Lipiec 15, 2015 at 8:31 pm

Zbrodnia

Zbrodnia

Siedzę na ławce z twarzą do słońca. Przede mną piaskownica, w której otchłani nurzają się moje Smoki. Franisław Zdobywca co i rusz przejmuje nowe akcesoria i znosi je ojcu z kategorycznym nakazem kopania, budowania, wznoszenia piaskowych wzgórz. Mrużąc oczy przyglądam się ich zmaganiom. Obok mnie siedzi ktoś, i też mrużąc oczy obserwuje piaskownicę. Wyłapuję, że obok przyczajony na słonecznej ławce siedzi ojciec kilkuletniego chłopca, który właśnie radośnie dołącza do zabaw moich chłopaków.

Ośmielony otwartością obydwóch domaga się, żeby i jego budownicze zapędy realizować. A może mi Pan tutaj dół wykopać? – zwraca się do Smoka. Mogę – odpowiada Smok i uskutecznia kopanie. A ten piasek, to niech pan sypie tutaj – koordynuje prace kilkulatek – powstanie wtedy wielka góra. Smok posłusznie wykonuje rozkazy. Fra się przygląda robocie. Ojciec na ławce słonecznej, wsparty o swoją rękę smacznie odpływa. Gdy góra gotowa, zaanektowane wcześniej przez Franisława grabki i łopatki Smok montuje na szczycie piaskowej góry. A co Pan tu wsadził? – pyta chłopiec. A to będzie antena – odpowiada Smok. A to tutaj będzie satelita. Bo ta góra to ta stacja kosmiczna – snuje swoją piaskowa historię Smoczysko. Stacja kosmiczna? – nie dowierza chłopiec. Ale super! Kilka minut później nasz własny osobisty syn daje nam sygnał, że chce już opuścić piaskownicę. Zbieramy nasze klamoty, otrzepujemy spodnie, buty, ręce i gdy ruszamy chłopiec woła: Tato, tato, oni się już zbierają!Ja idę z nimi. Uśnięty ojciec ani drgnie.

Jesteśmy na placu zabaw. Docieramy akurat na moment kiedy zwalniają się huśtawki. Wsadzam mego Lorda do jednej i zaczynamy fru huśtanie. Na huśtawce obok instaluje się starsza dziewczynka. Vanessska! No gdzieś ty tam polazła!? – dociera do nas pokrzykiwanie najpewniej matki Vanesski, która rozsiadła się wygodnie na ławce jakieś 50 metrów od huśtawkowych urządzeń. Wracaj no mi tu! Nie – odpowiada Vanesska – Huśtać się chcę! – o jak stanowczo ona odpowiada. Matka szybko kapituluje. Rozsiada się jeszcze wygodniej, wyciąga papierosa, odpala i oddaje się zadumie. Vanesska tymczasem próbuje ruszyć z huśtaniem, ale nic a nic nie może się wzbić w powietrze. Mammmo! Mammmo! – skanduje zrozpaczona Vanesska. Pięć minut ciszy. No mammo! – wrzeszczy w końcu dziewczęcy nielot. Wybita z relaksu matka reaguje: co tak się drzesz? Chodź mnie pohuśtać – wydaje rozkaz panienka V. A co ty huśtać się nie umiesz? A przecież cię uczyłam. No pokaż, że potrafisz? No!!! Vanesska sapie i męczy, ale ruszyć nie może. No jaka ty jesteś sierota, nogi do góry i bujasz się przód i tył, przód i tył. – ze swojego ławkowego narożnika wydaje polecenia matka. Zasapana Vanesska podejmuje kolejne wyzwanie i znowu nic. Lituję się nad dziewczęciem, i rozkręcam machinę huśtawkową, żeby jej ułatwić start. Zachęcona moim gestem Vanesska postanawia wykorzystać sytuację: Mocniej mnie proszę huśtać, bo ja tak wysoko lubię!

 

Instalujemy się w kawiarni przy plażowym placu zabaw. Jest więcej niż pewne, że zaraz nasz Fra poleci w piach, a któreś z nas będzie musiało ruszyć za nim. Tym razem tę fuchę bierze na siebie Smok. Fra nie może się zdecydować, czy zjeżdżać, czy może się wspinać, a może patykiem dłubać w piachu. Smok musi się za nim zdrowo uganiać. Ja korzystam z okazji, i wyciągam nogi przed siebie. Mamo, mamo popatrz! – woła kilkulatek, który nagle pojawia się na placu, i w pogoni za moimi chłopakami również oddaje się harcom. Super! – odpowiada matka nie podnosząc nawet wzorku na chłopca. No ale mamo patrz na mnie, no zobacz! – młody już wspina się po drabince, a pochłonięta swoim telefonem jego matka, bardzo entuzjastycznie i przekonywająco go wspiera: Wspaniale! Chłopiec nie poddaje się, i szybko wietrzy okazję i woła do Smoka: Proszę pana, proszę Pana, niech Pan patrzy na mnie, co ja potrafię! I już jest na szczycie. No fantastycznie potrafisz się wspinać – chwali go Smok. No widzi pani – słyszę głos matki chłopca, która wyjątkowo postanowiła poobserwować miejsca akcji poczynań i zdobyczy swego syna – no tak to już jest, że taki sześciolatek, to non stop, 24 godziny na dobę wymaga i domaga się uwagi. No kto normalny by to wytrzymał?! Ostatnie zdania wymawia już na nowo wpatrując się w swój telefon i oddając się klikaniu. No niech Pan patrzy teraz na mnie – w tym czasie woła jej syn.

