszka.

Najlepiej jest kiedy zespół specjalistów współpracuje i pacjentka otrzymuje wsparcie na każdej płaszczyźnie. Bardzo lubię kiedy lekarz (taki bardziej świadomy) wie, że są różne sposoby terapii, nie koniecznie lekami czy zabiegiem operacyjnym i odsyła pacjentkę do nas fizjo 🙂

Robimy coś my, jednocześnie jest kontrola ginekologiczna, może dojść do tego opieka mentalna, i wtedy to już jest w ogóle super.

Czyli taki full complex.

My już kończymy nasza rozmowę, o sikaniu i rożnych kwestiach związanych ze zdrowiem intymnym kobiet, kończymy też herbatki, przed nami 7 wizyta w toalecie, jak to dobrze, że już dzień się kończy.


Pierwsza część wywiadu: Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o sikaniu? Rozmowa z fizjoterapeutką uroginekologiczną Barbarą Forczek. Sikanie na zapas, przetrzymywanie moczu, sikanie przez stres, ile to jest zdrowo sikać, techniki sikania.

Chcesz wiedzieć więcej o zdrowiu intymnym kobiet? Odwiedź stronę Basi http://forczekfizjo.pl/ oraz jej profil na FB: Barbara Forczek, Fizjoterapia Uroginekologiczna

DZIENNICZEK MIKCJI

A dla lubiących słuchać, moja i Basi rozmowa w postaci podcastu do posłuchania TUTAJ.

sikanie, zdrowie intymne kobiet, mięśnie dna miednicy, fizjoteraputa uroginekologiczny

Partnerem tej bardzo kobiecej produkcji jest firma MilkandLove produkująca odzież dla kobiet (ciążową i do karmienia). Dziękujemy elegancko!

Możesz polubić też