 

Ze wszystkich zbrodni, jakie można popełnić przeciwko dzieciom, to zbrodnia nieuwagi jest tą największą.
Zatem bądźcie uważni.

0 likes U Eleganckich # , , , , , , , , , ,
Podziel się: / / /
Szukaj na 5razones

21 hours ago

5razones

Wczoraj tu na swoim fb wrzuciłam kilka zdjęć lalek Barbie po metamorfozie, którą zrobiła im australijska artystka Betty Strachan All The Little Dolls.
Postanowiłam wrzucić znów przykładowe zdjęcie, żeby pokazać, jak je Betty "rewitalizuje", reanimuje, bo to jest prawdziwie nadanie drugiego życia tym lalkom: po lewej Barbie oryginał, czyli full make up, przeskalowane oczy, usta.
Po prawej: nowa, naturalna twarz z delikatnie zaznaczonymi cieniami pod oczami, praktycznie bez makijażu. Twarz człowieka.

Z zaskoczeniem wczoraj czytałam komentarze nt. takiej naturalnej, normalnej wersji lalki:
"styrana baba w depresji"
"robienie z niej „zwykłej kobiety” jest takie.... żenujące"
"Barbie wycieruch"
"umęczona lalka"
"smętna"
"nie chciałabym, żeby moje dziecko bawiło się taką smutną lalką"
"takie zmęczone życiem"

Te komentarze, ta krytyka, bardzo, ale to bardzo mnie zaskoczyły.

Zastanowiłam się, czy te kobiety też tak na siebie patrzą? czy też są tak surowe dla swoich niedoskonałości, choć dla mnie naturalności.., bo cienie, wory pod oczami, zmarszczki, piegi, pryszcze etc to przecież nasze naturalne atrybuty, znaki czasu, pamiątki z wakacji, no tacy jesteśmy?!

Barbie, to lalka jak lalka. Sama miałam jedną w dzieciństwie. Marzyłam o niej, i wreszcie dostałam, kupiona jak dobrze pamiętam w Pewexie (no takie czasy). Nie pamiętam, żebym bawiąc się z nią patrzyła i myślała sobie: oto Barbie, ideał mody i urody! Była dla mnie po prostu lalką, nie sprawiła, że chciałam być szczupła, piękna i zawsze z makijażem.

Ale komentarze innych bliskich mi kobiet już tak. Bo to od nich dowiedziałam się, że trzeba sie odchudzać i to cały czas, że ciało jest wciąż nieidealne, że bez makijażu ani rusz, że włosy zawsze muszą być zrobione.

Tak to inne kobiety (w tym tez w pewnym momencie własne rówieśniczki) były mi świadectwem, tego co jest ideałem i kanonem, i do czego, jako dziewczynka, a potem kobieta należy dążyć. Nie lalka.

Dlatego myśląc o tych słowach krytyki w stosunku do zwykłej, ludzkiej, dla niektórych wycior Barbie zastanowiłam się czy te kobiety poza tym, że tak może myślą czasami o sobie, to czy też tak na głos, przed lustrem, i za świadka mając swoje córki, nie powtarzają takich słów o swojej urodzie, ciele?

Bo...

" 57 proc. dziewcząt otrzymuje więcej komplementów i komentarzy na temat swojego wyglądu niż na temat swoich osiągnięć. 7 na 10 dziewcząt uważa, że piękne kobiety mają więcej możliwości w życiu.

47 proc. dziewcząt uważa, że aby dobrze radzić sobie w życiu, muszą wyglądać w określony sposób. Stąd przekonanie, że w dzisiejszym społeczeństwie kluczowe jest spełnianie pewnych standardów urody...."

Po więcej zapraszam do tego artykułu: bit.ly/2yKYU2v.
... See MoreSee Less

View on Facebook

2 days ago

5razones

Barbie Mama, a dokładnie Mamas Worldwide Barbie, to projekt australijskiej artystki Betty Strachan All The Little Dolls.
O tym projekcie pisałam kiedyś u siebie na blogu w artykule o wymownym tytule: Barbie karm i się uśmiechaj.

Bo dzięki Betty, światowej sławy, perfekcyjna, i zawsze uśmiechnięta lalka Barbie zyskała ludzkie atrybuty:
cienie pod oczami, smutek a może melancholię w oczach, piegi, zmarszczki, niedbale ułożone włosy...
Niedoskonałości, choć ja wolę określenie naturalności.

Betty przywróciła Barbie ludzką twarz, a właściwie ściągnęła jej maskę z twarzy (zobaczcie na jej stronie, jak wyglądają metamorfozy lalek, efekt przed i po jest piorunujący).

<3
... See MoreSee Less

View on Facebook